28.4.15

Rozdział 41

-Harry. Patrz proszę przed siebie i kieruj... później  o tym porozmawiamy..- westchnął i niechętnie przeniósł wzrok na drogę, a ja skupiłam się na tym, co mijamy za szybą.
 Byliśmy coraz bliżej wybrzeża, a ja nie byłam pewna czy robię dobrze siedząc tu teraz. *Nie miałaś wyboru* tak.. to też jakiś powód. Wyrwało mnie z milczenia silne szarpnięcie za drzwi po mojej stronie i gdyby nie Harry pewnie bym doznała bliskiego  spotkania z betonem. Chłopak złapał mnie w locie i się lekko uśmiechnął.
-Uważaj.. nie chcę żebyś była poobijana jak dopłyniemy.- odparł już bardziej szorstko i po chwili skierował się ku jachcie, a ja zrobiłam to samo. Weszłam do środka i od razu skierowałam się w przeciwne stronę co Styles. Nie zniosłabym kolejnych jego wahań nastroju. Zaraz usłyszłam jak ktoś zawraca i podążające za mną kroki. *2:0*
-Gdzie idziesz?- spytał doganiając mnie.
-Przed siebie, a ty?- spytałam z politowaniem i zaśmiałam się pod nosem.
-Za tobą. Ładnie wyglądasz.- powiedział, a ja nie wyczułam żadnej nutki sarkazmu czy erotyzmu w jego głosie, co mnie trochę przeraziło.
-Dzięki, ty też..- uśmiechnęłam się nieśmiało i spuściłam  głowę. Usłyszałam jak się uśmiecha.
-Wiem.- podniósł dumnie głowę, a ja prychnęłam.
-Skromny jesteś.
-To też wiem. A ty wstydliwa.- uśmiechnął się szerzej zadowolony z tego, że udało się mu mnie zawstydzić.
-Nie prawda. Po prostu czuję się skrępowana, Panie Styles.
-Och proszę cię Lil. Akurat JA cię widziałem już w całej okazałości.
-I co w związku z tym? Dla mnie Harry tego wieczoru nie było. I NIC to nie znaczyło. Więc jeśli chcesz pozostać ze mną w przyjaznych stosunkach.. ach po prostu o tym zapomnij!- krzyknęłam a po chwili znów czułam ścianę za plecami. Cholerny dekolt! Za zimna ściana...
-Nie zapomnę. Nie mogę zapomnieć. Myślisz, że nie próbowałem? Nie chciałem mieć z tobą nic wspólnego, po prostu tak wyszło. Więc zaakceptuj to w końcu i się z tym pogódź do cholery. Dla mnie to też nie jest proste.- powiedział przyciskając mnie mocniej do tej cholernej ściany, a ja byłam nieziemsko zdenerwowana na niego.
-Ach.. no tak. Pewnie przepłakałeś caaałe noce. W końcu Haroldzie ja cię wykorzystywałam do cholery! Na prawdę musiało być ci bardzo trudno mnie przelecieć! Przepraszam, że nie mogłam być lepsza!- krzyknęłam mu prostu w twarz i zebrałam całą swoją siłę, aby  go odepchnąć. Poszłam wzdłuż korytarza i usłyszałam ponownie kroki za mną.. odwróciłam się nerwowo i zatrzymałam go rękami, gdyż był już tuż przede mną.
-Stój! Muszę pobyć sama. I nawet się nie wasz za mną gdziekolwiek iść, bo przysięgam ci, że choćby to była ostatnia rzecz jaką zrobię, skoczę z tego cholernego statku i ucieknę, w życiu mnie nie zobaczysz, a dzisiejszy wieczór spędzisz z kimś cholernie innym ode mnie! Rozumiesz?!- za bardzo machałam rękami, bo po chwili uderzyłam się w ścianę i zajęczałam.Harry szybko podbiegł do mnie i złapał za rękę.
-Cholera! Uważaj, bo sobie jeszcze coś zrobisz, mała.- powiedział z troską i zaczął mnie prowadzić do jakiegoś pomieszczenia. Weszliśmy do kuchni i kazał mi usiąść.Zaczęłam  masować rękę.
-Ałć... to wszystko twoja wina.- wysyczałam, a on nie zareagował. Podszedł z okładem z lodu i delikatnie zaczął go przykładać do ręki.
-Wiem.- powiedział po chwili, a moja złość ustąpiła zdziwieniu.
-Przepraszam.. na prawdę mi przykro.. ja.. ja na prawdę, no nie chciałem.. znaczy. Uhh.. na początku może tak. Ale później. Nie wiem jak to wytłumaczyć.- nie potrafiłam dłużej na niego patrzeć. Zebrały mu się łzy w kącikach oczu, ale po chwili już ich nie było, a on schował twarz w dłonie. Ujęłam jego twarz i uniosłam tak, aby się na mnie spojrzał.
-Harry. Jest ok.- odparłam krótko i złączyłam nasze usta w delikatnym, równie krótkim pocałunku. Ale to wystarczyło. Przytulił mnie do siebie i trwaliśmy tak w milczeniu przez jakiś czas.
-Lil..?- szepnął, a ja się lekko uśmiechnęłam sama do siebie.
-Czemu tak strasznie boisz się jazdy samochodem?- odsunął się ode mnie aby spojrzeć i w twarz i zmarszczył brwi próbując odczytać z niej cokolwiek. Ja zostawiłam swoją maskę i zaczęłam ze stoickim spokojem.
-Harry.. to nie tak, że się boję.. po prostu wolę zachować ostrożność.
-Dlaczego?- odetchnęłam ciężej.. wiedziałam, że w końcu o to zapyta.
-Kiedyś wracaliśmy z imprezy z kumplami. Tylko ja przeżyłam.- odparłam głosem wypranym z emocji i zobaczyłam jak otwiera i po chwili zamyka usta.
-Rozumiem.- szepnął i znów mnie przytulił do siebie, a ja czułam się bezpiecznie. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Niestety NIC nie trwa wiecznie, więc przerwała nam kelnerka informująca nas, że za 20 minut będziemy na miejscu. Powoli z Harrym się 'ogarnialiśmy' do spotkania z jego rodzicami... nim się obejrzeliśmy byliśmy na miejscu, a moja ręka już w ogóle nie bolała.
-Harry.. dobrze wyglądam?- posłałam mu sztuczny uśmiech i próbowałam wyglądać wystarczająco dobrze.
-Jesteś piękna.- odparł i cmoknął mnie w buzie przy wyjściu. Wziął mnie za rękę i razem wysiedliśmy ze statku.
-Witamy.- powitał nas sztuczny uśmiech jego matki i jak mi się wydaje nieco szczerszy jego ojca.
-Dzień dobry- wysiliłam się na równie sztuczny uśmiech co jej.
-Cze.- powiedział znudzony Harry, a mnie szlak trafiał. Ja się tam produkuję, a on jakieś 'cze'?!  Szturchnęłam go lekko w bok, przez co obdarzył mnie  jednym z jego pożądających spojrzeń i przysunął się bliżej mnie.
-Nie zaczepiaj mnie jeszcze teraz.. i tak mi trudno trzymać ręce przy sobie, gdy Cię widzę.- szepnął mi do ucha tak, aby nikt nie usłyszał prócz mnie, a ja się oblałam rumieńcem i przewróciłam oczami.
-Idziemy?- zapytał jego tata,a ja entuzjastycznie kiwnęłam głową. Weszliśmy do kolejnej willi jego rodziców. Cholera, on jest  na prawdę bogaty. Weszliśmy to ogromnej sali *prawdopodobnie jadalnia* i Harry zaprowadził mnie do stołu, po czym sam usiadł koło mnie, oczywiście nie darował sobie swojej ręki na moim  udzie, bo przecież byłby zbyt spokojny. Ale dziś mi to nie przeszkadzało.. nie wiem czemu, po prostu chciałam dobrze wypaść.


Hejcia :*
Mam nadzieję, że się podoba.. rozkręcam się xd
Tsa.  Im więcej kom., tym szybciej rozdział..
Działać :* !
Dobranoc ♥

26.4.15

Rozdział 40

-Nie.
-Świetnie, że się zgadzasz, kochanie. A teraz już chodźmy.- szybko złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą.
-Idiota, bipolarny skończony debil.. dupek, frajer, cholerny hipokryta.- 'szeptałam' do siebie słowa, które miały mnie uspokoić.. znowu nic nie działa.
-Zamkniesz się w końcu, czy znowu mam ci pomóc?- odwrócił się patrząc mi w oczy.
-Mogę być miły, ale mogę również zachowywać się tak samo zdzirowato jak ty.Więc proszę dajmy sobie żyć.
-Uhm.- nadgryzłam wargę z przyzwyczajenia i zobaczyłam jak momentalnie jego oczy wędrują ku niej i aby się powstrzymać sam nadgryza swoją. Nowe tortury dla Styles'a.
-Nie mrucz i nie przygryzaj wargi, to mnie dekoncentruje, a zaraz będziemy jechać samochodem.- odparł spokojnie otwierając mi  drzwi do auta. Wsiadłam bez żadnego sprzeciwu i szybko włączyłam muzykę, gdy tylko odpalił samochód.. jeżeli ja muszę tu być.. to czemu on ma się bawić moim kosztem..? Zaraz wyłączył radio.. włączyłam, wyłączył, włączyłam i tak w kółko..
-Ok.- odetchnął głęboko przewracając oczami i skupiając wzrok na drodze.. muzyka leciała, a ja czułam się jak zwycięzca!  *1:0* loczek zjechał przed jakimś budynkiem i zaparkował.. szycie na miarę.. świetnie. Super. Otworzył mi drzwi i podał rękę, którą całkowicie zignorowałam. Poprowadził mnie do środka, a ja byłam w szoku pod wpływem wielkości hali. Jakieś kobiety krzyczały, żebym podeszła do nich i wskazywały na Harry'ego, a on mnie do nich podprowadził.
-Ma być gotowa za 1.20h. Ok?- popatrzył się po twarzach i zobaczyłam jak kiwają z uśmiechem.
-Pozwoliłem sobie wybrać krój sukienki, mam nadzieję, że się nie gniewasz.- odparł z namysłem i się uśmiechnął.
-No więc jaką masz bieliznę? Można odpiąć szelki.. czarna czy inny kolor?
-Gówno cię to obchodzi.- pokazałam język na co się zaśmiał i przyciągnął moje ciało do jego.
-Mam sprawdzić..? Nie prowokuj mnie, przecież wiesz, że jestem do tego zdolny..- oblizał usta
-I do wiele więcej.- powiedział i chciał znowu wbrew mojej woli zasmakować moich ust. Odwróciłam twarz w drugą stronę, a on trafił w policzek, na co po raz kolejny się zaśmiał, a ja przyspieszyłam oddech.
-Czarna, można odpiąć.
-Super.- dał mi buziaka i wyszedł bez słowa. Kobiety zaczęły coś gadać o moich proporcjach mierzyć mnie wzdłuż, wszerz, na skos i ogólnie we wszystkie strony. Zaczęło mnie to irytować ale po chwili zaczęły już coś innego wyprawiać.
-Przepraszam, można zobaczyć wzór sukienki..?- zapytałam nieco skrępowana, a one popatrzyły na mnie ze współczuciem.
-Jasne, kochana. Poczekaj tu przy stoliku, możesz już usiąść.. za pół godziny sukienka będzie zwężona, więc nie będziesz długo czekała... a tu katalog, nr.173.- szybko mnie poinformowała i wyszła, a ja zostałam sama.
Wzięłam do ręki katalog i zaczęłam szukać wyznaczony numer kroju i sukienki... jej widok całkiem  mnie zamurował.. zdecydowanie za duży dekolt z przodu.. za duże wcięcie z tyłu.. ale była piękna, gdybym nie szła z Harrym nigdy bym nie założyła takiej sukienki.. NIGDY. Po chwili stałam już w sukience i szpikach
, które jak się dowiedziałam Harry podrzucił i czekał na mnie w samochodzie.  Nieco skrępowana wyszłam i zaczęłam szukać czarnego samochodu.. zobaczyłam loczka w samochodzie ubranego już w garnitur i rozmawiającego zacięcie z kimś przez telefon.. szybko poszłam w jego stronę i gdy tylko mnie zauważył rozłączył się i wyszedł z auta podążając w moją stronę...
-Wiedziałem, że będzie idealna.- sapnął, a ja próbowałam na niego nie patrzeć.. ale tak cholernie seksowanie wyglądał w ciemnym garniturze, że na sam widok dostawałam palpitacji serca... trzeba przyznać, że przystojny z niego dupek.
-Wcale jej nie chciałam.- odparłam beznamiętnie, na co on się znów zaśmiał i przyciągnął bliżej.
-Wcale mnie to nie obchodzi... ja ją chciałem.- szepnął do ucha i dreszcze przeszły po raz któryż tego dnia przez moje ciało, a ja nie mogłam tego zatrzymać. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera a sam wsiał przed kierownicę.. jechaliśmy w milczeniu, a ja patrzyłam na jego skupiony wzrok na drodze, podwinięte rękawy od marynarki i analizowałam każdy grymas, kontemplowałam kręcące się we wszystkie strony loki i zastanawiałam się jak osoba tak cudownie wyglądająca, może być tak okrutna i straszna.. za dużo pytań kłębiło się w moim umyśle.. *czemu taki jest? Czy jest w ogóle jakiś powód do tego? Jaki?*
-Długo jeszcze będziesz tak patrzyła..?- zapytał nieco poirytowany.
-Wyglądasz jak anioł.- odparłam bez namysłu myśląc, że nie mówię tego na głos.. mentalnie się spoliczkowałam, gdy zobaczyłam, że chłopak się uśmiecha z wyższością.
-Do anioła dużo mi brakuje, kochanie. Jestem bliżej piekła, aniżeli nieba.- powiedział spokojnie, a ja się wbrew sobie uśmiechnęłam.
-Przynajmniej zgadzamy się w jednej kwestii.- zawtórowałam mu przez co znowu obdarzył mnie tym cudownym uśmiechem.
-Nie sprzedałem Cię.- powiedział śmiertelnie poważnie.
-Proszę?- spytałam zszokowana nie wiedząc o co mu chodzi.
-Mówię, że nie sprzedałem się, ani ciebie. Jesteś więcej warta niż głupią placówkę- odparł i przeczesał nerwowo włosy czekając na moją odpowiedź. Chwilę milczałam po czym w końcu się odezwałam.
-Czemu mi to mówisz..?- spytał nadal zszokowana i zła na cały świat, ze wrócił do tego tematu, bo boli tak samo jak wcześniej.
-Żeby nie było niedopowiedzeń. Myślałem, że chciałabyś wiedzieć. Ja bym chciał.
-Myślisz, że to zmienia postać rzeczy?- spytałam ostrzej niż chciałam.
-To nie zmienia faktu, że założyłeś się z kimś O MNIE. Tylko po prostu nie wziąłeś swojej nagrody. A mnie poniżyłeś.. z resztą nie tylko ty.
-Nie o to chodziło. Nie chodziło nawet o ciebie... uwierz, że nie to miałem na celu. Po prostu.. ahh!- krzyknął i uderzył pięścią w kierownice, przez co wóz lekko skręcił w prawo, a ja nerwowo złapałam kierownicę.
-Uważaj!- pisknęłam przestraszona.
-Hej, spokojnie,.. przecież nic się nie dzieje. - odparł już spokojniej, a ja kiwnęłam głową.
-Czemu tak ciężko jest ci wytłumaczyć, że nie zrobiłem tego z przymusu zakładu, tylko dlatego, że po prostu chciałem. Dlatego, że cię pragnąłem.
-Oh Harry, proszę. Daruj sobie to. 'Pragniesz' co drugą na ulicy.
-Od kąt spotkałem się z Rebeką tamtego ranka.. od tamtej pory nie spałem z nikim innym prócz ciebie.- powiedział patrząc mi w oczy, a ja tylko potrafiłam myśleć o tym, że nie patrzy na drogę.
-Harry. Patrz proszę przed siebie i kieruj... później  o tym porozmawiamy..- westchnął i niechętnie przeniósł wzrok na drogę, a ja skupiłam się na tym, co mijamy za szybą.
Przykro mi, ze tak późno.. ale nawał zajęć :/
W końcu upragniony rozdział :3


