30.5.15

Rozdział 49

-Nie lubię, jak ktoś mnie ignoruje, kochanie.- mówił dalej tym swoim szeptem, a ja  poczułam  jak gładzi mój policzek.
-Nigdy Cię nie zrozumiem.- odparł jeszcze i wstał z irytacją z fotelu. Odszedł gdzieś, a ja chociaż przez chwilę mogłam poczuć spokój. Chwilę pomyśleć racjonalnie.
 *Proszę.. Harry proszę pomóż mi..*- błagałam chyba samego Boga w myślach.
  ~Oczami Harry'ego~

-Styles! Chodź z nami.- krzyknął do mnie Liam, którego prowadziła szczupła brunetka... nie dorastała Lilce do pięt... na tą myśl się uśmiechnąłem patrząc na nią.
-Poczekam, aż wróci na brzeg.- mrugnąłem do nich. A kumpel teatralnie wywrócił oczami.
-Już prawie jest.- uśmiechnął się.
-Myślałem, że chcesz jej zrobić niespodziankę.- odparł ciszej zbliżając się do mnie. *właśnie*
-Ok..- popatrzyłem ostatni raz na dziewczynę, która rzeczywiście już była blisko brzegu. Poszedłem do jej pokoju i wraz z Liam'em i jego nową zdobyczą przygotowaliśmy kolację i  przystroiliśmy pokój. Chciałem, żeby było idealnie.. tylko ona i ja. Gotowe. 
-Dzięki.- przybiłem jeszcze piątkę z kumplem i zostałem sam. Przebrałem się w garnitur i czekałem.. w końcu kiedyś będzie musiała wrócić do swojego domku.. *prawda?* 
-Cholera... to już godzina.- mówiłem sam do siebie.. a jeśli utonęła?  Jeśli popłynęła jeszcze raz... dalej? Szybko wybiegłem z domku kierując się w stronę brzegu. Krzyczałem i wbiegłem do wody. Zanurzyłem się w niej szukając ewentualnie Liliany. Nic. Nie ma jej... wychodząc z oceanu zobaczyłem mokre ślady jej stup i jeszcze paru innych. Nie podoba mi się to... widziałem, że ślady kierują się w stronę mojego domku. Pobiegłem w tamtą stronę. Wszedłem do środka szukając ją.
-Liliana! To nie jest śmieszne!- krzyczałem w  głąb domku. To, co ujrzałem gdy tam wszedłem sprawiło, że mnie sparaliżowało. Nie mogłem krzyczeć,a ni się ruszać. Wszystko w środku porozwalane. Porozrzucane. I kartka na łóżku. Bez namysłu podszedłem i zacząłem czytać.
Mam ją. Powiedz mi teraz, jak to jest?
Skontaktujemy się.

Nie wytrzymałem. Zacząłem rzucać już porozwalanymi rzeczami. Meblami.. wszystkim. *Tak bardzo się starałem... tak bardzo ją pilnowałem. Powinienem ją zostawić już za pierwszym razem.*
 Nikt nie musiał się podpisywać na notatce.. ja i tak wiedziałem, że to Bieber. Wyszedłem.
-Chłopaki!- krzyknąłem i zaraz wyszli wszyscy ze swoich domków.
-Co się dzieje?- spytał Liam marszcząc brwi.. *no tak, w końcu miałem być z Lil*
-Bieber ma Lilianę.- powiedziałem beznamiętnym tonem, aby nie pokazywać im żadnej słabości. Paczka była zszokowana, myślę, że nie tak jak ja, ale jednak przyjęli to dość ciężko. Zayn automatycznie odwrócił się  i poszedł w stronę swojego domku.
-A temu o co biega?- popatrzył na niego Niall i wykrzywił się w  grymasie.
-Znajdziemy ją.- dodał Louis próbując jakoś mnie pocieszyć.. wbrew pozorom jak na gang... jesteśmy jak rodzina.
-I skopiemy dupę Bieber'owi.-odezwał się jeszcze Liam.
-Nie. On już nie żyje.- odparłem podsumowując moje poirytowanie jego osobą. Wielu z was wydaje się za pewne, że to jest żart.. uwierzcie, że mam doświadczenie w  zabijaniu, a tego co moje się nie tyka. Zwłaszcza Liliany.
~Oczami Liliany~
 Lecieliśmy jeszcze samolotem przez dobrą godzinę.. nie wiem gdzie ten dupek mnie zabiera, ale chcę być jak najdalej od niego. Poczułam, że lądujemy. Automatycznie ścisnęłam dłonie w pieści.. nie cierpiałam lądowań. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
-Spokojnie..- odparł jakiś obcy głos.
-To tylko lądowanie.- dodał, po czym słyszałam, że odchodzi.
  Pierwszy raz byłam w takich kłopotach.. nigdy jeszcze nikt nie próbował się do mnie zbliżyć,  a nawet jeśli, to nie udawało się to nikomu. Od małego umiałam się bronić sama. Od zawsze byłam zdana tylko na siebie.. a jak już mam kogoś, kto może mnie obronić.. ta osoba znika. Po prostu... Napłynęły mi łzy do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. To był sukces dla samej siebie.
-Wysiadamy, złotko.- usłyszałam obok siebie i nie mając już sił na walczenie z tym wstałam i szłam za Justin'em, który prowadził mnie za rękę. Usłyszałam kilka głosów na raz..
-Co z nią zrobisz?
-Niezła jest.
-Może się podzielisz... hahah.- ostatnie zdanie mnie sparaliżowało. Mocniej ścisnęłam rękę chłopaka i po chwili czułam, że mnie obejmuje i zbliża swoją twarz do mojej. Bieber pochylił się, a ja poczułam jego mocne perfumy. Dalej nie mogę zrozumieć jak osoba, która wyglądało, że była mi tak bliska, może to robić..
-Liliana.. nie mów, że boisz się ich. Póki ja tu jestem, nie stanie ci się krzywda. Rozumiesz? Jesteś tylko moja. Oni cię nie tknął.- te parę słów sprawiło, że czułam się bardziej bezpiecznie niż minutę temu. Nieco się rozluźniłam i przygotowywałam na kolejną konfrontacją z chłopakiem.. wydaje się, że następna nie będzie tak przyjemna jak ta. Szliśmy dalej. Uderzyło we mnie powietrze jak po deszczu. W końcu odetchnęłam pełną piersią. Jednak nie na długo dano mi się cieszyć z tego.. Już parę sekund później weszliśmy do jakiegoś budynku. Szatyn posadził mnie na fotelu.
-Ok.. teraz rozwiążę ci oczy.. okej?- skinęłam głową. I poczułam ból w oczach, zmrużyłam je i zobaczyłam twarz Biebera badająca każdy mój ruch.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Muszę was przeprosić.. :c
Znowu was zawiodłam,
Ale na prawdę psuje mi się co chwilę komputer i po prostu nie mam jak dodawać :/
Na szczęście dziś działa nieco lepiej :)
Hope u like it ;)



