28.1.15

Rozdział 7

-Wiem, że tego nie chcesz. Pokażę ci łazienkę, weźmiesz prysznic, potem wrócisz do pokoju.. jasne?
-Tak.
                                                             ***
    Woda spływała powoli po moim ciele, a ja wręcz czułam jak wszystkie moje mięśnie pod wysoką temperaturą się rozluźniają.. chwila wytchnienia, na reszcie. Czułam jakby woda omywała nie tylko moje ciało, lecz również i umysł. Nie mam pojęcia ile czasu stałam pod tym prysznicem, ale musiałam dość długo, bo Harry zaczął się dobijać do drzwi, a ja gwałtownie podskoczyłam.
-Lil?! Jesteś tam?! Coś się stało?- mówił coraz bardziej zirytowany.
-Tak, tak! Jestem, powiedziałeś, że mogę wziąć prysznic. Już wychodzę.
-Prysznic to nie do cholery prawie dwie godziny- powiedział z ironią w głosie.
-Mówię, że już wychodzę.
  Szybko wyskoczyłam z prysznica, oczywiście potykając się o "próg" przy prysznicu.
-Cholera!- krzyknęłam nim zdążyłam ugryźć się w język, musiałam rozciąć rękę.. pewnie o metalowy kant. Cholera jasna. Tylko mi się może takie coś zdarzyć.
-Co jest?! Dobra, otwieram drzwi i wchodzę.
-Nie!- zszokowana tymi słowami szybko ubrałam jego bokserki i przeciągnęłam przez głowę koszulkę. Nie uważając  w ogóle na ranę, ani na to, żeby się nie pobrudzić. Więc skończyłam trzymając się za rękę w brudnej od krwi koszulce i pomazanej twarzy. Harry wszedł.
-Co do chole... co ci się stało?!- powiedział patrząc to na mnie, na koszulkę i na rękę.
-Nic poważnego, uderzyłam się o kant.. na prawdę to nic takiego.. wypiorę ci koszulkę i mogę spać w swojej.. to nawet nie jest głębo..
-Chodź.- powiedział lodowatym tonem i ruszył w stronę kuchni. Poszłam za nim. Gdy dotarliśmy ja stanęłam w progu patrząc, co ma zamiar robić. Wyjął apteczkę, położył na blacie i do mnie podszedł.Wziął mnie za rękę i zaprowadził tam, gdzie zostawił potrzebną mu rzecz. Podsadził mnie i położył również na blacie, tak, że miał moją rękę na wysokości swojej głowy.Obmył ją i bezpiecznie zakleił. A teraz zrobił to, czego nigdy bym się nie spodziewała po człowieku takim, jak on. Podniósł moją rękę do swoich ust i lekko pocałował. Musiał zauważyć moje zdziwienie.
-Wiesz, podobno mniej boli.- dodał szybko
-Uhm.. przepraszam. -powiedziałam cicho.
-Za co?- powiedział tak samo zdziwiony, jak ja byłam przed chwilą.
-Za kłopot, z tą ręką, za koszulkę i w ogóle.- zaśmiał się na te słowa, a we mnie się coś ruszyło.
-Ej, mała. Przywiozłem cię tu na siłę, sprawiłem, że się popłakałaś, pobiłem twojego KOLEGĘ i teoretycznie mówiąc, myślałem, że masz tego dość, a ty mnie przepraszasz?- powiedział z nonszalanckim uśmiechem.
-Tak, też prawda. Cofam to. Gdzie śpię? -powiedziałam przygryzając wargę.
-Nie rób tego. Jak ty to robisz, to ja też mam ochotę to zrobić. Idziesz do mnie.- zaśmiałam się dźwięcznie na jego słowa, które wydawały mi się niedorzeczne.
-Pójdziesz sama, czy znowu mam cie nosić? Wiesz, że i tak wygram.. ale lepiej, żebyś była posłuszna i mnie nie zdenerwujesz, skarbie.
-Nie będę się z tobą pieprzyła, jeśli o to ci chodzi, SKARBIE. Wiesz.. to jest najgorsza rzecz, jaka by mi się mogła przydarzyć. Nawet po pijaku bym tego nigdy nie...- przerwałam, b mocno złapał mnie za rękę.. a ja głośno syknęłam z bólu i widziałam jak mu się napina żuchwa.
-Uwierz mi, że takie dziwki mógłbym mieć na co dzień, gdybym tylko chciał.Nie udawaj, że jesteś inna. One się same pchają do mojego łóżka. Czego miałbym chcieć akurat ciebie?! -powiedział z szyderczym uśmiechem. A mi mimowolnie zaczęły napływać łzy do oczu.. ale nie. Nie pokażę mu swoją słabość. Jest zwykłym chujem, jeśli przez chwilę pomyślałam, że jest inaczej, to byłam w wielkim błędzie.
-Puść. To boli.- dopiero wtedy zauważył, że przez opatrunek przesiąka krew i wydawał się zakłopotany. Jakby nie wiedział, że robi to tak mocno. Ale szybko to minęło.
-Idziemy. -już nic nie mówiłam, tylko podążyłam za nim. Zaprowadził mnie do swojej sypialni i kazał się położyć. Tak też zrobiłam. Zgasił światło i położył się na drugiej połowie łóżka. Nie mogłam spać, on za to już dawno był w swojej krainie. Nagle się poruszył, złapał za talię i przyciągnął do siebie.Czułam na karku jego równomierny oddech.
-Liliana..- słyszałam jak szepnął, co wydawało mi się złudzeniem. Za pewne byłam zbyt zmęczona, więc po prostu oddałam się w ramiona Morfeusza. Obudziłam się i nie czułam już jego rąk więc zeszłam z łóżka i przebrałam w swoje ciuchy, jego włożyłam do kosza na pranie, który widziałam w łazience.Zeszłam na dół i zobaczyłam go siedzącego w kuchni, gdy pił kawę.
-Dzień dobry, jak się spało?- zapytał siląc się na uśmiech.
-Dusiłeś mnie-powiedziałam to, z takim samym uśmiechem.
-Chcesz jechać do domu?
-Tak, proszę.
-No to chodź do samochodu.- wsiedliśmy i zaraz byliśmy na miejscu. Loczek odprowadził mnie do  drzwi.
-Napiszę do ciebie. Jeszcze się zobaczymy, piękna.-powiedział gładząc mnie po policzku, a ja zgaduję, że zrobiłam się czerwona jak burak. Zobaczyłam za nim chłopaka, który roznosił gazety.. mama mi o nim mówiła, ale ominęła fakt, że jest mega przystojny. Wręcz nie mogłam oderwać od niego wzroku. Harry również się obejrzał i uśmiechnięty, bez uprzedzenia wpił mi się w usta. A ja nie mogła się ruszyć, gdyż przygwoździł mnie do drzwi.Wbrew swojej woli jęknęłam, gdy przycisnął mój pośladek, napierając swoim ciałem na moje, a on wykorzystał okazję, aby wprowadzić swój język do mojej buzi. Pocałunek stawał się z jego strony coraz bardziej zachłanny, ale ja nadal go nie odwzajemniałam.Więc sapiąc oderwał się ode mnie, a ja pozostałam zszokowana z otwartą buzią.
-Nigdy więcej, nie patrz przy mnie tak, na kogoś innego. Nie lubię tego.- powiedział do mnie z "uwodzicielskim" uśmiechem.
-Kochanie zamknij tą buzię, bo wyglądasz, jakbyś pragnęła więcej.- dodał a ja się zaczerwieniłam, fuknęłam i przygryzłam wargę. W tej kolejności albo na odwrót.. może wszystko naraz? Nie wiem. Ale to zrobiłam i weszłam do pokoju, zamykając szybko drzwi przed Harrym. A on na to tylko się zaśmiał.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------Mam nadzieję, że bardzo się nie gniewacie za to, że tak późno dodaję rozdział.. jest za to dłuższy  :* Jeszcze raz bardzo przepraszam, ale no cóż, nie ode mnie to zależało.. Tym razem bez ilości komentarzy.. aczkolwiek na pewno się ucieszę, jeśli ktoś skomentuje, bo dałam siebie dziś wszystko xd 
No nic, mam nadzieję, że się podobało ^-^
I za każdy komentarz z góry dziękuję :)

