22.6.15

Rozdział 53 cz.I

-Jasne.-wydyszała w końcu się ode mnie oddalając na taką odległość, że mogłem już oddychać.
-Po proszę Daniels'a.. całą butelkę i szklankę. Jedną.- odparłem szybko do barmana, który z ciekawością przyglądał się całej tej sytuacji.
~Oczami Liliany~

 Czekałam podekscytowana tym, że zobaczę w końcu Harry'ego i być może będę mogła się stąd wyrwać. Niemal zapomniałam o poprzednim dniu i niezbyt 'miłym' incydencie... teraz najważniejsze to jest to, że w końcu wyjdę na świat! 
-Za chwilę wchodzimy do samolotu.- wpadł Justin i rzucił mi coś na łóżko- ubierz to.. dla Harry'ego.
-Co to?!- krzyknęłam za nim, ale chłopak po prostu wyszedł. Podeszłam do pudełka i otworzyłam je. Była to czarna sukienka, którą Harry kupił mi na miarę na imprezę na jachcie u jego rodziców.. i te same szpilki. Mimowolnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Sukienka zawsze będzie tak samo cudowna.. ubrałam ją szybko, zakładając na nogi wysokie buty.. nie mam pojęcia jak zdobył to Justin, ale chyba nie chcę wiedzieć. Moje siniaki praktycznie zniknęły..zostało tylko parę na ramionach i  jeden na policku.. ale zapudrowałam go i miałam nadzieję, że nikt nie zauważy. Po 20 minutach byłam gotowa i zapukałam do drzwi.
-Chodźmy.- odparł Bieber zerkając na mnie i ruszając przed siebie. Ja szłam za nim. Wsiedliśmy na pokład samolotu. Chyba byliśmy w Kanadzie.. zauważyłam to dopiero w połowie podróży, ale mam nadzieję, że się nie myliłam. Zaraz będziemy na miejscu. Jeszcze tylko chwila. Jestem dziwnie pewna, że Harry mnie nie zawiedzie. Nie wierzę szatynowi ani na jedno słowo. Styles pewnie siedzi i mnie szuka. Na pewno tak jest.
-Wychodzimy.- szepnął Bieber i wysiadł  bez słowa. Ja po chwili również podążyłam w jego ślady. Parę minut później jechaliśmy już do baru, gdzie miałam podobnież zobaczyć mojego Harry'ego. Siedziałam uśmiechnięta i nie zwracałam uwagę na to, co się dzieje wokół mnie. 
-Wiesz, że zaraz ci przejdzie?- spytał szatyn parkując pod lokalem.