24.5.15

Rozdział 48

-A jaką ma nazwę?- spytałam, na co chłopakowi zrzedła mina i złapał mnie za rękę.
-Nie potrzebne ci to.- uśmiechnął się i wyprowadził z rynku kierując  stronę wody.
-Wskakujemy?- loczek popatrzył na mnie uśmiechając się wiedząc, że pod spodem mam strój, który mi kupił.
-Uhm- kiwnęłam zostawiając ciuchy na plaży i kierując się w stronę oceanu. Chłopak zrobił to samo i podbiegł w moją stronę biorąc mnie na ręce i biegnąc dalej w stronę wody. Na nic zdały się moje krzyki. Przeciwnie rozbawiły go i zleciała się reszta towarzystwa (łącznie z dziewczynami, ale bez Zayn'a).
-Harry!- piszczałam gdy dotknęła nas jeszcze chłodna woda oceanu. Zaczęliśmy się chlapać jak dzieci.
-Dobra, już dość! Wygrałeś!- krzyczałam dostając raz po raz wodą w twarz, a w odpowiedzi słyszałam tylko śmiechy chłopaków... nadal ich nie rozumiem.
-Dość!- krzyknęłam już ostrzej będąc poirytowana ich zachowaniem.
-Ileż można mówić. Ughgh!- krzyczałam i żeby się uspokoić zaczęłam odpływać w głąb oceanu. Uwielbiałam pływać.
-Lil! Nie złość.. wróć, bo jeszcze coś się stanie...- krzyczał zamartwiony Hazza, a ja nie zważałam na jego rozkazy. Płynęłam dalej. Gdy już powoli zaczynałam się męczyć zawróciłam  i wracałam na brzeg.  Usiadłam na piasku całkiem zdyszana i poczułam dłonie na barkach. Początkowo wydawało mi się, że nie ma nikogo już na plaży prócz mnie.. przecież reszta gdzieś poszła. Pewnie Harry wrócił. Ręce Harry'ego zaczęły masować moje barki, a ja oddałam przeciągłe westchnienie.. to było przyjemne, dla moich zmęczonych pływaniem mięśni.
-Dziękuję, Harry.. przepraszam, że się tak  zdenerwowałam..- odparłam i odpowiadało mi milczenie... coś nie tak.
-Harry..?- szepnęłam i już miałam się odwracać, gdy usłyszałam odpowiedź.
-To nie Harry, kochanie. Szkoda, że nie rozpoznajesz mnie już.- odpowiedział mi lekko zachrypnięty dobrze mi znany głos. Justin. Szybko chciałam się wyrwać, ale jego silne ramiona mnie unieruchomiły.
-Dopiero się przywitaliśmy. Już chcesz mi uciec?- usłyszałam jak się uśmiecha tuż przy moim uchu. Szybko uderzyłam glową w tym i trafiłam w jego twarz. Na chwilę jego uścisk się zmniejszył przez co mogłam się wyrwać. Biegłam wzdłuż plaży i widziałam, że nie jest sam. Stało z nim kilka chłopaków jeszcze. Wiedziałam, że nie mam szans, aby im uciec.
-Spieprzaj Bieber.
-Mówiłem, że pożałujesz to, co mi wtedy powiedziałaś. To, ze mnie uderzyłaś, i, że wybrałaś Styles'a.
-Harry! - krzyczałam na całe gardło próbując uciec dwóm mężczyznom, którzy zagrodzili mi drogę.
-Nie bój się. Nie usłyszy cie. Jest na rynku.
-Haaarry! Zaayn! Pomoocy!- krzyczałam najgłośniej jak potrafiłam.
-Dobra mam dość tych krzyków. Zatkajcie jej czymś usta. I oczy też najlepiej.. nie chcę, żeby wiedziała gdzie leci.
 *Gdzie leci* słowa odbijały się echem w mojej głowie. On nie  żartuje. Chce mnie stąd zabrać.. a Harry'ego tu nie ma. Cholera. Wyrywałam się ile mogłam. Udało się. Wyrwałam się. Miałam związane ozy przepaską. Próbując ją ściągnąć biegłam przed siebie. Gdy już prawie się udało, napotkałam się na jakieś ciało przede mną. To były te same dłonie, co wcześniej. Justin mocno mnie trzymał za nadgarstki i związał je jakimś drutem. Z każdym ruchem moich dłoni drut bardziej się wbijał.
-Im mniej będziesz się rwała, tym mniej będzie bolało.. chcę Cię żywą kochanie.- szeptał do mojego ucha i pocałował w policzek. Odsunęłam od niego twarz, a on przyssał się do szyi robiąc mi bolesną malinkę.
-Zabieramy ją.. zaraz pewnie wrócą zobaczyć czy żyje. Zostawiliście wiadomość dla Styles'a?
-Jasne... chłopak się zdziwi.- odezwał się ktoś za mną łapiąc za skrępowane nadgarstki. Mocno mną szarpiąc.
-Ała!- krzyknęłam płaczliwym tonem i usłyszałam jak ktoś  uderza chłopaka mnie trzymającego.
-Idioto. Nie masz za zadania jej zakatować, tylko zaprowadzić do samolotu! Ma jej się nic nie stać po drodze. Rozumiesz?!- krzyknął Bieber znów uderzając faceta. Już się nie szarpałam. Nie poddałam się, ale wiedziałam, że teraz nic mi to nie da.  Weszłam po schodach i grzecznie siedziałam  na swoim miejscu czekając na odpowiednią chwilę, dającą mi szansę na ucieczkę. Czułam, że facet obok mnie wstał. Szybko wstałam i biegłam jak mi się wydawało do wyjścia. Znowu się na kogoś natknęłam. Bieganie z przepaską jest do dupy,. Znowu był to Bieber, który usadził mnie obok siebie na fotelu, zapinając mi pasy.  obejmując mnie. Nie mogłam nic zrobić. Miałam ochotę krzyczeć. Piszczeć.. wydzierać się w niebo głosy. Uciekać.. ale byłam bezradna. Ostatnimi siłami powstrzymywałam się, aby nie pozwolić wypłynąć łzom z moich oczu.
Gdzie był Harry... a już się zaczynało wszystko układać. Poczułam dotyk chłopaka na szyi. Na znamieniu, który mi zrobił.
-Pięknie ci w tym.. - czułam jego oddech tuż przy moim uchu. Od razu cała się spięłam.
-Spokojnie..- szeptał do mojego ucha.. kiedyś powiedziałabym, że kojąco.. ale teraz było to przerażające.
-Nie bój się. To tylko ja. Przecież znów możemy się przyjaźnić. Prawda?- spytał, a jedynym sygnałem mojego sprzeciwu było to, że nie odpowiedziałam mu żadnym znakiem. Nie kiwnęłam głową. Nie zaprzeczyłam temu, ale też nie zgodziłam się.
-Nie lubię, jak ktoś mnie ignoruje, kochanie.- mówił dalej tym swoim szeptem, a ja  poczułam  jak gładzi mój policzek.
-Nigdy Cię nie zrozumiem.- odparł jeszcze i wstał z irytacją z fotelu. Odszedł gdzieś, a ja chociaż przez chwilę mogłam poczuć spokój. Chwilę pomyśleć racjonalnie.

Mam okropny humor :c
Wiem, że w sumie taki ogromny zwrot akcji...
ale samo tak wyszło 
Dziękuję za komentarze
Cieszę się z każdego z osobna..
Pamiętajcie o tym, że bardzo motywują mnie do pisania! ^-^
To może 10 kom--> next? :3
Zaskoczcie mnie! :D xd 