27.1.15

Ważne!

No więc kochani.. teraz nie mam jak pisać, wiem, że obiecałam na niedzielę rozdział 7, ale niestety nici z tego wyszły.. nie wyrabiam z nauką w tym tygodniu, bo jest przed feriami i sami rozumiecie ;)
 Mam nadzieję, że jeszcze ktoś jest, rozdział zobowiązuje się dodać jutro :) 

23.1.15

Rozdział 6

-Nie wiesz co zrobiłaś. Teraz już ode mnie nie uciekniesz. Ośmieszyłaś mnie, a na to nie pozwolę. Gdybym był na twoim miejscu nigdy w życiu bym tego nie zrobił.- ostrzegł mnie po czym  przerzucił sobie przez ramię, a ja ze strachu oniemiałam.
   Przeniósł mnie do samochodu, po czym wrzucił niezbyt delikatnie do niego. Jechaliśmy w milczeniu.. bałam się go. Wiedziałam, że przegięłam, ale on również to zrobił już dawno. Obserwowałam go podczas jazdy, kiedy był wpatrzony na drogę. Patrzyłam jak jego szczęka się spina, po to aby po chwili złapać oddech i tak w kółko.. teraz mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Idealne rysy twarzy, trochę przydługie już loki, szmaragdowe oczy szeroko otwarte patrzące na drogę przed sobą. Podwinięte rękawy marynarki, która lekko się na nim opinała...jak ktoś tak piękny, może być tak zły i niebezpieczny..
-Możesz przestać?- powiedział ostro i przerwał mi moje myśli.
-Co?- udałam, że nie wiem, o czym mówi.
-Podoba ci się to, co widzisz?- zapytał już nieco lżejszym głosem.
-Gdzie jedziemy?- na te słowa roześmiał się gorzko a jego śmiech robił się po samochodzie.
-Uniknęłaś tematu- powiedział z cwaniackim uśmiechem na twarzy. Jak ja mogłam pomyśleć, że jest piękny?!
-Gdzie jedziemy?- powtórzyłam nieco ostrzej.
-Księżniczko, mów normalnie. Do mnie.- dwa końcowe słowa zmroziły mi krew, usiadłam prosto i wgapywałam się w przednią szybę.
-Daj mi wysiąść. Nie jadę do ciebie.
-Właśnie jedziesz, nie widzisz?- powiedział ironicznie.
-Daj mi do kurwy nędzy wyjść!- krzyknęłam bez opamiętania. Znowu. I zaobserwowałam jak jego szczęka szybko się zaciska.Przycisnął gaz. Jedziemy 130 na godzinę, a mi się przypomniało dzieciństwo.
-zwolnij.
-Nauczysz się poprawnie do mnie mówić.- znowu przyspieszał teraz jedziemy 160 a on nie ma zamiaru zwalniać.
-Zwolnij! Zabijesz nas! Zwolnij do cholery!!- darłam się na całe gardło. Ani drgnie.Złapałam go za rękę i mimo woli moje oczy wypełniły się łzami.
-Zwolnij do cholery! Proszę..pojadę do ciebie.- odparłam szlochając, a ostatnie słowa wyszeptałam zbliżając się do jego ucha i zaciskając ręce na jego ramieniu.. wciąż drżały.. tak jak dawniej. Zareagował. Powoli zwalania, już jedziemy tylko 80, a ja nie mogę złapać oddechu.
-Zatrzymaj się, proszę. - starałam się mówić spokojnie, ale mój głos drżał a ja się krztusiłam samą sobą.
-Ok. Już się zatrzymuję.- mówiąc to zajeżdża na jakiś parking, albo stację, nie wiem nie mam na to głowy. Szybko wypadłam z samochodu i  opierając się w kuckach o niego, próbowałam złapać, a może unormować oddech. Mimo woli, mój oddech przerodził się w cichy szloch. Cholera, dawno nikt nie widział mnie płacząc (pomijając szpital).
-Co się stało?- nie zauważyłam nawet kiedy wyszedł z samochodu. Już ocierałam łzy i próbowałam się uspokoić.
-Nic.- cholera. Znowu mi drży głos.
-Widzę.- kucnął obok mnie i popatrzył na mnie.
-Nie taki miałem zamiar. Owszem, chciałem, żebyś poczuła tą prędkość, ale nie tak. Czemu tak się boisz?- zapytał i przez chwilę myślałam, że się troszczy. Fuck logic. Poznał cię wczoraj i on nie wie co to znaczy troska.
