21.12.15

Rozdział 62

-Babciu... pukaj...- odparł z wyrzutem w glosie.
-Oj znowu pukaj! Przecież nie ma niczego, czego u ciebie nie widziałam, kochanie. Od zawsze wiedziałam, że wyrośniesz na potężnego mężczyznę!- zawtórowała mu- przecież zmieniałam ci pieluchy.. musiałam widzieć co nieco.- dodała i  z uśmiechem wyszła z pokoju,  a ja wybuchłam śmiechem.
-Potężny facet z ciebie!- parsknęłam nabijając się z biednego chłopaka.
-Ach.. cicho już.- powiedział zirytowany i znów zaczął zatapiać swoje palce  na moim brzuszku 'licząc' mi żebra i zmuszając do śmiechu.
-Dobra. Dobraaaa! Przestań..- szepnęłam już zmęczona, a gdy tylko skończył swój plan zemsty wtuliłam się w jego ciało i zasnęłam.

~Oczami Harry'ego~

Patrzyłem na jej drobne ciało wtulające się we mnie.. i pomyśleć, że dawniej broniła się przede mną rękami i nogami. W takim wydaniu wyglądała niewinnie, powiedziałbym nawet niczym anioł *Tylko, że czar pryska w momencie w którym się budzi*. Zachichotałem pod wpływem tej myśli wprawiając moje i jej ciało w wibracje.
-Mh.. Harry..- usłyszałem jęk blondynki i podświadomie kąciki moich ust uniosły się w górę.
-Hmmm?- zamruczałem, aby dowiedzieć się co chciała mi powiedzieć, chyba niezbyt świadoma Liliana.. nie miałem pojęcia, że mówi przez sen.
-Jestem sexy?- usłyszałem zaspany głos i znów uśmiechałem się jak głupi.
-Tak, jesteś najseksowniejszą kobietą jaką w życiu widziałem.- szepnąłem jej do ucha i czekałem na odpowiedź, ale dziewczyna ucichła. I jak mógłbym trzymać się z daleko od takiej kobiety?  Z tą myślą zasnąłem..
-Harry..- usłyszałem szept Lil i walczyłem sam ze sobą, aby się nie uśmiechnąć. Nadal udawałem, że śpię. Czułem jak zbliża się do mojego ucha.. jeszcze troszkę. Otworzyłem oczy i szybko wpiłem się w jej usta.. Na początku zaskoczona nie wiedziała co robić, a później oderwała się ode mnie, a po pomieszczeniu rozległ się mój śmiech.
-Przestraszyłam się!- pisnęła, a ja znowu się uśmiechałem.
-Mógłbym się tak budzić codziennie.- odparłem łapiąc za nadgarstki blondynkę i przyciągając ją już ubraną do mnie.
-A ja nie. - wystawiła mi język, a ja szybko ją puściłem i wstałem z łóżka. Pobawimy się w tą grę we dwójkę. Dziewczyna podparła się na łokciach i popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Nie, to nie.- powiedziałem nieco ostrzej niż chciałem, a ona wyglądała na przerażoną.
-Przecież..- zaczęła, a ja wszedłem do łazienki i się w niej zamknąłem. Gdy tylko wszedłem cichutko zachichotałem. Mi też było ciężko patrzeć jak się męczy.. nie. Nie było. Ubrałem się i wyszedłem po to by skierować się do kuchni.
-Cześć, babciu.- przywitałem się dając kobiecie buziaka w policzek i już leżały przede mną naleśniki.. tak, to rodzinne, naleśniki na śniadanie.
-Dzień dobry.- powiedziała nieśmiało Liliana, a  ja nadal ją ignorowałem.
-Cześć skarbie, zjesz? Na pewno zjesz.. Siadaj, zaraz ci włożę naleśniki.. z nutellą, czy dżemem?- spytała wyczekująco, a ona tylko popatrzyła na mój talerz nie wiedząc co wybrać.
-Z dżemem. -odparła widząc, ze ja też jej jem. Usiadła obok mnie i  wpatrywała się jak w obraz.
-Co? Jestem brudny, czy jak?- spytałem znów wyprany z emocji.
-Em.. nie, ja, tylko... nic.- zmieszała się i wbiła wzrok w swój talerz. Gdy tylko skończyłem, nie czekając na Lilianę poszedłem na górę i usiadłem na ogromnym łóżku tyłem do drzwi. Usłyszałem jak to niby po cichu kieruje się w moją stronę i gdy była na tyle blisko, żeby móc mnie dotknąć wstałem i  odwróciłem się.
-Czego chcesz?- warknąłem niby zirytowany, a ona zamykała i otwierała buzię..szczerze powiedziawszy to wyglądała jak ryba, która próbuje złapać powietrze. Mam nadzieję, że rozumiecie o co biega.
-Ja... ja żartowałam z tym, że nie chciałabym..- tyle zdołałem usłyszeć, bo później zaczęła mamrotać pod nosem, co mnie na prawdę irytuje.
-Nie mamrocz, proszę.- odparłem ostro denerwując się powoli.
-Ja też chciałabym się tak budzić.- powiedziała głośno i wyraźnie, a po chwili milczenia podeszła do mnie.
-Nie wiem. Jesteś zmienna... nie mogę tak dalej żyć.. nie potrafię..- grałem nadal i dramatycznym głosem ciągnąłem tą scenkę ostatnimi siłami powstrzymując się od śmiechu.
-Harry.. ale ja nie zmieniam się.- podeszła jeszcze bliżej, a mi zaczyna się to podobać. Złapała moje ręce i splotła nasze palce razem.
-To czego ty do cholery chcesz?- spytałem chcąc wywołać u niej jeszcze większą desperację. Udało się. Liliana stanęła na palcach kładąc swoje ręce na moim torsie.
-Nie wiesz czego chcę?- wyszeptała mi do ucha, a ja położyłem swoje dłonie na jej talii powstrzymując ją od upadku.
-Nie.- powiedziałam nadal szorstko.
-Chcę twojego spojrzenia..- szeptała i oddaliła się nieco aby spojrzeć mi w oczy.
-Twojej bliskości.- mówiła dalej, przy czym założyła swoje ręce na moją szyję i się wtuliła.
-Chcę móc cię dotykać. Uśmiechu z dołeczkami..- w tym momencie jakby przypominając sobie jego kształt uśmiechnęła się i wbiła swoje palce w moje policzki.
-Rozczochranej czupryny.. tego, żebyś nadal tak reagował na mój dotyk..- zaczęła całować moją szczękę, a później szyję co chwile nadgryzając lub lekko ssąc skórę. Całe moje ciało albo się spinało, albo przechodziły przeze mnie dreszcze.. wiedziałem, że tego chce.. a ja nie wiedziałam jak to powstrzymać.. ale zaraz nie wytrzymam.. jeszcze sekunda z nią w takiej bliskości i się rzucę na drobną blondynkę.
-Żebyś mnie pożądał..- kontynuowała i tym razem złożyła delikatny pocałunek na moim policzku. Poważnie?! Cholera, ja tu ledwo wytrzymuje, a on mówi mi o pożądaniu!
-Chcę ciebie. W całej okazałości.- skończyła i zrobiła krok do tyłu, a ja się w końcu uśmiechnąłem.
-Chyba będę musiał się częściej obrażać.. nie codziennie mogę tego zaznać..- zachichotałem, a Liliana zrobiła duże oczy.
-Co?- spytała patrząc na mnie.. teraz to wyglądała komicznie.
-Te otwarte usta to dla mnie?- spytałem nadal się śmiejąc.
-Ja myślałam, że.. ughgh!- krzyknęła i się odwróciła, jednak zdążyłem złapać ją w talii i przyciągnąć do mnie.
-Spokojnie, kochanie.. to tylko taki mały żarcik..- szeptałem łagodnym głosem do jej ucha i przeniosłem swoją rękę na jej pośladek po czym lekko nie uprzedzając ją ścisnąłem,  a cichutki jęk uleciał z jej ust. Tego właśnie chciałem.
-Żarcik?- spytała już łagodnym tonem, a  ja byłem pewien, ze podziała.
-Tak, nie przejmuj się..- szeptałem i począłem kreślić mokrą ścieżkę zaczynając od złączenie jej szczęki z szyją i w akompaniamencie jej szybkiego oddechu schodziłem coraz niżej uśmiechając się. Po chwili do tańca dołączyły też moje ręce i pocałowałem blondynkę tym razem już w usta,a  ona pociągnęła mnie w stronę łóżka.. jest lepiej niż przypuszczałem.. Usiadła na mnie okrakiem i nadal się całowaliśmy namiętnie..
Ściągnęła moją koszulkę, a ja chciałem zrobić to samo z jej, ale zręcznie wywinęła jej koniuszek z moich rąk uśmiechając się..
-To później.- odparła pobudzającym moje zmysły tonem, na który się uśmiechnąłem. Tym razem Liliana kreśliła ścieżkę w dół mojego torsu, a ja czułem, że nie długo tak wytrzymam.. czułem jak moja męskość się pobudza, gdy dociera do gumki od bokserek.. ona ją lekko podniosła, po czym zeszła prawdopodobnie specjalnie pocierając pośladkami mojego kolegę na co wydałem z siebie gardłowy jęk.. cholera.. było tak dobrze.. myślałem, że chce się rozebrać, ale ona zamiast tego podeszła do lustra i ułożyła włosy w idealnym ładzie. Patrzyłem na to zdesperowany.
-Poważnie?!- krzyknąłem w rozpaczy.
-Zabijesz mnie..- parsknąłem, a ona odwróciła się i podeszła. Dała buziaka w policzek.
-Taki tam żarcik..- zaszczebiotała i zmysłowo poruszając biodrami szła w stronę łazienki.
-Robisz to specjalnie!- rzuciłem oskarżycielskim tonem, na co jeszcze raz się zaśmiała.. to dla mnie jak muzyka.

Wróciłam ^-^
Mam nadzieję, że pierwszy powrotny rozdział, raczej sielankowy
zachęcił was do dalszego czytania ^-^ :*
Tradycyjnie posty wieczorem..
Dobranoc misiaczki ♥ :*




19.12.15

WAŻNE!!!

Kociczki moje kochane.. ♥ chciałabym wrócić do tego bloga, napisać jakąś part.2, ale pytanie, czy wy chcecie?! Czy będziecie wciąż czytać? :) 
Na razie sporo osób czytało, więc mam nadzieję, że jeszcze gdzieś są te osoby ^-^
Czytam na odpowiedzi w komentarzach, a ja? Ja po prostu się nieco stęskniłam za tą historią :3 
Ale przecież nie będę pisała, jeśli nikt nie będzie chciał czytać.. byłabym zbyt samolubna xd
Czekam na komentarze i proszę bardzo,a by je pisać ;) :* 

23.9.15

Zawieszam FF! ;)

 Pewnie jesteście wszyscy zdziwieni, że tak nagle postanawiam zawiesić bloga.. w końcu długo już go pisałam! O.o
 Chociaż myślę, że każdy zauważył, że on umiera,.. co nie znaczy, że nie odrodzi się za jakiś czas xd
 Na razie zacznę pisać kolejnego ff :0 na pewno dam tu Link, więc jeśli komuś się podobał ten, to radzę śledzić posty tu c:
 Oczywiście jesteście wspaniałymi czytelniczkami ♥ bez was nie pisałabym w ogóle xD

5.9.15

Rozdział 61

Rozdział zawiera treści o tematyce erotycznej. Czytasz na własną odpowiedzialność i  z własnej woli! 