22.4.15

Rozdział 39

 *Jeszcze chwila z tymi zielonymi oczkami by cię zabiła* Tak, dokładnie. Czekaj? To była ironia?! Wparowałam szybko do domu upewniając się 3 razy, że zamknęłam drzwi. Huh.. Położyłam się spać. nie mając siły na choćby przebranie się w piżamy lub kąpiel... *zrobię to rano*
 Obudził mnie po raz kolejny budzik, a ja poczułam, że nie chcę żyć. No nic.. nastawiłam go 2h przed szkołą.. miałam czas na wszystko.. powoli zeszłam z łóżka i wzięłam prysznic.. następnie wyprostowałam włosy (muszą być IDEALNIE proste), ogarnęłam lekki makijaż przykrywając tym zmęczoną twarz i ubrałam się i zjadłam jogurt z musli. Może gdy rozpocznę dobrze dzień, stanie się on cały automatycznie lepszy?? *błagam.. wierzysz w to?* NIE. Postanowiłam dziś przejechać się do szkoły autem.. poszłam do garażu, otwarłam go i odpaliłam auto.. powoli wyjechałam i równie ostrożnie zajechałam pod parking szkoły.. wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że to MOJE auto. Pierwsza lekcja jest moją ulubioną... nie ma to jak spotkanie z Panem Styles'em z rana. Zaszłam do sali i postanowiłam usiąść na tym samym miejscu co poprzedniego dnia. Zajęcia się zaczęły, a Styles'a brak. Czyżby to był mój szczęśliwy dzień? Z uśmiechem po raz kolejny opowiadałam o mojej ulubionej książce. Tym razem nikt mi się nie wtrącił, nie podważył moich argumentów, ani też nawiązywał do życia prywatnego.. gdy tylko wyszłam z sali odetchnęłam z ulgą uświadamiając sobie, że cały czas nosiłam w sobie obawę, że się jednak zjawi. Niepotrzebnie. Poszłam na kolejną lekcję.. i kolejną.. nastał czas  na jakże wyczekiwaną matematykę... (mam nadzieję, że czujecie tą ironię). Wpadłam do sali oczywiście spóźniona *Brawo Lil, nie ma to jak dobre wrażenie.* Dzięki.
-Pani to..?
-Liliana Stones.. ta nowa.
-Dobrze.. siadaj, pójdziesz do następnego dowodu.- kuźwa.. dowody! Ja piernicze.. pierwsza lekcja i pała na czysto.. cholera! *mogłaś chodzić na matematykę w pierwszej klasie* mogłam, ale tego nie zrobiłam.. czasu nie cofnę. Siedziałam, a czas cholernie się przedłużał..
-Proszę Liliana.- zaczęła się moja męka...  wzięłam ze sobą książkę i podeszłam do tablicy..  przeczytałam treść na głos, a na końcu się załamałam totalnie. Zaczęłam formułować tezę i bach. Zacięłam się. *Jak zwykle.* a myślisz, że dlaczego nie chodziłam na matmę?! Jak cud, Bóg mi zesłał osobę pukającą do drzwi. Wszyscy się odwróciliśmy aby ujrzeć kogo..?! Cofam to, o cudzie.
-Przepraszam, czy mógłbym prosić Panią Stones. Chciałbym ją zwolnić do końca dnia.- odparł głos z lekką chrypką i wyczuwalną irytacją.
-Ale Panie Styles.. akurat koleżanka rozwiązuje dowód.- odparła niepewnie Pani profesor, a ja zastanawiałam się czemu..? Ona tu rządzi, a nie on.
-Pani profesor.. wie Pani, że ja nie mam zwyczaju dwa razy prosić, o coś, czego chcę, a tym razem nawet potrzebuję.. tu chodzi o sprawy wyższe niż dowód matematyczny.. niech uwierzy mi Pani na słowo. Liliana bierz rzeczy.. idziemy.- po raz pierwszy zwrócił się bezpośrednio do mnie, a ja nie wiedziałam co mam robić.. zdecydowanie wolę 1  z matmy niż kolejną serię upokorzeń.
-Harry. Jestem na lekcji.-powiedziałam 'opanowanym' głosem.. nie wyszło, ale próbowałam.
-Lil. Właśnie cię zwolniłam z lekcji, może nie dosłyszałaś.. ale zwolniłem cię do KOŃCA dnia.- odparł ze cwaniackim uśmiechem, a ja czułam jak powietrze w sali robi się gęstsze.
-Haroldzie. Może mam ochotę zostać na matematyce i pozostałych pieprzonych zajęciach?!- uniosłam zdenerwowana głos.. Czemu  po raz kolejny tak na mnie działa...?
-Znowu się zaczyna..- 'wyszeptał' na tyle głośno, abym i ja i pozostali usłyszeli. Już miałam się odezwać, gdy chłopak ruszył ku mnie i przerzucił sobie przez ramię.. zaś ja trzymałam się kurczowo tablicy, na co ten wydał z siebie parsknięcie i podrzucił mnie trochę do góry, po czym straciłam swój kawałek tablicy i ostatnią nadzieję na pozostanie w sali.
-Uspokój się.- odparł spokojnym głosem, na co ja zaczęłam się jeszcze bardziej wierzgać.
-Puszczaj! Ty.. ty.. dupku jeden! Postaw mnie na tej cholernej podłodze, żebym mogła wrócić do tej cholernej tablicy i skończyć ten cholerny dowód!- krzyczałam coraz głośniej, a on zaczął się głośniej śmiać, a mnie od tego *pięknego* dźwięku przeszły ciarki.  Nie zaprzestałam swoich działań wyzwoleńczych, ale nie oddawały pożądanego przeze mnie skutku.. byliśmy już przy drzwiach, gdy ten się odwrócił.
-Oddajcie ktoś jej rzeczy Zayn'owi. Jak nie dotrą do niego, to policzymy się z wami wszystkimi.- krzyknał przez ramię swoim 'przywódczym' i 'lepszym' głosem.
-Puszczaj w końcu!- krzyczałam nadal za drzwiami i tym razem zadziałało. Oczywiście musiałam teraz mu powiedzieć, że jest idiotą..
-Styles, jesteś kompletnym idiotą! Jak możesz mnie wyciągać w środku lekcji bez uprzedzenia.. z resztą nawet gdybyś uprzedził nigdzie nie chcę z tobą iść! Zapytałbyś chociaż czy...-szybko przyparł mnie do muru i wpił się w moje wargi naciskając swoim ciałem na moje, przez co wydałam z siebie cichutki jęk... ale nie na tyle cichy, aby Pan perfekcyjny tego nie dosłyszał.. dupek uśmiechnął się przez  pocałunek i próbował sprowokować mnie, abym oddała pocałunek.. przykro, ale tak się nie stało. Oderwał się zdyszany ode mnie..
-Zawsze muszę Cię tak uciszać?- uśmiech.
-Chociaż dobrze wiedzieć, że nadal działam na ciebie jak działam..- znowu uśmiech.
-Czego chcesz?- odparłam ostro i diametralnie się zmienił nastrój.
-Myślisz, że gdybym mógł wziąć kogoś innego to bym tu był z tobą..? Musimy jechać na spotkanie i obiad z moimi starymi. Ciebie już znają i niechętnie przyznaję, że najbardziej im pasowałaś, bo nie robiłaś szumu,a ni też się nie opiłaś za bardzo.. niczego nie rozwaliłaś itd itd. więc biorę ciebie. A teraz jedziemy do sklepu.. już zamówiłem krój sukienki i muszą zrobić przymiarki, żeby w razie potrzeby skrócić czy zwężyć. Mam nadzieję, że masz czarną bieliznę.. jak nie to podaj rozmiary kupię podczas przymiarek. Nie ma czasu, jedziemy nad morze i później statkiem na wyspę, więc kawał drogi. Buty, też kupimy.. nie martw się, a włosy i cała reszta na jachcie, wszystko załatwione. Musi być idealnie...
-A może zapytasz chociaż czy mam ochotę na tą całą szopkę?- zapytałam już totalnie zirytowana.
-Masz ochotę?- spytał od nie chcenia.
-Nie.
-Świetnie, że się zgadzasz, kochanie. A teraz już chodźmy.- szybko złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą.