-Nie ważne.- wstałam już unormowana i wsiadłam do samochodu. Wiem, co mu obiecałam i gdybym musiała zrobić to jeszcze raz, zrobiłabym to. Bez słowa zrobił to samo co ja i znów wjechał na drogę. Za chwilę stanęliśmy przed wielkim białym domem, na obrzeżach miasta. Dużo było ścian szklanych.. był w stylu raczej hmm.. no nie wiem xd na pewno ktoś o zwykłych zarobkach by nie mógłby go kupić.Stanęłam przed domem i wbrew woli otworzyłam usta a on się zaśmiał. Ma dołeczki. Słodko.
-Podoba ci się?- zapytał
-Nie moje progi... chociaż teraz...nie ważne.-odpowiedziałam i zaprowadził mnie pod ogromne drzwi. Otworzył je i mnie wprowadził.Mniej więcej pokazał gdzie co jest i  poszedł po  coś do picia. I co my będziemy robić? No nic, miałam chwilę, aby się rozejrzeć.. zero zdjęć, tylko jakieś obrazy, książki i dokumenty.. gadżety i parę innych rzeczy na  półkach. Papierosy..
-Palisz? - zakrzyczałam i próbowałam zlokalizować gdzie jest.
-Czasem- dobiegł głos a ja poszłam za nim. Był w kuchni i robił mi... drink'a? Tak... Ale był już nieco spokojniejszy, więc nie obawiałam się go aż tak, jak przed chwilą.
-Co robisz?
-Drink.- powiedział głupkowato się na mnie patrząc, jakby zadała pytanie oczywiste.
-Sam go wypijesz.- powiedziałam pewna siebie.
-Nie ty to zrobisz.- odparł takim tonem, jakim wcześniej na imprezie.
-Uhm.- parsknęłam, odwróciłam się na pięcie i poszłam do salonu. Usiadłam i czekałam na niego.Nie chciałam go już nie potrzebnie denerwować.Wtedy byłoby gorzej.
-Proszę.- podał mi napój a ja tylko przytaknęłam po czym zobaczyłam, że on też ma.
-Co będziemy robić?- powiedziałam ze strachem, jakby miał zaraz wybuchnąć.
-Może coś oglądniemy? Chyba, że wolisz coś innego..- to powiedział zbliżając się do mnie i obejmując mnie w talii. Był tak blisko, że zdołałam poczuć miętowo-alkoholowy zapach jego oddechu.
-N-nie, oglądanie brzmi całkiem okey.- odparłam, na co on zaśmiał się dźwięcznie, a mnie przeszły ciarki.
-Ok, jeszcze będziesz mnie o to błagać. Kto trzyma pilota?- jego wahania nastroju mnie zadziwiały, raz się zachowuje jak dupek, później jak niebezpieczny chuligan, a następnie jest spokojny i żartuje. To za dużo.
-Jak chcesz.-powiedziałam obojętnie kończąc pierwszego i ostatniego drink'a.
-Dobra, ja biorę.Pewnie będzie jakaś tandetna komedia, już jest 01.27, więc niczego innego nie znajdę.. chyba, że horror..?- powiedział śmiesznie ruszając brwiami, na co się roześmiałam lekko, chyba zaczyna na mnie działać alkohol.
-Nie. Zdecydowanie komedia..-odchrząknęłam i cicho powiedziałam gapiąc się, na jeszcze zgaszony telewizor. Wyciągnął w moją stronę rękę, uniósł mój podbródek tak, abym się na niego patrzyła i odparł.
-Boisz się mnie?- brzmiał kompletnie poważnie.
-Chyba możesz sam odpowiedzieć  na to pytanie..- znowu ujrzałam ściskającą się szczękę i jak odgarnia włosy do tyłu. Następnie włączył film. Po jakimś czasie znów się zbliżył, popatrzył na mnie i mnie pocałował, delikatniej.Nie odwzajemniłam tego. Czułam alkohol, od niego i od siebie. Odpuścił sobie widząc, że nie odpowiem na jego gest.
-Żadna dziewczyna się mnie jeszcze nie bała.- powiedział jakby z poczuciem winy? Nie, pewnie mi się wydawało.. zaraz przyjął swój szorstki ton.
-Idziemy na górę, dam ci piżamy, będą ci musiały wystarczyć bokserki i koszulka. Nie mam damskich rzeczy.
-Mogę spać w tym co mam na sobie..
-Wiem, że tego nie chcesz. Pokażę ci łazienkę, weźmiesz prysznic, potem wrócisz do pokoju.. jasne?
-Tak.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Aniołki mama nadzieję, że wam się spodobało.. przepraszam, że tak późno ale wróciłam dziś ze szkoły o 18, więc nie bardzo miałam jak wcześniej.. a wczoraj nie dało rady pisać:/
 Ciąg dalszy nastąpi jutro jeśli się uda.. jeśli nie to na pewno w niedziele :) 
4 KOM=Next