23.5.15

Rozdział 47

-Ie- powiedziałam beznamiętnie.
-Tak myślałem.- odparł uśmiechając się pod nosem i znów był tym samym miłym gościem sprzed chwili.
-Daj mi tylko chwilkę...- odwróciłam się i wbiegłam szybko na górę po telefon i torebkę. Po chwili już byłam na dole zakluczając drzwi.
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam wsiadając do samochodu.
-Na lotnisko.
-Co?!- spytałam w szoku będąc pewna, że żartuje.
-To co słyszałaś. Lecimy na wyspy kanaryjskie.
-Czekaj czekaj.. jak to lecimy? Ty mnie do cholery uprowadzasz!- krzyknęłam uderzając pięścią w tapicerkę, przez chłopak zaczął się głośno śmiać.
-Nie ja. Styles Cię uprowadza jak już. Będziemy tam do końca weekend'u.
-Jak to my? Jakie my?- dukałam próbując sobie poukładać wszystko w głowie.
-Nasza paczka: Styles, Malik, Horan, ja i Tomlinson. Każda normalna dziewczyna umierałaby ze szczęścia wiedząc, że jedzie na wymarzony weekend  i to jeszcze z paczką Styles'a. Co z tobą?- popatrzył na mnie i zmarszczył brwi.
-Nie jestem normalna. Nie robicie na mnie żadnego wrażenia. A po drugie nie mam żadnych ciuchów na wyjazd.
-Nie martw się już wszystko jest na miejscu.
-Co?
-Przeszukaliśmy twój pokój i wzięliśmy potrzebne rzeczy, a resztę dokupiliśmy.. wiesz, jak byłaś z Harrym na wyspie.
-Jesteście stuknięci.- wysyczałam przez zęby i więcej się nie odezwałam. W końcu dojechaliśmy, a ja widziałam jak cała paczka czeka na nas przed samochodem... Skąd się wziął tu Zayn?!
-Cześć, kochanie.- powiedział loczek cmokając mnie w usta.
-Co to ma znaczyć?!- przeszłam do konkretów.
-Co?- spytał idiotycznie marszcząc brwi jakby nie wiedział, o czym mówię.
-To!- krzyknęłam machając rękami i pokazując na samolot, przez co wszyscy zaczęli się śmiać, a Styles chichotał. Zmrużyłam oczy i przeleciałam wzrokiem każdego z obecnych tu osób. Zayn unikał mojego wzroku, więc nadal coś było nie tak.
-Samolot.- powiedział szatyn z uśmiechem do mnie.
-Harry. Wiesz, że ja muszę skończyć College'u? Jak ja się nauczę na test?!- krzyczałam nadal rozhisteryzowana, a oni wciąż się ze mnie śmiali! Nie wiem co było w tym takiego śmiesznego.
-Lil.. przecież to wiadome, że będziesz miała najlepszy wynik... już wszystko ustalone.- zaśmiał się,a ja miałam ochotę wrzeszczeć, krzyczeć. Ale po prostu wzięłam wdech i wydech. Uspokoiłam oddech i próbowałam się odstresować. Byłam okropnie zestresowana przez Malik'a, a teraz też przez Harry'ego i jego paczkę. Zesiwieję mając zaledwie 25 lat. Jestem tego pewna.
-Nigdzie nie lecę.
-To super.. co?- spytał loczek unosząc brwi do góry i patrząc jak się oddalał. Już po chwili czułam, że tracę grunt pod stopami.
-Styles! Mówię Ci, że jak mnie nie puścisz  w tej chwili, to.. to będzie twój marny koniec!- wrzeszczałam bijąc pięściami o jego plecy i czułam tylko jak jego ciało wibruje pod wpływem chichotu. Gdy się uspokoiłam już siedziałam w fotelu i patrzyła na mnie trzy pary oczu. Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma ani Harry'ego, ani Zayn'a. Siedzieli na przodzie.. a raczej spali.
-Dzięki.- powiedział chłopak, którego poznałam już kiedyś na imprezie. Niall
-Za co?- spytałam dziwiąc się.
-Wiesz.. zaczęło nam się trochę nudzić ta rutyna.. a tu zjawiasz się ty i wprowadzasz zamieszanie w Styles'a. Komiczne. Nigdy taki nie był.- powiedział Louis, jak dobrze zapamiętałam.
-Jaki?
-Tak bardzo ludzki.- uśmiechnął się Liam, a ja zmarszczyłam brwi. *ludzki*
-Z resztą Zayn też stał się normalniejszy.. ale to inna historia. No nic. Za to dziękujemy.. w końcu się coś dzieje, a my możemy się pozbijać ze Styles'a.- powiedzieli i wybuchli śmiechem.
-Wiecie... dziwny z was gang. Wydajecie się być tacy groźni.. a tak na prawdę jesteście przeciętni.
-Nie powiedziałbym przeciętny... ale chyba też można by to tak ująć.- stwierdził Tomlinson, a po chwili zakomunikował mnie, że zaraz lądujemy.
 Lądowanie obeszło się bez żadnych komplikacji.. wyszłam i powitał mnie ocean.
-Pięknie tu..- powiedziałam bardziej do siebie, ale poczułam ręce obejmujące mnie w talii.
-Wiem.- stwierdził lokowaty i oparł podbródek o moją głowę.
-Zaraz idziemy na obiad. Idź się przebierz w coś bardziej letniego.- powiedział i dał mi klucz z zawieszką. nr.6. Poszukałam swojego domku i weszłam, a tam rzeczywiście leżała ogromna waliza z moimi ciuchami i parę torb z nowo zakupionymi. *wariat* uśmiechnęłam się i poszukałam strój kąpielowy. Zauważyłam, że Styles kupił mi NOWY , który od razu założyłam. Był zwykły, ale czułam się w nim dobrze i sekswoenie... w to podstawa. Na to spodenki i bluzkę przed pępek. Włosy rozpuściłam i byłam gotowa. Wzięłam telefon i kluczyk, po czym udałam się nad wodę. Zobaczyłam, że wszyscy siedzą już przy stole i czekają, aż się zjawię.
-Smacznego!- powiedziałam i zaczęłam nakładać porcję ryby na swój talerz.. w sumie nie wiem co jadłam , ale było dobre.
-Dziewczyno! Jak ty to robisz, że mieścisz tyle, w  tym małym ciele?- dziwił mi się Louis, aja wybuchłam śmiechem.
-Tak samo jak ja, Tomlinson.- uśmiechał się porozumiewawczo do mnie Niall, który zjadł duuużo więcej ode mnie. Skończyliśmy nasz obiad i poszliśmy  rynek, który był wyjątkowo blisko.. dziwne, ze nie było na plaży nikogo, oprócz nas i paru dziewczyn, którymi zabawiali się Tomlinson i Liam i Niall. Zayn zniknał gdzieś od razu po obiedzie. Może to lepiej?
-Ale tu pięknie.- nie mogłam wyjść z zachwytu spacerując malutką brukowaną uliczką i oglądając wszystki stragany po kolei, stojące po jej bokach. Harry wydawał się jakby w ogóle mnie nie słuchał. Kupował jakiś naszyjnik od  dziewczynki stojącej przy tak samo małym stanowisku. *przecież ona nie ma więcej niż 7 lat..*
