26.8.15

Rozdział 60

-No dziecko.. nie bój się. Wchodźcie, wchodźcie! Trafiliście akurat na placka... Joooohny! Harry przyjechał z dziewczyną, więc wyciąg te albumy...
-Babciu. Nie dziadku! Niczego nie wyciągaj!- krzyknąłem i już byłem w drodze do salonu, aby uniemożliwić im ośmieszenie mnie przed oczami Liliany.
~Oczami Liliany~
 Weszliśmy do domu uroczej kobiety, a Harry pobiegł od razu do dziadka w za pewne w celu zakopania dwa metry pod ziemią jakichś albumów, więc zostałam sama ze starszą kobietą.. nim się rozglądnęłam na stole leżały już placki, wędliny, sery, chleb i masa innego jedzenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo głodna byłam.. momentalnie rzuciłam się na jedzenie, a kobieta wybuchła śmiechem.
-Muszę powiedzieć Hazziemu, żeby cię lepiej karmił... taka chudzinka. To niepodobne!- pisnęła i nadal się śmiała.
-Dziękuję Pani.. było na prawdę pyszne.- powiedziałam odkładając już talerz po sałatce.
-Jaka Pani?! Jestem Laura, miło mi.- podała mi dłoń, a ja ją lekko uścisnęłam. Zauważyłam, że Harry'ego nie ma długo, co nie bardzo mi pasowało.. nie miałam pojęcia co sama robić.
-No i gdzie ten dzieciak? Przyprowadził mi dziewczynę i poszedł.- zaczęła narzekać babcia i już ciągnęła mnie w stronę innego pomieszczenia. Weszłyśmy do salonu, a tam w pozycji półleżącej razem z dziadkiem spał Harry. Nic dziwnego, był wykończony.
-Nic się nie zmienił. Obudź go, to zaprowadzę was do waszego pokoju- "waszego".. po raz pierwszy opcja bycia blisko z Harrym nie wzbudza we mnie strachu czy odrazy. Podeszłam do chłopaka i nachyliłam się do jego ucha.
-Szeptem go nie obudzisz.. on łatwo nie wstaje z łóżka.- zawtórowała Laura kręcąc głową, a ja się uśmiechnęłam pod nosem i zbliżyłam jeszcze bardziej do chłopaka.
-Kochanie...-szepnęłam najsłodszym głosem jaki potrafiłam- czekam w sypialni- dodałam kiedy poczułam jak się wzdryga przygryzłam lekko jego płatek ucha, ale oczywiście pierw zakrywając widok włosami upewniłam się, że spokojna babcia nic nie zobaczy. Nie czekałam długo, bo Harry od razu wybudził się, a dziadkowie tylko wybałuszyli oczy.
-Możemy iść.- wyszczebiotałam i poczułam jak loczek chwyta mnie za rękę. Pociągnęłam go za sobą i już po kilku minutach byliśmy w naszej chwilowej sypialni. Gdy tylko drzwi zamknęły się za Laurą poczułam silne dłonie na swojej talii.
-Tęskniłem za tobą.- szepnął prosto w ucho i poczułam jego zapach. Oszołamiający... nie wariuj!
-Idę pod prysznic!-pisnęłam i szybko się wyrwałam z jego objęć.
-Mi też się przyda!- zawtórował mi i podłożył nogę, abym nie zatrzasnęła drzwi. Wszedł i zaczął się rozbierać.
-Co ty robisz?- wydukałam powoli próbując udawać opanowaną.
-No przecież mówiłem, że idę się myć. Z tobą.- dodał i przykleił się do mnie. Delikatnie przycisnął do siebie i ukrył twarz w moich włosach wdychając mój zapach.
-Na prawdę tęskniłem, maleńka..- szeptał raz po raz.
-Niech ci będzie.- uległam w końcu i odpychając go od siebie też zaczęłam ściągać ubrania.
-Powoli... ja to zrobię.-powiedział z uśmiechem i zaczął powolutku  pozbawiać mnie koszulki, delikatnie przy tym gładząc moją skórę.
-Łaskoczesz..- zaczęłam chichotać, kiedy on już zabierał się do mojej bielizny.
-Sama.- dodałam, a on wstrzymał się w połowie ruchu i skinął głową. Już odpinałam stanik, kiedy napotkałam jego wygłodniały wzrok.
-Harry!- skarciłam go.
-Jak tak będziesz patrzył to wyjdę. - pisnęłam i pchnęłam go lekko w stronę prysznica, a on zdjął bokserki i jak gdyby nigdy nic, wszedł do kabiny z uśmiechem na twarzy. Po kilku sekundach dołączyłam do niego.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bardzo przepraszam za tak długie przerwy, ale mam jak na razie dość napiętą sytuację w dom u, więc nie bardzo znajduję czas, czy nawet ochotę pisać. Obiecuję, że się poprawię i już będą systematycznie wstawiane rozdziały ;)