20.1.15

Rozdział 5

-Ubierz sukienkę, na pewno twoje nogi są boskie- powiedział lustrując mnie na schodach, a ja fukając na tak niestosowne słowa, weszłam na górę.
*Tak, nie wiadomo gdzie jego ręce mogłyby powędrować tym razem.. wolę nie ryzykować. Lepiej narazić się na jego gniew niż na jego łapy.*
 Ubrałam nowe lekko podziurawione jeans'y, przez co były nieco bardziej obcisłe niż pozostała część moich ubrań, do tego  zwykły biały podkoszulek z małym dekoltem i na to skórzaną kurtkę, bo choć dni są wciąż upalne, wieczory i noce pozostają chłodne. Użyłam trochę eyeliner'u i pudru.. zadowolona ze swojego efektu powoli schodziłam na dół, pierw oczywiście biorąc torebkę z łóżka. Skoro mam gdzieś jechać, chcę wyglądać choć trochę normalnie.
-Myślałem, że ubierzesz dla mnie sukienkę- zagrymasił loczek.
-Ale tak też nieźle wyglądasz. Idziemy.
 Nie pytając mnie o zgodę pociągnął mnie w swoją stronę, ja zamknęłam dom i wsiadłam do jego samochodu.. dużego samochodu.
- Ile masz lat? - zapytałam szorstkim z nerwów tonem. Nie czułam się przy nim bezpiecznie..
-19. Ty 18, nie?- skąd on do cholery tyle wie o mnie?!
-Mhm.
-Nie mamrocz.- powiedział  tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Mhmm..- nie poddawałam się a on zahamował z piskiem i zjechał na pobocze.
-Kurwa! Co ty wyrabiasz?! Możesz nas zabić!Nigdzie z tobą nie jadę.- wybuchłam sama nie będąc świadoma na kogo się wydzieram. I wyszłam jak najszybciej z samochodu.Oczywiście, że wypadł za mną.
-Mówiłem ci, żebyś nie mamrotała. Nie lubię sprzeciwu, a ty zaczynasz działać mi na nerwy!- krzyczał idąc w moją stronę, a ja odruchowo się zakryłam dłońmi i skuliłam.
-Co robisz?- zapytał z nutką zdziwienia w głosie.
-Chciałeś mnie uderzyć, więc się osłoniłam. Nie mam z tobą szans.- powiedziałam wciąż zadziwiona jego reakcją na mój gest.
-Nigdy nie uderzyłem kobiety. NIGDY. Nie mam zamiaru tego zmieniać, więc lepiej pakuj dupę do samochodu i nie mamrocz.- bez słowa zrobiłam tak, jak polecił. Wbrew pozorom cholernie się go bałam. Myślę, że każda by się go bała gdyby nie była bardziej niż chętna by isć z nim do łóżka.. a ja nie byłam.Znów jechaliśmy w milczeniu, nawet nie wiem gdzie mnie zabiera, ale o to teraz się najmniej boję. Zjeżdża powoli na parking a ja zauważyłam, że jesteśmy gdzieś na uboczu miasta. Stoi dość spory dom, z którego płynie muzyka i słychać ją nawet w samochodzie. Nie moje klimaty.  Przy budynku wala się już kilka nastolatków, za pewne nie potrafiących już utrzymać się na własnych nogach.
-Jesteśmy. Wyjaśnijmy sobie coś.. jesteś zachwycona, że cię tu zabrałem. Przedstawię cię znajomym, ty się zabawisz a ja będę zadowolony, ok? Możesz się napić, zapalić, co tylko chcesz, tylko nie odwalaj niczego z innymi chłopakami, zrozumiane? Jesteś tu ze mną.
-Nie jestem twoją własnością.
-Jeszcze nie.- powiedział z takim uśmiechem, jakiego w życiu nie widziałam u nikogo.
 Wyszedł, otworzył mi drzwi i z szelmowskim uśmiechem złapał za rękę. Delikatnie, nie tak jak wcześniej. Weszliśmy przez ogromne, frontowe drzwi a ja poczułam woń alkoholu i tytoniu. Nie pokazałam niczego po sobie, co by mogło zdenerwować chłopaka. Idąc zauważyłam, że osoby które są wciąż przytomne gapią się na nas i mówią coś między sobą. Co tu się dzieje? Harry op prowadził mnie do sporej kanapy, na której siedzieli, jak myślę jego znajomi..
-To jest Liliana.- powiedział a każdy zaczął mi się po kolei przedstawiać.
  Uroczy chłopak z grzywką ale również tatuażami to Louis, dziwkowato ubrana dziewczyna to Kate, dziewczyna z niebieską pasemką ale miłym uśmiechem to Triss, a chłopak o krótko ściętych włosach i seksownym zaroście to Liam. Ostatniego z nich już znałam. Zayn.  Sztucznie się do mnie uśmiechał wymieniał spojrzenia z Harrym. Nie podoba mi się to, że on tu jest. Co ja mówię, nie podoba mi się to, że ja tu w ogóle jestem!