-Nie. Nie mam pojęcia co masz na myśli.-odparłam hardo i wyszłam. Czekałam na Biebera przed wejściem. Wzięłam kilka wdechu i otwarłam drzwi.. skręciłam w korytarzu i znalazłam się na sali. Stałam i szukałam wzrokiem moje szczęście.  Siedział do mnie tyłem i pił kawę. Wyglądał zjawiskowo... czarna koszula, te idealne loczki i piękne zielone oczy.. pełne usta. Wszystko byłoby piękne i idealne. gdyby nie fakt ślicznej, długonogiej brunetki obok niego.  Popatrzyłam chwilę na to  z otwartą buzią, ale przypomniałam sobie, że przecież jestem tu z Bieber'em... w końcu musiał coś wymyślić..nie? *na pewno Harry umie to wyjaśnić.. pewnie Bieber ją nasłał.. albo próbuje od niej jakieś informacje wziąć.. na pewno* uśmiechnęłam się sama do siebie ciesząc, że nie postępuję pochopnie i powoli ruszyłam w stronę loczka. Teraz odwrócił się do mnie tyłem. Gdy już byłam tuż za nim założyłam swoje ręce na jego oczy i schyliłam.
-Zgadnij kto to...- szepnęłam prosto do jego ucha ,a on odepchnął  moje ręce... *co..?*
-Umm.. cześć. Widzę, że już u ciebie... emm..ok. Super, cieszę się. Ale może nie zauważyłaś, że jestem jakby powiedzieć zajęty chwilowo?- spytał mrugając do mnie i wymownie głaszcząc dziewczynę po udzie. Grunt pod nogami mi się usunął. Czułam się, jakbym była nad przepaścią. 
-Harry.. kto to jest.- odparłam nie dając po sobie poznać tego, że właśnie mnie zabił. Że po raz kolejny to zrobił, bez mrugnięcia, ani bez żadnej łzy.
-To jest Zaz... jest z Francji. Moja przyjaciółka.- uśmiechnął się.
-Przyjaciółka?-parsknęłam z ironicznym uśmiechem.
-Tak.. przyjaciółka.
-A czy przyjaciółka wie, że masz dziewczynę?- odparłam już zamieniając moją rozpacz w środku na zewnętrzny gniew. *I znowu nie mogę oddychać*
-Jak może wiedzieć o czymś co nie ma miejsca..?- zmarszczył brwi, jakby nie wiedział o co chodzi.
-Mogłeś mnie pierw uprzedzić, że już nas nie ma.
-Liliana... nas nigdy nie było. Popatrz na siebie, a na Zaz... chyba widzisz różnicę. Czemu miałbym chcieć ciebie, skoro mogę mieć ją.. i wiele innych. Przecież to oczywiście, że zrobiłem to tylko z żalu, jaki do ciebie czuję. Ulitowałem się nad tobą, a ty to źle zrozumiałaś. Miałem z ciebie przez chwilę pożytek.. więc po co miałem to kończyć?- parsknął i zachichotał. A ja zamilkłam. Nie wiedziałam już co mam mówić.. nie wiedziałam już nawet jak się mówi.
-A teraz przepraszam, ale muszę się zająć koleżanką.- odparł i odwrócił się. Ona szybko się do niego przyssała i złapała za jego loki i lekko pociągała. Odwróciłam się i odeszłam. Nie widziałam Biebera, więc pewnie mogę sobie iść. Odeszłam już na zawsze. 