7.8.15

Rozdział 59

-Prześpij się..- powiedziałem niemal szeptem wyciągając ku niej dłoń i gładząc ją po policzku.. nim obejrzałem się  Lil już zapadła w niespokojny sen, co chwile się wzdrygając.Jechaliśmy już dobre 4 godziny.. a zmęczenie powoli dopadało też mnie. Już niedaleko. Nie ma powodu teraz na postój. Co chwilę szerzej otwierałem oczy, ręce również zaczęły boleć. Jeszcze 20 minut. *Liliana może cię zmienić*
-Lil.. skarbie..- zacząłem ją powoli budzić lekko szturchając.
-Hmm.?- mruknęła powoli i otwierała oczy. Obejrzałem się na chwile..
-Uważaj!- krzyknęła i rzuciła się w stronę kierownicy skręcając nią w przeciwną stronę ciężarówki... musiałem przez przypadek zjechać... cholera. Już jedziemy swoim pasem. Już jest dobrze. Spojrzałem oszołomiony na dziewczynę, która już kuliła się na siedzeniu i bawi się bransoletką drżącymi dłońmi. Po kilku minutach zjechałem na stację.
-Przepraszam..- szepnąłem.
-Nnic się nie stało.- wyszeptała i spojrzała na mnie.
-Mogę..?- spojrzała na moje ramiona wyczekująco.
-Nie musisz pytać.- odparłem próbując ja uspokoić. Przeszła przez siedzenie i teraz siedziała  mi na kolanach przyczepiając się mnie jak przestraszony mały kotek. Objąłem ją i zacząłem całować po czółku.
-Co się dzieje... już jest w porządku..- szeptałem próbując ją uspokoić, ale zobaczyłem jedynie łzy w jej oczach.
-Harry... proszę uważaj. Ja miałam kiedyś wypadek... nie chcę tego znowu. Nie chcę, żeby ci się coś stało.- mówiła do mnie roztrzęsionym głosem jeszcze bardziej się we mnie wtulając.
-Jaki wypadek... ale już ci nie jest, tak?- spytałem pełen obaw.
-Tylko ja przeżyłam... wracaliśmy z imprezy, to było rok temu... ponad rok temu. wszyscy byliśmy trzeźwy, ale kierowca tira nie. Ja jedna przeżyłam Harry. Tylko ja na 5 osób.  Nie chcę stracić jeszcze ciebie.- nadal się kołysała w moich ramionach, a ja jeszcze mocniej ją utuliłem. Ona przeszła piekło.
-Nie zostawię cię... obiecuję. Jesteśmy bezpieczni.. uratowałaś nas.- mówiłem, a po kilku minutach poczułem, że już jest spokojna.
-Przepraszam...- szepnęła- możemy jechać.
-Nie masz za co przepraszać, Lil.- powiedziałem i ją cmoknąłem lekko w usta i odniosłem na miejsce.
-Jedziemy.- odparłem będąc już całkowicie rozbudzonym i wypoczętym. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy przed dużym drewnianym domkiem obitym saidingiem (chyba tak to się pisze O.o), z  nie mniejszym ogródkiem.
-Witam w moim domu.- powiedziałem z wyraźną ulgą.. nie mam pojęcia czemu tak długo mnie tu nie było.
-Jest cudowny.- usłyszałem tuż koło siebie, a później poczułem jak jej usta muskają mój policzek.. na prawdę zadałem sobie wiele trudu, aby w ostatnim momencie się nie odwrócić. Wysiadłem z samochodu otwierając MOJEJ blondynce drzwi i jej również pomagając wysiąść. Gdy byliśmy już pod drzwiami czekając, aż ktoś otworzy, zdałem sobie sprawę z tego, że to jest niezbyt przemyślana decyzja.. nie mamy NIC. Ciuchy, bielizna, szczoteczki... nic.
-Dobry wieczór, w czym mogę...- zaczęła moja babcia.
-Hazzuś!- pisnęła i po chwili nie mogłem oddychać.
-Cześć babciu..  też za tobą tęskniłem, ale daj mi oddychać.- mówiłem przez śmiech.. gdy w końcu mnie puściła zerknąłem na Lilianę, która stała z tyłu nie odzywając się.
-Babciu... to jest Liliana.- odparłem.
-O! W końcu jakąś wyrwałeś. Jaka ty jesteś śliczna..
-Dobry wieczór.- powiedziała nieśmiale, a Laura (tak miała na imię) zaatakowała tym razem ją.
-No dziecko.. nie bój się. Wchodźcie, wchodźcie! Trafiliście akurat na placka... Joooohny! Harry przyjechał z dziewczyną, więc wyciąg te albumy...
-Babciu. Nie dziadku! Niczego nie wyciągaj!- krzyknąłem i już byłem w drodze do salonu, aby uniemożliwić im ośmieszenie mnie przed oczami Liliany.