-Miło mi-odpowiedziałam z najbardziej wymuszonym uśmiechem na świecie. Zrobili mi miejsce i tak o to siedziałam, aż w końcu ktoś podał mi kubek z przeźroczystą cieczą. Która oczywiście była alkoholem.
-Dziękuję, nie piję.- odpowiedziałam i odłożyłam go na podłogę. Na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-To po co ty tu w ogóle przyszłaś?- powiedziała kpiąco  Kate.
-Idę zaczerpnąć powietrza.- powiedziałam i chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Jednak oczywiście loczek mnie zatrzymał znacząco na mnie spoglądając i szepnął.
-Chcę cię tu zaraz widzieć. Pamiętaj, że jesteś dziś ze mną.
-Mhmm..- odpowiedziałam i szybko ruszyłam na przód nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Wyszłam na dwór i zachłysnęłam się świeżym, orzeźwiającym powietrzem. Siadłam przy krawężniku i siedziałam tam tak długo, dopóki ktoś się nie przysiadł, na co chciałam wstać.
-Ej, nie odchodź, widzę, ze bawisz się tak dobrze jak i ja.- powiedział chłopak i nieśmiało się uśmiechnął.
-Najwyraźniej. Jestem Liliana.- odpowiedziałam mu z takim samym uśmiechem.
- Jacke. Bywasz tu? Nigdy cię jeszcze nie widziałem.. a gdybym widział, uwierz, że bym zapamiętał.- powiedział zawadiacko się szczerząc. Był przystojny.. wysoki, dobrze zbudowany brunet, o białych ząbkach i miłym uśmiechu.. zdecydowanie mój typ.
-Nie jestem pierwszy raz, ja..- nie zdołałam dokończyć zdania, bo ten palant znów mnie wołał.
-Liliana! Już ci coś mówiłem. - powiedział do mnie, a Jacke szybko wstał i już miał  odchodzić w strachu. Czego on się go boi?
-Ej koleś. Czekaj. Ona tu przyszła ze mną, wiesz?
-Ja, przepraszam.. nie wiedziałem, że.. nic nie mówiłam.. nie widziałem cię..- jąkał się zakłopotany, aż mi go było szkoda. A ten dupek zbliżył się do niego i po prostu mu przywalił z pięści w twarz.
-Harry! Co robisz?! - Jacke zwijał się z bólu a loczek już zamachiwał się do kolejnego ciosu.. ale stanęłam przed nim zamykając oczy i przygotowując się do tego, co za chwilę ma nastąpić.
-Odsuń się! -ryknął.
-Nie. Nie zrobisz mu niczego. Rozumiesz?!
-Ostrzegałem cię. Mówiłem, że przyszłaś tu ze mną. Nie słuchałaś, ciebie nie uderzę, ale za to jego tak. A to wszystko twoja wina.
-Wcale, że nie moja! Miałam tam siedzieć podczas gdy obściskiwałeś się z tą zdzirowatą dziewczyną?! Przykro mi, ale skoro ja tu "z tobą jestem", to ty do cholery, też tu ze mną jesteś. A nie mam zamiaru dawać się upokarzać. On nic nie zrobił. Tak samo z reszta jak ja!- odpaliłam  a w czasie moich krzyków chłopak zdążył uciec.
-Słuchaj. Ja zawsze robię to co chcę, na co mam ochotę. Nikt mnie nie kontroluje. I zawsze mam to, co chcę. A jeśli chcę ciebie. To znaczy, że już jesteś moja. Rozumiesz?!- nim zdążyłam się skontrolować moja ręka już pocisnęła w stronę jego policzka i z impentem w niego uderzyła. Dopiero teraz zauważyłam jak wszyscy się na nas gapią i oczekują reakcji Harry'ego, na którą nie trzeba było długo czekać. Zbliżył się szybko do mnie, tak blisko jak tylko było to możliwe i trzymając mnie za przedramienia  zaczął  powoli szeptać.
-Nie wiesz co zrobiłaś. Teraz już ode mnie nie uciekniesz. Ośmieszyłaś mnie, a na to nie pozwolę. Gdybym był na twoim miejscu nigdy w życiu bym tego nie zrobił.- ostrzegł mnie po czym  przerzucił sobie przez ramię, a ja ze strachu oniemiałam.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Tym razem trochę dłuższy, dziękuję za wcześniejsze komentarze ^-^ 
Tym razem bez limitu, chociaż pewnie, że  się ucieszę, gdy będą komentarze xd 
Mam nadzieję, że się wam spodobał. Next będzie w czwartek albo piątek :) 
 Za każdy komentarz bardzo dziękuję :) i udostępniłam również komentarze dla osób, które nie mają konta na blogspocie, dzięki prośbie jednej  z was ^-^ 