Będę teraz dodawała posty szybko,bo przez wakacje może mnie nie być, przez co będą przerwy ;/Mam nadzieję, że rozdział się podoba miśki :*


21.6.15

Rozdział 52

-To nie twoja wina... dziękuj Bogu, że zdążyłeś. Da radę.
-Nie mów, że da radę. Nie znasz jej.  Nigdy jej nie widziałem w takiej stanie. Ona NIGDY  nie płacze. Rozumiesz? Jest pyskata, samolubna, trudna, wyjątkowa, ale nigdy nie płacze.-odparłem patrząc na chłopaka, który zdaje się był również poruszony tą sprawą. Tak bardzo pochłonęły mnie własne myśli, że nie zauważyłem, kiedy szlochy ustały i dziewczyna wyszła do mnie. Usiadła na brzegu łóżka. Jej ramiona wciąż drżały i na pewno nie z zimna, gdyż dałem jej najgrubszą piżamę jaka była. Jest tu dość chłodno.. ale nie aż tak.
-Przykro mi..-szepnąłem  nie podołając spojrzeć na nią.
-To nie twoja wina.-odparła, próbując grać twardą.
~Oczami Liliany~

 Siedziałam patrząc na moje gołe stopy i czując wewnętrzną pustkę. Nie mam przy sobie niczego, czego kocham. Chciałabym poczuć znowu perfumy Harry'ego, usłyszeć zachrypnięty głos i poczuć ten delikatny dotyk.
-Justin,-rzekłam powstrzymując głos od drżenia.
-Tak?-spytał bez przekonania.
-Pozwól mi wrócić do Harry'ego.-szepnęłam patrząc na niego błagalnie, a on wstał gwałtownie z łóżka.
-Wciąż myślisz tylko o nim?! Dobra.. pokażę ci go jutro o 18. Pokażę ci, że on wcale nie przejmuje się tobą.-stwierdził krótko i wyszedł trzaskając drzwiami, przez co podskoczyłam na łóżku. Weszłam dalej na materac i owinęłam się kołdrą.. znowu wybuchłam. Nie wiem ile czasu płakałam.. płakałam, aż nie wypłynęły ze mnie wszystkie żale i zasnęłam.
                                                                     ~Oczami Harry'ego~