-Łaskoczesz..- zaczęłam chichotać, kiedy on już zabierał się do mojej bielizny.
-Sama.- dodałam, a on wstrzymał się w połowie ruchu i skinął głową. Już odpinałam stanik, kiedy napotkałam jego wygłodniały wzrok.
-Harry!- skarciłam go.
-Jak tak będziesz patrzył to wyjdę. - pisnęłam i pchnęłam go lekko w stronę prysznica, a on zdjął bokserki i jak gdyby nigdy nic, wszedł do kabiny z uśmiechem na twarzy. Po kilku sekundach dołączyłam do niego. Nasze ciała oblała lodowata woda, a ja z piskiem przykleiłam się do Harry'ego, na co wybuchł śmiechem.
-Zrobiłeś to specjalnie.- warknęłam i oderwałam się pozwalając zmoczyć już nieco cieplejszą wodą ciało.
-Nie złość się, kruszynka..- zaczął obniżonym głosem.. dobrze wiedział, jak na mnie działa, wziął moją twarz w swoje dłonie i lekko musnął kciukiem dolną wargę, a ja odruchowo ją nadgryzłam.
-Od zawsze to robiłaś..- szepnął i tym razem zrobił to samy, tylko, że ustami, a jego dłonie zeszły niżej.. ścisnął lekko moje pośladki, a ja zajęczałam przez pocałunek, na co on oczywiście się uśmiechnął ponosząc satysfakcję z tego, że wciąż reaguję tak samo na jego dotyk. Ja ułożyłam swoje dłonie na jego torsie. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy brakło nam powietrza. Oparłam się o jego tors próbując uspokoić oddech.
-Powiedz mi, jak ty to robisz?
-Co..?- zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc całkiem pytania.
-To, że tak na mnie działasz.- odparł zbierając moje włosy i zaczesując je na jeden bok, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Leciutko ucałował moją szyję, a później wziął żel pod prysznic do rąk i równie wolno nakładał go na moje ciało, a ja czerpałam przyjemność z tego, że jest po prostu blisko i niczego więcej nie potrzebowałam. Oczywiście, że odczuwałam towarzyszącą z jego dotykiem rozkosz, ale jego dotyk tym razem był delikatny i opanowany, a kąpiel pełna pocałunków i czułych słów... podczas tej godzinki spędzonej razem usłyszałam więcej razy 'kocham cię', niż przez całą naszą znajomość. Gdy już oboje byliśmy wypłukani i odświeżeni wyszliśmy spod prysznica otulając się nawzajem ręcznikami. Harry próbował mnie wytrzeć, lecz gdy tylko zaczął wycierać brzuch zaczęłam niesamowicie się śmiać i koniec był  naszej zabawy.. przecież nie pozwolę mu się torturować! Przeszłam do sypialni zostawiając chłopaka samego w łazience. Ubrałam na siebie jedną z jego koszulek znalezionych w szafce i bieliznę. Po chwili dołączył do mnie też Harry.
-Ładnie ci w moich rzeczach.- powiedział obejmując mnie od tyłu i zaciągając się zapachem mojego ciała.
-Powinnam częściej tak chodzić?- parsknęłam, a on obrócił mnie  w swoją stronę.
-Zdecydowanie.- uśmiechnął się i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-A ty powinieneś częściej się mi pokazywać w samych bokserkach..- szepnęłam mu w usta i odwzajemniłam pocałunek, a on się uśmiechnął.
-Myślałem, że powiesz bez nich.- zaśmiał się zrzucając nas na łóżko i rozpoczynając gwałtowniej mnie całować. Pozbył się w mgnieniu oka mojej koszulki i już leżałam jedynie w bieliźnie.
-Harry... na dole są twoi dziadkowie..- szepnęłam próbując opanować oddech.
-Jak tego nie zrobię to umrę.- odparł zbyt poważnym tonem i znów jego dłonie błądziły po moim ciele. Stwierdziłam, że nie ma sensu się opierać... oboje pragniemy tego tak samo. Kilka sekund później byłam w  samych majtkach, a Harry  delikatnie pieścił moje piersi całując je i lekko zasysając skórę na nich.. później przeszedł do mojej szyi pozostawiając dłonie nadal na piersiach. Zassał skórę mojej szyi, a ja jęknęłam w rozkoszy. Oderwał się od miejsca malinki delikatnie ją całując, aby zmniejszyć szczypienie zaczerwienienia. Zaczął zjeżdżać pocałunkami w dół mojego brzucha, a ja coraz bardziej czułam napięcie pomiędzy moimi udami i widziałam rosnącą erekcję przykrytą cienkim materiałem jego bokserków.  Dotarł do gumki mojej dolnej bielizny i lekko ją unosząc pocałował skórę pod nią. Później zdjął ją, a ja nie byłam mu dłużna i pozbyłam się jego bokserków specjalnie zahaczając ręką o jego członka, aby zrobić mu jak największą przyjemność z tego. Chłopak gardłowo zajęczał, a ja uśmiechnęłam się ze skutków mojego działania.
-Gotowa?- Styles popatrzył mi prosto w oczy,a ja skinęłam ręką, ale on zamiast wejść we mnie usiadł na skraju łóżka zakładając zabezpieczenie, przed tak zwaną wpadką. Przynajmniej jeden z nas myślał racjonalnie. Po kilku sekundach patrząc mi w  oczy powoli wszedł do mnie, a ja dałam mu znak, aby przyspieszył swoje ruchy, pomagając mu w tym. Poruszałam swoimi biodrami w rytm pchnięć Harry'ego.. czułam, że jesteśmy jednością.
-H-haarryy...- zajęczałam ukazując mu tym samym, że zaraz dojdę.
-Jeszcze... chwilkę.... maleńka..- wysapał kontynuując swoje ruchy.
-Kochaam cię...- zdążyłam jeszcze szepnąć i doszłam w rozkoszy wraz Harrym. Jednak poczułam niepokojące uczucie... jakby. Jakby gumka pękła..?
-Kocham cię.- odszepnął Harry już z nieco opanowanym głosem, a ja byłam zła na siebie, że on potrafi tak szybko się opanować... ja nie mogę wyszeptać ani jednego słowa!  Postanowiłam na razie kwestię gumki pozostawić w spokoju... może mi się wydawało. Uśmiechnęłam się widząc, jak Harry obserwuje skupiony mój wyraz twarzy.
-Coś nie tak?- spytał marszcząc czoło.
-Nie..- odparłam już mniej więcej spokojna- było cudownie.- dodałam cmokając go w usta.
-Brakowało mi tego. Twojego idealizmu.- odparł rozmarzając się i uśmiechając błogo.
-Nie podlizuj się i tak na dziś to koniec.- zawtórowałam mu śmiejąc się.
-Ok... jutro- zaśmiał się wraz ze mną i drzwi pokoju się otworzyły, a my automatycznie przykryliśmy się kołdrą. Powoli otworzyła drzwi babcia Harry'ego i spojrzała na nas zszokowana. Na szczęście oboje zdążyliśmy się przykryć. Patrzyła na nas i nagle wybuchnęła śmiechem, a ja nie wiedziałam co robić.
-Przyszłam wam podkręcić kaloryfery, bo na górze jest chłodno... ale widzę, że poradziliście sobie beze mnie!- krzyknęła śmiejąc się starsza Pani. Nie wyobrażacie sobie jak to brzmi w  ustach podstarzałej kobiety.Jednak odetchnęłam z ulgą, a Harry  nadal był napięty.
-Babciu... pukaj...- odparł z wyrzutem w glosie.
-Oj znowu pukaj! Przecież nie ma niczego, czego u ciebie nie widziałam, kochanie. Od zawsze wiedziałam, że wyrośniesz na potężnego mężczyznę!- zawtórowała mu- przecież zmieniałam ci pieluchy.. musiałam widzieć co nieco.- dodała i  z uśmiechem wyszła z pokoju,  a ja wybuchłam śmiechem.
-Potężny facet z ciebie!- parsknęłam nabijając się z biednego chłopaka.
-Ach.. cicho już.- powiedział zirytowany i znów zaczął zatapiać swoje palce  na moim brzuszku 'licząc' mi żebra i zmuszając do śmiechu.
-Dobra. Dobraaaa! Przestań..- szepnęłam już zmęczona, a gdy tylko skończył swój plan zemsty wtuliłam się w jego ciało i zasnęłam.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ok.. Następny rozdział za nami! ^-^  mam nadzieję, że się podobał, bo starałam się,a sceny +18 ciężko mi się jeszcze pisze, gdyż nie za często je piszę :) c:
Hope you like it dears :*

26.8.15

Rozdział 60

-No dziecko.. nie bój się. Wchodźcie, wchodźcie! Trafiliście akurat na placka... Joooohny! Harry przyjechał z dziewczyną, więc wyciąg te albumy...
-Babciu. Nie dziadku! Niczego nie wyciągaj!- krzyknąłem i już byłem w drodze do salonu, aby uniemożliwić im ośmieszenie mnie przed oczami Liliany.
~Oczami Liliany~
 Weszliśmy do domu uroczej kobiety, a Harry pobiegł od razu do dziadka w za pewne w celu zakopania dwa metry pod ziemią jakichś albumów, więc zostałam sama ze starszą kobietą.. nim się rozglądnęłam na stole leżały już placki, wędliny, sery, chleb i masa innego jedzenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo głodna byłam.. momentalnie rzuciłam się na jedzenie, a kobieta wybuchła śmiechem.
-Muszę powiedzieć Hazziemu, żeby cię lepiej karmił... taka chudzinka. To niepodobne!- pisnęła i nadal się śmiała.
-Dziękuję Pani.. było na prawdę pyszne.- powiedziałam odkładając już talerz po sałatce.
-Jaka Pani?! Jestem Laura, miło mi.- podała mi dłoń, a ja ją lekko uścisnęłam. Zauważyłam, że Harry'ego nie ma długo, co nie bardzo mi pasowało.. nie miałam pojęcia co sama robić.
-No i gdzie ten dzieciak? Przyprowadził mi dziewczynę i poszedł.- zaczęła narzekać babcia i już ciągnęła mnie w stronę innego pomieszczenia. Weszłyśmy do salonu, a tam w pozycji półleżącej razem z dziadkiem spał Harry. Nic dziwnego, był wykończony.
-Nic się nie zmienił. Obudź go, to zaprowadzę was do waszego pokoju- "waszego".. po raz pierwszy opcja bycia blisko z Harrym nie wzbudza we mnie strachu czy odrazy. Podeszłam do chłopaka i nachyliłam się do jego ucha.
-Szeptem go nie obudzisz.. on łatwo nie wstaje z łóżka.- zawtórowała Laura kręcąc głową, a ja się uśmiechnęłam pod nosem i zbliżyłam jeszcze bardziej do chłopaka.
-Kochanie...-szepnęłam najsłodszym głosem jaki potrafiłam- czekam w sypialni- dodałam kiedy poczułam jak się wzdryga przygryzłam lekko jego płatek ucha, ale oczywiście pierw zakrywając widok włosami upewniłam się, że spokojna babcia nic nie zobaczy. Nie czekałam długo, bo Harry od razu wybudził się, a dziadkowie tylko wybałuszyli oczy.
-Możemy iść.- wyszczebiotałam i poczułam jak loczek chwyta mnie za rękę. Pociągnęłam go za sobą i już po kilku minutach byliśmy w naszej chwilowej sypialni. Gdy tylko drzwi zamknęły się za Laurą poczułam silne dłonie na swojej talii.
-Tęskniłem za tobą.- szepnął prosto w ucho i poczułam jego zapach. Oszołamiający... nie wariuj!
-Idę pod prysznic!-pisnęłam i szybko się wyrwałam z jego objęć.
-Mi też się przyda!- zawtórował mi i podłożył nogę, abym nie zatrzasnęła drzwi. Wszedł i zaczął się rozbierać.
-Co ty robisz?- wydukałam powoli próbując udawać opanowaną.
-No przecież mówiłem, że idę się myć. Z tobą.- dodał i przykleił się do mnie. Delikatnie przycisnął do siebie i ukrył twarz w moich włosach wdychając mój zapach.
-Na prawdę tęskniłem, maleńka..- szeptał raz po raz.
-Niech ci będzie.- uległam w końcu i odpychając go od siebie też zaczęłam ściągać ubrania.
-Powoli... ja to zrobię.-powiedział z uśmiechem i zaczął powolutku  pozbawiać mnie koszulki, delikatnie przy tym gładząc moją skórę.
-Łaskoczesz..- zaczęłam chichotać, kiedy on już zabierał się do mojej bielizny.
-Sama.- dodałam, a on wstrzymał się w połowie ruchu i skinął głową. Już odpinałam stanik, kiedy napotkałam jego wygłodniały wzrok.
-Harry!- skarciłam go.
-Jak tak będziesz patrzył to wyjdę. - pisnęłam i pchnęłam go lekko w stronę prysznica, a on zdjął bokserki i jak gdyby nigdy nic, wszedł do kabiny z uśmiechem na twarzy. Po kilku sekundach dołączyłam do niego.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bardzo przepraszam za tak długie przerwy, ale mam jak na razie dość napiętą sytuację w dom u, więc nie bardzo znajduję czas, czy nawet ochotę pisać. Obiecuję, że się poprawię i już będą systematycznie wstawiane rozdziały ;)