17.1.15

Rozdział 4

-Za kogo on się do kurwy nędzy uważa?!Dupek! Ha, chce iść na imprezę?! To niech sam pójdzie.
 Czy tu nie ma normalnych ludzi?!
 Do końca dnia rozmyślałam jedynie jak mogę się wymigać z tej imprezy... on nie wygląda na osobę która lubi odmowy lub daje za wygraną.. a czy jemu w ogóle dziewczyny odmawiają?Pffff... przecież oczywiście, że muszą być takie.. ale jest cholernie przystojny i.. i.. i jest dupkiem. Liliana. OGAR!
                                                                         *~*
 Obudził mnie jak co rano budzik.. jeszcze 5 dni do rozpoczęcia szkoły... pojmujecie chyba mój entuzjazm? ._. wyłączyłam irytujące urządzenie i powoli wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam się tradycyjnie na poranne bieganie.. za duża koszulka i spodenki. Zeszłam na dół wypiłam szklankę soku pomarańczowego i  poszłam do salonu sprawdzić, czy trzeba podlać rośliny.. i widok ten mnie przeraził jak nigdy w życiu.. ogromny bukiet róż na stole.. na prawdę wielki, wcześniej go nie było.. wszystkie drzwi były zamknięte i do cholery, nie mam pojęcia jak ktoś mógł nimi wejść.. podeszłam bliżej rozglądając się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby je zostawić.. nic, pusto. I koperta koło nich ... "Nie zawiedź mnie xoxo".
-O kurwa.- powiedziałam nie zdając sobie sprawy, że robię to na głos.
  Przez te 3 doby zdążyłam zauważyć, że nie jest to zbyt bezpieczne miejsce dla nastolatki takiej jak ja... co się ze mną dzieje? Mam nadzieję, że to tylko zwykły podrywacz i da sobie spokój.. ale żeby tak od razu włamanie?! Bez śladu.. odpuściłam sobie bieganie, zjadłam pożywne śniadanie i  cały dzień opierdzielałam się na kanapie przed telewizorem. Nie zwróciłam uwagi nawet na sms od  tajemniczego chłopaka.. "za  pół godziny będę". Niestety będzie musiał się pogodzić z porażką, bo ja nigdzie się nie ruszam. Punktualnie po pół godziny leżenie ktoś zaczął pukać do drzwi. Zignorowałam to. Pukanie zaczęło się przeradzać w gwałtowne walenie o drewnianą poświatę.  Zaraz potem ustało.
*Pewnie sobie poszedł. Wiedziałam, że tak będzie."
-Liliano. Otwórz drzwi.. inaczej sam to zrobię.. a wiesz, że umiem. Podobały ci się kwiaty?! Jak ja otworzę, nie będę już taki spokojny.
-Cholera..- szepnęłam sama do siebie i usłyszałam bicie własnego serca. Powoli wstała i skierowałam się ku drzwiom. Co to za typ? Nie mogę pokazać, że się boję, choć cała się trzęsę.. czyli to był jednak on.
Z wahaniem przekręciłam zamek. Sam też by to zrobił.. i stanęłam z nim twarzą w twarz a jego zapach uderzył we mnie.. no nie powiem, ale klasę to on ma. Biały podkoszulek i czarne jeansy, kolczyki, tatuaże i na to marynarka z podwiniętymi rękawami. Tak, miał klasę. Ale koniec z tym.
-Czego chcesz?- powiedziałam niecierpliwym głosem i zobaczyłam jak jego szczęka się zaciska.Nie pytając o pozwolenie wparował do mnie do domu, choć chciałam go zatrzymać, jestem za drobna.
-Mam rozumieć, że idziesz w pidżamie?!- krzyknął do mnie wchodząc do salonu. Podążyłam za nim i zobaczyłam go siedzącego na fotelu.
-Masz zrozumieć, że nigdzie z tobą nie pójdę. Nie znam cię.- na te słowa zaśmiał się gorzko.
-Jestem Harry. Wystarczy?- powiedział z półuśmiechem na twarzy.
-Nie.- parsknęłam.
-Nie możesz powiedzieć nie. Nie akceptuję odmowy, księżniczko.
-A ty co do cholery w ogóle myślisz?! Pierw siłą mnie zawozisz do domu, nie wiadomo skąd wiesz gdzie mieszkasz.. Później włamujesz się do mnie w no..
-Pięknie wyglądasz jak śpisz.- powiedział, szyderczo uśmiechając się.A ja nie mogłam przez chwilę złapać oddechu. Ten człowiek to wariat.On może mi coś zrobić..
-Wyjdź.
-Tylko jak pójdziesz ze mną.
-Zadzwonię na policję. Wypieprzaj z tego domu!-tak właśnie wyładowuję strach i stres. Krzycząc.Aczkolwiek nie spodziewałam się takiej reakcji. Harry podszedł do mnie, cały czas patrząc mi prosto w oczy.. ja się cofałam.. aż natknęłam się na ścianę. Z jego oczu można było wywnioskować, że jest mocno wkurwiony.
-Nigdzie nie zadzwonisz.Pójdziemy do twojego pokoju, ubierzesz się w coś seksownego i wyjdziesz ze mną na tą cholerną imprezę. Będziesz się dobrze bawiła i cię odwiozę.- Złapał mnie za nadgarstki przyciskając mnie jeszcze bardziej do ściany.
-Mam nadzieję, że tym razem zrozumiałaś.. a jeśli nie,t o pogadamy inaczej.- mówiąc to, mocno wpił mi się w usta a ja z całych sił próbowałam mu się wyrwać. Bez skutku. Oderwał się ode mnie dając mi drogę wolną. Nie miałam wyjścia poszłam na górę..
-Ubierz sukienkę, na pewno twoje nogi są boskie, powiedział lustrując mnie na schodach.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się spodobał rozdział.. wiem, krótki, cóż nie miałam weny zbytnio xd 
Tym razem bardzo was proszę,  abyście zostawiły ślad po sobie, bo choć widzę wejścia, nie czuję motywacji do pisania i nie wiem, czy pisać dalej.. jeśli wam się coś nie podoba, to możecie śmiało napisać..

