-Po proszę Daniels'a.. całą butelkę i szklankę. Jedną.- odparłem szybko do barmana, który z ciekawością przyglądał się całej tej sytuacji.
~Oczami Liliany~
Czekałam podekscytowana tym, że zobaczę w końcu Harry'ego i być może będę mogła się stąd wyrwać. Niemal zapomniałam o poprzednim dniu i niezbyt 'miłym' incydencie... teraz najważniejsze to jest to, że w końcu wyjdę na świat!
-Za chwilę wchodzimy do samolotu.- wpadł Justin i rzucił mi coś na łóżko- ubierz to.. dla Harry'ego.
-Co to?!- krzyknęłam za nim, ale chłopak po prostu wyszedł. Podeszłam do pudełka i otworzyłam je. Była to czarna sukienka, którą Harry kupił mi na miarę na imprezę na jachcie u jego rodziców.. i te same szpilki. Mimowolnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Sukienka zawsze będzie tak samo cudowna.. ubrałam ją szybko, zakładając na nogi wysokie buty.. nie mam pojęcia jak zdobył to Justin, ale chyba nie chcę wiedzieć. Moje siniaki praktycznie zniknęły..zostało tylko parę na ramionach i jeden na policku.. ale zapudrowałam go i miałam nadzieję, że nikt nie zauważy. Po 20 minutach byłam gotowa i zapukałam do drzwi.
-Chodźmy.- odparł Bieber zerkając na mnie i ruszając przed siebie. Ja szłam za nim. Wsiedliśmy na pokład samolotu. Chyba byliśmy w Kanadzie.. zauważyłam to dopiero w połowie podróży, ale mam nadzieję, że się nie myliłam. Zaraz będziemy na miejscu. Jeszcze tylko chwila. Jestem dziwnie pewna, że Harry mnie nie zawiedzie. Nie wierzę szatynowi ani na jedno słowo. Styles pewnie siedzi i mnie szuka. Na pewno tak jest.
-Wychodzimy.- szepnął Bieber i wysiadł bez słowa. Ja po chwili również podążyłam w jego ślady. Parę minut później jechaliśmy już do baru, gdzie miałam podobnież zobaczyć mojego Harry'ego. Siedziałam uśmiechnięta i nie zwracałam uwagę na to, co się dzieje wokół mnie.
-Wiesz, że zaraz ci przejdzie?- spytał szatyn parkując pod lokalem.
-Nie. Nie mam pojęcia co masz na myśli.-odparłam hardo i wyszłam. Czekałam na Biebera przed wejściem. Wzięłam kilka wdechu i otwarłam drzwi.. skręciłam w korytarzu i znalazłam się na sali. Stałam i szukałam wzrokiem moje szczęście. Siedział do mnie tyłem i pił kawę. Wyglądał zjawiskowo... czarna koszula, te idealne loczki i piękne zielone oczy.. pełne usta. Wszystko byłoby piękne i idealne. gdyby nie fakt ślicznej, długonogiej brunetki obok niego. Popatrzyłam chwilę na to z otwartą buzią, ale przypomniałam sobie, że przecież jestem tu z Bieber'em... w końcu musiał coś wymyślić..nie? *na pewno Harry umie to wyjaśnić.. pewnie Bieber ją nasłał.. albo próbuje od niej jakieś informacje wziąć.. na pewno* uśmiechnęłam się sama do siebie ciesząc, że nie postępuję pochopnie i powoli ruszyłam w stronę loczka. Teraz odwrócił się do mnie tyłem. Gdy już byłam tuż za nim założyłam swoje ręce na jego oczy i schyliłam.
-Zgadnij kto to...- szepnęłam prosto do jego ucha ,a on odepchnął moje ręce... *co..?*
-Umm.. cześć. Widzę, że już u ciebie... emm..ok. Super, cieszę się. Ale może nie zauważyłaś, że jestem jakby powiedzieć zajęty chwilowo?- spytał mrugając do mnie i wymownie głaszcząc dziewczynę po udzie. Grunt pod nogami mi się usunął. Czułam się, jakbym była nad przepaścią.
-Harry.. kto to jest.- odparłam nie dając po sobie poznać tego, że właśnie mnie zabił. Że po raz kolejny to zrobił, bez mrugnięcia, ani bez żadnej łzy.
-To jest Zaz... jest z Francji. Moja przyjaciółka.- uśmiechnął się.
-Przyjaciółka?-parsknęłam z ironicznym uśmiechem.
-Tak.. przyjaciółka.
-A czy przyjaciółka wie, że masz dziewczynę?- odparłam już zamieniając moją rozpacz w środku na zewnętrzny gniew. *I znowu nie mogę oddychać*
-Jak może wiedzieć o czymś co nie ma miejsca..?- zmarszczył brwi, jakby nie wiedział o co chodzi.
-Mogłeś mnie pierw uprzedzić, że już nas nie ma.
-Liliana... nas nigdy nie było. Popatrz na siebie, a na Zaz... chyba widzisz różnicę. Czemu miałbym chcieć ciebie, skoro mogę mieć ją.. i wiele innych. Przecież to oczywiście, że zrobiłem to tylko z żalu, jaki do ciebie czuję. Ulitowałem się nad tobą, a ty to źle zrozumiałaś. Miałem z ciebie przez chwilę pożytek.. więc po co miałem to kończyć?- parsknął i zachichotał. A ja zamilkłam. Nie wiedziałam już co mam mówić.. nie wiedziałam już nawet jak się mówi.
-A teraz przepraszam, ale muszę się zająć koleżanką.- odparł i odwrócił się. Ona szybko się do niego przyssała i złapała za jego loki i lekko pociągała. Odwróciłam się i odeszłam. Nie widziałam Biebera, więc pewnie mogę sobie iść. Odeszłam już na zawsze.