7.8.15

Rozdział 59

-Prześpij się..- powiedziałem niemal szeptem wyciągając ku niej dłoń i gładząc ją po policzku.. nim obejrzałem się  Lil już zapadła w niespokojny sen, co chwile się wzdrygając.Jechaliśmy już dobre 4 godziny.. a zmęczenie powoli dopadało też mnie. Już niedaleko. Nie ma powodu teraz na postój. Co chwilę szerzej otwierałem oczy, ręce również zaczęły boleć. Jeszcze 20 minut. *Liliana może cię zmienić*
-Lil.. skarbie..- zacząłem ją powoli budzić lekko szturchając.
-Hmm.?- mruknęła powoli i otwierała oczy. Obejrzałem się na chwile..
-Uważaj!- krzyknęła i rzuciła się w stronę kierownicy skręcając nią w przeciwną stronę ciężarówki... musiałem przez przypadek zjechać... cholera. Już jedziemy swoim pasem. Już jest dobrze. Spojrzałem oszołomiony na dziewczynę, która już kuliła się na siedzeniu i bawi się bransoletką drżącymi dłońmi. Po kilku minutach zjechałem na stację.
-Przepraszam..- szepnąłem.
-Nnic się nie stało.- wyszeptała i spojrzała na mnie.
-Mogę..?- spojrzała na moje ramiona wyczekująco.
-Nie musisz pytać.- odparłem próbując ja uspokoić. Przeszła przez siedzenie i teraz siedziała  mi na kolanach przyczepiając się mnie jak przestraszony mały kotek. Objąłem ją i zacząłem całować po czółku.
-Co się dzieje... już jest w porządku..- szeptałem próbując ją uspokoić, ale zobaczyłem jedynie łzy w jej oczach.
-Harry... proszę uważaj. Ja miałam kiedyś wypadek... nie chcę tego znowu. Nie chcę, żeby ci się coś stało.- mówiła do mnie roztrzęsionym głosem jeszcze bardziej się we mnie wtulając.
-Jaki wypadek... ale już ci nie jest, tak?- spytałem pełen obaw.
-Tylko ja przeżyłam... wracaliśmy z imprezy, to było rok temu... ponad rok temu. wszyscy byliśmy trzeźwy, ale kierowca tira nie. Ja jedna przeżyłam Harry. Tylko ja na 5 osób.  Nie chcę stracić jeszcze ciebie.- nadal się kołysała w moich ramionach, a ja jeszcze mocniej ją utuliłem. Ona przeszła piekło.
-Nie zostawię cię... obiecuję. Jesteśmy bezpieczni.. uratowałaś nas.- mówiłem, a po kilku minutach poczułem, że już jest spokojna.
-Przepraszam...- szepnęła- możemy jechać.
-Nie masz za co przepraszać, Lil.- powiedziałem i ją cmoknąłem lekko w usta i odniosłem na miejsce.
-Jedziemy.- odparłem będąc już całkowicie rozbudzonym i wypoczętym. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy przed dużym drewnianym domkiem obitym saidingiem (chyba tak to się pisze O.o), z  nie mniejszym ogródkiem.
-Witam w moim domu.- powiedziałem z wyraźną ulgą.. nie mam pojęcia czemu tak długo mnie tu nie było.
-Jest cudowny.- usłyszałem tuż koło siebie, a później poczułem jak jej usta muskają mój policzek.. na prawdę zadałem sobie wiele trudu, aby w ostatnim momencie się nie odwrócić. Wysiadłem z samochodu otwierając MOJEJ blondynce drzwi i jej również pomagając wysiąść. Gdy byliśmy już pod drzwiami czekając, aż ktoś otworzy, zdałem sobie sprawę z tego, że to jest niezbyt przemyślana decyzja.. nie mamy NIC. Ciuchy, bielizna, szczoteczki... nic.
-Dobry wieczór, w czym mogę...- zaczęła moja babcia.
-Hazzuś!- pisnęła i po chwili nie mogłem oddychać.
-Cześć babciu..  też za tobą tęskniłem, ale daj mi oddychać.- mówiłem przez śmiech.. gdy w końcu mnie puściła zerknąłem na Lilianę, która stała z tyłu nie odzywając się.
-Babciu... to jest Liliana.- odparłem.
-O! W końcu jakąś wyrwałeś. Jaka ty jesteś śliczna..
-Dobry wieczór.- powiedziała nieśmiale, a Laura (tak miała na imię) zaatakowała tym razem ją.
-No dziecko.. nie bój się. Wchodźcie, wchodźcie! Trafiliście akurat na placka... Joooohny! Harry przyjechał z dziewczyną, więc wyciąg te albumy...
-Babciu. Nie dziadku! Niczego nie wyciągaj!- krzyknąłem i już byłem w drodze do salonu, aby uniemożliwić im ośmieszenie mnie przed oczami Liliany.


6.8.15

Rozdział 58

  Ważna notka pod rozdziałem!!!!!                                                             


                                                                       ~Oczami Liliany~
 Siedziałam na kolejnej nudnej lekcji, próbując się skupić na tym, o czym mówi nauczyciel... jednak z marnym skutkiem. Po kilku minutach profesor po raz kolejny zwrócił mi uwagę, abym nie żyła w swoim świecie. Za kolejnym razem, kiedy nie odpowiedziałam mu na pytanie, kazał mi po prostu wyjść i wrócić na kolejne lekcje.  O dziwo nie przeszkadzało mi to tak bardzo jakby tego chciał mężczyzna. Nie bardzo wiedziałam dokąd mam się udać.. więc wyszłam i spacerowałam ulicami miasta. Nie wrócę również na kolejne lekcje.. bo po co? 'Rodzice' są i tak wezwani. Wyjęłam parę drobnych z kieszeni i skierowałam się w stronę starbucks'a.
-Dzień dobry, co podać?- spytał młody sprzedawca ze szczerym uśmiechem. Nie wiedziałam, że w ciągu dnia jest tu niemalże pusto.
-Czarną po proszę... gdybyś mógł to taką mocną, żeby kopnęła mnie.- dodałam nieco ciszej, a chłopak zaczął się śmiać pod nosem i pokiwał oznajmująco głową. Po kilku minutach był już z powrotem z moją kawą.
-Dzięki.- odparłam dając mu pieniądze.
-Na koszt firmy.- mrugnął do mnie, a mi się zrobiło cieplej na sercu.. takie małe a cieszy- i pamiętaj żeby wyrzucać osobno plastik i papier.- uśmiechał się szerzej, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Do widzenia!- krzyknęłam na odchodne.
-Hej! Mogę znać twoje imię?- zagadnął jeszcze doganiając mnie pod drzwiami.
-Liliana.- odparłam uśmiechając się.
-Dawid, miło mi.- odpowiedział tym samym i wyszłam z pomieszczenia delektując się kofeiną. Szłam ulicą wypatrując miejsca, aby usiąść.  Stwierdziłam, że najlepiej będzie gdy pójdę do parku.. widząc kontenery na śmieci zaśmiałam się pod nosem dopijając kawę i otworzyłam  pokrywkę, chcąc wyrzucić do plastików. W połowie ruchu zatrzymałam się i zaśmiałam w głos. No tak.. to było do przewidzenia. Odwróciłam pokrywkę i ujrzałam numer  Dawida, z uśmiechem na twarzy spisałam numer i zadzwoniłam.
-Halo?- usłyszałam znajomy głos.
-Szerzysz recykling?- zaśmiałam się do słuchawki.
-Hah, miałem nadzieję, że zauważysz.- odparł szybko rozpoznając mnie.
-O której masz przerwę na lunch?- spytałam bez oporów.. w końcu co ja będę robiła przez tyle czasu.. do domu nie chcę jechać.
-Za pół godzinki... nie do szkoły?- spytał dając poważnego.
-Nieeee.- zajęczałam i rozłączyłam się, siadając na  ławce. włączyłam muzykę w słuchawkach i się odłączyłam od świata. Chyba nawet przysnęłam na chwilę, bo obudził mnie dopiero telefon od Dawida.
-Nie śpij!- krzyknął całkiem mnie wybudzając z tego przyjemnego stanu.
-A ty nie krzycz- odparłam podchodząc do niego, a on rozłączył się.
-Skąd wiedziałeś gdzie mnie znaleźć?- spytałam marszcząc brwi.
-Z lokalu widać park, więc nie było ciężko cię nie przegapić.
-Chodźmy na pizze!- krzyknęłam udając optymistkę i łapiąc go za rękę pobiegłam do pierwszej lepszej pizzerii, a uwierzcie, że jest tu ich sporo.
-Giuseeeeeppeeeee... pizza italiana.- zaczęła śpiewać sobie pod nosem siedząc już na wygodnym fotelu przed chłopakiem. On tylko patrzył na mnie krzywo co nieco się wykrzywiając.
-Hmm?- mruknęłam nieco speszona.
-Czemu tak usilnie próbujesz ludziom wmówić, że jesteś szczęśliwa?- zadał pytanie prosto z mostu.. *wow! Bezpośredni człowiek* uhmm... wybrnij z tego Lil.. przecież potrafisz!
-Nikt nie powiedział, że jest to udawanie.- zaśmiałam się i próbowałam udać rozbawienie.
-Uhm.- mruknął i zaraz podeszła do nas kelnerka z pizzą... W końcu!
-Smacznego.- mruknęłam i szybko zaczęłam się zajadać pizzą, aby przerwać ta idiotyczną rozmowę.
-Pyszna.. byłam niesamowicie głodna.- dodałam po chwili, aby rozluźnić atmosferę.
-Ubrudziłaś się.- zaczął z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie? Tu?- próbowałam się dowiedzieć, ale on coraz bardziej się śmiał.
-Ja to zrobię.- wziął  chusteczkę i wstał aby sięgnąć do mnie.. wydaje mi się, że ma chyba w zamiarze coś więcej niż mnie wytrzeć.. gdy skończył oczyszczać moje usta od sosu pomidorowego był już niebezpiecznie blisko. Coś mnie pociągnęło, aby spojrzeć w stronę lady... był tam. *Śledzi mnie?!* pobudzony tym, aby pokazać Styles'owi, że wcale go nie potrzebuję pośpiesznie złączyłam nasze usta w pocałunku. *Niech to będzie ta próba* Nie musiałam czekać zbyt ługo na rezultaty.. po kilku sekundach poczułam szarpnięcie w tył i teraz stałam na przeciwko Harry'ego, który bez słowa zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia.
-Ale! Ughgh!- zaczęłam się denerwować.. *miał tylko wyjść!*
-Pa!- odparłam przepraszającym tonem, a mój towarzysz tylko siedział i patrzył na mnie próbując cokolwiek z tego zrozumieć. Zdołałam mu się wyrwać dopiero pod samochodem, kiedy to jedną ręką próbował otworzyć drzwi.
-Co ty odpieprzasz?!- krzyknęłam w pełne furii.
-Co JA odpieprzam?! Od kiedy się rzucasz na przypadkowych facetów nie wiedząc kompletnie NIC o nich? Nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka!- również krzyknął otwierając drzwi.
-Ha! Wiesz.. nie  wiem czy zauważyłeś, ale do niczego go nie zmuszałam! Z resztą.. co cię to obchodzi!- wyrzucałam rękami w powietrzu nie wytrzymując już nerwowo.
-On ma z 5 dziewczyn takich jak ty i 10 gorszych.- odparł mrużąc oczy.
-Tylko ty możesz się tu zabawiać? Też chcę mieć coś z życia!- *dupek*
-Ale ty taka nie jesteś.
-Nie wiesz jaka jestem.- wysyczałam zbliżając się do niego i zmuszając, aby cofnął się w stronę samochodu. Nasze klatki dzieliło zaledwie kilka centymetrów,a oddechy przyspieszyły.. nie wiem czy z powodu iskier między nami, czy z tego, że oboje płonęliśmy niebezpiecznym ogniem, który nas wypalał po trochę codziennie.
-Nie taka.- warknął i spojrzał na moje usta, po czym szybko odwrócił twarz w bok i przeczesał nerwowo ręką włosy.
-Musisz mi tak to utrudniać?- odparł nawet na mnie nie patrząc, a ja parsknęłam.
-Wsiądź, proszę.- powiedział z niesamowitą skruchą w głosie otwierając przede mną drzwi. Za pewne popełniłam niewybaczalny błąd, ale nie potrafiłam mu odmówić.
                           ~Oczami Harry'ego~
-Nie wiesz jaka jestem- syknęła mi prosto w twarz, zmuszając do cofnięcia się o kilka kroków.
-Nie taka.- próbowałem się uspokoić, ale to nie było możliwe przy niej.  Cholerny irytujący chodzący ideał.  Wystarczyło, żeby spojrzał przez sekundę na jej idealne rysy twarzy, pełne usta... ughghg! Szybko odwróciłem wzrok, aby móc się oprzeć temu widoku. Prawda jest taka, że  bez niej mnie nie ma.Po prostu.
-Wsiądź, proszę..- odparłem już bez siły.. poddając się. Nie mogę tak dłużej.. muszę znowu odżyć. Ja usiadłem na siedzenie od strony pasażera i ruszyłem nie mając pojęcia gdzie jadę. Po chwili uświadomiłem sobie, że jadę do mojego domu rodzinnego.. do dziadków. *Bravo Styles! Zabierz ją do dziadków!* Jechaliśmy już dobrą godzinę, a blondynka uparcie walczyła ze snem.
-Jeszcze dość daleko, możesz się przespać..- powiedziałem jak najdelikatniejszym tonem umiem. Spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
-Harry..- zaczęła dość cicho.
-Gdzie jedziemy?- spytała w końcu. Nie mogłem się doczekać chwili w której się odezwie.
-Do moich dziadków.. zostaniemy tam przez tydzień.- powiedziałem czekając na wybuch z jej strony.
-Harry.- mówiłem już jak pięknie brzmi to w jej ustach? Kocham jak wymawia moje imię właśnie ona.
-Słucham cię..
-Czemu się tak zachowujesz?- spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Jak kochanie?- spytałem całkiem odruchowo pod wpływem jej wzroku. Uśmiechnęła się na dźwięk tych słów.
-Właśnie tak. Odpychałeś mnie i raniłeś tylko po to, aby kolejny raz mnie do siebie zbliżyć. Już któryś raz mnie odrzucasz i przyciągasz z powrotem... jak ulubioną zabawkę. Ale Harry. Powiedz mi, że to był ostatni raz.... ja Harry nie zniosę już więcej tej bliskości tylko po to, aby mnie zranić jak najgłębiej. Obiecaj mi.. obiecaj, ze więcej nie zostawisz..- skończyła, a ja nie wiedziałem co powiedzieć.. nie mówiła jak siedemnastolatka. Była tak zmęczona tym wszystkim.. ukrywała to tak dobrze, przez tyle czasu.
-Prześpij się..- powiedziałem niemal szeptem wyciągając ku niej dłoń i gładząc ją po policzku.. nim obejrzałem się  Lil już zapadła w niespokojny sen, co chwile się wzdrygając.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani! Bardzo przepraszam (po raz kolejny) za problemy z rozdziałem i długie czekanie.. 
Po prostu nie miałam komputera i dla mnie to OGROMNY problem, bo tylko tym umiem się posługiwać :/
Mam nadzieję, że z rozdziału wszyscy zadowoleni ;)
Teraz już systematycznie będą dodawane rozdziały
Co do ff myślę, że powoli się zbliża do końca.. czemu?
Ta historia jest już  za długa i przeciągana, może trochę nawet męcząca?
No nic.. piszcie co sądzicie na ten temat w komentarzach c:
I tradycyjnie życzę dobrej nocy! ^-^




22.7.15

Rozdział 57

Tak szybko jak to się zaczęło, ja to skończyłam. Dałam mu w twarz ze łzami w oczach i przetarłam je, aby przypadkiem żadna nie wypłynęła pokazując moją słabość.
-Dalej ci mało?- szepnęłam tylko i znikłam mu z oczu. Wbiegłam do korytarzyka i wpadłam na Jaspera.
-W porządku?- spytał otulając mnie ramionami. Ja tylko kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam i poszłam dalej zostawiając go samego.