2 KOM->NEXT 


15.1.15

Rozdział 3

 -Cholera!- powiedziałam sama do siebie wciąż zdyszana.
*Świetnie! Przecież nie mogłaś trafić na jakiegoś przystojniaka z manierami. Skądże, musiałaś trafić na gości z tatuażami i poczuciem dominacji. Bravo.*
-Wróciłam!- krzyknęła  mama z tylnych drzwi, bo oczywiście ich nie zamknęłam.
-Dobrze. Co bezie na obiad?
-W lodówce jest wczorasza lasagnia.. możesz zjeść i sobie coś zamówić. Wybrałam twoją kartę kredytową, trzymaj.. masz tam pieniądze, jutro będzie mogła jechać na zakupy, mogę cię podwieźć, mamy po drodze na lotnisko.
-Ok.- powiedziałam nieco bardziej oschle niż zamierzałam.
-Wiesz? Ja idę do siebie.. zjem później, ok? To dobra..- powiedziałam i szybko wbiegłam po schodach. 
 Naprawdę mi się spodobał mój pokój. Leżałam na łóżku, słuchałam muzyki i gapiłam się w sufit. Tęskniłam za dawnym życiem.. wydawało mi się, że to dopiero początek..
                                                                                          *~*
-Liliana! Lili! Zejdź proszę już na dół, za pół godziny jedziemy. 
-Cholera! Zasnęłam, tak  szybko? Nie, nie, nie... 
-Jedziesz z nami?! 
-Tak, jasne, już schodzę, daj mi 10 minut!- wykrzyczałam i szybko poszła do łazienki.. WŁASNEJ łazienki! Tak, miałam swoją ^-^. Wzięłam baaardzo szybki prysznic i roztrzepując włosy ręcznikiem ruszyłam na dół. 
-Co ty masz na głowie?! - powiedziała mama wybuchając śmiechem. WOW, to do niej niepodobne. 
-Co jest? Ja tak zawsze, jak wyschną i tak będą znowu super proste albo lekko falowane.. 
-Żartuję, nie dąsaj się tak- powiedziała i mnie przytuliła.
-A co wy tu robicie? - rozległ się męski głos, którego jeszcze nie znałam. I ta myśl mnie zmroziła...
-O Liliana.. to jest John, twój ...
-Nie, jeśli Pan myśli, że będę mówić na Pana "tato" i zachowywać się jak wymarzona córeczka, to bardzo się Pan myli.. nie mam takiej natury, ale bardzo doceniam to, co Pan dla mnie robi i że przyjął mnie Pan pod swój dach. -powiedziałam nim mama zdążyła skończyć nas przedstawiać.
-Liliana!- odparła  z pretensją.
-Nie, spokojnie kochanie.. rozumiem cię, wiesz? Nie wymagam tego od ciebie mała, mów do mnie po prostu John- mrugnął do mnie i roztrzepał mi włosy... ile on myśli, że mam lat?! 6?7? Pff..
-Dobrze, Johnie.
            Droga minęła nam w ciszy, a ja nie miałam zamiaru jej przerywać. Tak mi było dobrze. Ja jechałam do galerii handlowej, a oni na wymarzony urlop. 
-Jesteśmy. Lili masz klucze do domu i nie zgub ich.. zapasowe są jednak w doniczce,  nie zapomnij. Wrócimy za miesiąc, trzymaj się córciu. 
-Taa, dobra mamo, pa Johnie, dobranoc. -mówiąc to jak najobojętniej wyszła i podążyłam w stronę wielkich szklanych drzwi. Otworzyłam je a moim oczom ukazała się nowiusieńka seria sklepów, to na prawdę będzie mi sprawiało frajdę! Weszłam do pierwszego sklepu, który rzucił mi się w oczy.. Pull&Bear, tak to zdecydowanie mój styl.. rockowy i  nieco chłopięcy.. aczkolwiek nie mówię, że nie lubię zaskakiwać swoją małą czarną. Wzięłam parę rzeczy i skierowałam się do przymierzalni. Wybrałam taki KILK! komplet i go kupiłam, poszłam do następnego sklepu i następnego i dalej.. aż w końcu z galerii po kilku godzinach wyszłam ubrana tak:KLIK!. Zadowolona ze swojego efektu kroczyłam z torbami pełnymi zakupów. Nie znałam jeszcze kursów autobusów a przyjechałam z mamą, więc stwierdziłam, że się przejdę na piechotę i to był największy błąd jaki popełniłam. Szłam już dobre 20 minut, ręce mi odpadają a nóg już nie czuję... 
Słyszę za sobą warkot silnika i zwalniające auto.. 
*Czyżby się ktoś nade mną ulitował*powiedziałam szczęśliwa w duchu. 
-Hej, hej! Wyglądasz na zmęczoną..?- powiedział chłopak wychylając się za szybę.
-No może trochę jestem...- odwróciłam się i  popatrzyłam na niego. BOSKI! Szatyn kręcone włosy, trochę tatuażów i zielone oczy, kolczyk w wardze i brwi i te oczy , cholera!.. takie głębokie... ale czułam, że coś w nich ukrywa.. nie to nie był dobry pomysł, był podobny do tamtego.. Zayna? Chyba tak. 
-Podwieźć cie? - zapytał jakby od znudzenia i wytrącił nie z moich jakże głębokich myśli o jego równie głębokich zielonych oczach. 
-Nie, dzięki.. robię sobie spacer.. -powiedziałam  i zaczęłam iść w tym samym kierunku co wcześniej.
-Mała, dwa razy nie będę prosił. Wsiadasz?- powiedział już nieco mocniejszym tonem, nie ukrywając poirytowania.
-Nie. Już mówiłam. -nie miałam zamiaru odpuścić... jestem uparta.
  Szłam wciąż przed siebie nie oglądając się za chłopakiem. Czy tu do cholery wszyscy muszą mieć tatuaże?! Nie ważne. Idę dalej i słyszę trzaskające się za mną drzwi i nie się zdążyłam obrócić już czułam oddech chłopaka na mojej szyi. Impulsywnie odwróciłam się i chciałam uderzyć chłopaka.. ale oczywiście jak mogłam się tego domyślić, był silniejszy, wyższy i dużo szybszy ode mnie. Złapał mnie za uniesioną rękę i parsknął.
-Tak, Zayn miał rację, jesteś zadziorna.
-Puść mnie. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Podwiozę cie. Teraz rozumiesz? -powiedział uśmiechając się do mnie. 
-Przejdę się. -nadal upierałam się przy swoim. 
-Nie przejdziesz. Bo jedziesz ze mną. 
  Wyrwał mi moje torby a mnie przerzucił sobie przez ramię. Ilekroć zdzierałam gardło, tylekroć ten dupek się śmiał. Czyt tu do cholery nie mieszka żadnych gentelman'ów? 'Najwyraźniej'- dokopała mi własna podświadomość. Postawił mnie przed samochodem.
-Wsiadaj- powiedział śmiertelnie poważnie. Już się nie sprzeciwiałam, dała za wygraną.
-Grzeczna dziewczynka- parsknął a ja już do końca drogi milczałam. Pytał się mnie wiele rzeczy, lecz milczenie było moją oznaką sprzeciwu.. nie powiedziałam nawet gdzie mieszkam. On to wiedział. To mnie najbardziej przeraziło. Wjechał na podwórko i się zatrzymał. Wyłączył silnik i odpiął pasy. 
-Widzisz? Jeszcze żyjesz.- powiedział z nutką żartu  w glosie, na co sam się zaśmiał.
-Mało śmieszne. Mogę iść? 
-Proszę. - powiedział i wyszedł wraz ze mną, dał mi zakupy i poniósł je do drzwi. 
 *Czego on do cholery oczekuje?! Że mu podziękuję za to, że siłą mnie przywiózł do domu?!"
-Wiesz, nie mówił, że jesteś taka.- odezwał się lustrując mnie z góry na dół. A ja poczułam wypieki na twarzy..
-Jaka?
-Taka. Ok, teraz wyjaśnię ci parę spraw księżniczko.. przyjechałaś tu i nic nie wiesz. U NAS się nie oblewa wodą nas, bo zazwyczaj się to źle kończy. Aczkolwiek było to zabawne. Powiedzmy, że jestem miłosierny, dlatego, że nieźle wyglądasz i lubię dziewczyny, które mi się opierają, choć wiedzą, że tak na prawdę nie przestaną myśleć o mnie kiedy je zostawię same. Pójdziesz ze mną jutro na imprezę, i tym razem bym nie debatował gdybym był tobą. I tak jestem podenerwowany, więc po prostu bądź gotowa o 20. Napiszę ci sms'a. A teraz trzymaj już ten telefon.- podał mi własny telefon, a mi się po prostu rozdziawiły usta. Przecież wiadomo, że z nim nigdzie nie pójdę! Wzięłam od niego mój skarb i zatrzasnęłam drzwi. Zaczęłam swój  niezwykły monolog.
-Za kogo on się do kurwy nędzy uważa?! Dupek! Ha, chce iść na imprezę?! To niech sam pójdzie. Czyt tu są normalni ludzie?!