-Dla ciebie.- odparł loczek i zaczął mi zakładać naszyjnik. Zapiął mi go z tyłu,  a ja dopiero teraz na niego popatrzyłam. Był to naszyjnik w kształcie jakiegoś kwiatu.
-Harry.. nie możesz mi ciągle coś kupować.- odparłam szybko.
-Mogę i będę to robił.. niech będzie pożytek z moich rodziców chociaż na tej płaszczyźnie.
-Jest śliczne.. dziękuję.- stanęłam na palcach i dałam mu buziaka w policzek.
-To tutejszy kwiat miłości.- uśmiechnął się dumny ze swojej wiedzy, a ja nie potrafiłam nie odwzajemnić tego.
-A jaką ma nazwę?- spytałam, na co chłopakowi zrzedła mina i złapał mnie za rękę.
-Nie potrzebne ci to.- uśmiechnął się i wyprowadził z rynku kierując  stronę wody.

Jestem chora, więc rozdział taki w umie dziwny.. 
Mam nadzieję, że mimo to się podoba.. 
Następny postaram się nawet jutro, bo długo nie dodawałam :)
Dobranoc misiaczki ^-^

17.5.15

Rozdział 46

-Dupek!- krzyknęła tym swoim piskliwym głosem i wyszła, a ja wybuchłam razem z brunetem śmiechem. Gdy już trochę zdołaliśmy się opanować po ataku śmiechu Zayn podszedł do mnie i mnie przytulił.. a fakt, że był w samych bokserkach mi nie pomagała ogarnąć się. -Hej, księżniczko.- odparł słodko się uśmiechają i skierował się do kuchni. -Umm Zayn? Ja przepraszam za to uderzenie.. trochę przesadziłam.- odparłam pesząc się i uśmiechając w tym samym czasie. -Byłaś idealna.- odparł z uśmiechem robiąc nam kawę. -Spotykasz się znowu ze Styles’em?-spytał patrząc na czajnik.. tak jakby mógł wzrokiem przyspieszyć gotowanie.. -No tak jakby.. chyba tak.- odparłam z uśmiechem patrząc na niego. Skrzywił się. -Jakby się coś działo to możesz do mnie przyjść. Zawsze. Ok?- popatrzył w końcu na mnie, a ja czułam jakby jego wzrok zamrażał. -Uhm.- skinęłam głową. -Nie zawiedź się na nim. On potrafi być… dość dokuczliwy i lubi dominować.- stwierdził fakt i zalał kawy. Wziął je przyniósł do stołu. -Wprosiłam się trochę.. – powiedziałam zmieniając temat. -Nie szkodzi.. przynajmniej pomogłaś mi pozbyć się jej.- odparł z uśmiechem. -Też żyjesz według takiej zasady?- spytałam prześwietlając go. -Jakiej?- zmarszczył brwi jakby nie wiedział o co chodzi. -Zaliczona-odstawiona.- powiedziałam beznamiętnie. -Zależy o kogo chodzi. Gdyby chodziło o ciebie.. nigdy bym Cię nie skrzywdził.- powiedział bardziej do siebie niż do mnie i uśmiechnął się. -Ale nie chodzi.- poprawiłam go, co go zaraz wybudziło. -Cieszę się, że jesteś ze Styles’em.. znaczy spotykasz się. Może go trochę naprostujesz i przywrócisz do życia.- powiedział nieco smutno jakby mogło się wydawać. -Ok. Co robisz dziś?- spytałam z nadzieją, że akurat nie będzie miał planów i gdzieś się wyrwiemy. -Idę na zakupy z tobą.- powiedział z uśmiechem dopijając kawę. Jakby czytał mi w myślach. -Może mam plany?- odparłam podpuszczając go. -To zadzwonię do tej laski co wyszła i pójdę z nią.- zachichotał i popatrzył na mnie rozbawionym wzrokiem. -Zayn. Brałeś coś z rana?- spytałam wybuchając śmiechem, a mulat udawał obrażonego. -Ja w ogóle nie biorę!- krzyknął zakrywając dłonią twarz i udając, że płacze. -Przepraszaaam.- przytuliłam go, a on odwrócił się w moją stronę. Popatrzył tymi swoimi cholernie brązowy oczami na moje niebieskie. -Tak bardzo mi ją przypominasz..- szepnął głaszcząc mój policzek. Powoli zbliżał swoją twarz do mojej, po czym złączył nasze wargi. Czułam jak jego łzy skapują na moje policzki.. nie wiem co się z nim działo, ale chciałam, żeby przestało.. chciałam załagodzić jego ból. *Harry!* -Zayn.. nie mogę.- odparłam szybko się od niego odsuwając. -Przepraszam.. – szepnął, a ja po prostu wyszłam.
-Idiotka. Kretynka! Debilka! Jak mogłaś dać się pocałować?! no jak?- 'szeptałam' sama do siebie przez całą drogę do domu. A nie było to daleko, więc po chwili zaczęłam krzyczeć w domu.
-Zayn! Co ty do cholery ze mną robisz?!- wrzeszczałam na całe gardło będąc zła na samą siebie.
-Ughghghgh!- warczałam co chwilę.
-Cholerna kawa! Cholerne bokserki! Cholerna, świetnie wyrzeźbiona klata! I cholerne czekolado oczy!- krzycząc szłam otworzyć drzwi do których ktoś pukał... Przecież jest dzwonek! Otworzyłam i zobaczyłam kogoś, kogo bym się tu spodziewała. W sumie to nawet nie wiem kto to jest. Ale kojarzę.
-Cześć..-powiedział chłopak, dobrze zbudowany, przystojny *jak wszyscy w okolicy*
-Uhm. Hej.. znamy się?- spytałam prześwietlając chłopaka od dołu do góry.
-No teoretycznie nie.. ale praktycznie... jesteś Liliana, tak?
-Uhm- skinęłam głową
-A ty to...?
-Liam.- odpowiedział prosto i podał dłoń, którą lekko ścisnęłam.
-No więc skąd praktycznie się znamy?
-Znasz Zayna. A ja jestem jednym z chłopaków jego paczki... a raczej paczki Styles'a. Też go znasz.
-Uhm.. wjedziesz?- spytałam po prostu usuwając mu się z drogi.
-Nie. Styles mi zabronił, w ogóle Cię dotykać, więc lepiej nie.- na te słowa wybuchłam śmiechem.. popatrzył na mnie jak na wariatkę, więc ogarnęłam się trochę.
-Więc czego ty ode mnie chcesz?- spytałam zdesperowana. Jak nie jeden to drugi.. a jak nie drugi to trzeci i tak w kółko. Brakuje jeszcze Biebera i będzie komplet.
-Muszę Cię gdzieś zabrać.
-I myślisz, że z tobą pojadę, tak?- uśmiechnęłam się szeroko.
-Mam nadzieję, że nie będziesz mi tego bardziej utrudniała. Po prostu chodź.
-Nie lubię jak ktoś mi rozkazuje.- odwróciłam się na pięcie i miałam odchodzić, gdy złapał mnie za ramię.
-Ja tylko wyglądam tak niewinnie. Uwierz mi na słowo, że nie chcesz poznać tą ciemniejszą stronę.- powiedział to tak poważnie, że przeszły mnie ciarki.
-Idę.- powiedziałam beznamiętnie.
-Tak myślałem.- uśmiechnął się pod nosem i znów był tym przyjemnym chłopakiem sprzed chwili.