~Oczami Harry'ego~
 -Teraz włączyłam autodestrukcję... bo nie mam NIC do stracenia...- mówiła wyprana z uczuć blondynka, a mi kruszył się kawałek serca.. jeśli to serce jeszcze tam jest. Ono jest z kamienia, nie tak jak u innych. Jednak na widok jej śmiechu topnieje, a jej płaczu boli.. gdy jednak ja przyczyniam się do tego, że nie wie jak żyć.. że traci samą siebie.. wtedy kruszy się. Kawałek po kawałku *i nie chodzi mi o mięsień*. Nie mogę  patrzeć jak rozpada się tuż przede mną i nic nie zrobić. Chociaż będę tego żałował nie umiem inaczej. Ten chory umysł nie jest zaprogramowany do takiej kobiety jak ona. Pocałowałem ją.. wręcz rzuciłem się na nią. I znowu poczułem woń jej perfum, smak ust i badałem każdy cal jej twarzyczki. Tak cholernie mi tego brakowało, że nie wyobrażam sobie jak ja mogę funkcjonować bez niej. Próbowałem ją zastąpić.. sypiałem z każdą napotkaną laską. Próbowałem okręcić je sobie wokół palca.. ale one na to wszystko się zgadzały bez pisknięcia słówkiem. A ja potrzebowałem JĄ. Nie żadnej innej.. tylko jej. Mojego "pogromcy". Jednak moje przemyślenia rozwiały jej ręka lądująca na moim policzku.
-Dalej ci mało..?- odparła głosem tak kruchym, że przejął mnie strach przed tym, iż rozleci się, a ja nie będę miał pojęcia jak z powrotem ją złożyć *a teraz wiesz?*.Dziewczyna przetarła szklane oczy nie pozwalając wydobyć się ani jednej kropli. Popatrzyła na mnie tymi niebieskimi tęczówkami, które teraz jakby poszarzały.. tylko przez nie można było zobaczyć, że ten gniew to jest cholerna melancholia i nostalgia. Pobiegła dalej. *Rusz się dupku* 
-Nie mogę.- odszepnąłem sam do siebie i poczekałem parę minut, aż ucichnie stukot jej biegu. Gdy tylko zapanowała cisza, wzrósł we mnie niepohamowany gniew.  Jak mogłem dopuścić do tego, że  kobieta chce się zniszczyć? Byłem zły sam na siebie.. nie powinienem tego zaczynać.. kończyć też nie. Pieprzony Bieber i jego zasady. Cały ten mętlik w głowie zagłuszyłem mocnym uderzeniem pięścią o mur. Nic nie czuję.. a nerwy nadal buzują.. niszczę ją.. więc siebie tez powinienem, czyż nie? Powinno mi to pomóc. A jednak nic nie daje. Nie umiem pogodzić się z jej stratą. Z tym, że mam zabronione dogonienie ją.. pobiegnięcie za nią. Chciałbym ja chronić.. ale ironią losu jest to, że powinienem to robić przed samym sobą. W końcu moje myśli zagłuszył puls w ręce. Och tak.. czyli trzeba chwilę poczekać. Popatrzyłem na rękę z lodową miną i lekko obtrzepałem ją z krwi, by następnie ruszyć przed siebie. Nie miałem zamiaru iść na jakiekolwiek lekcje. Mógłbym ją spotkać. Wszedłem do budynku wyjściem tylnym i skierowałem się bezpośrednio do  gabinetu pielęgniarki szkolnej. Nie fatygując się pukaniem otworzyłem drzwi. Jak zwykle siedziała pijąc kawę z jakimś innym profesorem.
-Niech Pani to odkazi i zabandażuje.- warknnąłem w jej stronie siadając obok nauczyciela.- kobieta od razu wzięła się do roboty. 
 Już po chwili moja ręka była w dużo lepszym stanie, a ja wciąż czułem się podle. Jedno wiem na pewno. Nie potrafię się trzymać od niej z daleka... Chociaż nie wiem jak bym się starał. Ale czy mam inne wyjście? Wyszedłem z budynku szkolnego i skierowałem się do starej, opuszczonej budowli. Tak.. to jest mój azyl. Zamknąłem oczy i po raz pierwszy poczułem, że zależy mi na kimś więcej niż samym sobą.
                                                               ~Oczami Liliany~
 Siedziałam na kolejnej nudnej lekcji, próbując się skupić na tym, o czym mówi nauczyciel... jednak z marnym skutkiem. Po kilku minutach profesor po raz kolejny zwrócił mi uwagę, abym nie żyła w swoim świecie. Za kolejnym razem, kiedy nie odpowiedziałam mu na pytanie, kazał mi po prostu wyjść i wrócić na kolejne lekcje.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani.. Zrozumiem, jeśli się obrazicie.. nawaliłam i się przyznaję. Obiecuję, że jak tylko będę miała znów swój kochany komputerek wynagrodxę wam wszystko. Nie mam nawet czelności prosić o jakiekolwiek komentarze, bo jest krótkie i słabe.. Na razie pisze na tablecie, dlatego tak mizernie mi to idzie. Proszę również o zrozumienie, że teraz codzień pracuję PRZYNAJMIEJ 10 h.. więc równieżjestem baaardzo zmeczona... Dobranoc 😘😐

13.7.15

Rozdział 56

-Przykro mi, ale mam swoje zasady i to nie przejdzie. Dziś rozdam scenariusze. Wystawiamy sztukę za miesiąc.- powiedział i rozpoczął tłumaczyć wszystkie kwestie dotyczące teatru i romantyzmu.
 *Jak on mógł?! Dupek. Nie! Gorzej.. dlaczego się nie sprzeciwił.. przecież jego by posłuchał. Pewnie też wyeliminował konkurencję.. ughghghg!* Po dzwonku wystrzeliłam z sali jak rakieta i  popędziłam za drzwi czekając, aż osobnik z lokami wyjdzie i będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
-Przepraszam. Mogę na chwilę zostać w sali? Chciałbym się skupić przez chwilę.-  podsłuchałam jego rozmowę z profesorem. *On to robi specjalnie*
-Jasne. Odnieś później kluczyki.. ja już kończę zajęcia.
-Dobrze.. do widzenia!- krzyknął za wykładowcom, a ja wparowałam z powrotem i trzasnęłam drzwiami chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
-Tak też myślałem.- uśmiechnął się ironicznie i oparł o blat stołu.
-Co to do cholery miało być?- odparłam opanowanym tanem odnosząc się do poprzedniej sytuacji.
-Tetr.- mruknął pod nosem, a mnie krew zalewała.
-Dlaczego mnie w to zaangażowałeś BEZ mojej zgody?! Widzę cię z miolionami lasek będąc z tobą związana. Mówisz, że masz mnie w dupie, przychodzisz pijany do mnie do domu "pomagając" mi zapomnieć, później przytulasz i mówisz, żebym cię nie znała...a teraz karzesz mi grać z tobą w jakiejś sztuce?! I to w ROMEO I JULII?! Jesteś chory.- przez cały czas zaciskałam mocno zęby, żeby aż tak nie wrzeszczeć.. ale jego odpowiedź przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.
-Przyszedłem, bo byłem pijany. Powinnaś to zrozumieć.. nie wiedziałem co robię. I nie pamiętam kompletnie nic z wczorajszej nocy.A do przedstawienia.. nie sądzisz, że to będzie nowe doświadczenie?
-Och tak. Byłoby świetnie. Ale nie z tobą.
-Nie chowajmy do siebie urazy.Zróbmy to, co mamy zrobić i tyle. W końcu szkoła pokłada w nas nadzieję... czyż nie?- spytał kpiąco się uśmiechając.
-Och..jeśli tak, to myślę, że podołasz dwóm rolom na raz. W końcu nie ma nikogo tak genialnego jak ty i nikt lepiej od ciebie nie zagra Julii. Tak nawiasem mówiąc to ich cholerna miłość jest chora. Zabijają siebie nawzajem. Czy to jest normalne? - pogrążyłam się w tematy Sheakspir'owskie
-A nasza miłość jaka jest?- loczek szepnął niemal niesłyszalnie i wbił we mnie swój przenikliwy wzrok, aby po chwili znów stać się zimny jak lód.
-Idę. Zagrasz to. Nie masz wyjścia.. a jesteś całkiem dobra w odgrywaniu ról.. więc nie sprawi ci to żadnej trudności.- warknął i przeszedł zahaczając o moje ramie. Nie mam pojęcia jak wyglądam, ale za pewne komicznie, bo idę korytarzem, a wszyscy gapią się na mnie jakbym wyszła z psychiatryka. Ale przysięgam, że to nie ja tu jestem uciekinierem.. tylko on. Styles. *Skup się! Matma.* powędrowałam w stronę katedry matematycznej biorąc po drodze zeszyt. Ostatnia ławka już na mnie czeka. Mój dzisiejszy plan dnia to po prostu przetrwać tą jedną godzinę.. później już wszystko jedno. Po chwili dosiadł się do mnie Jasper.
-Co jest?- optymistyczny ton, ręka zawieszona na ramieniu i targanie mnie za włosy. Przysięgam, że kiedyś mu coś zrobię.
-Chcę przestrzeni osobistej. Nic.- odparłam niczym zaprogramowany komputerowo robot.
-Widzę, że coś cię gryzie.
-Palisz?- zignorowałam jego dążenie do mojej prywatności.
-Tak.. ty też?
-Nie, ale właśnie zaczęłam.- parsknęłam i podniosłam się z miejsca na znak szacunku dla wchodzącej profesor.
-Ok.. na tej przerwie cię gdzieś zaprowadzę.- szepnął jeszcze i przez resztę godziny nie szepnęliśmy słówkiem, by przypadkowo nie narazić się na niepotrzebne pytanie. Jakoś nie bardzo mnie obchodziło to, co robi przy tablicy.. nie zwracałam uwagi na trygonometrię czy inne bzdety. Układałam dokładny plan jak nie wybuchnąć przed klasą za tydzień odgrywając rolę Julii. Dzwonek.. *ALLELUJA!*
-Chodź.- odparł i złapał mnie za rękę przyjaciel. Wyszliśmy tylnym wyjściem...  wprowadził mnie w wąski "korytarz" pomiędzy dwoma budynkami, a zaraz zaszliśmy za jakieś duże pakunki.
-"Palarnia"- parsknął spoglądając na narazi pustą przestrzeń. Wyjął papierosa i zapalił.
-Daj mi jednego.- powiedziałam nie tolerującym sprzeciwu głosem, a on uśmiechnął się pod nosem.
-Nie powinnaś.- odparł, ale jednak wyciągnął paczkę w moją stronę.
-Miętowe.- zaśmiałam się ironicznie- ale panienka z ciebie.- próbowałam wytrącić z równowagi kolesia.. ale on zaczął tylko udawać typową laskę z papierosem. Później odpalił mi papierosa, a ja natychmiast się zaciągnęłam. Chyba trochę jednak za dużo dymu jak na początek. Od razu spazmatycznie zakaszlałam,a on wybuchł śmiechem.
-Ej!- krzyknęłam z załzawionymi oczami.
-Laska. Powoli.. to twój pierwszy papieros. Oddychaj nim, a nie pochłaniaj wszystko co możliwe.- odparł wciąż z uśmiechem na twarzy i pokazał jak powinnam to robić. Po trzech buchach czułam się jakbym była do tego stworzona.
-Szybko się uczysz.- zaśmiał się jeszcze szatyn i zamilkł.. po jakichś dwóch minutach zaczęli się schodzić inni palacze. Rozmawiali, śmiali się, a ja stałam opierając się o mur i rozkoszując odchodzącym na chwilę stresem. *Czyli to jednak pomaga* Zamknęłam oczy wypuszczając dym z płuc, ale po chwili poczułam jak ktoś wyrywa mi go z rąk. Gwałtownie "obudziłam" się i ujrzałam wściekłego Harry'ego zgniatającego resztę MOJEGO papierosa.
-Hej!- krzyknęłam automatycznie się prostując i przyjmując "waleczną" postawę.
-Nie będziesz paliła tego świństwa.- warknął i wyjął własną fajkę. Odpalił i się zaciągnął. *Cham!*
-Ja będę decydowała o tym, co będę robiła. Oddaj mi swojego. Zabrałeś to oddaj.
-Dam ci coś innego jeśli chcesz.
-Chcę tą cholerną fajkę!- krzyknęłam tym razem podchodząc bliżej Styles'a, a on i to zgniótł.
-Lubiłem jak  twierdziłaś, że to jest świństwo i odchylałaś głowę kiedy czułaś dym.- odparł poważnie.
-Już nie lubisz. Więc co to za problem? Jasper.. daj drugą.- warknęłam, a on patrzył na akcję  z wytrzeszczonymi oczyma.. powoli jednak podał mi to, o co prosiłam. Odpaliłam i się zaciągnęłam. Następnie popatrzyłam na kipiącego ze złości loczka i wypuściłam w jego stronę dym, znów opierając się o mur. Nie na długo, bo od razu zostałam do niego przyparta i po raz kolejny mi wytrącono mój spokój. Pewnie myślicie, że zachowuję się jak ćpunka.. ale nie. To jest po prostu jedyne co mogę zrobić, aby uspokoić się i w tej chwili zdenerwować Harry'ego. Nasze twarze dzieliły centymetry, a on świdrował wzrokiem po mojej.
-Jak chcesz  zrobić mi na złość, to rób co innego, bo to tylko trafia w ciebie.- szepnął.
-Zawsze musi chodzić o ciebie?- warknęłam.
-No to jak jesteś zdenerwowana. Wkurwiona wręcz to niszcz wszystko wokół siebie,  a nie własną osobę! - krzyknął mi w twarz.
-Nie mam czego niszczyć. Zniszczyłeś wszystko. Nawet nie mam jak zniszczyć siebie. Już to zrobiłeś! - ja też nie będę się hamować.. powoli ludzie powychodzili z palarni.. widziałam tylko kątem oka, jak Jasper przechodzi do korytarzyka.. ale wiedziałam, że na mnie czeka. A Styles..? On. Patrzył się na mnie. Nie wiedział co odpowiedzieć..
-Teraz włączyłam autodestrukcję... bo nie mam NIC do stracenia... -wysyczałam jeszcze i brunat wpił się gwałtownie w moje usta. Na początku od razu odpowiedziałam tym samym.. wziął moją twarz w swoje dłonie i głaskał mój policzek, a ja stałam.. tak po prostu. Było mi dobrze. Mogłabym trwać w tej sekundzie wieczność... ale (wszędobylskie "ale") przed oczami pojawiła się brunetka.. następnie inne koleżanki. Ta, z którą spędził dzień po nocy ze mną, szatynka z przyjęcia rodziców i na końcu Zaz. "Było mi cię żal" znów się odbijało echem obijając o najczulsze punkty mojej świadomości. Tak szybko jak to się zaczęło, ja to skończyłam. Dałam mu w twarz ze łzami w oczach i przetarłam je, aby przypadkiem żadna nie wypłynęła pokazując moją słabość.
-Dalej ci mało?- szepnęłam tylko i znikłam mu z oczu.