Czekałem na Bieber'a przed zapuszczonym budynkiem. Pożałuje tego.
-Witam..-odparł zachodząc mnie od tyłu, przez co automatycznie wyjąłem broń.
-Hej hej.. jak strzelisz to więcej  jej nie zobaczysz... a ona też już nic nie zobaczy.-odparł z uśmiechem na twarzy, a ja się go brzydziłem.
-Gdzie ona jest?- powiedziałem zachowując spokój.
-Mam propozycję.-odparł bez owijania w bawełnę.
-Jutro przyprowadzę ją do cafee bland. Umów się z jakąś dziewczyną. Puszczę ją wolno, ale masz pokazać jej, że nie jest nic warta dla ciebie. Rozumiesz?- sapnął bawiąc się pierścieniem.
-Ale nie zbliżysz się do niej więcej.-odparłem śmiertelnie poważnym tonem.
-Ok. Nie będzie ani twoja, ani moja. Umowa stoi.-odparł znacząco i odszedł w nieznaną mi stronę. *Cholera!* 
 Tak będzie lepiej.. ułoży sobie życie i będzie bezpieczna. To jest najważniejsze.. Liliana jest najważniejsza.
Umówienie się z pierwszą lepszą dziewczyną nie będzie wyzwaniem.. najgorsze będzie powiedzenie blondynce, że nie ma jej w moim życiu.. że nigdy jej w nim nie było.
-Kurwa!-krzyknąłem i uderzyłem pięścią metalowe drzwi budynku. Chwile później ból w niej pulsował, a ja czułem, że to i tak za mało boli. *Jesteś chujem Styles*
 Nie miałem dziś siły na nic.  Wiedziałem, że i tak już jej nie znajdę. Wiecie jak to jest gdy się stoi i patrzy jak świat niszczy ukochaną osobę... i wy nie możecie nic zrobić, żeby to powstrzymać? Pewnie tak. Ale nie wiecie, co się dzieje, gdy ta osoba cierpi przez was.
 Dotarłem do mojego domu i z piskiem opon zaparkowałem na kostce. Szybko wpadłem do swojej sypialni i rzuciłem się na łóżku nie trudząc się w rozbieranie czy kąpanie. Zasnąłem.
 Obudził mnie przeciągły dzwonek do drzwi. Kto o tej godzinie przychodzi? Zszedłem powoli na dół i otwarłem je patrząc, na chłopaka stojącego na przeciwko mnie.
-Co do kurwy nędzy chcesz.- odparłem bez uczuć patrząc na Liama.
-Śpisz? Stary już jest 17.Myślałem, że miałeś jechać po Lilianę.- spoważniał Payn, a ja nie wiedziałem jak to możliwe, że spałem tyle czasu. Cholera! Miałem jechać do Cafee Bland! Liam zdziwi się, że nie jadę po Lil.
-Tak. Nie mam czasu, muszę się zbierać.
-Powodzenia.- rzucił na odchodne i odjechał czarnym BMW.
 -Nie, dzięki.- szepnąłem sam do siebie i ruszyłem szybko wziąć prysznic. Użyłem wody kolońskiej... czarna koszula, ciemne rurki... brązowe buty i włosy w nieładzie. Tak, to powinno na każdą podziałać. Wyjechałem spod domu ok. 17.40. Znajdę jakąś laskę na miejscu. Jak tylko dojechałem skierowałem się w stronę lady, gdzie siedziała jakaś wysoka brunetka. Nie miałem czasu przebierać, a przynajmniej ta dziewczyna nie przypominała mi w żadnym stopniu Lil...  była jej przeciwieństwem.
-Sama w lokalu..?- szepnąłem tuż za nią próbując uwieść ją nawet samym głosem. Jeśli chcę, żeby moja blondynka uwierzyła w to, że spędzę noc z dziewczyną, to muszę ją zauroczyć do bólu. Liliana nie jest głupia.
-Umm..- odwróciła się w moją stronę, a ja rzuciłem do niej swój firmowy uśmiech nr.5
-Tak. Sama.. ale chyba już nie.- brunetka uśmiechnęła się uwodzicielską zmniejszając odległość między nami. Świetnie.. trafiła mi się śmiała.
-Masz rację.. postawię ci drinka, jeśli chcesz..? - odparłem nadal się uśmiechając łobuzersko i jeszcze bardziej ją przysuwając do mnie.
-Z chęcią, ale tylko, jeśli się ze mną napijesz.
-Oh, przepraszam kochanie, niestety jestem autem.. ale możemy pojechać później do mnie.-  szepnąłem prosto w jej usta i lekko je musnąłem. Czyli ona jest praktycznie już wstawiona... wywnioskowałem ze smaku alkoholu jej ust.
-Jasne.-wydyszała w końcu się ode mnie oddalając na taką odległość, że mogłem już oddychać.
-Po proszę Daniels'a.. całą butelkę i szklankę. Jedną.- odparłem szybko do barmana, który z ciekawością przyglądał się całej tej sytuacji.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pysie bardzo was przepraszam za to, że znowu po tygodniu napisałam.. ale dużo poprawek i wgl.. mam nadzieję, że rozumiecie, do tego jeszcze doleciały problemy w domu i po prostu nie dałam rady wcześniej... Kocham was :* i dziękuję że nadal ze mną jesteście! ♥