6.8.15

Rozdział 58

  Ważna notka pod rozdziałem!!!!!                                                             


                                                                       ~Oczami Liliany~
 Siedziałam na kolejnej nudnej lekcji, próbując się skupić na tym, o czym mówi nauczyciel... jednak z marnym skutkiem. Po kilku minutach profesor po raz kolejny zwrócił mi uwagę, abym nie żyła w swoim świecie. Za kolejnym razem, kiedy nie odpowiedziałam mu na pytanie, kazał mi po prostu wyjść i wrócić na kolejne lekcje.  O dziwo nie przeszkadzało mi to tak bardzo jakby tego chciał mężczyzna. Nie bardzo wiedziałam dokąd mam się udać.. więc wyszłam i spacerowałam ulicami miasta. Nie wrócę również na kolejne lekcje.. bo po co? 'Rodzice' są i tak wezwani. Wyjęłam parę drobnych z kieszeni i skierowałam się w stronę starbucks'a.
-Dzień dobry, co podać?- spytał młody sprzedawca ze szczerym uśmiechem. Nie wiedziałam, że w ciągu dnia jest tu niemalże pusto.
-Czarną po proszę... gdybyś mógł to taką mocną, żeby kopnęła mnie.- dodałam nieco ciszej, a chłopak zaczął się śmiać pod nosem i pokiwał oznajmująco głową. Po kilku minutach był już z powrotem z moją kawą.
-Dzięki.- odparłam dając mu pieniądze.
-Na koszt firmy.- mrugnął do mnie, a mi się zrobiło cieplej na sercu.. takie małe a cieszy- i pamiętaj żeby wyrzucać osobno plastik i papier.- uśmiechał się szerzej, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Do widzenia!- krzyknęłam na odchodne.
-Hej! Mogę znać twoje imię?- zagadnął jeszcze doganiając mnie pod drzwiami.
-Liliana.- odparłam uśmiechając się.
-Dawid, miło mi.- odpowiedział tym samym i wyszłam z pomieszczenia delektując się kofeiną. Szłam ulicą wypatrując miejsca, aby usiąść.  Stwierdziłam, że najlepiej będzie gdy pójdę do parku.. widząc kontenery na śmieci zaśmiałam się pod nosem dopijając kawę i otworzyłam  pokrywkę, chcąc wyrzucić do plastików. W połowie ruchu zatrzymałam się i zaśmiałam w głos. No tak.. to było do przewidzenia. Odwróciłam pokrywkę i ujrzałam numer  Dawida, z uśmiechem na twarzy spisałam numer i zadzwoniłam.
-Halo?- usłyszałam znajomy głos.
-Szerzysz recykling?- zaśmiałam się do słuchawki.
-Hah, miałem nadzieję, że zauważysz.- odparł szybko rozpoznając mnie.
-O której masz przerwę na lunch?- spytałam bez oporów.. w końcu co ja będę robiła przez tyle czasu.. do domu nie chcę jechać.
-Za pół godzinki... nie do szkoły?- spytał dając poważnego.
-Nieeee.- zajęczałam i rozłączyłam się, siadając na  ławce. włączyłam muzykę w słuchawkach i się odłączyłam od świata. Chyba nawet przysnęłam na chwilę, bo obudził mnie dopiero telefon od Dawida.
-Nie śpij!- krzyknął całkiem mnie wybudzając z tego przyjemnego stanu.
-A ty nie krzycz- odparłam podchodząc do niego, a on rozłączył się.
-Skąd wiedziałeś gdzie mnie znaleźć?- spytałam marszcząc brwi.
-Z lokalu widać park, więc nie było ciężko cię nie przegapić.