Przepraszam za nie informowanie was o kolejnych rozdziałach..

Byłam okropnie zmieszana przez ostatni tydzień

Jak zauważyliście zmieniłam wygląd bloga :) pomogła mi w tym na prawdę świetna dziewczyna, więc wszystko dzięki niej (widzicie te romb po prawej stronie- link do jej bloga- zapraszam^^ )


Mam nadzieję, że rozdział udany :) 

Trochę kijowy humorek i dlatego też rozdział kijowy xd 

7KOM-->NEXT

Dacie radę? :) tym razem będę się ŚCIŚLE tego trzymała c: 
POWODZENIA ;)


10.7.15

Rozdział 55

-Wyjdź.- szepnęłam i poczułam jak szybko oplata mnie ramionami.Nic nie mogłam zrobić. Okłamywałabym samą siebie mówiąc, że tego nie chcę.
-Do widzenia.- szepnął całując mnie w czoło i zostawiając w pustym domu.Samą dla siebie.
 Godzina 4.30- siedzę w kuchni próbując cokolwiek przełknąć. Analizuje całe swoje życie. Pierw ten cholerny wypadek... później samobójstwo ojca. Poznanie Harry'ego i Bieber'a. I od tej pory jest tylko gorzej. Kiedy wydawałoby się, że ma być  w porządku."Związek" z Harrym.. zerwanie, schadzka i tak ciągle. W końcu porwanie i wypuszczenie. Och tak. Na tym się zatrzymamy. Zbesztanie przez Harry'ego i dogłębne zranienie mnie, co wydawało się być już niemożliwe. Podobnie nie widać draśnięcia na sercu całym pociętym.. wiecie? Te jedno draśnięcie może przeważyć. Zeszłam na dół, do mojego pokoiku z fortepianem i tą całą resztą. Wyjęłam kartkę i zaczęłam zapisywać nuty i tekst. Tylko do tego się nadaję? Możliwe, że nawet do tego nie. Już godzina 7.30.. nawet nie wiedziałam kiedy ten cały czas upłynął. Miałam motywującą mnie piosenkę.. teraz tylko  muszę ją wypróbować. Siedziałam chwilę przed fortepianem myśląc.. co ja chcę tym osiągnąć.. chyba tylko spokój wewnętrzny.. może siłę? Zaczęłam śpiewać. Gdy rozpoznałam się w nutach zamknęłam oczy, a palce same dryfowały po klawiszach... uwielbiam ten stan. Skończyłam. Nie spieszyło mi się do szkoły, ale nie mogłam tego wiecznie odkładać.Robiło się coraz chłodniej, a na niebie kłębiły się granatowe chmury.. och tak.. nie ma to jak dobić się pogodą. Poszłam na górę i stanęłam przed szafą nie wiedząc co ubrać. W końcu zdecydowałam się na dość ciepły sweterek i wyższe buty.. och tak, będzie przynajmniej miło i luźno.. ( KLIK! ). Związałam włosy w luźnego koka i patrząc na siebie w lustro znów je rozpuściłam..  *jak go zobaczę, będę miała się za czym schować*. Przeciągnęłam eye liner'em powieki i tuszem rzęsy.. gotowa! Chwyciłam torbę z gotowymi już książkami.. w szkole byłam dokładnie tydzień temu.. więc nie miałam problemu z pakowaniem książek. Wyszłam zakluczając dom. Nie przeszłam nawet kilku metrów, kiedy zatrąbił za mną samochód rozpraszając moje myśli. Zayn. Weszłam do samochodu.
-Hej.- powiedziałam próbując udawać szczęśliwą idiotkę... nie, tym razem się nie nabrał, ale chyba wolał przemilczeć ten temat.
-Uhm.- mruknął tylko  w odpowiedzi. Podjechał pod szkołę i chwilę siedzieliśmy.
-Nie wychodzisz?- spytał powoli odwracając głowę w moją stronę.
-Aaa.. tak, jasne. Już.. - plątałam się.
-A ty?- zmarszczyłam brwi spoglądając na niego.
-Nie. Dziś mam parę spraw do załatwienia... dasz sobie radę.- odparł i cmoknął mnie w policzek, a ja zarumieniona wyszłam i dopiero zauważyłam ludzi. Och tak.. w tej szkole nie można niczego ukryć. Pieprzyłam opinię innych, ale nie miałam zamiaru dawać się poniżać.
 Szłam korytarzem odnieś torbę do szafki. Szłam z dumnie uniesioną głową.. jeszcze nie przyzwyczaili się do nowych twarzy.. nie cierpię być w centrum, ale można się do tego przyzwyczaić. Włożyłam torbę, wyjmując tylko kulturę. Kulturę?! Cholera jasna! Zaczęłam panikować.. przecież to są zajęcia ze Styles'em. Świetnie. Brawo Lil. Nie mogłaś wybrać na przykład ogrodnictwa?! Nieeee. Musiałaś się zapisać na kulturę powiązaną z recytacją i kółkiem teatralnym. Świetnie. Zajebiście. *Trudno* Zamknęłam szafkę i poczułam ramię na swoim.
-Czyli jednak Cię nie zamordował!- krzyknął mi do ucha znany głos.
-Jasper.- zaczęłam się śmiać.
-Jeszcze mnie pamiętasz. Czyli też nie było prania mózgu.- nadal się ze mnie nabijał.
-Ale ty wyglądasz jakoś niewyraźnieee..- probowałam zrobić krzywą minę, ale oboje zaczęliśmy się ze mnie śmiać.
-Co masz?- odparł już nieco poważniej opierając się plecami o szafki.
-Kulturę.. znaczy too.. noo.. historię literatury, czy ciul wie co.- parsknął.
-Ja mam kosza. Widzimy się na matmie, nie?- dźgnął mnie w brzuch za co dostał kuksańca  i skierował się w stronę szatni. Odwróciłam się na pięcie i również poszłam do swojej sali. Weszłam równo z dzwonkiem, więc byłam pierwsza.  Usiadłam znów na samej górze. Uczniowie powoli wlewali się do sali i siadali na swoich miejscach. Przyszedł również Harry. Co prawda wszedł ostatni.. widać, że jest na kacu.. jednak nie to mnie zaniepokoiło. Rozwalona warga i obity policzek.  Spoglądałam na niego ze swojego miejsca, aż w końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Oczywiście ja pierwsza odwróciłam swoje. Usiadł dwa miejsca w lewo ode mnie. Dupek.
-No więc zaczynamy...- zaczął nauczyciel.
-O! Witamy z powrotem Panno Stones!- odparł z ironią w głosie.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się życzliwie.
-Przerabiamy 'Romea i Julię", ale chyba już o tym wiesz.. prawda? - patrzył na mnie badając mój wyraz twarzy.. *bitch please.. ćwiczyłam to przez lata, nic się nie dowiesz ode mnie psorze*
-Jasne!- krzyknęłam optymistycznie.
-Tak też myślałem, bo kolega Styles, poprosił tydzień temu kolegę, aby was zgłosił do ról głównych.. wygraliście! Byliście jedyni.. ale i tak gratuluję.
-Co?!- spytałam w szoku.
-Niech Pani nie mówi, że nic Pani o tym nie wie.- wciąż się uśmiechał. *Jak tak można?!*
-Profesorze.. ja chciałabym cofnąć moją kandydaturę.- powiedziałam służbowym nieugiętym tonem, a on mnie wyśmiał. Widziałam też cień uśmiechu Styles'a.
-Przykro mi, ale mam swoje zasady i to nie przejdzie. Dziś rozdam scenariusze. Wystawiamy sztukę za miesiąc.- powiedział i rozpoczął tłumaczyć wszystkie kwestie dotyczące teatru i romantyzmu.
 *Jak on mógł?! Dupek. Nie! Gorzej.. dlaczego się nie sprzeciwił.. przecież jego by posłuchał. Pewnie też wyeliminował konkurencję.. ughghghg!*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Kochani.. tym razem ciutkę dłuższy.. jestem chora, może dlatego tak mizernie mi to idzie. Tak wiem, motyw oklepany, ale o dziwo nigdzie go nie znalazłam jeszcze, więc postanowiłam go wykorzystać.
POMOCY!
Potrzebuję nowego tła.. czy mógłby mi ktoś pomóc..?
Chciałabym, aby był ciemny i żeby również znajdował sie na nim napis "I'll keep you safe"
Ja nie zrobię.. gdyż iż nie umiem :/ (wstyd i hańba)
Więc proszę aby wszystkie możliwe tła były wysyłane pod ten adres mailowy: weronika.witek@op.pl
Byłabym naprawdę baaardzo baardzo wdzięczna, gdyby ktoś skusił się poeksperymentować i mi pomóc :3
Również jeśli ktoś chce może ze mną korespondować przez e-mail
Wszelkie uwagi dotyczące bloga czy pomysły.. możecie również je wysyłać ;)


