-Nigdy Cię nie zrozumiem.- odparł jeszcze i wstał z irytacją z fotelu. Odszedł gdzieś, a ja chociaż przez chwilę mogłam poczuć spokój. Chwilę pomyśleć racjonalnie.
*Proszę.. Harry proszę pomóż mi..*- błagałam chyba samego Boga w myślach.
~Oczami Harry'ego~
-Styles! Chodź z nami.- krzyknął do mnie Liam, którego prowadziła szczupła brunetka... nie dorastała Lilce do pięt... na tą myśl się uśmiechnąłem patrząc na nią.
-Poczekam, aż wróci na brzeg.- mrugnąłem do nich. A kumpel teatralnie wywrócił oczami.
-Już prawie jest.- uśmiechnął się.
-Myślałem, że chcesz jej zrobić niespodziankę.- odparł ciszej zbliżając się do mnie. *właśnie*
-Ok..- popatrzyłem ostatni raz na dziewczynę, która rzeczywiście już była blisko brzegu. Poszedłem do jej pokoju i wraz z Liam'em i jego nową zdobyczą przygotowaliśmy kolację i przystroiliśmy pokój. Chciałem, żeby było idealnie.. tylko ona i ja. Gotowe.
-Dzięki.- przybiłem jeszcze piątkę z kumplem i zostałem sam. Przebrałem się w garnitur i czekałem.. w końcu kiedyś będzie musiała wrócić do swojego domku.. *prawda?*
-Cholera... to już godzina.- mówiłem sam do siebie.. a jeśli utonęła? Jeśli popłynęła jeszcze raz... dalej? Szybko wybiegłem z domku kierując się w stronę brzegu. Krzyczałem i wbiegłem do wody. Zanurzyłem się w niej szukając ewentualnie Liliany. Nic. Nie ma jej... wychodząc z oceanu zobaczyłem mokre ślady jej stup i jeszcze paru innych. Nie podoba mi się to... widziałem, że ślady kierują się w stronę mojego domku. Pobiegłem w tamtą stronę. Wszedłem do środka szukając ją.
-Liliana! To nie jest śmieszne!- krzyczałem w głąb domku. To, co ujrzałem gdy tam wszedłem sprawiło, że mnie sparaliżowało. Nie mogłem krzyczeć,a ni się ruszać. Wszystko w środku porozwalane. Porozrzucane. I kartka na łóżku. Bez namysłu podszedłem i zacząłem czytać.
Mam ją. Powiedz mi teraz, jak to jest?
Skontaktujemy się.
Nie wytrzymałem. Zacząłem rzucać już porozwalanymi rzeczami. Meblami.. wszystkim. *Tak bardzo się starałem... tak bardzo ją pilnowałem. Powinienem ją zostawić już za pierwszym razem.*
Nikt nie musiał się podpisywać na notatce.. ja i tak wiedziałem, że to Bieber. Wyszedłem.
-Chłopaki!- krzyknąłem i zaraz wyszli wszyscy ze swoich domków.
-Co się dzieje?- spytał Liam marszcząc brwi.. *no tak, w końcu miałem być z Lil*
-Bieber ma Lilianę.- powiedziałem beznamiętnym tonem, aby nie pokazywać im żadnej słabości. Paczka była zszokowana, myślę, że nie tak jak ja, ale jednak przyjęli to dość ciężko. Zayn automatycznie odwrócił się i poszedł w stronę swojego domku.
-A temu o co biega?- popatrzył na niego Niall i wykrzywił się w grymasie.
-Znajdziemy ją.- dodał Louis próbując jakoś mnie pocieszyć.. wbrew pozorom jak na gang... jesteśmy jak rodzina.
-I skopiemy dupę Bieber'owi.-odezwał się jeszcze Liam.
-Nie. On już nie żyje.- odparłem podsumowując moje poirytowanie jego osobą. Wielu z was wydaje się za pewne, że to jest żart.. uwierzcie, że mam doświadczenie w zabijaniu, a tego co moje się nie tyka. Zwłaszcza Liliany.
-Chłopaki!- krzyknąłem i zaraz wyszli wszyscy ze swoich domków.
-Co się dzieje?- spytał Liam marszcząc brwi.. *no tak, w końcu miałem być z Lil*
-Bieber ma Lilianę.- powiedziałem beznamiętnym tonem, aby nie pokazywać im żadnej słabości. Paczka była zszokowana, myślę, że nie tak jak ja, ale jednak przyjęli to dość ciężko. Zayn automatycznie odwrócił się i poszedł w stronę swojego domku.
-A temu o co biega?- popatrzył na niego Niall i wykrzywił się w grymasie.
-Znajdziemy ją.- dodał Louis próbując jakoś mnie pocieszyć.. wbrew pozorom jak na gang... jesteśmy jak rodzina.
-I skopiemy dupę Bieber'owi.-odezwał się jeszcze Liam.
-Nie. On już nie żyje.- odparłem podsumowując moje poirytowanie jego osobą. Wielu z was wydaje się za pewne, że to jest żart.. uwierzcie, że mam doświadczenie w zabijaniu, a tego co moje się nie tyka. Zwłaszcza Liliany.