Tak właśnie.. Mam nadzieję, że się podoba.. dziś rozdział, bo byłyście bardziej aktywne i wgl :3Pozostawiam was na razie w niepewności :*CZYTASZ=KOMENTUJESZDobranoc ♥

21.4.15

Rozdział 38

-Zayn!.. proszę!.... Poddaję się!- piszczałam pomiędzy atakami śmiechu. Na szczęście moje modlitwy zostały wysłuchane. Mulat uniósł głowę, ale wciąż nie poluzował  odcisku na rękach.
-Na reszcie. Myślałem, że nigdy tego nie powiesz.- uśmiechnął się zawadiacko i zbliżył twarz do mojej. Przyglądał mi się przez chwilę spoglądając głęboko w oczy. Mylił się, jeśli myślał, że cokolwiek w nim dostrzeże.. przez lata pracowałam nad tym. Zero uczucia.
-Na prawdę taka jesteś?-zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.. kompletnie nie wiedziałam o co mu biega.
-Jaka?
-Twarda... zimna.- powiedział wciąż przyglądając się moim oczom. A ja poczułam jak się rumienię.. nie miałam czym się zakryć, odwróciłam wzrok spoglądając na mój wciąż odkryty brzuch.
-Może.- odparłam twardo i znowu na niego spojrzałam, a spotkał mnie ciepły uśmiech.
-Nie jesteś dobrym kłamcą.- uśmiechnął się szczerze.
-Zdziwiłbyś się..- też się uśmiechnęłam, ale tym razem nieco ironicznie.
-Nie chcę.- tymi słowami całkiem zbliżył swoje usta do moich i puścił nadgarstki. Przeniósł ręce na moją talię i upewniał się czy mu się wyrywam... nie chciałam tego kończyć. Powoli muskał moje usta... jakby bał się, że rozpadnę się zaraz na milion kawałeczków.. ja też często miałam takie wrażenie. Lekko pogłębiłam nasz pocałunek, ale po chwili wyobraziłam sobie, że pod palcami są loki, a ozy, które tak zawzięcie się we mnie wpatrują są zielone. Nie potrafię go tak wykorzystywać. Odwróciłam głowę, chowając ją  w zagłębienie pomiędzy jego szyją a ramieniem. Nie denerwował się.. po prostu przytulił i usłyszeliśmy za sobą cichy chichot i klaskanie. Przez chwilę myślałam, że to Harry, ale gdy szybko wstałam i obejrzałam się za siebie, zobaczyłam nie kogo innego jak Bieber'a. Z tym jego cwaniackim uśmiechem i idelanymi włosami. *Ughghgh!*
-Czego chcesz?!- warknęłam, a Zayn najwyraźniej powoli łapał o co chodzi.
-Brawo.. wiedziałem, że masz branie, ale wydawało się, że nie dajesz komu popadnie.. a tu? Wow.- uśmiechnął się szerzej, a Zayn zaczął iść w jego kierunku.. zatrzymałam mulata.
-Zayn. To moja sprawa.. proszę, nie wtrącaj się.. nie teraz.- powiedziałam ostro sama zbliżając się do szatyna i patrząc mu w twarz.
-Pierdolisz głupoty Bieber.   Dobrze wiesz, że z nikim się nie pieprzyłam... no, prawie.- chciałam coś dodać, ale ten beztrosko mi przerwał.
-Skoro jednemu już dałaś, to pewnie mi też nie odmówisz?- popatrzył na mnie z wyższością  i przyciągnął do siebie. Widziałam kątem oka jak Malik zaciska pięści i stawia jeden krok w naszą stronę.
-Kochanie... KAŻDY jest lepszy od ciebie. - tymi słowami zakończyłam jego pewność siebie. Uderzyłam go w twarz i wyrwałam się. Złapał mnie  za ramiona z powrotem obracając w swoją stronę.
-Nie wiesz z kim zadzierasz, dziwko.- wysyczał, a następnie został odepchnięty ode mnie. Odbił się od ściany i ciężko dysząc ze złości zaczął szukać czegoś w kieszeni. Wyjął  jakiś zardzewiały kluczyk z  numerem 74 i rzucił go na ziemię przede mną, a Zayn ledwo się powstrzymywał żeby mu czegoś nie zrobić.
-Tyle byłaś skarbie warta w jego oczach. Cholerną miejscówkę.- uśmiechnął się pod nosem i wyszedł,a ja popatrzyłam jeszcze w szoku na leżący mały kluczyk przede mną i upadłam. Po chwili oczywiście był przy mnie mulat i głaskał po plecach, próbując uspokoić. Próbowałam opanować drżenie rąk i wstrząsające co chwile mną szlochy. Zayn uniósł moją głowę patrząc mi w oczy.
-On tego nie chciał.- powiedział głosem, który o dziwo mnie uspokoił.
-To czego on chciał? Chciał jedynie się zabawić? Chciał zrobić ze mnie pośmiewisko?! Złamać mnie?! Bravo! Muszę mu pogratulować. Udało mu się! Codziennie przypomina mi na nowo o tym cholernym upokorzeniu! Cholerne zaufanie!- krzyczałam i wstałam. Teraz stałam nad brunetem i krzyczałam w niebogłosy. Zobaczyłam przejęcie na jego twarzy i po chwili wyszłam bez słowa. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi ktoś mnie przyparł do ściny domu. Popatrzyłam w górę i zobaczyłam po raz kolejny te szmaragdowe oczy. Po raz kolejny poczułam dreszcze i oblewającą mnie furię.
-Na prawdę tak myślisz..? - zapytał cicho badając moją twarz.
-Tak. Tak, właśnie myślę. Myślę, że dopiąłeś swego. Nienawidzę momentu w którym cię spotkałam. Nawet nie wiesz jak bardzo.- wysyczałam przez zęby. A on wydawał się urażony.
-Więc co jest we mnie takie straszne?-zapytał, a ja myślałam, że mnie krew zaleje.
-Wszystko. Kompletnie wszystko. Nienawidzę twoich włosów i tego, że kręcą się we wszystkie strony. Nienawidzę tego jak się ubierasz i to, że próbujesz pokazać innym, że jesteś lepszy. Nienawidzę cholernie zielonych oczu i pełnych ust. Nienawidzę wyrazu twarzy gdy kłamiesz, ani tego, gdy udajesz, że ci zależy.Ale najbardziej nienawidzę tego, co robisz ze mną.. tego, że tyle czasu ci poświęciłam. Nienawidzę każdej sekundy, którą ci poświęciłam i każdą minutę w której myślałam, że coś znaczę. Nienawidzę fałszu wypisanego w twoich oczach. Nienawidzę ciebie. Po prostu CIEBIE.- powiedziałam mówiąc wyraźnie i z naciskiem na dokładnie każde słowo. Nie chciałam już przez niego płakać. Zawsze byłam zimna i oschła.. prze chwile stałam się miękka i sobie przypomniałam dlaczego taka byłam. Jak się zmienię to wszyscy po raz kolejny będą to wykorzystywać. Chłopak popatrzył na mnie i momentalnie ozy mu pociemniały.
-Więc czemu się tak tym przejęłaś? Hmm?- mówią mocniej przyciskając mnie do muru.
-Czemu płakałaś.. czemu nie potrafisz mi nawet spojrzeć w oczy?-teraz dopiero zauważyłam, że ma racje. Wciąż unikam jego wzroku. Podniosłam głowę i popatrzyłam w głębię jego ciemnych oczu.
-Bo myślałam, że można ci ufać. Kto powiedział, że nie cierpiałam..? Nie mówię, że nie myślałam, że ci zależy.. że trochę dorosłeś.. po prostu, że jesteś mężczyzną i szanujesz kobiety. Nie zaprzeczam, że mi zależało. Ale zniszczyłeś tak szybko jak to zbudowałeś. Jak domek z kart.. a teraz proszę puść mnie  i idź się wyżywać na kimś innym.- powiedziałam pewna siebie, a on ku mojemu zdziwieniu ustąpił. Odsunął się ode mnie na krok, a ja postanowiłam zwiewać nim się rozmyśli. *Jeszcze chwila z tymi zielonymi oczkami by cię zabiła* Tak, dokładnie. Czekaj? To była ironia?! Wparowałam szybko do domu upewniając się 3 razy, że zamknęłam drzwi. Huh.. Położyłam się spać. nie mając siły na choćby przebranie się w piżamy lub kąpiel... *zrobię to rano*

Takie cuś :)