-Chodźmy na pizze!- krzyknęłam udając optymistkę i łapiąc go za rękę pobiegłam do pierwszej lepszej pizzerii, a uwierzcie, że jest tu ich sporo.
-Giuseeeeeppeeeee... pizza italiana.- zaczęła śpiewać sobie pod nosem siedząc już na wygodnym fotelu przed chłopakiem. On tylko patrzył na mnie krzywo co nieco się wykrzywiając.
-Hmm?- mruknęłam nieco speszona.
-Czemu tak usilnie próbujesz ludziom wmówić, że jesteś szczęśliwa?- zadał pytanie prosto z mostu.. *wow! Bezpośredni człowiek* uhmm... wybrnij z tego Lil.. przecież potrafisz!
-Nikt nie powiedział, że jest to udawanie.- zaśmiałam się i próbowałam udać rozbawienie.
-Uhm.- mruknął i zaraz podeszła do nas kelnerka z pizzą... W końcu!
-Smacznego.- mruknęłam i szybko zaczęłam się zajadać pizzą, aby przerwać ta idiotyczną rozmowę.
-Pyszna.. byłam niesamowicie głodna.- dodałam po chwili, aby rozluźnić atmosferę.
-Ubrudziłaś się.- zaczął z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie? Tu?- próbowałam się dowiedzieć, ale on coraz bardziej się śmiał.
-Ja to zrobię.- wziął  chusteczkę i wstał aby sięgnąć do mnie.. wydaje mi się, że ma chyba w zamiarze coś więcej niż mnie wytrzeć.. gdy skończył oczyszczać moje usta od sosu pomidorowego był już niebezpiecznie blisko. Coś mnie pociągnęło, aby spojrzeć w stronę lady... był tam. *Śledzi mnie?!* pobudzony tym, aby pokazać Styles'owi, że wcale go nie potrzebuję pośpiesznie złączyłam nasze usta w pocałunku. *Niech to będzie ta próba* Nie musiałam czekać zbyt ługo na rezultaty.. po kilku sekundach poczułam szarpnięcie w tył i teraz stałam na przeciwko Harry'ego, który bez słowa zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia.
-Ale! Ughgh!- zaczęłam się denerwować.. *miał tylko wyjść!*
-Pa!- odparłam przepraszającym tonem, a mój towarzysz tylko siedział i patrzył na mnie próbując cokolwiek z tego zrozumieć. Zdołałam mu się wyrwać dopiero pod samochodem, kiedy to jedną ręką próbował otworzyć drzwi.
-Co ty odpieprzasz?!- krzyknęłam w pełne furii.
-Co JA odpieprzam?! Od kiedy się rzucasz na przypadkowych facetów nie wiedząc kompletnie NIC o nich? Nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka!- również krzyknął otwierając drzwi.
-Ha! Wiesz.. nie  wiem czy zauważyłeś, ale do niczego go nie zmuszałam! Z resztą.. co cię to obchodzi!- wyrzucałam rękami w powietrzu nie wytrzymując już nerwowo.
-On ma z 5 dziewczyn takich jak ty i 10 gorszych.- odparł mrużąc oczy.
-Tylko ty możesz się tu zabawiać? Też chcę mieć coś z życia!- *dupek*
-Ale ty taka nie jesteś.
-Nie wiesz jaka jestem.- wysyczałam zbliżając się do niego i zmuszając, aby cofnął się w stronę samochodu. Nasze klatki dzieliło zaledwie kilka centymetrów,a oddechy przyspieszyły.. nie wiem czy z powodu iskier między nami, czy z tego, że oboje płonęliśmy niebezpiecznym ogniem, który nas wypalał po trochę codziennie.
-Nie taka.- warknął i spojrzał na moje usta, po czym szybko odwrócił twarz w bok i przeczesał nerwowo ręką włosy.
-Musisz mi tak to utrudniać?- odparł nawet na mnie nie patrząc, a ja parsknęłam.