14.6.15

Rozdział 51

Ugięły się pode mną nogi i łzy bezwładnie opadały na moje policzki. Facet już rozpiął moje spodnie, teraz chciał zdjąć moją bieliznę, a ja już nie miałam siły. Pierw jednak zdarł ze mnie bluzkę.. w sensie dosłownym. Gdy jeszcze raz zaczęłam krzyczeć uderzył mnie.. raz, drugi.. trzeci. Już nic nie czułam. Nie wiedziałam nawet kiedy ściągnął swoją koszulę.
-Zaraz będzie ci lepiej..-szeptał bardziej sam do siebie, niż do mnie. *Naprawdę to się tak skończy? Stać cię na więcej* zwracała mi uwagę moja ambicja, a ja uderzyłam napastnika w krocze po czym pobiegłam w stronę drzwi. Cholera! One wciąż są zamknięte. Nie myśląc trzeźwo ruszyłam biegiem w stronę łazienki. Tam jest zamek. Już złapał klamki. Prawie byłam. Poczułam silne ramię, które złapało za mój goły bark i pociągnęło mnie gwałtownie do tyłu.
-Nie pójdzie ci tak łatwo mała dziwko. -  po chwili już byłam z powrotem przygwożdżona do ściany.
-Tylko do tego się nadajesz.- szepnął chcąc wpić się w moje usta. Ja jednak odwróciłam głowę. Kolejne uderzenie i przyspieszone bicie serca.
-Proszę nie.. błagam.-zajęczałam zsuwając się na podłogę, a facet wybuchł śmiechem.
  Patrzyłam w pustkę przed siebie krzywiąc się z bólu pod wpływem prób mężczyzny do zmuszenia mnie,a bym wstała. Usłyszałam nagle trzask. Stłumiony trzask, gdyż było mi tak słabo, że wszystko odczuwałam jakby mnie to nie dotyczyło. Pojawiła się przede mną postać Bieber'a, który odciągał ode mnie mojego napastnika. Widziałam, że ma broń w ręce. Coś krzyczał i wycelował pistoletem drżącymi z nerwów rękami w mężczyznę, który prawie mnie zgwałcił. Ale coś we mnie się poruszyło. *Dobro nie popłaca* warczało moje wewnętrzne ja, ale oczywiście zignorowałam to i podeszłam chwiejnym krokiem do Justin'a z całych sił wstrzymując łzy ciskające się do moich oczu i grymasu, który próbował wejść mi na twarz z powodu bólu.  Dotknęłam ramienia szatyna i spojrzałam na niego, a on powoli zdziwiony się popatrzył na mnie z wyraźnym szokiem.
-Usiądź Lil.- szepnął jakby nie chciał, żebym się rozleciała.
-Justin.. nie zabijaj go.- dodałam ledwo słyszalnie, a on otworzył usta ze zdziwienia.
-On chciał cię.. co?- nadal patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Nie zabijaj go. Ukaraj, ale nie zabij. Czemu miałby umrzeć, skoro ja żyję.- odparłam jakby logicznie.
-Czekaj Michael.-odparł ostro do faceta, a ten tylko stał przerażony patrząc to na mnie to na biebsa. Mój obrońca wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
-Stary chodź do 39. weź kajdany.- powiedział bez uczuć i ruszył do Michaela. Przybliżył broń do jego karku.
-Jeśli spróbujesz uciec... wiesz, że ja nigdy nie pudłuję?- facet skinął głową. Po chwili już było po wszystkim, zostałam sama z szatynem.
-Dziękuję.-szepnęłam,a chłopak się do mnie zbliżył i objął mnie tak, jak gdyby chciał mnie ochronić przed  złem świata. A ja tylko stałam i nadal patrzyłam w pustkę. Nic więcej.
-Justin...
-Tak?-szepnął tak jak ja, żeby mnie nie wystraszyć.
-Zostaniesz na noc?- spytałam pełna obaw, czy dobrze postępuję.Ale nie mogłam inaczej.
-Jasne, że tak.-odparł.
-Idę pod prysznic.-powiedziałam cichutko i nadal chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi od łazienki. Każdy krok był dla mnie bólem. Miałam całe ciało poczerwienione nie omijając twarzy... jutro będą siniaki na siniakach. Zamknęłam za sobą drzwi i zaraz weszłam do wanny pełnej gorącej wody. Syczałam z bólu przez pieczenie od ran. Położyłam się w wodzie i wybuchłam niepohamowanym, głośnym szlochem. Ukryłam twarz w dłoniach i po prostu pałakałam.
~Oczami Justin'a~
 Wszedłem do pokoju z piżamami dla Liliany i usiadłem na łóżku czekając aż Lil wyjdzie z łazienki. Po chwili jednak usłyszałem przenikliwy szloch. Wiedziałem, że to ona. Automatycznie złapałem się za głowę. To moja wina. Gdybym jej tu nie zabrał.. gdybym ją schował gdzie indziej. Ona byłaby bezpieczna.
-Przykro mi.- wzdrygnąłem się na głos przyjaciela, który wszedł. Napotkałem jego smutny wzrok i grymas z powodu szlochu dziewczyny.
-On cierpi.- odparłem beznamiętnie.
-To nie twoja wina... dziękuj Bogu, że zdążyłeś. Da radę.
-Nie mów, że da radę. Nie znasz jej.  Nigdy jej nie widziałem w takiej stanie. Ona NIGDY  nie płacze. Rozumiesz? Jest pyskata, samolubna, trudna, wyjątkowa, ale nigdy nie płacze.-odparłem patrząc na chłopaka, który zdaje się był również poruszony tą sprawą.