18.4.15

Rozdział 37

-A teraz idź na zmywak, synu!- krzyknęła odchodząc i śmiejąc się.. ja poszedłem na wyznaczone mi miejsce również z uśmiechem na twarzy. Powoli płukałem naczynia wciąż myśląc o blondynce, którą nie sposób okiełznać.. dziś była inna, jak tu przyszła. Nie była opanowana czy też zimna jak lód. Biło od niej uczucie.. *takie samo jak tamtego dnia.* może masz racje.
 Nie umiem sobie poradzić z tym, że ktokolwiek potrafi na mnie wpłynąć.. zwłaszcza jakaś tam dziewczyna.Myślę, że trzeba zacząć zmieniać role... to JA będę wpływał na nią.  Ja będę o wszystkim decydowała, a ona znów będzie moja. Będzie mi podlegała... nie będę słabszy.. nie przez nią. Ona doprowadza mnie do szału...  z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła.. dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie co zrobiłem.. miałem rękę w krwi... zbyt mocno ściskałem szklankę, po prostu się zbiła..
-Co się stało Hazzi?- zapytała kobieta, a ja automatycznie skłamałem, że wszystko ok. Jak zwykle..
 Wymyłem ranę i wyjąłem szkło ze zmywarki.. następnie zakleiłem rany  i zabandażowałem dłoń..
-Babciu, ja jadę do domu- dałem jej buziaka w policzek i nie czekając na odpowiedź wyszedłem.
 Skierowałem się w stronę czarnego samochodu i zacząłem pędzić nim ulicami. To mnie odstresowuje.. po chwili zastanowiłem się nad naszym zakładem i wyjąłem telefon z kieszeni, w tym samym czasie, zjechałem an pobocze. Usłyszałem parę sygnałów, ale zaraz odezwał się zachrypnięty głos.
-Słucham?
-Za pół godziny pod  garażami.
-Będę.- to jedno słowo mi wystarczyło.. nim zdążyłem się obejrzeć już czekałem w samochodzie na Bieber'a, wystukując tylko sobie znaną melodię na tapicerce.Po chwili szatyn usiadł koło mnie zamykając za sobą drzwi.
-Zrobiłem to.- oznajmiłem mu, a on się tylko uśmiechnął i skinął kręcą głową.
-Ok. Zapewne chcesz kluczyki do twojej nowej miejscówki?-zapytał rozbawiony.
-Nie. Podrzuć je Zayn'owi. Nie jestem na sprzedaż. - odparłem.
-Więc to ona była produktem w tej transakcji?- zapytał nadal rozbawiony, a ja postanowiłem zmienić temat.
-O co ci do cholery chodzi Bieber? Co cię tak śmieszy?- zapytałem nieco ostrzej i chłopak w końcu spojrzał na mnie.
-Twoja chora duma. Mi nie ufała, więc nie miałbym z tym problemu. Ale za cholerę bym nie skrzywdził kobiety która mi ufa Styles. Imponujesz mi. Jeśli ty to potrafisz, ja też chyba będę. Ale oczywiście gratuluję. Ja nie potrafiłem się tak do niej zbliżyć, a później bezwstydnie wszystko wykorzystać po to aby się z nią dymać. Powiedz chociaż.. jest dobra w łóżku? Może jeszcze się skuszę.-  odparł z uśmiechem na twarzy, a ja poczułem nieodpartą chęć zdarcia mu go z niej.  Nie wiem kiedy moja pięść powędrowała ku jego twarzy i po chwili trzymał się  rękami za szczękę.
-Wypierdalaj stąd. Daj kluczyki Zayn'owi i więcej tak o niej nie mów. Rozumiesz?!- ostatnie słowo niemal wykrzyczałem sięgając po broń. Justin podniósł ręce w geście obronnym i wyszedł z samochodu powolnym krokiem kierując się w stronę skąd przyszedł. Starałem się uspokoić ręce które zaczęły się trząść z nerwów.. on to do cholery zrobił specjalnie. Napuścił mnie na nią wiedząc, że nie będę mógł odmówić. Wiedział doskonale, że zrobię to.
-Cholera!- uderzyłem rękoma o kierownice krzycząc w głąb samochodu.
~Oczami Liliany~
 Leżąc na łóżku i czytając książkę zauważyłam, że choć ją czytam, myślami jestem kompletnie gdzie indziej. Wciąż analizowałam wszystko co mi powiedział. To o polowaniu.. to, że mnie nie kocha... zakład. To mnie najbardziej zraniło. Spojrzałam na zegarek wiszący nad drzwiami pokoju... 20.37.
Stwierdzając, że nie ma głębszego sensu siedzenie zamknięta w pokoju... postanowiłam przejść się do Malika, nie chciałam wiedzieć czy był świadomy zakładu.. czasem lepiej niektóre rzeczy przemilczeć, a poza tym jest moim sąsiadem. Ubrałam na dzisiejszy strój czarną skórzaną kurtkę i ruszyłam do jego domu. Po chwili stałam przed domem pukając do drzwi.  Otworzył je mulat w samych bokserkach i z uśmiechem na twarzy.
-Jeśli chciałeś zrobić na mnie wrażenie, to ci się udało- spojrzałam na niego i przeszłam obok obojętnie, a on parsknął.
-Co tam?- zapytał jak gdyby nigdy nic.. jakbym kilka godzin wcześniej nie nawrzeszczała na niego na korytarzu przy wszystkich.
-Chujowo, lecz stabilnie- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy pokazując okejkę, a chłopak podszedł i mnie przytulił. Zamurowało mnie. Na prawdę..  po chwili się ode mnie odsunął.
-Mam nadzieję, że się już na mnie nie gniewasz.
-Nie.- szybko powiedziałam i skierowałam się do kuchni, by szukać coś w szafkach. Podążył za mną.
-Możesz ubrać chociaż spodnie? Czuję się niezręcznie będąc jako jedyna ubrana- odparłam z uśmiechem lustrując go.
-Jak chcesz to możesz zrzucić z siebie co nieco.- powiedział śmiejąc się, za co dostał cios w bok i po chwili stał już w spodniach z nadal szerokim uśmiechem na twarzy.
-Gdzie trzymasz fajki?- zapytałam prosto z mostu.
-Po co ci?- Boże! Domyśl się.. podobno to pomaga na stres.
-Chcę zapalić.- wzruszyłam ramionami wciąż szukając.
-Skarbie, nie będziesz paliła.. nie lubisz tego,a ja to lubię.
-Lubisz fajki, czy to, że ich nie lubię?- zapytałam skołowana jego odpowiedzią i zaprzeczeniem.
-Jedno i drugie.- znowu uśmiech.. on nadawałby się do jakiejś reklamy.. gdyby nie te tatuaże.
-Uchhh..- jęknęłam i rzuciłam się na kanapę. 
-Zayn?  
-Mhmm..?- mruknął siadając na fotelu obok.
-Co robimy?- spytał zdesperowana.
-Może jakiś krótki seansik? Albo.. no wiesz.. możemy robić duużo interesujących aczkolwiek niezbyt moralnych rzeczy.. jestem na tak, a ty?- poruszył śmiesznie brwiami uśmiechając się (znowu) tym swoim firmowym uwodzicielskim uśmiechem nr.5 . 
-Zbok!- krzyknęłam rzucając się na niego (dosłownie) i zaczynając go łaskotać. Śmiech to on miał fantastyczny. Gdy tylko go usłyszałam sama ledwo wytrzymywałam ze śmiechem. W pewnym momencie to ja byłam pod nim.. role się odwróciły i wylądowaliśmy na podłodze. Chłopak złapał moje ręce za nadgarski i umiejscowił je tuż nad moją głową.. trzymał je jedną ręką. Patrzył na mnie obliczem mściciela, aja nie chciałam wiedzieć co będzie dalej. Jego druga ręka podążyła ku mojemu brzuchu i odsłoniła koszulkę, a on chytrze się uśmiechnął. 
-Nie.. Zayn. Nawet się nie waż tego robić!- powiedziałam śmiertelnie poważnie,a on powoli i nieubłagalnie zbliżał swoją twarz do mojego brzucha.
-Zayn!- dążyłam pisknąć gdy przywarł ustami do brzucha i dmuchać powodując nadmierne łaskotki. Zwijałam się ze śmiechu, ale on nadal uśmiechając się to robił.. niestety był za silny bym wyrwała się z jego uścisku.
-Zayn!.. proszę!.... Poddaję się!- piszczałam pomiędzy atakami śmiechu.

Ja wiem, że gif nie bardzo pasuje do reszty..
Ale nie mogłam się powstrzymać *,*
Ja jestem zadowolona, jeśli jakieś uwagi, to pisać śmiało ;d
Zachęcam do pisania komentarzów
gdyż dzięki temu macie wcześniej rozdziały ^-^
Tak trochu inny bieg wydarzeń :3
Dobranoc ♥♥♥



16.4.15

Rozdział 36

Znów zachęcam do włączenia linków z muzyką ^-^

Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że biegnie za mną. Wbiegłam między dwa budynki mając nadzieję, że będzie wyjście. Ale nic z tego. Ciasna 'szczelina' była ślepym zaułkiem. Odwróciłam się szukając drogi ucieczki ale loczek zatarasował mi przejście. Wpadłam z impentem w jego ciało po czym się zachwiałam i się go przytrzymałam aby nie upaść. Chłopak ani nie drgnął tylko trzymał mnie póki nie odzyskałam równowagi.
-Możesz zejść mi z drogi?- zapytałam się wciąż patrząc prosto przed siebie (czyt. na jego koszulkę/tors)
-Możesz powiedzieć mi to w twarz?- słyszałam irytację. Niech mu będzie. Zacisnęłam mocno usta i spojrzałam na niego.
~Oczami Harry'ego~

Pobiegłem za Lilianą. Nie wiedziałem czemu, po prostu to zrobiłem.Biegłem za nią krzycząc, gdy w pewnym momencie straciłem ją z oczu. Jest przewidywalna więc skręciłem w pierwszą uliczkę jaka była. Tak jak myślałem, była tam. Szybko się odwróciła i ruszyła przed siebie. Nie ruszyłem się z miejsca. Dziewczyna odbiła się lekko ode mnie i szczerze mówiąc gdyby nie ja, to wylądowałaby zapewne na twardym betonie. Nie daj Boże rozbiłaby głowę *martwisz się* Nie chciałbym jej zbierać z chodnika.
-Możesz zejść mi z drogi?- odparła w końcu patrząc się przed siebie i odwracając wzrok.
-Możesz powiedzieć mi to  w twarz?- zapytałem.. nienawidzę, gdy ktoś to robi.. mruczy albo unika wzroku.. to jest irytujące. Dziewczyna spojrzała na mnie, a  ja zamarłem. Popatrzyła mi prosto w oczy... wszystko, co widziałem w nich wcześniej znikło. Została tylko niekończąca się pustka.. zmęczenie. Nie widziałem już tej dziewczyny pełnej krzepy.. tylko słabą, zagubioną dziewczynkę, która ma już wszystkiego dość. Zacisnęła usta w jedną linię i patrzyła na mnie w milczeniu.
-Słucham..- powiedziałem nieco delikatniej.
-Możesz dać mi przejść..? Nie mam dziś siły na trzecią rundę twoich docinek... 
-Ale ja wcale..- próbowałem jej się wytłumaczyć.
-Harry. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?- stanęła na palcach i wyszeptała mi to prosto do ucha, a ja mimowolnie otworzyłem usta.. nie spodziewałem się takiego toku sprawy. *Jest przewidywalna, powiadasz?*
 Nie miałem słów, aby jej to wytłumaczyć. Nie wiedziałem jak. Pozostało mi tylko już do końca grać tego dupka, którym za pewne jestem... *ale nie przy niej Styles* 
-To, że cię nie lubię, czy też za tobą nie szaleję jak myślałaś.. nie znaczy, że Cię nienawidzę..z resztą.. chciałem ci tylko powiedzieć, że jeśli chcesz możesz sobie zostawić moją koszulkę.. lepiej ci się w niej śpi.- dodałem za co skarciłem się w myślach..
-Mam podziękować..?-zapytała posyłając delikatnie ironiczny uśmiech.. Tak! Na reszcie jest moja Lil. *Nie twoja i jeszcze nie jest.*
-Myślę, że to nie byłby zły pomysł.. mogłabyś również podziękować za to, że Cię przez tyle czasu chroniłem przed koszmarami i robiłem naleśniki. Lubiłaś je.- nie pogłębiaj się.
-Uhm.. dziękuję. Nadal je lubię.- odparła i znów na mnie spojrzała i tym razem dojrzałem błysk bólu i założyła coś w stylu maski.. znów nic nie było widać.
-Ale już nie lubię ciebie.- dodała, a ja się odsunąłem od drugiej ściany robiąc jej przejście. Zerknęła na mnie po raz ostatni i przeszła obok mnie z dumnie uniesioną głową.. słyszałem jak jeszcze przyspiesza kroku i po chwili stałem sam. Co ja zrobiłem..?
 Chwilę później szybko odwróciłem się i chciałem znów za nią podążyć.. ale w którą stronę.. wiedziałem, że choć to ja od niej odszedłem.. nie chciałem, żeby ona odeszła ode mnie, i choćbyśmy mieli tylko się kłócić i na siebie wrzeszczeć.. potrzebuję tego. Ona jako jedyna odważyła się to zrobić... tylko ona potrafi mi się przeciwstawić,a ja tego potrzebuję.. potrzebuję jej?Cholera.
~Oczami Liliany~
 Nie chciałam kłamać.. tak bardzo nie chciałam stać się kolejną fałszywą osobą w tym tłumie melancholii.
Dzięki ci Styles.
-Ale już nie  lubię ciebie.- powiedziałam resztkami sił zbierając się, aby nie uronić przez niego ani jedną łzę więcej. Chłopak w końcu się odsunął, a ja dumnie przeszłam koło niego, ale gdy tylko go minęłam czułam, że muszę iść jak najdalej od niego.. nie mogłam być blisko z nim. Nie dziś. Nie mam na to siły. Skierowałam się do cichej knajpki i tam usiadłam. Mało ludzi, mężczyzna w podeszłym wieku gra na pianinie, a większość osób się znajdujących tu są starsi ludzie. Spodobało mi się to miejsce. Mam dziwny i dość nietypowy 'gust' do miejsc, które mają mnie wyciszyć. Życie.
-Coś podać,kochana?-zapytała miła kobieta podchodząc do mojego stoliku.
-Ja poproszę kawę, zwykłą czarną.- wysiliłam się na uśmiech i mój wzrok znów spoczął na dłoniach przesuwających się po fortepianie. Te człowiek robił to z taką wprawą i pasją.. chciałabym kiedyś tak wyglądać. Kobieta przyniosła moją kawę, a ja niemal się na nią rzuciłam. To jest coś, czego potrzebowałam. Mocna gorąca kawa. Facet o imieniu Bill zrobił sobie przerwę. A ja patrzyłam z nadzieją w fortepian.. miałam taką niesamowitą ochotę zagrać.. zaśpiewać. Ughghg! Podeszłam do mężczyzny.
-Przeraszam, czy mogłabym coś zagrać?- starałam się być jak najbardziej uprzejmą osobą. Bill słabo się uśmiechnął i kiwnął głową na znak zgody, a ja mało z siebie nie wyszłam. 
-Dziękuję.- grzecznie odparłam i przysunęłam bliżej sobie mikrofon do fortepianu. Przez chwilę myślałam nad piosenkami, które udało mi się utworzyć.. było ich dość sporo.. jednak po chwili rozbrzmiał dźwięk fortepianu, a ja zaczęłam jedną ze swoich ulubionych.. w którą włożyłam dużo serca i czasu. Tak, to jest coś czego potrzebuję.. zaczęłam śpiewać  i wszystkie oczy skierowały się ku mnie.
Cork's off, it's on
The party's just begun
I promise
This drink is my last one
I know I fucked up again
Cause I lost my only friend
God forgive my sins
Don't leave me, I
Oh I will hate myself until I die
 Usłyszałam jak ktoś wchodzi, ale nie przejęłam się tym, bo w końcu kto tu może przyjść prócz paru starych ludzi.Zacisnęłam mocno powieki nie chcąc, aby znów zebrały się w nich łzy. Zaczęłam się bujać w rytmie wystukiwanych klawiszów.
I need you more than dope
Need you more than dope
Need you more than dope
I need you more than dope
 Wciąż się wczuwałam a po moim policzku spłynęła samotna łza.. tak, na pewno będę tu częściej przychodzić. To jest miejsce dla mnie.
Oh I will hate myself until I die
 Powtórzyłam to zdanie kilkakrotnie, nim przeszłam do dalszego śpiewania. Czułam się znacznie lepiej.
~Oczami Harry'ego~
 Wszedłem do lokalu babci.. (nie, nie była moją babcią, ale po prostu znałem ją od małego i tak zostało) przychodziłem tu zawsze, gdy miałem jakiś problem.. dziś przyszłem trochę pomóc, choć wiedziałem, że nigdy nie ma tu ruchu.. to mnie uspokajało. Doszedł do mnie dźwięk fortepianu i już czułem się jak w domu. Tym razem przy nim nie siedział Bill, tylko jakaś blondynka.. dziwne, ale nie wtrącam się, może chce zarobić. Doszły do mnie słowa piosenki, której jeszcze nie słyszałem.
Oh I will hate myself until I die
Need you more than dope
I need you more than dope
 Siedziałem przy barku wycierając jakieś naczynia.. szczere słowa piosenki urzekły mnie..
-Babciu, kto to?- zapytałem Marie, która siedziała tuż obok mnie patrząc na dziewczynę, a raczej jej plecy i to jak się ruszała w rytm muzyki, którą tworzyła.
-Nie mam pojęcia, ale jest fantastyczna..
-Dziewczyna ma problem.. 'będę nienawidziła siebie póki nie umrę."
-Jest przybita.. przyszła i próbowała być dla wszystkich miła, ale no chyba tylko to jej pomaga.- wskazała na grającą dziewczynę po raz drugi, aja wiedziałem, że  skądś znam ten głos. Jeszcze tylko nie byłem pewien skąd, chciałem podejść do dziewczyny, gdy usłyszałem początek kolejnej PIOSENKI  i już wiedziałem kto gra. Postanowiłem się nie ujawniać, więc szybko odwróciłem się na pięcie i schowałem się na zapleczu słuchając po raz kolejny tego pięknego głosu... ale wciąż nie mogłem zapomnieć słów poprzedniej piosenki... 'I will hate myself until I die" 
 Coś było nie tak.. to nie mogła być ona. Postanowiłem odpłynąć wraz z muzyką. Przez chwilę zapomnieć o tym, co się działo między nami.  Nawet nie zauważyłem, kiedy babcia usiadła obok mnie.
-To dobra dziewczyna.- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-Jeszcze jej nie znasz. Jest irytująca, złośliwa,denerwująca,uparta,nieznośna, niemiła, myśli, że wszystko jej wolno, zawsze musi mieć swoje zdanie i nie możemy wytrzymać ze sobą w jednym pomieszczeniu, bo się pozabijamy.- *chyba, że ze sobą będziecie spać.* Babcia nie musi tego wiedzieć.
-Zapomniałeś dodać, że ci się podoba.- uśmiechała się w moją stronę, a ja  ukryłem twarz w dłoniach.
-Jak cholera.- odparłem ledwo słyszalnie i dostałem ścierką w ramię.
-Co ja mówiłam o przeklinaniu w moim lokalu?- udawała zdenerwowaną, ale po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem i usłyszeliśmy trzask drzwi. Popatrzyłem w stronę fortepianu.. tak, to ona wyszła.
-Wróci tu. Spodobało jej się- mrugnęła do mnie Marie i przez chwilę znów wyglądała  młodo.
-A teraz idź na zmywak, synu!- krzyknęła śmiejąc się, a ja podążyłem w stronę wyznaczonego miejsca również z uśmiechem.
Przepraszam, że tak długo czekałyście, ale małe problemy miałam z kontem tu xd
Hasła zapomniałam i same wiecie xd
No nic, mam nadzieję, że się spodoba :)
Dobranoc :*


