-Taki tam żarcik..- zaszczebiotała i zmysłowo poruszając biodrami szła w stronę łazienki.
-Robisz to specjalnie!- rzuciłem oskarżycielskim tonem, na co jeszcze raz się zaśmiała.. to dla mnie jak muzyka. Wstałem i ruszyłem do łazienki za nią. Liliana odwróciła się nie będąc świadoma tego, co się dzieje i ruszyła też pędem do toalety. Była nieco dalej ode mnie. Złapała za klamkę i szarpnęła drzwiami.
-Ha!- krzyknąłem w zwycięskim nastroju. Blondynka spojrzała na dół.. powstrzymałem stopą zatrzaśnięcie drzwi. Znów spojrzała na mnie, prychnęła i podeszła do jednej z półek. Patrzyłem uważnie na jej poczynania. Zaczęła myć zęby.
-No co?!- krzyknęła mierząc we mnie szczoteczką. Parsknąłem po czym wyrwałem jej ją szybko z dłoni.
-Ej!- znów zaczęła wrzeszczeć, a mi nie schodził uśmiech z twarzy kiedy to próbowała mi odebrać swoją własność. Co chwile po prostu unosiłem dłoń wyżej i to wystarczało.
-Zapomniałem szczoteczki swojej.- poinformowałem Lil, a ona popatrzyła na mnie jak na wariata nie rozumiejąc mojej aluzji, więc po prostu włożyłem jej szczoteczkę do ust i zacząłem myć zęby.
-To moje!- pisnęła i rzuciła się na mnie, przez co wybuchłem jeszcze głośniejszym śmiechem.
-Chcę umyć zęby Styles!- krzyczała co raz głośniej.
-Ok..- parsknąłem i wpiłem usta pełne pasty do zębów, na początku próbowała się wyrwać, co wzmożyło we mnie śmiech. Przejechałem językiem po jej zębach, a później oderwałem się od niej obcierając buzię z pasty.
-Nie sądzisz, że tak jest przyjemniej?- spytałem, a uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy się zarumieniła. Nadal potrafi się zawstydzić przede mną.. uwielbiałem te słodkie rumieńce, które czasem przypominały mi jak bardzo jest delikatna i wrażliwa.
-Bleee!- dodała jednak za chwilę, gdy widziała, że nie odciągam od niej wzroku. Zachichotałem i nalałem wodę do kubka, po czym jej podałem. Pierw ona wypłukała zęby z pasty,a później ja powtórzyłem tę czynność. Nim zdążyłem oprzytomnieć jej już nie było w łazience. Wyszedłem do pokoju obok. Pusto.
~Oczami Liliany~
Spojrzałam na pochylającego się nad umywalką bruneta po raz ostatni i wyszłam. Zeszłam na dół w poszukiwaniu żywej duszy.. nie było nikogo, więc po prostu postanowiłam się przewietrzyć. Nie było jeszcze zbyt zimno, więc wystarczyła bluza Harry'ego, którą znalazłam w ganku. Tęskniłam za tym zapachem. Wyszłam i podążyłam wzdłuż ulicy, w stronę dość daleko rozstąpionych domów. Nabrałam powietrze w płuca i uzmysłowiłam sobie jak bardzo zmieniło się moje życie od przyjazdu do domu matki. Nie od poznania. Nie miałam pojęcia ile domów już minęłam, ale nie miałam wcale ochoty wracać, czułam się w końcu prawdziwie wolna. Pod wpływem silniejszego powiewu wiatru włożyłam ręce do kieszeni. O dziwo nie są puste jak zawsze. Wymacałam przedmiot i go wyjęłam. Papierosy. Kiedy Harry zaczął palić..? Czy on zawsze palił? Nie czułam od niego dymu. Nigdy. Za to ja postanowiłam jeszcze bardziej pogłębić się w spokój tego miejsca. Wyjęłam fajkę i zapaliłam powoli zaciągając się dymem. Po chwili wydmuchałam. Usiadłam na krawężniku i powtórzyłam to jeszcze kilka razy, nim papieros się wypalił. Uśmiechnęłam się sama do siebie. 'Brawo Lil. Przynajmniej tego ci nikt nie może zabrać.'- dodał uszczypliwie głos w mojej głowie, a ja postanowiłam go zignorować. Schowałam paczkę do kieszeni i niemal byłam pewna, że w drugiej znajdują się gumy. Trafiłam. Każdy palacz nosi gumy ze sobą. Wzięłam dwie do ust i po dość długiej wędrówce postanowiłam zawrócić. Miałam wspaniały humor. Już byłam kilkadziesiąt metrów od domu Styles'ów. Zobaczyła jak na tarasie siedzi Harry i coś wystukuje skupiony na klawiaturze. Już z daleka widziałam jego ściągnięte brwi i napiętą szczękę. Po ciuchutku podeszłam do niego, nawet nie zauważył, że przed nim stoję.. był skupiony na telefonie.
-Ukhm..- odchrząknęłam delikatnie, aby go nie przestraszyć i gdy uniósł wzrok uśmiechnęłam się słabo nie wiedząc, czego się spodziewać. Spotkałam jego ciemne oczy.
-Gdzie byłaś?- zaczął ostro, a ja zmarszczyłam brwi- szukałem cię. Mogłaś się zgubić... czemu nie powiedziałaś, że wychodzisz?- zadawał kolejne pytania wstając i zbliżając się do mojej małej sylwetki. Patrzył na mnie z góry... nie tak jak zwykle, ale po prostu z góry, nie lubiłam tego.
-Na spacerze byłam. Jestem tu. nie zgubiłam się. Są dwie ulice na krzyż.- mówiłam spokojnie próbując przenieść swoje opanowanie na loczka.
-Nie mogłaś powiedzieć gdzie idziesz? Martwiłem się do cholery.- teraz to już warknął.
-Nie jestem twoją własnością. Chyba mogę przejść się bez zbędnych komentarzy, prawda?- spytałam tym razem ja marszcząc brwi. Widziałam jak zaciska pięści i bierze głęboki oddech. Przeszedł kilka kroków w bok, po czym wrócił na swoje poprzednie miejsce na przeciwko mnie. Przejechał ręką po włosach delikatnie ciągnąc za ich końcówki i wypuścił powietrze ze świstem.
-Masz rację. Nie powinienem aż tak się przejąć..ale obiecaj, że następnym razem powiesz mi. W ogóle to możemy razem się przejść.. pokażę ci okolicę.- powiedział już nieco uspokojony i schylił się. Pocałował mój policzek.. widziałam pewne wahanie i modliłam się, aby nie poczuł dymu.. przypomniałam sobie jego reakcję za szkołą, kiedy mnie widział z fajkami. Ucałował mnie, po czym wziął moje dłonie w swoje i uniósł sobie do ust. Na początku myślałam, że chodzi mu jedynie o ucałowanie moich kostek... byłoby to za piękne.
-Paliłaś- stwierdził nawet nie pytając o potwierdzenie.
Kocham gif powyżej ♥
Kazałam wam długo czekać,a le was kocham xD <3
Mam nadzieję, że jest tu ktoś...?
3 KOM? Myślę, że dacie radę *-*
A co do rozdziału..
To be continued...good night ♥