7.7.15

Rodział 54

-Zaz. On mnie nie szukał. Myślę, że cieszył się, że ma mnie z głowy. Powiedział mi prawdę. Zayn. On mnie tylko wykorzystał.. było mu mnie żal i to wszystko.- szeptałam znudzona bez emocji. A  mulat patrzył na mnie z otwartą buzią. Nie mogłam dłużej wytrzymać.. to on jest zawsze gdy go potrzebuję.. właśnie Zayn mnie ratuje i pociesza. Powolutku zbliżyłam nasze twarze do siebie, ciągle patrząc mu w oczy. Gdy wiedziałam, że się nie cofnie lekko złączyłam nasze usta. Całowaliśmy się delikatnie i namiętnie zarazem. W mojej głowie jednak wciąż siedział Harry.  Na myśl o nim.. o tym co robił, jak mnie traktował, a jak teraz zapomniał... wypłynęły w końcu łzy spod zmęczonych powiek, spływając po policzkach i zatrzymując się na naszych złączonych ustach. Zayn czuł to. Powoli oddalił nasze usta i złączył czoła patrząc mi prosto w  oczy.
-Przepraszam...- szeptałam raz po raz nakreślając kolejne ścieżki po już mokrych policzkach.
-Ja przepraszam.. widzę, że jesteś w takim stanie, a wciąż zbliżam się do ciebie. Nie powinienem.
-To ja to zaczęłam. To nie ty powinieneś przepraszać. To nie twoja wina... jesteś na prawdę cudowny.- mówiłam i znów go cmoknęłam w usta. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam silnych ramion w  których mogłabym się skryć i odnowić siły.
-Nie lubię gdy płaczesz.- odparł pewnie i delikatnie zaczął ścierać kciukiem moje łzy.
-Dziękuję.- szepnęłam  i schowałam się w jego ramionach. Nie mam pojęcia ile czasu tak siedzieliśmy. Jutro poniedziałek.. mam nadzieję, że jakoś wybrnę z tygodnia nieobecności... *przecież Harry już mnie usprawiedliwił* . Już prawie usypiałam, gdy obudził mnie dzwonek własnego telefonu.
-Halo?- spytałam cicho nie chcąc budzić Zayn'a i zręcznie się wyswobodziłam z jego objęć.
-Liliana!- usłyszałam wrzeszczący głos mojej rodzicielki.
-A.. to ty.- warknęłam.
-Nie ma mnie tylko miesiąc, a ty już masz tyle godzin nieusprawiedliwionych! Dzwonią do mnie ze szkoły.. w jakiej sytuacji ty mnie stawiasz?!- nadal krzyczała.
-Przepraszam.. więcej tak nie będę..- próbowałam ją uspokoić.
-Nie ma mowy... skracam podróż i za dwa tygodnie wracam do domu. Koniec. Ma być wszystko w  idealnym porządku. Rozumiesz?- warczała na mnie bez przerwy.
-Jasne.- odparłam i się rozłączyłam.
-Świetnie.- powiedziałam już sama do siebie. Wyszłam z domu mulata nieco uspokojona.. *jeśli chcesz przetrwać, musisz walczyć*
 Godzina trzecia w nocy, a ja już nie mam zamiaru spać. Wpadając do domu wzięłam powolny, relaksujący  prysznic. Gdy tylko wyszłam niemal od razu zauważyłam, że jest coś nie tak. Taki drobny szczegół.. ale jestem wzrokowcem. Zeszyt był zamknięty.. a teraz leży na łóżku otwarty. W pierwszym momencie się przestraszona.. ale za chwilę usłyszałam jakiś huk na balkonie i biorąc  wazon z biurka ze wściekłością podążyłam w stronę hałasu. To, co zobaczyłam niemal mnie sparaliżowało.
-Czego ty do cholery jeszcze chcesz?!- krzyknęłam zmuszając aby uciekinier odwrócił się w moją stronę. Och tak. Był pijany. Zalany w cztery dupy. Zaniemówiłam.. czego on wciąż na mnie tak działa?
-Ja.... uuuu. Uuuunąłem.- bełkotał pod nosem, a mnie krew zalewała.
-Co usunąłeś?- spytałam uzbrajając się w cierpliwość.A on wybuchł śmiechem. Zraz jednak spoważniał, gdy spotkał się z moim karcącym wzrokiem.
-Umer.- odparł już nieco wyraźniej.
-Idee.- stwierdził i zaczął próbować przejść na drugą stronę balkonu...on przecież się zabije!
-Stój!-krzyknęłam, a on zamarł w bezruchu.
-Um?- popatrzył przestraszony.
-Chcesz się zabić?- kontynuowałam łapiąc go za rękę i prowadząc w stronę pokoju.
-Siedź.- warknęłam i poszłam po szklankę wody. Przecież nie mogłam go tak zostawić. *To nie znaczy, że na to nie zasługuje* Zaraz byłam z powrotem, a on nadal siedział, ale już  się głupio nie uśmiechał. Patrzył w dal... jakby zagubiony? Och tak. Wyglądał na zagubionego dzieciaka.. któremu nikt nie chce wskazać drogę.
-Pij. Trochę otrzeźwiejesz.- skinął na zgodę i szybko wypił zawartość szklanki. Już po kilku minutach było widać całkowitą zmianę. Jego wzrok stał się wyraźniejszy i chyba wiedział, że źle trafił.
-Ok. A teraz poważnie...-zaczęłam po raz kolejny- po co tu wszedłeś?
-Skasowałem swój numer telefonu.- powiedział, jakby to miało być oczywiste- szybciej zapomnisz.-mrugnął i wstał.
-Idę do domu.- wybełkotał.- Już nie rozmawiajmy.- odparł.
-Nie witaj się ze mną na ulicy.. i w szkole. Zachowujmy się tak, jakby to, co się wydarzyło do tej pory... jakby to nie miało miejsca. Zgadzasz się?- pytał, mówiąc wręcz jak zaprogramowany robot. Przerażał mnie taki Harry.
-Wyjdź.- szepnęłam i poczułam jak szybko oplata mnie ramionami.Nic nie mogłam zrobić. Okłamywałabym samą siebie mówiąc, że tego nie chcę.
-Do widzenia.- szepnął całując mnie w czoło i zostawiając w pustym domu.Samą dla siebie.

1.7.15

Rozdział 53 cz.2

-A teraz przepraszam, ale muszę się zająć koleżanką.- odparł i odwrócił się. Ona szybko się do niego przyssała i złapała za jego loki i lekko pociągała. Odwróciłam się i odeszłam. Nie widziałam Biebera, więc pewnie mogę sobie iść. Odeszłam już na zawsze. Wiedziałam gdzie jestem. Jednak nie skierowałam się do domu.. poszłam w stronę parku i usiadłam na ławce. Nie chciałam myśleć, nie miałam ochoty na nic.
Patrzyłam się w jeden punkt i poczułam okropne zmęczenie. Nie smutek czy żal. Nie złość, zdenerwowanie. Po prostu zmęczenie, nostalgię... już dość. Już wystarczy.. tym właśnie przekroczył cienką linię, która nas łączyła. Przerwał ją. Bezpowrotnie. Siedziałam i patrzyłam w jeden punkt wcale nie zwracając uwagę co to jest. Czułam, że powieki stają się cięższe.. czułam też łzy pukające do nich. Nie otworzę im drzwi. Już sporo czasu na to zmarnowałam. Wstałam.. nie wiem która była godzina, nie miałam telefonu ani zegarka, ale musiało być dość późno, bo latarnie przestawały świecić. Szłam powoli w stronę domu. Nawet nie czułam bólu w nogach, a miałam szpilki na sobie przez długie godziny! Coś ze mną nie tak.  Szłam już przez dobre 20 minut.. już nie tak daleko.  Idę główną drogą i co chwile mnie oślepiając reflektory jakichś dupków, którzy nie wyłączają długich świateł. Usłyszałam za sobą jakieś gwizdy i przeciągłe westchnięcia. Szłam dalej sobie powoli.. już mi wszystko jedno, a nie chcę się denerwować.. jednak jeśli tylko mnie dotkną- nie żyją.
-Hej mała poczekaj!- jakieś pijane krzyki.. może nie całkiem pijane. Byli po prostu lekko wstawieni.
-Nie słyszysz co do ciebie mówię?!- głośniejszy krzyk, a ja nadal idę powoli nie przejmując się niczym.
-Zaraz usłyszysz.- odparli już chórem, a ja cała się napięłam. Ktoś mi położył dłoń na ramieniu chcą odwrócić w swoją stronę.. szybko ją chwyciłam i przerzuciłam napastnika przez swoje ramię, sprawiając, że teraz leżał przede mną i zwijał się z bólu od uderzenia w beton. Tak.. zna się takie sztuczki.
-Kto następny?- szepnęłam odwracając się. Cholera.. nie wiedziałam, że ich jest 3.. ja tylko jedna. Szybko zeszłam z tych cholernych szpilek i zaczęłam biec. Tak.. chciałam sobie poradzić sama, ale to niemożliwe. Biegli za mną już we czwórkę. Skręciłam w lewo. Ślepa uliczka! Cholera jasna... świetnie, jeszcze brakowało mi jakiegoś gościa, który w tej uliczce też stał. Odwróciłam się chcąc zawrócić jak najszybciej się dało, ale stali tuż przede mną.
-Zaraz ci oddam.- szepnął ten, którego powaliłam na ziemi. Podbiegłam szybko do nieznajomego kryjącego się na końcu ulicy. Nie miałam nic do stracenia..
-Przepraszam... proszę mi pomóc..-  mówiłam próbując uspokoić się w środku.. jednak tego się nie spodziewałam. Odwrócił się ściągając kaptur.. a tu sam Zayn Malik. Dziękowałam Bogu za to.
-Liliana?- szeptał jakby się obudził ze snu.
-Tak, to ja.
-Ale gdzie Harry?-- marszczył brwi.. a napastnicy się zbliżali.
-Nieważne.. - popatrzyłam niezręcznie na gości zbliżających się do nich z chytrym uśmiechem.
-Panowie... tak samą dziewczynę napastować..? Nieładnie.- mulat pokiwał głową z dezaprobatą.. nie było widać mu twarzy, więc myślę, że pewnie nie  wiedzieli z kim mają doczynienia.
-Zamknij się. Z nią musimy pogadać, a ty wypierdalaj stąd.- powiedział ten, który nimi przewodził.
-Wiesz.. popełniasz błąd mówiąc tak do mnie.- zaśmiał się Malik.
-Nie mówię do ciebie.. tylko do tej dziwki!- krzyknął zbliżając się gwałtownie do mnie,a  Zaym w sekundę wyciągnął rewolwer i już trzymał go przed moim napastnikiem. Ten zamarł.
-Odszczekaj to!- krzyknął tym razem mój bohater, zmieniając nieco swoją barwę głosu, na bardziej stanowczą.. zdenerwowaną, dominującą całą resztę.
-Zayn? Cholera.. ja przepraszam.. nie miałem pojęcia, że to ty.. Byłeś tak spokojny i..
-Ją przeproś.- odparł nieco spokojniej widząc moje przerażenie w oczach.. *takiego Zayn'a jeszcze nie znałam*
-Jasne, oczywiście, że tak..- spojrzał na mnie, a ja mogę przysiąc, że  w jednej sekundzie widziałam gniew,a w drugiej już całkowitą pustkę.
-Przepraszam... przepraszam za to, że cię tak nazwałem.- powiedział ze skruchą, a  Zayn popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, a ja kiwnęłam głową, aby puścił wolno delikwenta.
-Idź.- szepnął ledwo słyszalnie i groźnie,a mnie przeszły ciarki. Uciekł. Malik objął mnie ramieniem i prowadził w stronę domu.
-Chodźmy stąd.. tu nie jest bezpiecznie o tej godzinie.
-Jasne- szepnęłam bez życia i poczułam na sobie jego wzrok. Po dziesięciu minutach dotarliśmy do domu, a ja pociągnęłam go dalej sygnalizując, że idziemy do niego. Więcej nie było potrzebne. Po kilku chwilach siedziałam u niego na kanapie z kubkiem gorącej czekolady.
-A teraz mów.. gdzie byłaś, z kim.. jesteś cała? Gdzie masz Harry'ego.- powiedział na jednym wdechu, a ja wiedziałam, że się z tego nie wymigam.
-W Kanadzie, z Bieber'em. Oprócz tego, że już dwa razy ktoś próbował się do mnie dobierać żyję.
-Zabił chuja?- odparł instynktownie Zayn, a ja zobaczyłam gniew w jego oczach.
-Nie pozwoliłam mu.- kiwnął głową w zrozumieniu, a ja miałam nadzieję, że zapomniał  o ostatnim pytaniu.
-A Harry..? Co z nim.. to nie on cię uratował? Gdzie on łazi?- marszczył słodko brwi zastanawiając się nad tym intensywnie.
-Harry.. mnie puścił Justin wolno. Harry. On jest w barze z.. z koleżanką.- powiedziałam pusto.
-CO?!- teraz już krzyknął ze zdziwienia.
-Tak.
-On cię szukał. Co mu strzeliło do głowy?
-Zaz. On mnie nie szukał. Myślę, że cieszył się, że ma mnie z głowy. Powiedział mi prawdę. Zayn. On mnie tylko wykorzystał.. było mu mnie żal i to wszystko.- szeptałam znudzona bez emocji. A  mulat patrzył na mnie z otwartą buzią. Nie mogłam dłużej wytrzymać.. to on jest zawsze gdy go potrzebuję.. właśnie Zayn mnie ratuje i pociesza. Powolutku zbliżyłam nasze twarze do siebie, ciągle patrząc mu w oczy. Gdy wiedziałam, że się nie cofnie lekko złączyłam nasze usta.