Dziś bez zdjęcia.. wiem, że późno, ale komputer się zepsuł [*]
Mam nadzieję, że się podoba :c
Następny rozdział wcześniej i dłuższy ;)
Dobranoc :*

10.5.15

Rozdział 45

Wszedł do łazienki, a ja się położyłam i zaczęłam rozmyślać nad dzisiejszym dniem. Rano jeszcze nie chciałam go znać, a teraz czekam, aż wróci do mnie spod prysznica. Znacie osobę bardziej popieprzoną ode mnie? Z tą właśnie myślą niestety zasnęłam i nie doczekałam się, aż mój loczek wróci do mnie.
 ~Oczami Harry'ego~
 Wszedłem pod prysznic i odkręciłem korek. Niemal od razu poczułem jak pod wpływem ciepłej wody moje mięśnie się rozluźniają. Myślami wciąż wędrowałem po przebiegu dzisiejszego dnia. Byłam tak cholernie zły na moją 'rodzinę', że nie znalazłbym słów, które oddałyby mój gniew. Byłem mocno wkurwiony. Na siebie też.. mam nadzieję, że Lil nie wda się żadne zakażenie, ani nic w tym stylu... muszę niechętnie przyznać, że zagościła u mnie dłużej niż pozostałe dziewczyny. Znacznie dłużej.. do tej pory żyłem w zasadzie 'zaliczona-odstawiona' i chciałem żyć tak dalej. Tracę przy niej kontrolę.. ale nie chcę, żeby ktokolwiek ją dotykał prócz mnie. Nikt więcej. Nikt.
 Nie wiedząc ile czasu spędziłem rozmyślając o niej zakręciłem wodę i wyszedłem spod prysznica już całkiem odprężony wiedząc, że idę do MOJEJ księżniczki. Owinąłem sobie ręcznik wokół bioder i otworzyłem drzwi do pokoju. Widząc jak blondynka leży skulona  owinięta kołdrą na skraju łóżka mimowolnie się uśmiechnąłem. Podszedłem do niej po cichu i zacząłem składać delikatne pocałunki na jej twarzy. Nie chciałem jej budzić.. była wykończona.
-Dobranoc.- szepnąłem jej na ucho ostatni raz cmokając jej czółko. Uśmiechnęła się przez sen... mam nadzieję, że śni o mnie. Sam też długo nie zwlekałem i zaraz położyłem się obok niej, otulając ją dłońmi w talii i przyciągając do mnie.
-Harry..?- usłyszałem jej pełen niepewności i zaspany głos.
-Tak, kochanie?- spytałem cichutko, aby jej bardziej nie rozbudzić.
-Zostaniesz?- spytała, a ja się lekko uśmiechnąłem.
-Przecież tu jestem.- powiedziałem cmokając ją.
-Nie chodzi mi o teraz...- chwilę się zastanowiłem nad  tym. Wiedziałem, o co jej chodzi od początku. Nie chciałem jej sprawiać bólu.. na pewno nie teraz. Na pewno to nie prawda, ale czy miałem inne wyjście?
-Wiem. Tak.. zostanę.- Lili jeszcze ziewnęła, odwróciła się i wtuliła się w mój tors. Była taką moją uroczą 'ciapą'. Cieszę się, że tego nie słyszy, ale taka właśnie była. Urocza i moja. Gdy już miałem pewność, że śpi, mnie też zaczął nużyć sen.
-Kocham Cię.- usłyszałem jeszcze cichutki szept dziewczyny i nie wiedząc czy mówi do mnie świadoma, czy przez sen.. po prostu zasnąłem.
  Cholerne  światło. Czego nie zasłoniłem wczoraj rolet? No nic.. skoro i tak nie śpię, to zrobię chociaż śniadanie. Wstałem powoli, aby nie zbudzić królewny i zasłoniłem rolety, żeby i jej nie zbudziły. Popatrzyłem jeszcze raz na nią i zobaczyłem, jak kurczowo się przytula do kołdry zamiast mnie. Wbrew sobie się uśmiechnąłem i wyszedłem. Zszedłem na dół do kuchni.. no tak. Przecież oni mogą nam zrobić naleśniki. Podszedłem do Nick'a (szefa kuchni).
-Dla mnie to samo co zawsze, ale tym razem podwójnie.- uśmiechnąłem się do niego znacząco, a on odpowiedział mi tym samym. Nie był stary.. żył podobnie jak ja, tyle, że miał inną pracę. Mógł mieć co najwyżej 17 lat. I to na prawdę najwięcej ile bym mu dał.
-Rozumiem... tak też myślałem.. dawno nie byłeś tak uśmiechnięty.- mrugnął do mnie i oboje wybuchliśmy śmiechem. Po 15 minutach miałem już swoje śniadanie. Zaniosłem tace na górę, gdzie  spotkałem już wybudzającą się ze snu Lilianę. W porę przyszedłem.
-Dzień dobry śpiąca królewno!- powiedziałem z uśmiechem patrząc jak się przeciąga... mówiłem, że wygląda cholernie seksownie w tej koszuli nocnej? Zapomniałem dodać, że jest bardzo krótka na moją korzyść oczywiście.
~Oczami Liliany~
 Ledwo otworzyłam oczy,a zobaczyłam uśmiechniętego loczka idącego w moją stronę z.. NALEŚNIKAMI! Tak to zdecydowanie coś co dobrze mu wychodzi. Powoli się rozciągnęłam zauważając, że koszula jest zdecydowanie za krótka dla mnie! Oczywiście spotkałam się z wygłodniałym wzrokiem Harry'ego błądzącego po moim ciele.
-Harry!- skarciłam chłopaka i szybko wskoczyłam pod kołdrę.
-Oj Lil... przecież już wszystko widziałem.
-Uhm.Masz jedzenie..- odparłam z rozanielonym uśmiechem patrząc prosto na tackę, która zaraz później leżała mi na kolanach, a my jedliśmy pyszności na niej. 
-Jak ty śpisz beze mnie w dni, których mnie nie ma?- spytał nagle całkowicie zmieniając temat.
-Wiesz Harry.. wbrew pozorom potrafię żyć bez ciebie i powiem, że nawet nie sprawia mi to większego kłopotu.- parsknęłam na co udał obrażonego i zabrał jedzenie.
-Ej!- krzyknęłam rzucając się na niego i próbując złapać talerz z MOIMI naleśnikami.
-Myślę, że zasłużyłaś na karę. Reszta dla mnie!- wystawił mi język, a ja dalej nieudolnie próbowałam zdobyć to, co mi zabrał. Bez skutków... był za wysoki, za silny i w ogóle za.
-Daj mi noooo.- powiedziałam, a on postawił talerzyk na stoliku obok i szybko wpił się w moje usta. Trudno było mi tego nie odwzajemnić.. nikt nigdy tak na mnie nie działał. Znacie reklamę redbull'a? Doda ci skrzydeł? Harry właśnie mnie uskrzydla. Ale też potrafi dość boleśnie je odciąć. Parę sekund później już byliśmy w bieliźnie, a temperatura rosła z minuty na minutę. Harry zaczął delikatnie pieścić moją pierś, kiedy nagle ktoś wparował, a ja szybko schowałam ciało pod kołdrą.
-Ups.. przepraszam, że przeszkodziłam, ale myślałam, że jeszcze śpicie.. aczkolwiek czuję się zniesmaczona tym widokiem.- odparła jego cholerna matka patrząc na nas pogardliwym wzrokiem.
-Ja również.- powiedział Hazza tym samym tonem co ona. Wyszła. Ughghg!
-Przepraszam za nią.- zmoknął mnie w usta i wstał.
-Ej.. ale... ach.-protestowałam niezadowolona, na co chłopak wybuchł śmiechem.
-Później dokończymy.. zbierajmy się... jest sobota, a ja chcę jeszcze dziś być w domu. 
-Ok..- kiwnęłam głową, po czym wzięłam wczorajsze ciuchy w których pojechałam do szkoły i poszłam wziąć szybki prysznic.  Puściłam wodę i powoli obmywała mnie i niemal zapomniałam o ranie którą miałam na nodze, gdy dotknęła ją gorąca woda i zaczęła niemiłosiernie piec. Stłumiłam w sobie krzyk, gdyż wiedziałam, że na każde pisknięcie przyleci Harry upewniając się czy wszystko w porządku. Rana wyglądała ok. Opuchlizna zeszła i została tylko podłużna kreska i właśnie ona najbardziej bolała. No cóż. Życie. Umyłam się szybko, a gdy wyszłam zobaczyłam golącego się Harry'ego, na co pisknęłam.
-Harry! Co ty do cholery robisz?!- krzyczałam zasuwając z powrotem zasłonę.
-Przyniosłem ci ręcznik i przy okazji się golę. 
-Dziękuję. Wyjdziesz?
-Och no chodź. Odwrócę się jeśli to ci pomoże.- krótko się zaśmiał.
-Już!- krzyknął, a ja powoli otworzyłam zasłonę. Rzeczywiście stał do mnie tyłem. Wyszłam spod prysznica i sięgnęłam po ręcznik szybko się nim otulając. Lustro. Cholera.
-Harry!- krzyknęłam bijąc  go w bok.
-No przecież odwróciłem się!- podnosił ręce w geście obronnym śmiejąc się.
-Nie odzywaj się do mnie.- wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Szybko się przebrałam w swoje ciuchy i  spakowałam sukienkę i szpilki do torby leżącej koło szafy. Usiadłam wkładając słuchawki do uszu i za chwilę Harry do mnie dołączył.
-Hmm?
-Nie mrucz.- powiedział z uśmiechem, a ja próbowałam być poważna. 
-Nie złość się, kotek.- powiedział przywdziewając minę zbitego szczeniaczka. Nie wytrzymałam. Powolutku musnęłam swoimi wargami jego.Uśmiechnął się przez pocałunek. Zrobiłam to  samo i się oderwałam od niego. Wzięłam torbę.
-Idziemy?- spytałam z uśmiechem, na co skinął głową i wziął mnie za rękę. Zeszliśmy po schodach. Gdy Harry zobaczył, ze lekko kuśtykam zwolnił.
-Może Cię zanieść?- spytał zatrzymując się i patrząc na mnie tymi oczyma przepełnionymi poczuciem winy.
-Nie trzeba. Jest w porządku.. o prostu troszkę boli.
-Dobrze.- powiedział i po chwili już płynęliśmy z powrotem. Ja sobie leżałam koło basenu nie mając siły na nic innego,  a chłopak czytał książkę. Nawet nie patrzyłam jaką. Nie obchodziło mnie to zbytnio. Patrzyłam w niebo, na chmury. *On tam jest* podpowiedziała mi moja podświadomość.
-Wiem.- szepnęłam cichutko sama do siebie.
-Hmm?- popatrzył pytająco loczek, a ja się uśmiechnęłam.
-Nucę tylko.- skłamałam i zamknęłam oczy. Nawet się nie obejrzałam i już byliśmy na miejscu. Jeszcze tylko podróż samochodem i będę w swoim kochanym pokoiku. O cholera. Przecież Zayn przyjdzie dziś. Nie odpocznę, znając życie.
-Harry?- odparłam jak już jechaliśmy autem.
-Słucham
-Dziękuję.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Za co?- zmarszczył brwi.
-No za ten wspaniały dzień. Poranek i całą resztę.
-Nie masz za co. To ja powinienem tobie podziękować, że się zgodziłaś.- powiedział patrząc przed siebie na drogę.
-Nie zgodziłam.- powiedziałam przez śmiech.
-Że dałaś się porwać.- mrugnął. 
 Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Widziałam jak co chwile na mnie spogląda i się uśmiecha. Ja uparcie patrzyłam za krajobraz widniejący za szybą.  Gdy już dojechaliśmy spojrzałam w końcu na szatyna i podgryzłam wargę. Cmoknęłam go w policzek.
-Do zobaczenia.- powiedziałam wesołym głosem.
-Serio? Na prawdę?? Tylko tyle?!- krzyknął w desperacji przez okno, gdy już kierowałam się w stronę drzwi specjalnie mocno kręcąc biodrami.
-Cholera jasna!- krzyknął i odjechał z piskiem opon.
 Weszłam do domu i skierowałam się od razu na górę. Przebrałam się w wygodne ciuchy i wyszłam do Malika zakluczając dom. Wpadłam do niego bez pukania (on też tak robi!) i zastałam go macającego z rana jakąś opaloną brunetkę. Otworzyłam usta ze zdziwienia * w duchu się cieszyłam, że są mniej więcej ubrani*. Niestety nie brałam pod uwagę takiego obrotu sprawy. Malik szybko odwrócił głowę, a brunetka obciągnęła spódniczkę.
-Kochanie! Ja ci wszystko wytłumaczę!- zrobił krok do przodu, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi, po czym mrugnął do mnie. *AHA*
-Zayn, nic  mi nie musisz tłumaczyć!- krzyknęłam w jego stronę.
-Widziałam już chyba wszystko co chciałeś mi wytłumaczyć.- kątem oka patrzyłam na zszokowaną brunetkę spoglądającą co chwila na mnie i mulata.
-Ale ona mnie do tego zmusiła!- krzyknął desperackim głosem. A ja używałam wszystkich swoich sil, aby nie wybuchnąć śmiechem.
-Na prawdę?! Popatrz na nią.. jest niewinna... a ty?! Ach! Nie chcę Cię znać.- powiedziałam zbliżając się do niego i dając mu w twarz. *Cholera* za bardzo się wczułam, a Zayn się tylko przelotnie uśmiechnął.
-Powiedz jej jak mnie zmusiłaś! Jej ojciec to gliniarz!- powiedział pokazując w stronę dziewczyny i zbliżał się do niej. Ona szybko podeszła do niego i dała mu w twarz.. nieco mocniej niż ja. 
-Dupek!- krzyknęła tym swoim piskliwym głosem i wyszła, a ja wybuchłam razem z brunetem śmiechem.

Dziękuję za wszystkie komentarze..
Bardzo bym się cieszyła, gdyby zawsze były ona tak bardzo motywujące 
jak wtedy, kiedy zastanawiam się nad pozostawieniem bloga.
Nie, nie zostawię nieskończonego ff c:
Każdy jeden komentarz jest dla mnie bardzo ważny, więc bardzo dziękuję, że tu jesteście i czytacie :*


5.5.15

Rozdział 44

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!