4.6.15

Rozdział 50

-Ok.. teraz rozwiążę ci oczy.. okej?- skinęłam głową. I poczułam ból w oczach, zmrużyłam je i zobaczyłam twarz Biebera badająca każdy mój ruch. Siedziałam spokojnie, po to by po chwili poczuć ulgę w nadgarstkach. Szatyn rozwiązał mi dłonie i odkrył usta. W końcu czułam się  w pewnym stopniu lepiej. Bałam się go. Pochylił się w moją stronę, a ja gwałtownie posunęłam się dalej na fotel. Zastygł w tym jednym ruchu z ręką wyciągniętą w moją stronę. Patrzył pustym wzrokiem na mnie, a ja robiłam to samo. Wstał i przeczesał obiema dłońmi włosy, wypuszczając ze świstem powietrze. Wyszedł z pomieszczenia. Zastanawiam się gdzie ja w ogóle jestem. W jakim kraju? Lecieliśmy kilka godzin, więc na pewno nie w Londynie. Czy w ogóle w Europie..? Lepiej teraz o tym nie myśleć. *Trzeba się wydostać*
 Wstałam i podeszłam do okna i odsunęłam rolety. Las.
-Cholera!- krzyknęłam i uderzyłam pięścią w blat, przez co poczułam przeszywający ból w ręce. Ach.. te łańcuchy jednak działały. Miałam pokaleczone nadgarstki. Oba.. na szczęście rany nie są głębokie, więc jeśli dobrze pójdzie, to nawet nie będzie po tym śladu. Przyciągnęłam dłoń do siebie i usiadłam. Nie wiedziałam czy mogę wyjść z pomieszczenia, którym był prawdopodobnie salon.. nie wiedziałam gdzie jestem, z kim jestem, ani czy kiedykolwiek będę bezpieczna tu. Ktoś wszedł do mieszkanie, domu, czegokolwiek czym ten budynek był. Wzdrygnęłam się na odgłos zamykanych drzwi. Justin. Trzymał coś w ręce... apteczka? *szybko mu się włączyła opcja opiekuńczego chłopczyka*
-Opatrzę ci nadgarstki.- odparł jak gdyby nigdy nic. Usiadł na przeciwko mnie przy stole, a na nim położył apteczkę z bandażami, maściami i plastrami.
-Zostaw to. Sama mogę to zrobić.- warknęłam patrząc na niego pod wpływem nagłej odwagi.
-Dasz mi te ręce sama, czy mam znowu cię unieruchomić.- odparł już ostrzej i mimowolnie wziął moją rękę.
-Będzie piekło teraz troszkę.- powiedział niemal bezgłośnie, a ja syknęłam z bólu i zabrałam z powrotem rękę, a chłopak  uśmiechnął się pod nosem.
-Robisz to specjalnie.- powiedziałam cichutko i czułam narastającą furię- tak bardzo sprawia ci przyjemność krzywdzenia innych?! - krzyczałam już dobrze na cały głos.
-Innych może i tak.. ale nie ciebie. Po prostu w końcu jesteś znów sobą.. już zaczynałem się martwić, że będziesz się mnie bała, tak jak wcześniej.. ale o kim ja w ogóle myślałem..?- ponownie się uśmiechnął, a ja miałam ochotę go zabić. "Innych może tak.. ale nie ciebie"- pulsowały w mojej głowie.
-Daj tą rękę.- oddałam poranione nadgarstki bez żadnej walki. Siedziałam znosząc okropny ból pulsujący nie tylko w dłoniach, ale wręcz w  całych rękach.
-Przepraszam. Ale inaczej byś ze mną nie poszła.- szepnął i znów spojrzał mi w oczy odstawiając apteczkę.
-Zachowujesz się jak psychopata, Justin.- odparłam oschle, a on wybuchł śmiechem. *On chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że mnie uprowadził*
-Lil. Mogę Ci dać więcej niż Styles. Zaufaj mi. On tylko Cię przyprawi o cierpienie. Będziesz najszczęśliwszą kobietą na świecie.- szepnął na jednym tchu wciąż nie odrywając swoich oczu od moich. *Czy on właśnie wyznał mi swoje uczucia?!*
-Masz dziwny sposób przekonywania. Zawsze tak robisz?- spytałam mrużąc oczy i nieco się od niego odsuwając.
-Nie. Jesteś pierwsza, świruję przez ciebie.- uśmiechnął się szerzej, jakby to była zaleta.
-Kocham Harry'ego.- powiedziałam stanowczo, lecz nie ostro. Jakby to wszystko miało od tego zależeć... tak, jakby szatyn tego nie rozumiał.Jakby to mogło sprawić, że mnie wypuści, bo zrozumie, że to jest nieporozumienie. Myliłam się. Bardzo się myliłam. Chłopak wstał i uderzył pięścią grubą taflę z drewna.