~Oczami Liliany~
Lecieliśmy jeszcze samolotem przez dobrą godzinę.. nie wiem gdzie ten dupek mnie zabiera, ale chcę być jak najdalej od niego. Poczułam, że lądujemy. Automatycznie ścisnęłam dłonie w pieści.. nie cierpiałam lądowań. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
-Spokojnie..- odparł jakiś obcy głos.
-To tylko lądowanie.- dodał, po czym słyszałam, że odchodzi.
Pierwszy raz byłam w takich kłopotach.. nigdy jeszcze nikt nie próbował się do mnie zbliżyć, a nawet jeśli, to nie udawało się to nikomu. Od małego umiałam się bronić sama. Od zawsze byłam zdana tylko na siebie.. a jak już mam kogoś, kto może mnie obronić.. ta osoba znika. Po prostu... Napłynęły mi łzy do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. To był sukces dla samej siebie.
-Wysiadamy, złotko.- usłyszałam obok siebie i nie mając już sił na walczenie z tym wstałam i szłam za Justin'em, który prowadził mnie za rękę. Usłyszałam kilka głosów na raz..
-Co z nią zrobisz?
-Niezła jest.
-Może się podzielisz... hahah.- ostatnie zdanie mnie sparaliżowało. Mocniej ścisnęłam rękę chłopaka i po chwili czułam, że mnie obejmuje i zbliża swoją twarz do mojej. Bieber pochylił się, a ja poczułam jego mocne perfumy. Dalej nie mogę zrozumieć jak osoba, która wyglądało, że była mi tak bliska, może to robić..
-Liliana.. nie mów, że boisz się ich. Póki ja tu jestem, nie stanie ci się krzywda. Rozumiesz? Jesteś tylko moja. Oni cię nie tknął.- te parę słów sprawiło, że czułam się bardziej bezpiecznie niż minutę temu. Nieco się rozluźniłam i przygotowywałam na kolejną konfrontacją z chłopakiem.. wydaje się, że następna nie będzie tak przyjemna jak ta. Szliśmy dalej. Uderzyło we mnie powietrze jak po deszczu. W końcu odetchnęłam pełną piersią. Jednak nie na długo dano mi się cieszyć z tego.. Już parę sekund później weszliśmy do jakiegoś budynku. Szatyn posadził mnie na fotelu.
-Ok.. teraz rozwiążę ci oczy.. okej?- skinęłam głową. I poczułam ból w oczach, zmrużyłam je i zobaczyłam twarz Biebera badająca każdy mój ruch.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Spokojnie..- odparł jakiś obcy głos.
-To tylko lądowanie.- dodał, po czym słyszałam, że odchodzi.
Pierwszy raz byłam w takich kłopotach.. nigdy jeszcze nikt nie próbował się do mnie zbliżyć, a nawet jeśli, to nie udawało się to nikomu. Od małego umiałam się bronić sama. Od zawsze byłam zdana tylko na siebie.. a jak już mam kogoś, kto może mnie obronić.. ta osoba znika. Po prostu... Napłynęły mi łzy do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. To był sukces dla samej siebie.
-Wysiadamy, złotko.- usłyszałam obok siebie i nie mając już sił na walczenie z tym wstałam i szłam za Justin'em, który prowadził mnie za rękę. Usłyszałam kilka głosów na raz..
-Co z nią zrobisz?
-Niezła jest.
-Może się podzielisz... hahah.- ostatnie zdanie mnie sparaliżowało. Mocniej ścisnęłam rękę chłopaka i po chwili czułam, że mnie obejmuje i zbliża swoją twarz do mojej. Bieber pochylił się, a ja poczułam jego mocne perfumy. Dalej nie mogę zrozumieć jak osoba, która wyglądało, że była mi tak bliska, może to robić..
-Liliana.. nie mów, że boisz się ich. Póki ja tu jestem, nie stanie ci się krzywda. Rozumiesz? Jesteś tylko moja. Oni cię nie tknął.- te parę słów sprawiło, że czułam się bardziej bezpiecznie niż minutę temu. Nieco się rozluźniłam i przygotowywałam na kolejną konfrontacją z chłopakiem.. wydaje się, że następna nie będzie tak przyjemna jak ta. Szliśmy dalej. Uderzyło we mnie powietrze jak po deszczu. W końcu odetchnęłam pełną piersią. Jednak nie na długo dano mi się cieszyć z tego.. Już parę sekund później weszliśmy do jakiegoś budynku. Szatyn posadził mnie na fotelu.
-Ok.. teraz rozwiążę ci oczy.. okej?- skinęłam głową. I poczułam ból w oczach, zmrużyłam je i zobaczyłam twarz Biebera badająca każdy mój ruch.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Muszę was przeprosić.. :c
Znowu was zawiodłam,
Ale na prawdę psuje mi się co chwilę komputer i po prostu nie mam jak dodawać :/
Na szczęście dziś działa nieco lepiej :)
Hope u like it ;)