-Tak Harry. Wierzę ci.- powiedziałam powoli, aby dotarło do niego każde z wypowiedzianych  przeze mnie słów. Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się tym razem szczerze, a w jego oczach znowu pojawiły się te iskierki za którymi szaleję. *Po raz pierwszy się do tego przyznałaś* zamknij się!
-Więc między nami nic się nie zmieniło...?- dopytał pełen obaw, a ja skinęłam głową.
-Ale pytanie jest takie, czy cokolwiek się zmieniło od naszego pierwszego spotkania.- odparłam ze stoickim spokojem, czekając, aż przeanalizuje moje słowa.
-Tak. Wiele się zmieniło.
-Co takiego?-  *nie denerwuj się*
-Ja.- powiedział, a mnie zatkało.
-Przy tobie tracę kontrolę nad tym co mówię i co robię. Nawet nad swoim ciałem nie mam kontroli i to mnie przerasta!- wyrzucił ręce do góry w błagalnym geście.
-A mi się to podoba.- poraczkowałam do niego po łóżku i złożyłam buziaka na jego policzku, a on się uśmiechnął ukazując te urocze dołeczki w policzkach.Już chciał mnie pocałować,a le ja po prostu nie mogłam się powstrzymać i wbiłam palce w miejsca dołeczków,a później potargałam mu policzki tak, jak moja babcia kiedyś mi robiła, na co zaczął się śmiać, aja tylko podziwiałam go.
-Wiem, że jestem seksowny.- odparł zauważając, że wciąż się na niego gapię.
-Czy ja wiem.. bardziej uroczy niż seksowny.- wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
-Nie. Błagam.. tylko nie uroczy.-odparł z uśmiechem i znowu miałam doskonały widok na te przecudne dołeczki.
-Wiesz, że nadal się ślinisz na mój widok?- spytał poważnie, a ja przez chwilę się obawiałam, że znowu zmienił nastrój i sama zrobiłam poważną minę, gdy nagle wybuchł śmiechem. Zabiję go!
-Styles!- krzyknęłam, a on nadal śmiał się na cały głos, łapiąc się za brzuch.
-Gdybyś tylko widziała swoją minę! Bezcenna!- ocierał łzy, a mi zaczął dzwonić telefon. Szybko sięgnęłam po niego widząc, ze Harry też po niego się pochyla  i odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Hej, księżniczko.- odezwał się głęboki głos, który już doskonale znałam.
-Hejka!- zawtórowałam pełna optymizmu.
-Kto to?- szeptał Harry robiąc dziwne miny, aby mnie rozśmieszyć.
-Co robisz..? Mogę wpaść czy już śpisz?- odparł i niemal słyszałam jak się uśmiecha.
-Wiesz Zayn, akurat nie ma mnie w domu, ale zapraszam na kawę jutro.- odparłam spokojnie i gdy tylko zobaczyłam minę Harry'ego nie byłam tak szczęśliwa jak przed chwilą.
-To gdzie ty jesteś? Nie mówiłaś, że idziesz na imprezę.
-Sama nie wiedziałam- zaśmiałam się.
-Jestem z Harrym na wyspie u jego rodziców... daję ci go. Do usłyszenia!- pisnęłam i oddałam telefon loczkowi.
-Cześć.- powiedział Harry niezbyt pogodnie.
-A no tak... chciałem spędzić z nią trochę czasu, sam mnie uzmysłowiłeś, że nie warto tracić  takiej kobiety.- powiedział uśmiechając się i lustrując moją reakcję, a ja zaczerwieniłam się odwróciłam wzrok. Nadal na mnie działa onieśmielająco.
-Też się cieszę. Pa.- odparł, a później odrzucił na bok telefon.
-Ej! Uważaj, to mój skarb.
-Zayn?!- krzyknął, a ja podskoczyłam.
-Nie! Telefon!- krzyknęłam śmiejąc się, tym razem to on udawał obrażonego.
-Harruś.. kochanie, przepraszam.- powiedziałam opierając się o jego plecy i szeptając mu do ucha, na co od razu się uśmiechnął.
-Nie gniewaj się na mnie, ok?- powoli całowałam jego żuchwę i czułam jak powoli spina się i rozluźnia. Odwrócił głowę, aby mnie pocałować, a ja zbliżyłam swoje usta do jego, tak aby niemal się stykały się. Gdy już miał się pochylić szybko odkręciłam na bok głowę tak, że jego usta wylądowały na moim policzku. Chłopak złapał oba moje nadgarstki i ułożył tuż nad moją głową zmuszając mnie do tego, abym się położyła.
-Skoro nie chcesz dać, sam sobie wezmę.- odparł, a ja widziałam, że wcale nie żartuje.
-Pfff!- parsknęłam i zaczęłam się wierzgać pod nim. Próbował mnie pocałować,a le za każdym razem przekręcałam głowę. Co chwile wybuchaliśmy śmiechem i było przyjemnie. Loczek był zrezygnowany, więc postanowiłam dać mu się pocałować, kiedy to zrobiłam on mnie 'uwolnił' i popatrzył na mnie z wyższością.
-Mówiłem, że mi się uda- odparł dumny z siebie, a ja skinęłam tylko uśmiechając się głową.
-Idę wziąć prysznic. Idziesz?- spytał dopiero zauważając, ze jestem w piżamie.
-Dopiero co wróciłam... poczekam, aż wrócisz.- odparłam przygryzając wargę.
-Pośpieszę się.- zawtórował i puścił mi 'oczko' na co ja jeszcze raz parsknęłam.
 Wszedł do łazienki, a ja się położyłam i zaczęłam rozmyślać nad dzisiejszym dniem. Rano jeszcze nie chciałam go znać, a teraz czekam, aż wróci do mnie spod prysznica. Znacie osobę bardziej popieprzoną ode mnie? Z tą właśnie myślą niestety zasnęłam i nie doczekałam się, aż mój loczek wróci do mnie.
No więc kochani o to ta ważna notka.
Chciałabym was poinformować, 
że nie wiem czy jest sens dalej prowadzić tego bloga.
Podobnież napisanie komentarza nie pochłania wiele czasu,ale piszą tylko nieliczni.
Jak wstawiałam rzadziej rozdziały było ich więcej..
Wyświetlenia się nie zmieniły, a komentarzy jest mniej.
Więc proszę kto tu zagląda niech coś napisze.. pokażcie mi, że moja praca nie idzie na marne..