-Cholera!- krzyknął ciężko dysząc ze złości. Zbliżył swoją twarz tak blisko mojej, że dzieliły nas tylko milimetry, a ja byłam przerażona.
-To będziesz siedzieć tu, aż nie przestaniesz.- powiedział szybko i jak oparzony wyszedł.Napłynęły mi łzy do oczu i już nie mogłam ich powstrzymać.. nie miałam siły, nie potrafiłam. Pierw spłynęła jedna nakreślając ścieżkę innym. Osunęłam się na podłogę skrywając twarz w dłoniach, jakby to miało złagodzić ból rozdzierający mnie od środka. Zaskoczyć was? Wcale nie pomogło. Po pół godziny siedzenia i użalania się nad swoim nędznym losem stwierdziłam, że muszę się jakoś stąd wydostać. Wstałam i przetarłam oczy nie zważając na to, że się rozmażę.. przecież gorzej być nie może. Zaczęłam się rozglądać.. siedziałam w kuchnio-salonie. Obok były drzwi... sypialnia. Kolejne były łazienką, następne to garderoba. Jeszcze jedne... zamknięte. Kopnęłam drzwi z całej siły. Nie ustąpiły. Więc to prawdopodobnie drzwi wyjściowe. Nadal rozglądałam się i zauważyłam, ze w każdym pokoju jest w rogu za szybko kamera. *Mogłaś się tego spodziewać Lil* zdenerwowana poszłam do łazienki.. o dziwo nie było tam żadnej kamery. Ale nie było też okna, przez które mogłabym uciec. *Chcę się obudzić z tego koszmaru*
-Kolacja.- usłyszałam jakiś głos. To był jeden z facetów, którzy szeptali między sobą te świństwa. Nic nie odpowiedziałam.
-Słyszysz księżniczko?!- krzyknął zirytowany będąc bliżej.
-Umm.. tak tak!- krzyknęłam z sypialni.
-Już idę.- powiedziałam nieco ciszej wychodząc.
-Już myślałem, że mnie nie zaszczycisz swoją obecnością.- zakpił ze mnie, a we mnie zabuzowała krew przez tą cholerną upartość. *brawo Liliana!*
-Nie będę jeść.- odparłam sucha patrząc mu prosto w twarz.
-Ależ będziesz.- powiedział jeszcze bardziej zdenerwowany.
-Nie możesz mnie zmusić.- powiedziałam z cieniem uśmiechu na ustach. Przez co wybuchł niepohamowanym śmiechem.
-Och.. uwierz, że jak nie zjesz tego, to mogę ci zafundować coś lepszego.- powiedział wymownie się do mnie przybliżając. Oczywiście swoim zachowaniem jeszcze bardziej mnie zirytował. Odepchnęłam i przeszłam obok całkowicie ignorując gościa.
-Jak Justin by się dowiedział, to będziesz martwy.
-Zrobimy tak, żeby się nie dowiedział.. w końcu nauczysz się szacunku do innych.- powiedział łapiąc mnie za nadgarstki i przyciągając bliżej siebie.
-Ała! Puszczaj!- krzyknęłam i zaczęłam się wierzgać.. wydarłam mu się, al eto nie trwało długo.. w końcu nie miałam jak uciec. Złapał mnie i przycisnął do ściany, a ja krzyknęłam z bólu. Zasłonił mnie usta dłonią i ścisnął za pośladki. Automatycznie załkałam i zaczęłam przepraszać. Mężczyzna zaśmiał się.
-Nie martw się. Zaraz zapokutujesz za swój błąd.- powiedział śmiertelnie poważnie wciąż błądząc wolną ręką po moim ciele. Dotarł do guzika moich spodenek, a ja zaczęłam niemiłosierni piszczeć, kopać skakać... wszystko, tylko, żeby nie pozwolić mu zedrzeć z siebie spodni. Już nie widziałam sensu w tym, co robię. Ugięły się pode mną nogi i łzy bezwładnie opadały na moje policzki. Facet już rozpiął moje spodnie, teraz chciał zdjąć moją bieliznę, a ja już nie miałam siły. Pierw jednak zdarł ze mnie bluzkę.. w sensie dosłownym. Gdy jeszcze raz zaczęłam krzyczeć uderzył mnie.. raz, drugi.. trzeci. Już nic nie czułam. Nie wiedziałam nawet kiedy ściągnął swoją koszulę.

Tym razem wcześniej ^-^
Cieszę się, że jesteście aktywne i doceniam to :)
Dobranoc kochane <3
Hope u like it xoxo ♥


Emilie M.