-Wsiądź, proszę.- powiedział z niesamowitą skruchą w głosie otwierając przede mną drzwi. Za pewne popełniłam niewybaczalny błąd, ale nie potrafiłam mu odmówić.
                           ~Oczami Harry'ego~
-Nie wiesz jaka jestem- syknęła mi prosto w twarz, zmuszając do cofnięcia się o kilka kroków.
-Nie taka.- próbowałem się uspokoić, ale to nie było możliwe przy niej.  Cholerny irytujący chodzący ideał.  Wystarczyło, żeby spojrzał przez sekundę na jej idealne rysy twarzy, pełne usta... ughghg! Szybko odwróciłem wzrok, aby móc się oprzeć temu widoku. Prawda jest taka, że  bez niej mnie nie ma.Po prostu.
-Wsiądź, proszę..- odparłem już bez siły.. poddając się. Nie mogę tak dłużej.. muszę znowu odżyć. Ja usiadłem na siedzenie od strony pasażera i ruszyłem nie mając pojęcia gdzie jadę. Po chwili uświadomiłem sobie, że jadę do mojego domu rodzinnego.. do dziadków. *Bravo Styles! Zabierz ją do dziadków!* Jechaliśmy już dobrą godzinę, a blondynka uparcie walczyła ze snem.
-Jeszcze dość daleko, możesz się przespać..- powiedziałem jak najdelikatniejszym tonem umiem. Spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
-Harry..- zaczęła dość cicho.
-Gdzie jedziemy?- spytała w końcu. Nie mogłem się doczekać chwili w której się odezwie.
-Do moich dziadków.. zostaniemy tam przez tydzień.- powiedziałem czekając na wybuch z jej strony.
-Harry.- mówiłem już jak pięknie brzmi to w jej ustach? Kocham jak wymawia moje imię właśnie ona.
-Słucham cię..
-Czemu się tak zachowujesz?- spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Jak kochanie?- spytałem całkiem odruchowo pod wpływem jej wzroku. Uśmiechnęła się na dźwięk tych słów.
-Właśnie tak. Odpychałeś mnie i raniłeś tylko po to, aby kolejny raz mnie do siebie zbliżyć. Już któryś raz mnie odrzucasz i przyciągasz z powrotem... jak ulubioną zabawkę. Ale Harry. Powiedz mi, że to był ostatni raz.... ja Harry nie zniosę już więcej tej bliskości tylko po to, aby mnie zranić jak najgłębiej. Obiecaj mi.. obiecaj, ze więcej nie zostawisz..- skończyła, a ja nie wiedziałem co powiedzieć.. nie mówiła jak siedemnastolatka. Była tak zmęczona tym wszystkim.. ukrywała to tak dobrze, przez tyle czasu.
-Prześpij się..- powiedziałem niemal szeptem wyciągając ku niej dłoń i gładząc ją po policzku.. nim obejrzałem się  Lil już zapadła w niespokojny sen, co chwile się wzdrygając.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani! Bardzo przepraszam (po raz kolejny) za problemy z rozdziałem i długie czekanie.. 
Po prostu nie miałam komputera i dla mnie to OGROMNY problem, bo tylko tym umiem się posługiwać :/
Mam nadzieję, że z rozdziału wszyscy zadowoleni ;)
Teraz już systematycznie będą dodawane rozdziały
Co do ff myślę, że powoli się zbliża do końca.. czemu?
Ta historia jest już  za długa i przeciągana, może trochę nawet męcząca?
No nic.. piszcie co sądzicie na ten temat w komentarzach c:
I tradycyjnie życzę dobrej nocy! ^-^




Emilie M.