4.5.15

Rozdział 43

Popatrzyłam na jego matkę, która uśmiechała się tryumfująco i po prostu wzruszyła ramionami.Stałam tak po prostu na tej cholernej scenie i się gapiłam. Wszyscy podążyli za moim wzrokiem,  a ja już miałam na to wszystko po prostu wyjebane. Po prostu miałam go już totalnie, cholernie dość. Zeszłam ze sceny i wyszłam na dwór.. ostatni raz oglądając się za siebie i widząc zmieszanego Harry'ego szukającego mnie w tłumie. Wyszłam. Poszłam wzdłuż brzegu docierając do molo, którego istnienia nie znałam. Ściągnęłam te cholerne szpilki od tego cholernego dupka i usiadłam na molo łagodząc ból nóg wkładając je do wody. Powoli wypuściłam powietrze i z powrotem wciągnęłam i wypuściłam ze świstem. Położyłam plecy na chłodnych deskach i obserwowałam niebo. Uwielbiałam patrzeć w gwiazdy od małego. Jak na zamówienie przeleciała gwiazda.
 *Chcę szczęścia*- odruchowo odparła moja jakże szybka podświadomość. Zabrzęczał mi telefon. Wyjęłam go z podszewki od sukienki i nie patrząc na wyświetlaną nazwę odebrałam.
-Gdzie ty się podziewasz?!- usłyszałam zirytowany głos Styles'a. Boże, chciałam szczęścia!
-Gdzieś.- odparłam na odwal się, co jeszcze bardziej go zdenerwowało.
-Lepiej powiedz z własnej woli, bo i tak Cię znajdę. Musisz być gdzieś na wyspie, nie  umiesz kierować łodzią.
-Skąd wiesz?- spytałam podpuszczając go.
-Bo wiem.- wysyczał.
-Mhm.
-Powiesz?
-Poczekaj przy wyjściu na tarasie. Przyjdę za 5 minut.- wysyczałam tak samo jak on to zrobił i powoli ruszyłam z powrotem.
*Jesteś zazdrosna* Nie, nie mam o kogo. Sam przecież powiedział, że mnie zaprosił tylko dlatego, że nie ma wyjścia. *Ale też powiedział, że mu zależy*nigdy nic takiego nie powiedział. *Ale miał to na myśli* nie chcę znać jego myśli. Prowadziłam zaciętą walkę z moimi myślami. Już byłam tuż przy tarasie. Z powrotem założyłam buty i wzięłam dwa głębokie wdechy. Podeszłam do drzwi i weszłam. Harry stał przy nich, jak się umówiliśmy. Pociągnął mnie z powrotem na zewnątrz.
-Gdzie ty do cholery byłaś?!- niemal krzyczał z wściekłością.
-Na molo.- odparłam od niechcenia.
-Mógł cię ktoś napaść, albo okraść, albo nie daj Bóg coś więcej ci zrobić! Gdzie ty masz głowę?!- teraz to darł się na całe gardło, a ja miałam nadzieję, że ściany są dźwiękoszczelne.
-Ale nie napadł, nie okradł i nie zrobił nic więcej, więc w czym problem? Do tej pory jakoś sobie radziłam. Jestem już dużą dziewczynką.
-Och uwierz, że ludzie, którzy tu są tylko wyglądają na niewiniątka.- powiedział nieco ciszej.
-Nie obchodzi mnie to.- wzruszyłam ramionami.
-Pięknie śpiewałaś.- powiedział z uśmiechem próbując się do mnie zbliżyć, ale ominęłam go i usiadłam przy stoliku.
-Och, na prawdę?- uśmiechnęłam się sztucznie.
-Myślałam, że byłeś zbyt zajęty, żeby cokolwiek usłyszeć, prócz twoich pełnych prawdopodobnie testosteronu myśli.- dodałam wciąż uśmiechając się, aby go jeszcze bardziej zdenerwować.
-To nie była moja wina.- powiedział bez większego namysłu, a ja go wyśmiałam.
-Ach. No tak. Niewinny Harry.- parsknęłam śmiechem patrząc na niego.
-Wiedziałem!- krzyknął wstając.
-Hmm?- mruknęłam pytająco.
-Że oczywiście mi nie uwierzysz! Bo ty wciąż jesteś taka uparta i nieufna!- krzyczał jeszcze głośniej.
-Nie!- krzyknęłam rzucając rękami w górę.
-Ja jestem nieufna?! Możesz mi wiele zarzucać! Możesz mi mówić, że wyglądam okropnie, że nie umiem się zachować. Możesz mówić, że jestem uparta, głupia czy złośliwa. Nieokiełznana, zimna czy nawet 'sukowata' jak to określiłeś kiedyś! Ale nie mów, że ci nie ufam! Bo to jest własnie błąd który popełniłam już 2 razy! I za każdym razem tego żałowałam. Więc nie pieprz głupot Styles. Myślisz, że dlaczego ludzie nie ufają sobie? Przez właśnie takie osoby jak TY.- powiedziałam dobitnie ostatnie słowo patrząc mu w oczy i wskazując na jego osobę.
-Z resztą.- dodałam już opanowanym głosem.
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Wziąłeś mnie ze sobą, tylko i wyłącznie dlatego, że ostatnim razem wypadłam 'OK'. Nie miałeś wyjścia. Ja też nie miałam. Oddałam ci przysługę i to wszystko. Nie musisz mi niczego wyjaśniać. Przecież możesz robić co chcesz.. czyż nie?- powiedziałam słabo się uśmiechając.
-Chcesz, żeby tak to wyglądało?- spytał całkiem poważnie patrząc na mnie.
-A mam inne wyjście?- spojrzałam na niego tak samo, jak on na mnie.
-Ty na prawdę nie rozumiesz..?
-Co mam rozumieć, Harry?
-Ona pierwsza mnie pocałowała. To była moja była. Moja matka.. ona jej powiedziała, że chcę, żeby do mnie wróciła.
-A ty jej nie odepchnąłeś.. z resztą, po co ty mi to mówisz?
-Byłem w szoku.
-Miałeś do tego prawo.
-Ale..- chciał dodać.
-Harry, nie tłumacz mi się. Nic między nami przecież nie zaszło. Masz wolną rękę. Ja też.- chwilę  milczałam.
-Kiedy wracamy?-spytałam jeszcze patrząc na niego całkowicie wypalona z wszelkich uczuć.
-Jutro. Mamy pokój na górze. Ale rozumiem, że będę musiał spać na podłodze.- popatrzył na mnie pytająco.
-Nie. Nie raz ze sobą spaliśmy. To twój pokój. Twój dom.
-Nie powiedziałbym. Ale dzięki.- skinął, a ja zrobiłam to samo ze zrozumieniem i odwróciłam się na pięcie. Weszłam do środka. Przeszłam przez salę, podążyłam w stronę wąskiego korytarzyka. Gdy tylko skręciłam, upewniłam się czy nikt nie patrzy i oparłam się o ścianę, zsuwając się w dół. Zdjęłam buty i rozprostowałam nogi. Uniosłam głowę i zamykając oczy wzięłam kilka głębokich oddechów. Próbowałam opanować drżenie rąk, co niestety nie przyszło tak łatwo jak zwykle.
 *Kłamałaś go.* musiałam *nie prawda*. Nic nie wiesz... on mnie do tego zmusza. Muszę to robić.
-Co ty ze mną robisz?- szepnęłam sama do siebie.
 Po moim policzku spadła samotna łza, którą szybko otarłam, nie pozwalając wyznaczyć ścieżkę dla kolejnych. Wstałam i poszłam szukać 'swojego' pokoju. Weszłam po schodach i szukałam nr.57. Był. Na końcu korytarzu znajdowały się drzwi z numerkiem. Weszłam. Flanelowa koszula nocna leżała na łóżku poskładana. Wzięłam prysznic, przebrałam się i gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam Harry'ego siedzącego na łóżku. Wszystko wokół niego było porozwalane i porozrzucane. Znowu.Nie zauważyłam  stłuczonego szkła na podłodze i na nie nadepnęłam. Głośno syknęłam z bólu.
-Boże!- krzyknął chłopak i rzucił się w moją stronę biorąc mnie na ręce.
-Coś ty zrobił?!- syknęłam na niego, a ten wydał się jeszcze bardziej przestraszony. Położył mnie na łóżku i podniósł nogę na wysokość oczu.
-Cholera jasna!- krzyknęłam głośniej.
-Zamknij się.- warknął, a ja poczułam się oburzona.
-Co ty do mnie mówisz?! Rozwaliłeś pokój! To przez ciebie.- powiedziałam zirytowana.
-Jak się będziesz ruszała, to będzie bardziej boleć. Siedź na tej seksownej dupie i się nie odzywaj.- powiedział patrząc nadal na ranę, a ja odpowiedziałam milczeniem. Zaczął wyciągać kawałki szkła, a ja co chwile odruchowo ruszałam nogą, a on mnie palił spojrzeniem. Nie odzywaliśmy się, aż nie skończył mi bandażować.Potem wstał i zaczął wszystko sprzątać. Jak już skończył usiadł na skraju łóżka i patrzył się na ścianę. Po prostu tak siedział i patrzył. Nic więcej.
-Dziękuję.- powiedziałam poważnie i spuściłam wzrok.
-Co?- powiedział jakbym wyrwała go z własnych myśli. Odkręcił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi.
-Mówię, że dziękuję.
-Za co?- zapytał jeszcze bardziej zszokowany.
-Opatrzyłeś mi nogę, a ja się wierzgałam jak głupia.
-Ale to moja wina. Ja rozwaliłem pokój. Przez to nadepnęłaś na szkło. Przepraszam.- powiedział patrząc mi w oczy,  a ja po raz kolejny spuściłam wzrok.
-Czemu zrobiłeś taką demolkę..?- spytał cichutko.
-Nie wiem.. byłem zdenerwowany, a to wydawało się najrozsądniejsze w tamtej chwili. Nie chciałem pić, bo wiem, że tego nie lubisz. Więc zrobiłem  małą demolkę.
-Pomogło?- spytałam słabo się uśmiechając.
-Rozciąłem ci nogę. Gorzej być nie mogło. Na szczęście rana nie jest głęboka. Przeżyjesz.- uśmiechnął się smutno.
-Harry.
-Hm?- spytał, a ja już wiedziałam dlaczego tak strasznie go irytuje, kiedy ja to robię.
-Nie mrucz!- zaśmiałam się na co odpowiedział tym samym.
-A z jakiego powodu się zdenerwowałeś?-chwilę milczał i chyba się zastanawiał co powiedzieć.
-To na prawdę nie byłem ja.- popatrzył na mnie skruszonym wzrokiem, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Wiem, że mi nie wierzysz, ale to nie ja ją pocałowałem. Odepchnąłem ją. Wiem, że zrobiłem to za późno.
Wierzysz mi?- spytał wciąż patrząc tymi cholernymi głębokimi oczami, a ja czułam, że  chodź siedzę tracę grunt pod nogami.
-Tak Harry. Wierzę ci.- powiedziałam powoli, aby dotarło do niego każde z wypowiedzianych  przeze mnie słów. Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się tym razem szczerze, a w jego oczach znowu pojawiły się te iskierki za którymi szaleję. *Po raz pierwszy się do tego przyznałaś* zamknij się!