11.4.15

Rozdział 35

Wyprostowałam się i postanowiłam stawić czoło następnemu dniu. Bez większego sensu udałam się na lekcję biologii, na którą i tak już byłam spóźniona. Zapukałam wystukując tylko mi znaną melodyjkę i otworzyłam drzwi. Spojrzałam na nauczyciela i zmrużyłam oczy.

-A Pani to..?- zapytał się z niechęcią
-Liliana.. jestem nowa, przepraszam, za spóźnienie. Szukałam sali- skłamałam i usiadłam na końcu sali sama. Jason'a nie było, więc dziś muszę siedzieć sama, jeśli nie chcę siedzieć z żadnym z tych idiotów.
-Lil!-szepnął ktoś a ja się popatrzyłam w tamtym kierunku. Chłopak z sąsiedniej ławki  rzucił mi kartkę zwinięta w kuleczkę. Wzięłam ja szybko nim profesor zauważy i odwinęłam. 
 Wpadnij w piątek impreza u Denisa. Zapraszamy wieczorem. Wall Street 7. Przyjdź.
 Zwinęłam z powrotem i wrzuciłam do piórnika, aby nadal nic nie robić. Nauczyciel wciąż coś paplał wiedząc, że nikogo to nie obchodzi. Klasa udawała, że słucha, a ja po prostu patrzył przez okno oparta o ścianę. Biolog nawet nie zwracał na mnie uwagę.. chyba dał mi fory, bo pierwszy dzień byłam na lekcji. Nadal spoglądałam przez szybę,gdy zauważyłam, że wchodzi do szkoły gang a na czele jego Styles.
Zapowiada się ciekawy dzień. Moje rozmyślania o pewnym kręconym osobniku przerwał dzwonek, aja zaczęłam się upominać w duchu. Teraz literatura połączona z teatrem.. jest to przedmiot który każdy mógł sobie wybrać sam.. do wyboru było ogrodnictwo, koszykówkę i własnie to. Wiadomo było, że wybiorę to.Jest łączona z dwóch klas. Zobaczymy kto się trafił.. w notatkach miałam zapisane, że trzeba przeczytać dumę i uprzedzenie.. więc wydaje się, że będzie całkiem ok, gdyż jest to moja ulubiona książka.  Poszłam do swojej szafki i wyjęłam jakiś zeszyt i egzemplarz książki. Zobaczyłam wytatuowaną rękę opierającą się o moją szafkę.. 'ZAP'...
-Cześć Zayn.- przywitałam wyprana z uczuć.
-Witaj mała.- odparł pogodnie, ale nie za bardzo.. taaa gang, więc przy ludziach lepiej nie śmiać się.
-Co chcesz?- znowu ostro zaczęłam.
-Przyszedłem od tak..był wczoraj u ciebie Harry?- uśmiechnął się szczerze.. *Czy on o niczym do cholery nie wie?!*
-Nie znam nikogo o takim imieniu.- pierwszy raz nie odpowiedziałam chociaż w pewnym stopniu szczerze w tak ważnej sprawie.
-Znowu się pokłóciliście?- drążył temat. W końcu spojrzałam na niego i zatrzasnęłam moje drzwiczki.Myślę, że trochę się przestraszył, bo wzdrygnął się przy trzasku metalowej blachy.
-Jak już mówiłam.. nikogo takiego nie znam. Jeśli dalej chcesz gadać o tym czymś to nie mów nic.- wydukałam przez zęby i odeszłam w stronę sali 47. Weszłam, a ona jeszcze była pusta.. była na prawdę duża.. rzędy ławek coraz wyżej wokół 'katedry'. Weszłam na trzeci rząd i usiadłam z boku w ławce. Wszystkie ławki w danym rzędzie były łączone. Włożyłam słuchawki do uszu i słuchałam muzyki próbując się uspokoić po raz setny tego dnia. *nie wychodzi ci to za bardzo* Gdybyś ciągle mi nie przypominała o pewnym loczku, już dawno byłoby po wszystkim. Skarciłam się w myślach i zaczęłam coś rysować po zeszycie. Po chwili ktoś mnie szturchnął w ramię.
-Czego?- warknęłam wykładając jedną słuchawkę z ucha. 
-Grzeczniej. Ja tu siedzę.- usłyszałam charakterystyczną chrypkę, ale głos poważny, zirytowany i groźniejszy niż zwykle.
-To masz problem.-odparłam olewając go totalnie.
-Zejdź.- w końcu uniosłam głowę znad zeszytu i popatrzyłam na niego. Nie pokazując cienia uczuć. Przez chwilę był zdezorientowany, ale zaraz potem uniósł kącik ust do góry w cwaniackim uśmiechu.
-Pozwolę ci zostać... niech to będzie twoja rekompensata.- loczek usiadł dwie ławki dalej i siedział do końca, gdy rozległ się dzwonek. *On musi być tak cholernie blisko?!* Cały czas mnie oglądał.. musi to robić?!  Odwróciłam się po raz kolejny w jego stronę i popatrzyłam na niego z politowaniem, na co nadal analizował wszystkie rysy mojej twarzy. Ludzie zaczęli wchodzić do sali i widząc mnie i Harry'ego tak blisko siebie znów nasunął się im temat. Wale to. Wszedł profesor i od razu go polubiłam. Starszy już siwiejący gość w garniturze i okularach. Między mną a Harrym nikt nie ośmielił się usiąść. Loczek był bardzo zadowolony z tego, co wskórał swoim 'zabójczym' wzrokiem.
-Już proszę się uciszyć.. poleciłem wam przeczytanie "Duma i uprzedzenie".. szczerze mówiąc zawsze miałem słabość do tej książki- nauczyciel słabo się uśmiechnął i kontynuował.
-Chcę wiedzieć co sądzicie o niej. To może zacznie Panna Stones?- popatrzył na mnie znad okularów wstając i przechadzając się po katedrze.
-Moim zdaniem jest to wciągająca powieść , w której autor pokazał, że od nienawiści do miłości jest niedaleko, a przeciwieństwa przyciągają się z  nadzwyczajną siłą. Zawsze łapię się na tym, że choć czytam to po raz dziesiąty mam pewną obawę, że bohaterzy jednak się nie zejdą. Pan Darcy jest okropny dla Elizabeth, więc nie byłam pewna, czy będzie potrafiła wybaczyć mu tyle okrucieństwa i kłamstwa.. nie mówiąc już o kochaniu.
-To przesada.- odezwał się Harry ledwo słyszalnie, ale jednak nauczyciel to wyłapał.
-Chciał Pan coś dodać?- zapytał z satysfakcją, że zdołał kogoś zainteresować książką.
-Tak. Mówiłem, że to przesada. Kobiety chcą mieć to, czego mieć nie mogą. Pan Darcy swoim 'okrutnym' jak tu koleżanka nazwała, zachowaniem jeszcze bardziej wypełniał żądzę Elizabeth. To było pewne, że ze sobą skończą.- odparł rysując w zeszycie nikomu nie znane wzory, jakby w ogóle nie interesowała go lekcja.
-To nie prawda o kobietach, które chcą mieć to czego mieć nie mogą. Pan Darcy był dla niej tak bardzo nieuprzejmy i oschły, bo był zbyt dumny, by przyznać, że ją kocha. Jednak Elizabeth wyłapała to w jednej chwili słabości Pana Darcy'ego i przez to się zgodziła, co wyszło dla wszystkim dobrze.- dodałam dumnie  z tego, że wygrywam tą konfrontację, ale widziałam, że każdy się na nas gapi.. łącznie z nauczycielem. Harry wyprostował się i spojrzał na mnie.
-Gdyby ją kochał nie byłby dla niej taki wredny. A zgodziła się na to, ponieważ od samego początku o tym marzyła. Aczkolwiek moim zdaniem gdyby do tego nie doszło Elizabeth byłaby szczęśliwsza, a Pan Darcy znalazłby sobie inną naiwną kobietę.- wydawało mi się, że już nie mówimy o książce.
-On nią manipulował! Na początku go nienawidziła, a później zaczął nią manipulować i udawać, że jest dla niej uprzejmy, po to, aby następnie wykorzystywać jej słabości. Inaczej ona by się na to nie zgodziła- wstałam podnosząc głos i widziałam otwarte buzie innych.
-Manipulował!?- krzyknął Harry również wstając.
-Próbuj dalej...ona była tak znudzona swoim życiem, że potrzebowała odskoku i był nim on. A po drugie pytał jej się w ciul razy, czy tego chce! To ona była tak naiwna i się zgodziła!- nadal krzyczał chłopak,a we mnie narastała furia.
-Panie Styles, myślę, że to nie na miejscu..- zignorowaliśmy słowa nauczyciela i kontynuowaliśmy.
-Miała co robić w swoim pełnym niespodzianek życiu, póki się nie zjawił i nie zaczął narzucać! Jej się nudziło?! To nie ona wymyśliła idiotyczny zakład, bo nie miała co robić! Zgodziła się tylko i wyłącznie dlatego, że myślała, że mu zależy na niej i nie będzie tego wykorzystywał!
-Ona również tego chciała i jej się to podobało! Inaczej by do tego nie doszło.
-Cóż, może gdyby nie był taką męską dziwką powstrzymałby to za pierwszym razem, zamiast pokazywać się w jej domu!- krzyknęłam tym razem zaczynając ciężko oddychać przez tego dupka, a teraz nawet nikt nie ukrywał, że się na nich gapi, tylko wręcz przeciwnie nachylali się do przodu, żeby lepiej widzieć ten wybuch.Już wiedziałam, że wszyscy załapali o co nam chodzi, ale nie obchodziło mnie to.
-Na dzis wystarczy. Wychodzimy.- odparł poważnie nauczyciel, a ja szybko chwyciłam swoje rzeczy i wybiegłam z sali słysząc za mną krzyki Harry'ego.- obejrzałam się za siebie  zobaczyłam, że biegnie za mną. Wbiegłam między dwa budynki mając nadzieję, że będzie wyjście. Ale nic z tego. Ciasna 'szczelina' była ślepym zaułkiem. Odwróciłam się szukając drogi ucieczki ale loczek zatarasował mi przejście.
Jejku kochane za te wszystkie komplementy :3
Wiem aczkolwiek, że nie każdemu się podobał obrót sprawy
Ale tak być musiało xd ;d
Mam nadzieję, że tym razem również się podoba c:
Pamiętam jak niedawno skakałam po pokoju ciesząc jak głupia bo 'mam 100 wyświetleń!!!'
Teraz nawet nie wiem kiedy zebrałam ponad 4K, dziękuje wam za to bardzo ^-^
Next zależy od was ;) :3