Cieszycie się z powrotu Zayn'a? ^-^
Starałam się was zaskoczyć :3
Udąło się? xd
Wiem, że późno, ale mam cholerną alergię na wszystko latające
 i nie mogłam nic wymyślić przez ból xd 
Kocham was miśki <3
Dacie rade może 6KOM->NEXT?
Próbujemy! ^-^

22.6.15

Rozdział 53 cz.I

-Jasne.-wydyszała w końcu się ode mnie oddalając na taką odległość, że mogłem już oddychać.
-Po proszę Daniels'a.. całą butelkę i szklankę. Jedną.- odparłem szybko do barmana, który z ciekawością przyglądał się całej tej sytuacji.
~Oczami Liliany~

 Czekałam podekscytowana tym, że zobaczę w końcu Harry'ego i być może będę mogła się stąd wyrwać. Niemal zapomniałam o poprzednim dniu i niezbyt 'miłym' incydencie... teraz najważniejsze to jest to, że w końcu wyjdę na świat! 
-Za chwilę wchodzimy do samolotu.- wpadł Justin i rzucił mi coś na łóżko- ubierz to.. dla Harry'ego.
-Co to?!- krzyknęłam za nim, ale chłopak po prostu wyszedł. Podeszłam do pudełka i otworzyłam je. Była to czarna sukienka, którą Harry kupił mi na miarę na imprezę na jachcie u jego rodziców.. i te same szpilki. Mimowolnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Sukienka zawsze będzie tak samo cudowna.. ubrałam ją szybko, zakładając na nogi wysokie buty.. nie mam pojęcia jak zdobył to Justin, ale chyba nie chcę wiedzieć. Moje siniaki praktycznie zniknęły..zostało tylko parę na ramionach i  jeden na policku.. ale zapudrowałam go i miałam nadzieję, że nikt nie zauważy. Po 20 minutach byłam gotowa i zapukałam do drzwi.
-Chodźmy.- odparł Bieber zerkając na mnie i ruszając przed siebie. Ja szłam za nim. Wsiedliśmy na pokład samolotu. Chyba byliśmy w Kanadzie.. zauważyłam to dopiero w połowie podróży, ale mam nadzieję, że się nie myliłam. Zaraz będziemy na miejscu. Jeszcze tylko chwila. Jestem dziwnie pewna, że Harry mnie nie zawiedzie. Nie wierzę szatynowi ani na jedno słowo. Styles pewnie siedzi i mnie szuka. Na pewno tak jest.
-Wychodzimy.- szepnął Bieber i wysiadł  bez słowa. Ja po chwili również podążyłam w jego ślady. Parę minut później jechaliśmy już do baru, gdzie miałam podobnież zobaczyć mojego Harry'ego. Siedziałam uśmiechnięta i nie zwracałam uwagę na to, co się dzieje wokół mnie. 
-Wiesz, że zaraz ci przejdzie?- spytał szatyn parkując pod lokalem.
-Nie. Nie mam pojęcia co masz na myśli.-odparłam hardo i wyszłam. Czekałam na Biebera przed wejściem. Wzięłam kilka wdechu i otwarłam drzwi.. skręciłam w korytarzu i znalazłam się na sali. Stałam i szukałam wzrokiem moje szczęście.  Siedział do mnie tyłem i pił kawę. Wyglądał zjawiskowo... czarna koszula, te idealne loczki i piękne zielone oczy.. pełne usta. Wszystko byłoby piękne i idealne. gdyby nie fakt ślicznej, długonogiej brunetki obok niego.  Popatrzyłam chwilę na to  z otwartą buzią, ale przypomniałam sobie, że przecież jestem tu z Bieber'em... w końcu musiał coś wymyślić..nie? *na pewno Harry umie to wyjaśnić.. pewnie Bieber ją nasłał.. albo próbuje od niej jakieś informacje wziąć.. na pewno* uśmiechnęłam się sama do siebie ciesząc, że nie postępuję pochopnie i powoli ruszyłam w stronę loczka. Teraz odwrócił się do mnie tyłem. Gdy już byłam tuż za nim założyłam swoje ręce na jego oczy i schyliłam.
-Zgadnij kto to...- szepnęłam prosto do jego ucha ,a on odepchnął  moje ręce... *co..?*
-Umm.. cześć. Widzę, że już u ciebie... emm..ok. Super, cieszę się. Ale może nie zauważyłaś, że jestem jakby powiedzieć zajęty chwilowo?- spytał mrugając do mnie i wymownie głaszcząc dziewczynę po udzie. Grunt pod nogami mi się usunął. Czułam się, jakbym była nad przepaścią. 
-Harry.. kto to jest.- odparłam nie dając po sobie poznać tego, że właśnie mnie zabił. Że po raz kolejny to zrobił, bez mrugnięcia, ani bez żadnej łzy.
-To jest Zaz... jest z Francji. Moja przyjaciółka.- uśmiechnął się.
-Przyjaciółka?-parsknęłam z ironicznym uśmiechem.
-Tak.. przyjaciółka.
-A czy przyjaciółka wie, że masz dziewczynę?- odparłam już zamieniając moją rozpacz w środku na zewnętrzny gniew. *I znowu nie mogę oddychać*
-Jak może wiedzieć o czymś co nie ma miejsca..?- zmarszczył brwi, jakby nie wiedział o co chodzi.
-Mogłeś mnie pierw uprzedzić, że już nas nie ma.
-Liliana... nas nigdy nie było. Popatrz na siebie, a na Zaz... chyba widzisz różnicę. Czemu miałbym chcieć ciebie, skoro mogę mieć ją.. i wiele innych. Przecież to oczywiście, że zrobiłem to tylko z żalu, jaki do ciebie czuję. Ulitowałem się nad tobą, a ty to źle zrozumiałaś. Miałem z ciebie przez chwilę pożytek.. więc po co miałem to kończyć?- parsknął i zachichotał. A ja zamilkłam. Nie wiedziałam już co mam mówić.. nie wiedziałam już nawet jak się mówi.
-A teraz przepraszam, ale muszę się zająć koleżanką.- odparł i odwrócił się. Ona szybko się do niego przyssała i złapała za jego loki i lekko pociągała. Odwróciłam się i odeszłam. Nie widziałam Biebera, więc pewnie mogę sobie iść. Odeszłam już na zawsze. 

Będę teraz dodawała posty szybko,bo przez wakacje może mnie nie być, przez co będą przerwy ;/Mam nadzieję, że rozdział się podoba miśki :*


21.6.15

Rozdział 52

-To nie twoja wina... dziękuj Bogu, że zdążyłeś. Da radę.
-Nie mów, że da radę. Nie znasz jej.  Nigdy jej nie widziałem w takiej stanie. Ona NIGDY  nie płacze. Rozumiesz? Jest pyskata, samolubna, trudna, wyjątkowa, ale nigdy nie płacze.-odparłem patrząc na chłopaka, który zdaje się był również poruszony tą sprawą. Tak bardzo pochłonęły mnie własne myśli, że nie zauważyłem, kiedy szlochy ustały i dziewczyna wyszła do mnie. Usiadła na brzegu łóżka. Jej ramiona wciąż drżały i na pewno nie z zimna, gdyż dałem jej najgrubszą piżamę jaka była. Jest tu dość chłodno.. ale nie aż tak.
-Przykro mi..-szepnąłem  nie podołając spojrzeć na nią.
-To nie twoja wina.-odparła, próbując grać twardą.
~Oczami Liliany~

 Siedziałam patrząc na moje gołe stopy i czując wewnętrzną pustkę. Nie mam przy sobie niczego, czego kocham. Chciałabym poczuć znowu perfumy Harry'ego, usłyszeć zachrypnięty głos i poczuć ten delikatny dotyk.
-Justin,-rzekłam powstrzymując głos od drżenia.
-Tak?-spytał bez przekonania.
-Pozwól mi wrócić do Harry'ego.-szepnęłam patrząc na niego błagalnie, a on wstał gwałtownie z łóżka.
-Wciąż myślisz tylko o nim?! Dobra.. pokażę ci go jutro o 18. Pokażę ci, że on wcale nie przejmuje się tobą.-stwierdził krótko i wyszedł trzaskając drzwiami, przez co podskoczyłam na łóżku. Weszłam dalej na materac i owinęłam się kołdrą.. znowu wybuchłam. Nie wiem ile czasu płakałam.. płakałam, aż nie wypłynęły ze mnie wszystkie żale i zasnęłam.
                                                                     ~Oczami Harry'ego~

Czekałem na Bieber'a przed zapuszczonym budynkiem. Pożałuje tego.
-Witam..-odparł zachodząc mnie od tyłu, przez co automatycznie wyjąłem broń.
-Hej hej.. jak strzelisz to więcej  jej nie zobaczysz... a ona też już nic nie zobaczy.-odparł z uśmiechem na twarzy, a ja się go brzydziłem.
-Gdzie ona jest?- powiedziałem zachowując spokój.
-Mam propozycję.-odparł bez owijania w bawełnę.
-Jutro przyprowadzę ją do cafee bland. Umów się z jakąś dziewczyną. Puszczę ją wolno, ale masz pokazać jej, że nie jest nic warta dla ciebie. Rozumiesz?- sapnął bawiąc się pierścieniem.
-Ale nie zbliżysz się do niej więcej.-odparłem śmiertelnie poważnym tonem.
-Ok. Nie będzie ani twoja, ani moja. Umowa stoi.-odparł znacząco i odszedł w nieznaną mi stronę. *Cholera!* 
 Tak będzie lepiej.. ułoży sobie życie i będzie bezpieczna. To jest najważniejsze.. Liliana jest najważniejsza.
Umówienie się z pierwszą lepszą dziewczyną nie będzie wyzwaniem.. najgorsze będzie powiedzenie blondynce, że nie ma jej w moim życiu.. że nigdy jej w nim nie było.
-Kurwa!-krzyknąłem i uderzyłem pięścią metalowe drzwi budynku. Chwile później ból w niej pulsował, a ja czułem, że to i tak za mało boli. *Jesteś chujem Styles*
 Nie miałem dziś siły na nic.  Wiedziałem, że i tak już jej nie znajdę. Wiecie jak to jest gdy się stoi i patrzy jak świat niszczy ukochaną osobę... i wy nie możecie nic zrobić, żeby to powstrzymać? Pewnie tak. Ale nie wiecie, co się dzieje, gdy ta osoba cierpi przez was.
 Dotarłem do mojego domu i z piskiem opon zaparkowałem na kostce. Szybko wpadłem do swojej sypialni i rzuciłem się na łóżku nie trudząc się w rozbieranie czy kąpanie. Zasnąłem.
 Obudził mnie przeciągły dzwonek do drzwi. Kto o tej godzinie przychodzi? Zszedłem powoli na dół i otwarłem je patrząc, na chłopaka stojącego na przeciwko mnie.
-Co do kurwy nędzy chcesz.- odparłem bez uczuć patrząc na Liama.
-Śpisz? Stary już jest 17.Myślałem, że miałeś jechać po Lilianę.- spoważniał Payn, a ja nie wiedziałem jak to możliwe, że spałem tyle czasu. Cholera! Miałem jechać do Cafee Bland! Liam zdziwi się, że nie jadę po Lil.
-Tak. Nie mam czasu, muszę się zbierać.
-Powodzenia.- rzucił na odchodne i odjechał czarnym BMW.
 -Nie, dzięki.- szepnąłem sam do siebie i ruszyłem szybko wziąć prysznic. Użyłem wody kolońskiej... czarna koszula, ciemne rurki... brązowe buty i włosy w nieładzie. Tak, to powinno na każdą podziałać. Wyjechałem spod domu ok. 17.40. Znajdę jakąś laskę na miejscu. Jak tylko dojechałem skierowałem się w stronę lady, gdzie siedziała jakaś wysoka brunetka. Nie miałem czasu przebierać, a przynajmniej ta dziewczyna nie przypominała mi w żadnym stopniu Lil...  była jej przeciwieństwem.
-Sama w lokalu..?- szepnąłem tuż za nią próbując uwieść ją nawet samym głosem. Jeśli chcę, żeby moja blondynka uwierzyła w to, że spędzę noc z dziewczyną, to muszę ją zauroczyć do bólu. Liliana nie jest głupia.
-Umm..- odwróciła się w moją stronę, a ja rzuciłem do niej swój firmowy uśmiech nr.5
-Tak. Sama.. ale chyba już nie.- brunetka uśmiechnęła się uwodzicielską zmniejszając odległość między nami. Świetnie.. trafiła mi się śmiała.
-Masz rację.. postawię ci drinka, jeśli chcesz..? - odparłem nadal się uśmiechając łobuzersko i jeszcze bardziej ją przysuwając do mnie.
-Z chęcią, ale tylko, jeśli się ze mną napijesz.
-Oh, przepraszam kochanie, niestety jestem autem.. ale możemy pojechać później do mnie.-  szepnąłem prosto w jej usta i lekko je musnąłem. Czyli ona jest praktycznie już wstawiona... wywnioskowałem ze smaku alkoholu jej ust.
-Jasne.-wydyszała w końcu się ode mnie oddalając na taką odległość, że mogłem już oddychać.
-Po proszę Daniels'a.. całą butelkę i szklankę. Jedną.- odparłem szybko do barmana, który z ciekawością przyglądał się całej tej sytuacji.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pysie bardzo was przepraszam za to, że znowu po tygodniu napisałam.. ale dużo poprawek i wgl.. mam nadzieję, że rozumiecie, do tego jeszcze doleciały problemy w domu i po prostu nie dałam rady wcześniej... Kocham was :* i dziękuję że nadal ze mną jesteście! ♥