No więc i tak oto za nami rozdział 43 :)Mam nadzieję, że zadowolone ^-^Dobranoc :* ♥






2.5.15

Rozdział 42

Weszliśmy to ogromnej sali *prawdopodobnie jadalnia* i Harry zaprowadził mnie do stołu, po czym sam usiadł koło mnie, oczywiście nie darował sobie swojej ręki na moim  udzie, bo przecież byłby zbyt spokojny. Ale dziś mi to nie przeszkadzało.. nie wiem czemu, po prostu chciałam dobrze wypaść.Przynieśli na pierwsze danie jakąś zupę.. coś podobnego do rosołu, ale jednak nie to. Grzecznie zjedliśmy, co chwile na siebie spoglądając. Wszyscy rozmawiali na obce mi tematy, a ja tylko co chwile wyłapywałam parę słów. Nawet Harry zaczął się wdrażać do tematu. Była mowa o jakiejś firmie.
-Nie ma sensu inwestować dłużej w ten zakład... nie lepiej go sprzedać?- proponował Hazza.
-Nie, nie. To jest rodzinna inwestycja, nie mamy zamiaru tego sprzedawać.
-Może zmieńmy temat.. nie ma sensu denerwować się przy stole.. zaraz przyjadą goście.- odparła w końcu matka chłopaka patrząc na niego z góry.
-Jasne.- burknął Styles i odwrócił się w moją stronę.
-Przepraszam za tak nudne popołudnie.- szepnął mi do ucha, co się spotkało z moim miłym zaskoczeniem. Po prostu cmoknęłam go w policzek, a on się uśmiechnął.  Przerwała nam jego oczywiście matka 'odchrząknęła'....'chrypkę'.
-A ty Liliano.. czym się zajmujesz?- sztuczny uśmiech i przeszywający wzrok.
-Jeszcze chodzę do college.- sztuczny uśmiech.
-A poza tym..?- nie cierpię tej baby. Harry cały się spiął i popatrzył na nią piorunującym wzrokiem.
-Ja.. mam za niedługo pracować jako pianistka w jednym lokalu.. gram an fortepianie i śpiewam.- uśmiechnęłam się przypominając sobie, że pianista mi to zaproponował. Przynajmniej miałam o czym mówić.
-Ach, to świetnie..a podobnież muzycy lądują na ulicy!- zaczęła się śmiać ze swojego 'żartu" a mi zaczęły płonąć policzki.
-Ale życzę ci oczywiście powodzenia.- znowu ten cholernie sztuczny uśmiech.
-Myślę, że nie jest mi potrzebny, na prawdę.- postarałam się udawać identycznie sztuczny uśmiech jaki miała ona, ale niestety jest w tym mistrzynią.
-Może później uświetnisz nam wieczór śpiewem..?- spytała patrząc na mnie z góry.
-Matko.- upomniał ją Harry, a ja ścisnęłam pod stołem jego rękę.
-Jeśli tylko sobie Pani życzy.- wysyczałam, po czym przeprosiłam wszystkich i wyszłam na zewnątrz. Nim zdążyłam się obejrzeć Harry już stał obok mnie.
-Przepraszam, ale to wredna franca. Na prawdę wiem, co mówię. Gdy ostatnim razem  przyprowadziłem koleżankę, to doprowadziła ją do szału. Myśli, że mogę się umawiać jedynie z osobami, które jej pasują.
-To twoja matka. Przestań.- upomniałam go, a on popatrzył się na mnie zszokowany.
-Przed chwilą Cię próbowała wyśmiać w każdy możliwy sposób, a ty mówisz, żebym przestał?- popatrzył  na mnie upewniając się, że nie mówię żartem.
-Tak właśnie. Nie równam się ani z tobą, ani z twoją rodziną, więc miała do tego prawo.-złapał mnie za przedramiona i popatrzył w oczy.
-Masz rację. Jesteś dużo lepsza od nas wszystkich. Moja rodzina zna się tylko i jedynie na kasie. Nigdy więcej nie mów takich głupot. Nie będziesz dziś śpiewała.
-Czemu?- zmarszczyłam brwi.
-Bo ona chce zrobić z ciebie pośmiewisko.- objął mnie mocniej i przytulił do siebie.
-Mhm.-mruknęłam i chwilę później się opamiętałam.
-Przepraszam.- parsknęłam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Słyszałam jak Harry również się uśmiecha. Chwile trwaliśmy w uścisku, po to, aby rozdzielił nas dzwonek.
-Chodźmy się przywitać z tymi wszystkimi niedorozwojami.- powiedział już spięty, a ja  podniosłam głowę i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Uśmiechnął się.
-Spokojnie.. nie spinaj się tak, będzie  dobrze.- mrugnęłam do niego i poszłam przed nim zmysłowo ruszając biodrami, tylko po to, aby zobaczyć jak się męczy.
-Cholera.- odetchnął- ty robisz to specjalnie!- powiedział głośniej łapiąc mnie w tali i znowu całując. Ja jednak opamiętałam się, wzięłam go za rękę i poprowadziłam do drzwi, gdzie stali już goście z jego rodzicami.
-Dzień dobry, miło mi państwa gościć.- oparł jak było widać z przymusu i z niechęcią.
-Chciałbym wam przedstawić Lilianę.- odparł już z większą przyjemnością patrząc na 'kolegę' z tego co widziałam, którego nie bardzo lubił.
-Bardzo mi miło.- uśmiechnęłam się do nich szczerze, za co zostałam skarcona wzrokiem przez Harry'ego.
-Nam również.- odparli chórem szczerząc się.
 Po jakiejś godzinie sala była pełna wytwornie ubranych ludzi. Od najmłodszy po nastolatków i dorosłych.
-Możemy za chwilę się ewakuować.- szepnął mi do ucha, a ja szczerze się ucieszyłam, bo na prawdę nie bardzo mi się podobało to towarzystwo.
-Hej, stary.- odparł jakiś chłopak za pewne rok starszy ode mnie (czyli w wieku Styles'a). Widać było, że utrzymują raczej dobre stosunki.
-Cześć.- powiedział i uniósł lekko kąciki ust.
-A ta Pani to..?- spytał bacznie się mi przyglądając, przez co Harry ścisnął mocniej moją rękę. Można wiele rzeczy przemilczeć, ale on jest okropnie zazdrosny.
-Liliana. Miło mi.- uśmiechnęłam się szeroko i już chciałam uścisnąć jego dłoń,  gdy złapał moją i ucałować. Automatycznie zapaliły mi się policzki i nerwowo się uśmiechnęłam.
-Co słychać u siebie?- spytał już szorstko Harry przerywając nasz kontakt wzrokowy na co rozmówca tylko się uśmiechnął.
-Po staremu, kończę już kurs i zapewne niedługo będę musiał powoli zaznajamiać się z firmą... nie przedstawisz mnie|?- spytał znowu nawiązując do mnie, a ja zdziwiłam się, że ma czelność zapytać.. było widać zirytowania Harry'ego na kilometr.
-To jest Mark.Zadowolony?- spytał ostro na co ten znowu się uśmiechnął. Facet chyba nie zna za dobrze Styles'a.
-Bardzo. No to do zobaczenia.- rzucił w moją stronę i mrugnął do Harry'ego.
-Nie zobaczysz się z nim, prawda?- spytał pełny obaw chłopak.
-O co ty się boisz Harry?- zapytałam śmiejąc się, gdyż zazwyczaj po prostu mówił mi tak, albo nie. Tym razem się zapytał.
-Nie, nie zobaczę. Idziemy na górę?- pociągnęłam go z uśmiechem w stronę schodów, ale oczywiście po raz kolejny ktoś musiał nam przeszkodzić.
-Spełnisz moją prośbę Liliano i zaśpiewasz?- spytała kobieta  z uśmiechem pokazując mi fortepian, a Harry nerwowo stukał palcami o barierkę od schodów.
-Emm.. my mieliśmy..
-Proszę, to nie zajmie dużo czasu, a jestem ciekawa, za co ci płacą.- powiedziała z przekąsem na co ja od razu nastawiłam się bojowo.
-Jasne.- wysyczałam i zaczęłam iść w stronę fortepianu nie zważając na to, co mówił Harry. Nie pozwolę się tak traktować. Kobieta ruszyła za mną, aby mnie zapowiedzieć, na co nie miałam ochoty.
-Przepraszam bardzo. Panie i Panowie, proszę uprzejmie o uwagę. Wystąpi teraz dla Państwa koleżanka mojego syna. Dziękuję.- skończyła kobieta  a ja już siedziałam na pufie przy fortepianie. Przejechałam ręką po klawiszach co wywołało nieczyste dźwięki i parsknięcie śmiechem tej niefortunnej kobiety. Za nią poszedł większy tłumek ludzi chichocząc.Odwróciłam twarz do nich i również uśmiechnęłam się w ich stronę, czego się nie spodziewali. Zaczęłam powoli naciskać poszczególne klawisze tworząc piosenkę. Po chwili również śpiewałam. Zamknęłam oczy, a dłonie wędrowały same wyznaczając kolejne dźwięki. Kochałam ten stan.
Śpiewałam jeszcze głośniej i uśmiechałam się sama do siebie czując spojrzenia innych na sobie. Skończyłam  i wstałam. Już miałam się ukłonić gdy zobaczyłam Pana Styles'a całującego się z inną. Jakąś brunetką. Popatrzyłam na jego matkę, która uśmiechała się tryumfująco i po prostu wzruszyła ramionami.Stałam tak po prostu na tej cholernej scenie i się gapiłam. Wszyscy podążyli za moim wzrokiem,  a ja już miałam na to wszystko po prostu wyjebane. Po prostu miałam go już totalnie, cholernie dość. Zeszłam ze sceny i wyszłam na dwór.. ostatni raz oglądając się za siebie i widząc zmieszanego Harry'ego szukającego mnie w tłumie.

Kocham ten giff :3 ♥
No nic.. mam nadzieję, ze się podoba :)
Ja sie starałam (jak zawsze xd)
Następny postaram się jak najszybciej :)
Dobrej nocy ♥
Emilie M.