8.4.15

Rozdział 34

Rozdział zawiera treści przeznaczone dla osób powyżej 18 roku życia.. czytasz to na własną odpowiedzialność (teoretycznie xd)

Wpiłem się mocniej w usta dziewczyny zagłuszając jej jękiem wszystkie myśli tłoczące się w mojej głowie.
Liliana całkiem zapomniała to, co miała powiedzieć, a ja poczułem satysfakcję z tego, że tak na nią działam. Przycisnąłem moje ciało do jej zmuszając aby się położyła na kanapie, znów wydała z siebie najpiękniejszy dźwięk jaki  kiedykolwiek słyszałem. Zaczęła ściągać ze mnie koszulkę i przez to na chwilę oderwaliśmy się od siebie.. dała mi tym szanse na nabranie wdechu. Zacząłem iść niżej.. całowałem ją po szyi i skupiałem się na jej rękach błądzący po moim torsie, plecach... gdybym miał oszaleć, to byłby mój sposób na szaleństwo.Wziąłem ją na ręce, a ona popatrzyła mi głęboko w oczy. Po raz pierwszy zobaczyłem w nich uczucia.. niesamowitą głębię i uczucie. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła a ja wchodziłem po schodach.. po raz kolejny przenieśliśmy się na łóżko. Nieco uspokoiłem mój temperament i starałem się dawać każdemu gestowi chociażby cień tego, co znajduje się w środku mnie. To wszystko doprowadzi mnie kiedyś do obłędu.  Delikatnie ściągnąłem z niej bluzkę i zobaczyłem rumieńce na jej policzkach.
-Jesteś piękna..-szepnąłem jej na ucho i się lekko uśmiechnąłem czując jej dreszcze gdy nadgryzam płatek jej ucha. Sama odpięła zapięcie od swojego stanika i powoli go zdjęła.. nie spodziewałbym się tego, że sama to zrobi. Delikatnie potarłem dłońmi jej piersi, a by za chwile je lekko ścisnąć. Liliana nigdy nie była tak bezbronna jak teraz.. co chwile pojękiwała czasem szepcząc moje imię..
~Oczami Liliany~
 Harry doprowadzał mnie do szaleństwa... czułam jego dotyk na moim ciele i to wszystko rozpalało mnie w środku. Chciałam aby mnie dotykał.. aby nadal robił to tak inaczej niż wszyscy. Po raz kolejny jego dłonie dotarły do moich piersi i po raz kolejny czułam, że odpływam. Chciałam tego. Godziłam się na to wszystko, co ze mną robi.. zgodzę się na jeszcze więcej.. drżącymi rękami podążyłam do rozpięcia jego spodni.. chłopak na chwile się oderwał od (na pewno czerwonej już) szyi  i spojrzał na mnie tymi cholernie zielonymi oczami, po to aby za chwilę się uśmiechnąć i pomóc mi pozbyć się jego spodni.. nie musiałam długo czekać, aby zrobił ze mną to samo. Chwilę później oboje byliśmy całkowicie nadzy.. nasze ręce błądziły poznając nawzajem swoje ciała. Mój oddech stał się jeszcze cięższy niż przed chwilą.. byłam zadowolona, że nie tylko Harry działa tak na mnie, ale dzieje się to w obie strony. Wiedziałam, że długo tak już nie pociągniemy gdyż czułam jak moja euforia rośnie z każdą sekundą. Harry po raz kolejny oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w oczy, zmuszając mnie, abym je otworzyła.
-Lil.. jesteś gotowa?-zapytał poważnym głosem przepełnionym delikatnością
-Nie chcę, abyś była pod wpływem tego, co robimy.  Pomyśl o tym.-dodał po chwili milczenia, a ja przytaknęłam.
-Powiedz to.-zażądał ode mnie.
-Tak Harry.. chcę z tobą przeżyć swój pierwszy raz.
-Będę delikatny.- pocałował mnie w czoło, by następnie wpić się w moje usta i powoli zacząć nasz stosunek.. wszedł we mnie i zaczął powoli, lecz po chwili nasze ciała się poruszały razem coraz szybciej,a ja czułam tylko tępy ból, aby zastąpić to falą przyjemności i szczęścia..wykrzyczeliśmy swoje imiona i po chwili leżeliśmy obok siebie próbując unormować swoje oddechy.Loczek przysunął mnie bliżej siebie i znowu złożył delikatny pocałunek na moim czole.
-Jak było?-zapytał się, a ja nie wiedziałam jak określić to, co przed chwilą przeżyłam.
-Było.. wspaniale, nie wyobrażam sobie tego z nikim innym.- odpowiedziałam szczerze, a on smutno się  uśmiechnął.
-Coś nie tak? Ja wiem, że ja nie jestem jeszcze zbyt..- zaczęłam się plątać w tym, co mówię i poczułam jak moje policzki znowu przybierają czerwony kolor
-Nie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Byłaś wspaniała.-po tych słowach wstał i pomógł mi również to zrobić, poczułam silny ból w podbrzuszu ale próbowałam to zignorować.. niestety Harry zauważył to i zaczął się martwić.
-Wszystko w porządku..? Dobrze się czujesz?
-Tak, znaczy na tyle ile to jest możliwe.. -uśmiechnęłam się słabo i ruszyliśmy w kierunku łazienki. Wzięliśmy wspólny prysznic przy czym dużo się śmialiśmy i żartowaliśmy.. mogłabym codziennie przeżywać z nim to, co dziś.. i nigdy by mi się to nie znudziło. Po chwili jednak zmęczeni poszliśmy spać. Okryliśmy się pieżyna i najchętniej zostalibyśmy tu  na wiele dłużej.
-Dobranoc.- szepnął mi loczek do ucha, ale ja już odpływałam.

-Hej mała.. wiem, że masz erotyczne sny po tym, co wczoraj przeżyłaś i tak dalej.. ale mogłabyś przestać jęczeć przez sen i w końcu wstać..?- usłyszałam tuż przy moim uchu i automatycznie się wybudziłam z czerwonymi policzkami. Czemu wciąż mi wstyd gdy mówi o stosunkach damsko-męskich?
-Nigdy mi się to nie znudzi.. taka nieśmiała, ale zadziorna.- zaśmiał się ze mnie loczek i wstał już ubrany.
-Skąd wytrzasnąłeś ciuchy?- zapytałam jeszcze śpiąca.
-Byłem u siebie.. a ty lepiej wstawaj, bo inaczej spóźnimy się do szkoły.
-Boże! Szkoła!- szybko wyskoczyłam spod pierzyny zauważając, że jestem w samej bieliźnie tak szybko jak wstałam byłam już pod kołderką.
-Wyjdź. Muszę się ubrać.- popatrzyłam groźnie na chłopaka, na co zaczął się śmiać.
-Przecież wczoraj widziałem cię w całej okazałości i nie miałaś żadnych barier- po tych słowach dostał poduszką w głowę i unosząc ręce na znak kapitulacji wyszedł. Ubrałam się w to:I zeszłam do loczka. Wzięłam tosta z talerzu i popiłam sokiem pomarańczowym. Czułam się beztrosko.. niesamowicie. Już dawno nie byłam tak lekka jak teraz.. o nic się nie martwiłam. Miałam jego i to mi wystarczało. Pociągnęłam go za rękę do wyjścia, a on poszedł za mną bez słowa. *Podejrzane* On zawsze taki był. Tylko ty go ciągle idealizowałaś.
 Wyszliśmy, a ja zamknęłam dom na klucz i weszłam do jego samochodu w którym na mnie czekał.