14.6.15

Rozdział 51

Ugięły się pode mną nogi i łzy bezwładnie opadały na moje policzki. Facet już rozpiął moje spodnie, teraz chciał zdjąć moją bieliznę, a ja już nie miałam siły. Pierw jednak zdarł ze mnie bluzkę.. w sensie dosłownym. Gdy jeszcze raz zaczęłam krzyczeć uderzył mnie.. raz, drugi.. trzeci. Już nic nie czułam. Nie wiedziałam nawet kiedy ściągnął swoją koszulę.
-Zaraz będzie ci lepiej..-szeptał bardziej sam do siebie, niż do mnie. *Naprawdę to się tak skończy? Stać cię na więcej* zwracała mi uwagę moja ambicja, a ja uderzyłam napastnika w krocze po czym pobiegłam w stronę drzwi. Cholera! One wciąż są zamknięte. Nie myśląc trzeźwo ruszyłam biegiem w stronę łazienki. Tam jest zamek. Już złapał klamki. Prawie byłam. Poczułam silne ramię, które złapało za mój goły bark i pociągnęło mnie gwałtownie do tyłu.
-Nie pójdzie ci tak łatwo mała dziwko. -  po chwili już byłam z powrotem przygwożdżona do ściany.
-Tylko do tego się nadajesz.- szepnął chcąc wpić się w moje usta. Ja jednak odwróciłam głowę. Kolejne uderzenie i przyspieszone bicie serca.
-Proszę nie.. błagam.-zajęczałam zsuwając się na podłogę, a facet wybuchł śmiechem.
  Patrzyłam w pustkę przed siebie krzywiąc się z bólu pod wpływem prób mężczyzny do zmuszenia mnie,a bym wstała. Usłyszałam nagle trzask. Stłumiony trzask, gdyż było mi tak słabo, że wszystko odczuwałam jakby mnie to nie dotyczyło. Pojawiła się przede mną postać Bieber'a, który odciągał ode mnie mojego napastnika. Widziałam, że ma broń w ręce. Coś krzyczał i wycelował pistoletem drżącymi z nerwów rękami w mężczyznę, który prawie mnie zgwałcił. Ale coś we mnie się poruszyło. *Dobro nie popłaca* warczało moje wewnętrzne ja, ale oczywiście zignorowałam to i podeszłam chwiejnym krokiem do Justin'a z całych sił wstrzymując łzy ciskające się do moich oczu i grymasu, który próbował wejść mi na twarz z powodu bólu.  Dotknęłam ramienia szatyna i spojrzałam na niego, a on powoli zdziwiony się popatrzył na mnie z wyraźnym szokiem.
-Usiądź Lil.- szepnął jakby nie chciał, żebym się rozleciała.
-Justin.. nie zabijaj go.- dodałam ledwo słyszalnie, a on otworzył usta ze zdziwienia.
-On chciał cię.. co?- nadal patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Nie zabijaj go. Ukaraj, ale nie zabij. Czemu miałby umrzeć, skoro ja żyję.- odparłam jakby logicznie.
-Czekaj Michael.-odparł ostro do faceta, a ten tylko stał przerażony patrząc to na mnie to na biebsa. Mój obrońca wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
-Stary chodź do 39. weź kajdany.- powiedział bez uczuć i ruszył do Michaela. Przybliżył broń do jego karku.
-Jeśli spróbujesz uciec... wiesz, że ja nigdy nie pudłuję?- facet skinął głową. Po chwili już było po wszystkim, zostałam sama z szatynem.
-Dziękuję.-szepnęłam,a chłopak się do mnie zbliżył i objął mnie tak, jak gdyby chciał mnie ochronić przed  złem świata. A ja tylko stałam i nadal patrzyłam w pustkę. Nic więcej.
-Justin...
-Tak?-szepnął tak jak ja, żeby mnie nie wystraszyć.
-Zostaniesz na noc?- spytałam pełna obaw, czy dobrze postępuję.Ale nie mogłam inaczej.
-Jasne, że tak.-odparł.
-Idę pod prysznic.-powiedziałam cichutko i nadal chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi od łazienki. Każdy krok był dla mnie bólem. Miałam całe ciało poczerwienione nie omijając twarzy... jutro będą siniaki na siniakach. Zamknęłam za sobą drzwi i zaraz weszłam do wanny pełnej gorącej wody. Syczałam z bólu przez pieczenie od ran. Położyłam się w wodzie i wybuchłam niepohamowanym, głośnym szlochem. Ukryłam twarz w dłoniach i po prostu pałakałam.
~Oczami Justin'a~
 Wszedłem do pokoju z piżamami dla Liliany i usiadłem na łóżku czekając aż Lil wyjdzie z łazienki. Po chwili jednak usłyszałem przenikliwy szloch. Wiedziałem, że to ona. Automatycznie złapałem się za głowę. To moja wina. Gdybym jej tu nie zabrał.. gdybym ją schował gdzie indziej. Ona byłaby bezpieczna.
-Przykro mi.- wzdrygnąłem się na głos przyjaciela, który wszedł. Napotkałem jego smutny wzrok i grymas z powodu szlochu dziewczyny.
-On cierpi.- odparłem beznamiętnie.
-To nie twoja wina... dziękuj Bogu, że zdążyłeś. Da radę.
-Nie mów, że da radę. Nie znasz jej.  Nigdy jej nie widziałem w takiej stanie. Ona NIGDY  nie płacze. Rozumiesz? Jest pyskata, samolubna, trudna, wyjątkowa, ale nigdy nie płacze.-odparłem patrząc na chłopaka, który zdaje się był również poruszony tą sprawą.

4.6.15

Rozdział 50

-Ok.. teraz rozwiążę ci oczy.. okej?- skinęłam głową. I poczułam ból w oczach, zmrużyłam je i zobaczyłam twarz Biebera badająca każdy mój ruch. Siedziałam spokojnie, po to by po chwili poczuć ulgę w nadgarstkach. Szatyn rozwiązał mi dłonie i odkrył usta. W końcu czułam się  w pewnym stopniu lepiej. Bałam się go. Pochylił się w moją stronę, a ja gwałtownie posunęłam się dalej na fotel. Zastygł w tym jednym ruchu z ręką wyciągniętą w moją stronę. Patrzył pustym wzrokiem na mnie, a ja robiłam to samo. Wstał i przeczesał obiema dłońmi włosy, wypuszczając ze świstem powietrze. Wyszedł z pomieszczenia. Zastanawiam się gdzie ja w ogóle jestem. W jakim kraju? Lecieliśmy kilka godzin, więc na pewno nie w Londynie. Czy w ogóle w Europie..? Lepiej teraz o tym nie myśleć. *Trzeba się wydostać*
 Wstałam i podeszłam do okna i odsunęłam rolety. Las.
-Cholera!- krzyknęłam i uderzyłam pięścią w blat, przez co poczułam przeszywający ból w ręce. Ach.. te łańcuchy jednak działały. Miałam pokaleczone nadgarstki. Oba.. na szczęście rany nie są głębokie, więc jeśli dobrze pójdzie, to nawet nie będzie po tym śladu. Przyciągnęłam dłoń do siebie i usiadłam. Nie wiedziałam czy mogę wyjść z pomieszczenia, którym był prawdopodobnie salon.. nie wiedziałam gdzie jestem, z kim jestem, ani czy kiedykolwiek będę bezpieczna tu. Ktoś wszedł do mieszkanie, domu, czegokolwiek czym ten budynek był. Wzdrygnęłam się na odgłos zamykanych drzwi. Justin. Trzymał coś w ręce... apteczka? *szybko mu się włączyła opcja opiekuńczego chłopczyka*
-Opatrzę ci nadgarstki.- odparł jak gdyby nigdy nic. Usiadł na przeciwko mnie przy stole, a na nim położył apteczkę z bandażami, maściami i plastrami.
-Zostaw to. Sama mogę to zrobić.- warknęłam patrząc na niego pod wpływem nagłej odwagi.
-Dasz mi te ręce sama, czy mam znowu cię unieruchomić.- odparł już ostrzej i mimowolnie wziął moją rękę.
-Będzie piekło teraz troszkę.- powiedział niemal bezgłośnie, a ja syknęłam z bólu i zabrałam z powrotem rękę, a chłopak  uśmiechnął się pod nosem.
-Robisz to specjalnie.- powiedziałam cichutko i czułam narastającą furię- tak bardzo sprawia ci przyjemność krzywdzenia innych?! - krzyczałam już dobrze na cały głos.
-Innych może i tak.. ale nie ciebie. Po prostu w końcu jesteś znów sobą.. już zaczynałem się martwić, że będziesz się mnie bała, tak jak wcześniej.. ale o kim ja w ogóle myślałem..?- ponownie się uśmiechnął, a ja miałam ochotę go zabić. "Innych może tak.. ale nie ciebie"- pulsowały w mojej głowie.
-Daj tą rękę.- oddałam poranione nadgarstki bez żadnej walki. Siedziałam znosząc okropny ból pulsujący nie tylko w dłoniach, ale wręcz w  całych rękach.
-Przepraszam. Ale inaczej byś ze mną nie poszła.- szepnął i znów spojrzał mi w oczy odstawiając apteczkę.
-Zachowujesz się jak psychopata, Justin.- odparłam oschle, a on wybuchł śmiechem. *On chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że mnie uprowadził*
-Lil. Mogę Ci dać więcej niż Styles. Zaufaj mi. On tylko Cię przyprawi o cierpienie. Będziesz najszczęśliwszą kobietą na świecie.- szepnął na jednym tchu wciąż nie odrywając swoich oczu od moich. *Czy on właśnie wyznał mi swoje uczucia?!*
-Masz dziwny sposób przekonywania. Zawsze tak robisz?- spytałam mrużąc oczy i nieco się od niego odsuwając.
-Nie. Jesteś pierwsza, świruję przez ciebie.- uśmiechnął się szerzej, jakby to była zaleta.
-Kocham Harry'ego.- powiedziałam stanowczo, lecz nie ostro. Jakby to wszystko miało od tego zależeć... tak, jakby szatyn tego nie rozumiał.Jakby to mogło sprawić, że mnie wypuści, bo zrozumie, że to jest nieporozumienie. Myliłam się. Bardzo się myliłam. Chłopak wstał i uderzył pięścią grubą taflę z drewna.
-Cholera!- krzyknął ciężko dysząc ze złości. Zbliżył swoją twarz tak blisko mojej, że dzieliły nas tylko milimetry, a ja byłam przerażona.
-To będziesz siedzieć tu, aż nie przestaniesz.- powiedział szybko i jak oparzony wyszedł.Napłynęły mi łzy do oczu i już nie mogłam ich powstrzymać.. nie miałam siły, nie potrafiłam. Pierw spłynęła jedna nakreślając ścieżkę innym. Osunęłam się na podłogę skrywając twarz w dłoniach, jakby to miało złagodzić ból rozdzierający mnie od środka. Zaskoczyć was? Wcale nie pomogło. Po pół godziny siedzenia i użalania się nad swoim nędznym losem stwierdziłam, że muszę się jakoś stąd wydostać. Wstałam i przetarłam oczy nie zważając na to, że się rozmażę.. przecież gorzej być nie może. Zaczęłam się rozglądać.. siedziałam w kuchnio-salonie. Obok były drzwi... sypialnia. Kolejne były łazienką, następne to garderoba. Jeszcze jedne... zamknięte. Kopnęłam drzwi z całej siły. Nie ustąpiły. Więc to prawdopodobnie drzwi wyjściowe. Nadal rozglądałam się i zauważyłam, ze w każdym pokoju jest w rogu za szybko kamera. *Mogłaś się tego spodziewać Lil* zdenerwowana poszłam do łazienki.. o dziwo nie było tam żadnej kamery. Ale nie było też okna, przez które mogłabym uciec. *Chcę się obudzić z tego koszmaru*
-Kolacja.- usłyszałam jakiś głos. To był jeden z facetów, którzy szeptali między sobą te świństwa. Nic nie odpowiedziałam.
-Słyszysz księżniczko?!- krzyknął zirytowany będąc bliżej.
-Umm.. tak tak!- krzyknęłam z sypialni.
-Już idę.- powiedziałam nieco ciszej wychodząc.
-Już myślałem, że mnie nie zaszczycisz swoją obecnością.- zakpił ze mnie, a we mnie zabuzowała krew przez tą cholerną upartość. *brawo Liliana!*
-Nie będę jeść.- odparłam sucha patrząc mu prosto w twarz.
-Ależ będziesz.- powiedział jeszcze bardziej zdenerwowany.
-Nie możesz mnie zmusić.- powiedziałam z cieniem uśmiechu na ustach. Przez co wybuchł niepohamowanym śmiechem.
-Och.. uwierz, że jak nie zjesz tego, to mogę ci zafundować coś lepszego.- powiedział wymownie się do mnie przybliżając. Oczywiście swoim zachowaniem jeszcze bardziej mnie zirytował. Odepchnęłam i przeszłam obok całkowicie ignorując gościa.
-Jak Justin by się dowiedział, to będziesz martwy.
-Zrobimy tak, żeby się nie dowiedział.. w końcu nauczysz się szacunku do innych.- powiedział łapiąc mnie za nadgarstki i przyciągając bliżej siebie.
-Ała! Puszczaj!- krzyknęłam i zaczęłam się wierzgać.. wydarłam mu się, al eto nie trwało długo.. w końcu nie miałam jak uciec. Złapał mnie i przycisnął do ściany, a ja krzyknęłam z bólu. Zasłonił mnie usta dłonią i ścisnął za pośladki. Automatycznie załkałam i zaczęłam przepraszać. Mężczyzna zaśmiał się.
-Nie martw się. Zaraz zapokutujesz za swój błąd.- powiedział śmiertelnie poważnie wciąż błądząc wolną ręką po moim ciele. Dotarł do guzika moich spodenek, a ja zaczęłam niemiłosierni piszczeć, kopać skakać... wszystko, tylko, żeby nie pozwolić mu zedrzeć z siebie spodni. Już nie widziałam sensu w tym, co robię. Ugięły się pode mną nogi i łzy bezwładnie opadały na moje policzki. Facet już rozpiął moje spodnie, teraz chciał zdjąć moją bieliznę, a ja już nie miałam siły. Pierw jednak zdarł ze mnie bluzkę.. w sensie dosłownym. Gdy jeszcze raz zaczęłam krzyczeć uderzył mnie.. raz, drugi.. trzeci. Już nic nie czułam. Nie wiedziałam nawet kiedy ściągnął swoją koszulę.

Tym razem wcześniej ^-^
Cieszę się, że jesteście aktywne i doceniam to :)
Dobranoc kochane <3
Hope u like it xoxo ♥


Emilie M.