 Jechaliśmy chwile w milczeniu, a mnie zaczęło coś wiercić w brzuchu. Coś było nie tak. Wczoraj zachowywał się całkowicie inaczej.
~Oczami Harry'ego~
  Wstałem jak zaczęło jaśnieć na dworze.. spojrzałem na blondynkę tulącą się do mojego boku i na moją rękę obejmującą ją w talii.. szybko ją stąd zabrałem i korzystając z tego, że Liliana śpi szybko się ubrałem i pojechałem do domu. Wszedłem cały roztrzęsiony do mojej posiadłości i nie wytrzymując zacząłem przewracać wszystko w zasięgu moich dłoni i oczu. Po zdemolowaniu całego salonu oparłem się o ścianę i próbowałem zrównać nieco oddech.
-Co ty ze sobą robisz... co ty z nią robisz...?- zacząłem swój monolog
-Nie mogę jej zostawić.. ale jak nie zostawię jej to może ją skrzywdzić kto inny. Muszę ją skrzywdzić. Muszę to zrobić... ostrzegałeś ją. Była nieostrożna. To wszystko jej wina!- krzyknąłem w pustą przestrzeń przed sobą i z powrotem pojechałem do pięknej dziewczyny, którą zepsuję. Poszedłem na górę i ją obudziłem.. chcę żeby miała chociaż miły poranek. Wiem, że się pozbiera.. może nawet tym nie przejmie, jest silna i twarda. Ostra laska, która miała mi się nie poddać. Coś ty zrobiła, Lil? *jesteś pewien, że to nie ty jej się poddałeś?* Pieprzysz głupoty.
 Po chwili dziewczyna pociągnęła mnie z a rękę, a ja zamyślony podążałem za nią bez słowa. Usiadłem po stronie kierowcy i czekałem, aż moja pasażerka się znajdzie tuż obok.
~Oczami Liliany~
 Wciąż milczy. Nie wytrzymam zaraz. Muszę mu coś powiedzieć.. co ja zrobiłam znowu nie tak?
-Harry.. coś się stało pomiędzy nami? Znaczy oprócz tego, co się wydarzyło wczoraj...- zapytałam zmieszana nie lubiąc nazywać słowa 'seks' seksem ta ot po imieniu.
-Nie.. nic się nie stało.. wczoraj też nic takiego się nie wydarzyło, prawda? Po prostu się ze sobą przespaliśmy i tyle, co nie?- popatrzył na chwile na mnie  z taką obojętnością, że aż bolało.
-Tylko tyle..?- powtórzyłam nie będąc pewna tego, co przed chwilą usłyszałam. Chłopak zajechał za szkołę i zaparkował w miejscu gdzie nie było nikogo.
-No przecież już ci to tłumaczyłem..
-Nie rozumiem..
-Ach.. na prawdę nie pamiętasz..? Tyle razy ci to powtarzałem, a ty wciąż byłaś tak samo głupia. To tylko polowanie. A ty Lil, właśnie dałaś się upolować.Musiałem to zrobić. Właśnie wygrałem nową placówkę od Biber'a. Zrozumiałaś?
-Ty żartujesz prawda?-zapytałam po raz kolejny myśląc, że to tylko jakiś głupi żart.
-Harry, to nie jest śmieszne.. przestań.- poprosiłam z desperacją wyczuwalną w głosie.
-Ale ja niczego nie robię. Nie powiesz, że ci się nie podobało..? Oboje zaczerpnęliśmy z tego korzyści, a teraz przyjmij to z klasą.- nie wiedziałam kiedy moja ręka wystrzeliła w bok uderzając chłopaka już po raz któryś policzek. Już za chwile miał czerwony polik, a mi wcale nie ulżyło.
-Rozumiem, zasłużyłem.- oparłam się o siedzenie i próbowałam normalnie oddychać. Unormować swój oddech i wziąć się w garść. Ale nie potrafiłam. Nie mogłam tego zrobić. Moje oczy napełniły się łzami, a oddech jeszcze bardziej stał się nieregularny i przerywany.
-Oj błagam cię, nie baw się w żadne z tych scenek z filmów romantycznych. Dobrze wiemy, że taka nie jesteś. Nie jesteś emocjonalną dziewczyną z tych cholernych związków. Jesteś taka, jak ja.
-Pieprz się Styles! Dymaj się!- krzyknęłam patrząc przed siebie, aby nie zobaczył łez w moich oczach.
-Ale właśnie to robiliśmy, koleżanko.- spojrzałam na niego i zobaczyłem ten bezczelny uśmiech.. przez chwile wydawało się, że się zmieszał, lecz po chwili znów tam był. Patrzył mi prosto w oczy, a mi poleciała pierw pojedyncza łza.Potem następna.... kolejne leciały już za sobą ciurkiem rozmazując moja kredkę po policzkach.
-Czy to nie ty mówiłeś, że zrównasz z ziemią tych, co mnie skrzywdzą..? Harry. Właśnie to zrobiłeś.
Z tymi słowami otarłam policzki i wyszłam z samochodu.. szybko weszłam do budynku szkoły kierując się biegiem do łazienki. Oblałam twarz zimną wodą i zmyłam resztkę makijażu a na jego miejscu nałożyłam trochę pudru i przejechałam rzęsy maskarą.  Jednak czasem dobrze jest mieć takie rzeczy w torbie. Wyprostowałam się i postanowiłam stawić czoło następnemu dniu. Bez większego sensu udałam się na lekcję biologii, na którą i tak już byłam spóźniona.

Przepraszam, że taki kiepski +18 xd 
To jest mój pierwszy w życiu pisany +18 (chociaż 18 nie mam xd) 
Whatever.. nie krzyczcie!
Mam  nadzieję, że reszta się podoba.. +18 jeszcze będą i spróbuję to nadrobić :3
Ale napisałam dłuższy rozdział w zamian za tak kiepskie pisanie xd ;d
Nie wiem czemu piszę ciągle iks de iks de xd
Oki, dobranoc skarbki :*
Hope you like it ♥


6.4.15

Rozdział 33

 Radziłabym włączyć link przy słowie 'anielski głos', to piosenka, którą śpiewa Lil ;)

Muszę zapalić. Przystanął przed moim domem i powoli odpaliłem papierosa. Zaciągając się powoli i próbując się pozbyć z głowy pewną blondynkę o niebieskich oczach. *Jakich oczach* wolę brunetki. *tak sobie wmawiaj.* Moje rozterki wewnętrzne przerwał dzwonek komórki sygnalizujący sms'a.
-Przyjeżdżaj: Brother street 3/4.- od Harry'ego. Czego on ode mnie teraz chce?!
 Nie zastanawiając się zbyt długo wszedłem do samochodu i z piskiem opon wyjechałem na drogę. Po kilku minutach byłem już na miejscu. Spokojna uliczka, za pewne chodzi albo o interesy, albo o miejscówkę.. a może jedno i drugie? Zaraz się przekonamy. Na wszelki wypadek sięgnąłem pod siedzenie i wyjąłem broń, aby schować ją za pasek spodni i przykryć koszulką. Ostrożności nigdy za wiele. Wyszedłem cicho zamykając drzwi  i kierując się do wyznaczonego miejsca.. 3/4
 To nie powinno być trudne. Doszedłem do umówionego miejsca i zobaczyłem tam siedzącego na schodkach Harry'ego. Mógłbym się założyć, że jeśli by to była kreskówka, oczy miałby czerwone a z uszu leciała para. A nad nim chmurka z tym, co się dzieje w tej jego głowie.
-Stary, zaraz oszalejesz, jak nie przestaniesz myśleć.-powiedziałem na luzie i usiadłem obok niego.
-Byłeś u niej?- zapytał od razu, a ja spiąłem się w środku.
-Tak jak mnie prosiłeś. Zaniosłem jej lekcje.-powiedziałem nieco poważniej.
-To dobrze.. co u niej słychać?
-Już jest ok.. był u niej ten gnojek, Bieber.. -odparłem nieco ostrożniej.
-Żartujesz?! Zabroniłem jej  z nim gadać.
-Wiesz, myślę, że to jest tego typu dziewczyna, której nie można nic zabronić, bo mówi i robi co chce...
-Nie znasz jej.-stwierdził pewny siebie.
-Jestem na tym samym poziomie co ty.. ty znasz jedynie bardziej jej ciało.-odparłem sucho.
-Wiesz co mnie najbardziej denerwuje? To, że nigdy, na prawdę nigdy nie kłamie. A czasem na prawdę by się to przydało. Zawsze mówi to, co chce i to, co myśli. Wiesz jakie to jest denerwujące? Spędzać z nią tyle czasu i nie oszaleć to jest wyczyn.- przyjaciel wypowiedział te słowa na jednym wdechu, a ja go nie rozumiałem. Kompletnie.
-Daj mi fajkę..- zażądał po chwili milczenia, a ja się pohamowałem.
-Jedziesz później do niej?
-Tak, raczej tak. Chociaż nie mam na to w ogóle ochoty.- ty Styles za to ciągle kłamiesz.
-To nie pal. Ona nie cierpi tego zapachu.-odparłem na luzie, a Harry spojrzał na mnie podejrzanie.
-Nie bój się, po prostu zapaliłem przy niej, a ona powiedziała mi to. Nic takiego uwierz..-spojrzałem na niego tryumfalnie wiedząc, że zdał sobie sprawę, że nie wie o niej kompletnie nic.
-Dobra, jadę do niej..
-Po co mnie tu ściągnąłeś?
-Pogadać.- wzruszył ramionami, a ja czułem, że w środku wybucham.
-Styles, następnym razem, pofatyguj się do mnie.. ode mnie masz bliżej do dziewczyny.
-Ok. Nie jest moją dziewczyną. Jest moją Lilianą.-powiedział pewnie, a ja stwierdziłem, że i tak nie ma sensu tłumaczenie mu, ze to też dziewczyna. *I to jaka*
~Oczami Harry'ego~
  Jak on mógł? *tak samo jak ty* ja to co innego. Ja jej nie skrzyw.. *widzisz?* nie tak bardzo jak on. Wszedłem do samochodu i po chwili byłem już na miejscu. Otworzyłem sobie drzwi.. (tak, miałem klucz.. niby jak inaczej wszedłbym tyle razy bez jej zgody?)i wszedłem. Powitała mnie całkowita ciemność..  zamknąłem powoli za sobą drzwi i zacząłem cicho szukać ją po całym domu. Na parterze ani śladu po niej.. chowa się czy jak? Przeszedłem schodami na górę i wszedłem do jej pokoju.. tu też pusto. Posprawdzałem już wszystkie pokoje w domu.. a przynajmniej tak mi się wydawało.. gdy już byłem zrezygnowany i schodziłem po schodach zastanawiając się czy iść do siebie, czy może poczekać na nią, usłyszałem pierwsze dźwięki pianina. Zaraz później ten anielski głos. Podszedłem do pokoju, gdzie ostatnio byłem.. jak mogłem być taki głupi? Drzwi były uchylone, a ja patrzyłem i słuchałem  jak zaczarowany.. nigdy nie słyszałem tej piosenki.. może ona napisała? Nie wiem, ale była piękna. *piosenka?* nie tylko. Stałem tam i słuchałem do samego końca i gdybym nie znał jej wcześniej, pomyślałbym, że śpiewa to osoba mocno uczuciowa, wrażliwa i zakompleksiona. O wielkich przeżyciach.. nieśmiała. Na szczęście poznałem ją wcześniej i wiem, że większość cech, które wymieniam nie należą do niej. Skończyła.
-Długo jeszcze będziesz tam tak stał?-rzuciła od niechcenia.
-Ale jak..?
~Oczami Liliany~
 Dostałam znowu tej niekontrolowanej 'weny'.. chyba tak się na to mówi. U mnie w słowniku nie występuje taki termin. Ciągłe melodyjki w głowie zaczęły mnie denerwować i nie mogłam się na niczym skupić. Wiem, że to wszystko przez te cholerne uczucia. Och tak, gdyby ich nie było, życie byłoby o wiele prostsze. Oczywiście wiem, że mi to pomoże..   jednak nie lubię się nad sobą użalać, zawsze kończy się to źle. Kocham to robić. To mnie osłabia, mam sentymenty do tego, co piszę, bo określa mój wewnętrzny stan. Dlatego lepiej, jak zostawiam to dla siebie. Nikt o tym nie wie. Usiadłam przy pianinie i zaczęłam naciskać kolejno klawisze.. wzięłam parę pustych kartek i po jakichś 40 minutach powstało to 'coś'. Nigdy nie nadaję tytułów.. są mainstreamowe.. po chwili patrzenia na ten stos kartek  postanowiłam zagrać to w całości.. tak dawno tego nie robiłam. Drżącymi rękami nacisnęłam klawisze i po chwili wpadłam w muzykę. Zaczęłam śpiewać i grać tak płynnie, jakbym nigdy nie przestała.  Przechodziły przeze mnie te wszystkie uczucia, które tak długo ukrywałam. Gdy byłam blisko końca poczułam zbierające się pod powiekami łzy.. skończyłam.. smutno się uśmiechnęłam sama do siebie i zaraz usłyszałam jak ktoś 'cicho' oddycha.. czemu nie usłyszałam tego wcześniej?! Przecież zawsze.. uhghgh.
-Długo jeszcze będziesz tam tak stał?- rzuciłam siląc się na wszelką obojętność i dyskretnie wytarłam pojedynczą łzę spływającą po policzku. 
-Ale jak..?
-Myślisz,że cię nie słyszałam? Musisz wiedzieć, że osoby które są związane jakkolwiek z muzyką, mają dobry słuch. Przynajmniej tak jest ze mną.
-To było piękne.. twoje?- spytał podchodząc i siadając koło mnie na podłużnej pufie.
-Taa.. wygrzebałam, stare.- modliłam się, żeby uwierzył w to, co mówię.
-Za dużo kartek.. poskreślane nuty.. stare?- Boże, czego ty nie rozumiesz w moich modlitwach?!
-No ok.. pisałam dziś. Ale to nic takiego, na prawdę.- powinnam zostać aktorką.
-Myślałem, że nie kłamiesz.- odparł, a mnie zatkało.
-Nie wiesz o mnie za dużo.. nie kłamę w większości sprawach.. a to jest nie ważne.
-Jasne. Tytuł?
-Nie ma. Są mainstreamowe.. z reszta i tak nikt tego nie usłyszy, więc po  co tytuł?? - zaczęłam zbierać wszystkie kartki leżące na pianinie i koło niego, ewentualnie pod nim... Harry zaczął mi pomagać, nie liczyłam na to.
 Gdy już skończyliśmy wszystko wyrzuciłam do kosza, oprócz wersji, którą śpiewałam. Tą włożyłam do teczki, w której było pełno innych karteczek. Schowałam ją pod szafę znajdującą się w pokoju i ruszyłam do salonu, a loczek poszedł w moje ślady.
-Długo tam stałeś..?-zapytałam myśląc, że przyszedł kiedy go słyszałam..
-Słyszałem wszystko, jeśli o to ci chodzi.To było takie prawdziwe.. wow. 
-Wydaje ci się.. jakieś tam przypadkowe słowa pozrzucane na kartkę. Nic dla mnie nie znaczą.-przekonywałam go dalej a on zmusił mnie, abym spojrzała na niego.
-Mnie nie okłamiesz.- powiedział śmiertelnie poważnie patrząc mi prosto w oczy.
-Nawet nie próbuję.. i tak czytasz we mnie jak w otwartej księdze. Ale mam prośbę... nie mów nikomu  o.. tym.
-Jasne. Słyszałem, że miałaś gościa.- napiął się cały i bił znów od niego niesamowity dystans.
-Tak, przyszedł do mnie kolega. Ma na imię Justin. Kojarzysz?- *nie denerwuj go* 
-Nie drażnij się ze mną. Może się to źle skończyć dla ciebie.-odparł i pociemniały mu oczy.
-Oh no tak. Jesteś w gangu. Zapomniałam, skarbie.-powiedziałam 'niby przejęta'
-Daruj sobie dziś, dobra? Nie miałem najlepszego dnia. 
-Nie obchodzi mnie to. Ja ciągle miewam te 'gorsze' dni. I żyję. Naucz się z tym żyć, bo widzę, że wszystkich podporządkowujesz sobie wokół i wychodzisz na tym najlepiej. Nie potrafisz zrobić czegoś sam?! 
-Ale o co ci chodzi znowu?!- tym razem on krzyknął.
-Odpowiedz mi, znowu przysłałeś do mnie Zayn'a?- odparłam nieco spokojniej.
-Gdybyś się mnie nie słuchała, to nie musiałbym tego robić.
-Powiedz mi co to za sprawa w której jesteś zamieszany. Która dotyczy mnie.- uspokoiłam się i mówiłam już raczej monotonnie 
-To nie twoja sprawa.
-Ależ właśnie moja! Ja piernicze, czy ty nic nie rozumiesz?! Chcę to wiedzieć.. powiedz mi teraz, albo się nie zna...!- nie mogłam dokończyć, gdyż loczek rzucił się na mnie bez żadnego ostrzeżenia i wpił mocno i namiętnie w usta. Nie potrafiłam go odepchnąć.
~Oczami Harry'ego~
-Powiedz mi co to za sprawa w której jesteś zamieszany. Która dotyczy mnie.- muszę to skończyć. Za daleko to wszystko zachodzi. Za dużo o mnie wie, a ja za dużo chcę wiedzieć o niej. Ona niedługo będzie o wszystkim wiedziała. Muszę to zrobić.
-Nie twoja sprawa.- rzuciłem od niechcenia.
-Ależ właśnie moja! Ja piernicze, czy ty nic nie rozumiesz?! Chcę to wiedzieć.. powiedz mi teraz, albo się nie zna...!- nie pozwoliłem dziewczynie dokończyć tego zdania.Nie chciałem tego słyszeć. Nie z jej ust. Za daleko to zaszło. Szybko ją pocałowałem używając wszystkiego co dusiłem w sobie od kąt ją poznałem. Cały ten stres, nerwy, nienawiść i coś czego do końca nie rozumiałem. To zamieszanie i spokój... namiętność. Miałem nadzieję, że podziała.. jeśli nie zrobię tego dziś, jutro już nie będę umiał. Wszystko pójdzie na marne. Wypracowany szacunek, placówka.. duma. Zrobię to i wszystko będzie po staremu. Pożegnamy się i będzie miała mnie dość. Nie będzie chciała więcej ze mną rozmawiać, a ja nie będę nalegał, z resztą.. po co? *zranisz ją* ja ją ostrzegałem.. to ona była nieostrożna..
 Wpiłem się mocniej w usta dziewczyny zagłuszając jej jękiem wszystkie myśli tłoczące się w mojej głowie. 
Uhhhh miałam dziką wenę xd
Tak trochę więcej, mam nadzieję, że mi to wynagrodzicie :D :D 
No więc jak możecie się spodziewać za niedługo będzie wielki zwrot akcji c:
Dobra, nie będę spojlerem xd
Sama piszę to na bieżąco i z intuicją xd
Więc mam nadzieję, że zadowolone..
Tym razem na prawdę się postarałam :/
Next zależy od was :*
  


5.4.15

Rozdział 32

-Liliana? Jest szansa, że wpuścisz mnie do domu..?- zapytał nieśmiale głos, który znałam.. Justin stał przed moim domem i czekał na moją odpowiedź, a ja się rozłączyłam i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i ujrzałam krzywiącego się do mnie chłopaka, kiwnęłam głową, żeby wszedł. W milczeniu zrobił to, co kazałam..
-Chcesz coś do picia?- użyłam jak najsztywniejszego głosu, który potrafiłam i zobaczyłam dumna z siebie, że Bieber się jeszcze bardziej krzywi..
-Wody, proszę.- przełknął głośno gulę w gardle, a ja poszłam na chwilę do kuchni i wróciłam z jego 'zamówieniem'
-Ależ proszę. A teraz... po co tu przyszedłeś?- zapytałam równie poważnie
-Lil.. bo ja naprawdę Cię przepraszam.. po  prostu nie wiem co we mnie wstąpiło.. bo jeżeli chodzi o nas dwóch to..uhghgh...to jest skomplikowane.-odparł w końcu a mały uśmiech wkradł się na moją twarz. Nie mogłam pozwolić, żeby nadal się tak męczył.
-Och no dobra.. z resztą, myślę, że Harry nie postąpiłby inaczej w takiej sytuacji.- *ale tobie by się zdecydowanie bardziej podobało.* Nieprawda! *chcesz oszukać samą siebie?* Nawet ty przeciwko mnie? Znaczy ja? Uhh!
-To dobrze, że tak to oceniasz.. znaczy nie dobrze, ale cieszę się, że jesteś spokojna.- uśmiechnął się nieśmiało i odetchnął z ulgą, a do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka.
-Poczekaj chwilę, ok?- przytaknął, a ja szłam modląc się, aby to nie był Styles. Otworzyłem drzwi a mi okazał się nie kto inny jak Malik.Uśmiechnęłam się i skierowałam do salonu, gdzie siedział już bardziej rozluźniony Justin. Weszłam i zobaczyłam jak diametralnie sytuacja się zmienia. Justin szybko wstaje i cały się spina, a Zayn gdyby mógł zabijać wzrokiem już dawno by to zrobił.
-Emm.. Zayn, w porządku?-zapytałam mając nadzieję, że przytaknie i usiądzie spokojnie, ale nadzieja matką głupich.
-Co on tu robi?
-Siedzi.-próbowałam rozładować atmosferę.
-Przyszedłem do przyjaciółki.-uśmiechnął się wyzywająco, a Malik ścisnął mocniej pięści... dociera w ogóle do nich krew?!
-Och Bieber, a mówiłeś jej ile przyjaciółek ty już masz?- odegrał się mulat.
-Zamknij się Malik. Z resztą z tego co wiem, to Harry jednak nie radzi sobie lepiej ode mnie.-o czym oni do cholery mówią?!
-Jak chcesz o tym porozmawiać, to nie przy niej.- cholera Zayn!
-Ja tu jestem właśnie...- odparłam mało pewnie, a oni trochę się rozluźnili.
-Ja będę się zbierał... no i dzięki za.. wodę- uśmiechnął się promiennie szatyn,a mi się zrobiło cieplutko i miło, że nie jest aż tak źle, jak myślałam. Odprowadziłam go do drzwi i wróciłam do Zayn'a który zawzięcie nad czymś myślał i nawet nie zauważył gdy podeszłam do niego od tyłu i dałam buziaka w policzek. Tak, to go zmusiło do powrotu do żywych. Popatrzył się na mnie oczyma pięciozłotówek i otworzył lekko usta ze zdziwienia.
-Nie martw się, zrobiłam to tylko z czystej ciekawości, czy kiedyś wrócisz do mnie.- zaśmiałam się przez co chłopak zmrużył oczy i zaczął się ze mną drażnić.
-Myślę, że po prostu chciałaś posmakować moich seksownych ust, ale zabrakło ci odwagi- poruszył śmiesznie brwiami, a ja go wyśmiałam.
-Myślisz, że nie miałabym odwagi, żeby to zrobić?- *On cię podpuszcza dziewczyno.* Wcale, że nie!
-Tak właśnie.- *nie rób tego.* oj raz się żyje.
-Ok.- powiedziałam zbliżając się do niego i gdy już nasze twarze były milimetry od siebie szepnęłam "nic Harry'emu" i leciutko styknęłam nasze usta ze sobą, na co chłopak zareagował gwałtownie próbując wydłużyć nasze zbliżenie, ale ja nie dałam się w wciągnąć. Przecież mam Harry'ego. *nie masz*
-Chcesz mnie zabić?1 Tak się nie robi!- krzyknął mulat z wyrzutem trzymając dłoń na sercu i udając, że ma atak serca.
-Widzisz? To ty nie umiesz opanować swoich hormonów.
-Phi. Mogę opanować nawet twoje jeśli chcesz.- mrugnął do mnie, a ja mimo moich prób zachowania powagi i odcięcia się jakąś ciętą ripostą wybuchnęłam śmiechem.
-Nic Harry'emu.- szepnął i popatrzył na mnie smutno się uśmiechając.
-Oczywiście, że nie. Pierw zabiłby ciebie, a później mnie. A uwierz chcę jeszcze pożyć!- zażartowałam przez co oboje zaczęliśmy się śmiać.
-A tak na poważnie to po co przyszedłeś?
-Mam ksero twoich lekcji.. powiedzmy, że załatwiłem, że nie musisz przepisywać niczego- uśmiechnął się promiennie i czekał na moją reakcję.
-Świetnie!- uśmiechnęłam się z wdzięcznością, po czym wzięłam od niego torbę.
-Zayn o czym gadaliście z Justin'em?-zapytałam i zobaczyłam jak ponownie się spina.
-O niczym ważnym, na prawdę.-odparł niby z lekkością, a ja widziałam jak powstrzymuje się od nie dodania czegoś.
-Mhmm..- mruknęłam i zobaczyłam jak wstaje z kanapy kierując się do drzwi.
-Do jutra księżniczko.- mruknął po raz kolejny i wyszedł.
~Oczami Zayn'a~
 Jak on może mnie prosić żebym jej pilnował!? Faceci lecą do niej jak ćmy do ognia czy jakoś tak.. sam ledwo wytrzymuję.. a dzisiaj to już w ogóle. Nie powinienem jej tak podpuszczać.. gdyby Harry się dowiedział już byłbym martwy *dosłownie*. Nie mogłem się pozbyć z pamięci jej miękkich malinowych ust. Muszę zapalić. Przystanął przed moim domem i powoli odpaliłem papierosa. Zaciągając się powoli i próbując się pozbyć z głowy pewną blondynkę o niebieskich oczach. *Jakich oczach* wolę brunetki. *tak sobie wmawiaj.* Moje rozterki wewnętrzne przerwał dzwonek komórki sygnalizujący sms'a.
-Przyjeżdżaj: Brother street 3/4.- od Harry'ego. Czego on ode mnie teraz chce?!

Tak, oto kolejny rozdział.. bardzo mi przykro, że nie spełniłam prośby i nie wstawiłam wczoraj..
Ale po prostu nie dałam rady, bo byłam w domu z młodszą siostra i no trudno było :/
Ale dziś już jest xd 
Dziękuję za wszystkie komentarze.. wiele dla mnie znaczą, na prawdę lepiej się pisze, 
gdy się ma motywacje, a moją jesteście wy! ^-^
Dobranoc :* ♥




Emilie M.