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się spodoba.. nie pisałam dawno, ale mam nadzieję,  że jeszcze jesteście.. byłoby miło gdybyście zostawiły ślad po sobie, bo to bardzo pomaga i motywuje ^-^
                      2 KOM---> NEXT 
 Im więcej kom, tym szybciej :* 

6.1.15

Rozdział I

 *Czekam na mamę już trzecia godzinę.. ojciec nie żyje i nic z tym nie mogę zrobić. Nie pójdę na pogrzeb. Nie będę się z nim po raz kolejny żegnała.*
-Liliana? Przepraszam kochanie, były korki i sama rozumiesz..- powiedziała matka udając minę zmartwionej osoby.Nawet nie pytając co się stało z jej byłym mężem.
-Daruj sobie, okej? Wiem, że byłaś z mężem, bo jest godzina 3 nad ranem, kto normalny jeździ o tej porze. Bez korków  jechałabyś 2 godziny, nie było cię ponad 3. Mamo, czegoś mnie nauczyli w tej pieprzonej szkole.
-Liliano! Nie takim tonem do własnej matki.
 Tymi słowami zakończyła wszelkie rozmowy dzisiejszego dnia pomiędzy nami. Jechałam do jej wielkiej posiadłości.Jej i jej męża numer 4? Może 5? Nie ważne. Ważne, że znajdowała się całkowicie na drugim końcu miasta zwanego Londynem, a tak na prawdę na samym jego skraju.Weszłyśmy do samochodu i ostatnie co pamiętam tamtego dnia, jest radiem w aucie.
                                                                        ***
-O cholera! - zajęczałam z bólu. Coś mi się wydaje, że za mocne prochy mi dali w tym szpitalu.
 No nic, trzeba będzie przeżyć. Miałam chwilę, żeby się rozejrzeć. Obszerny pokój (najprawdopodobniej już na stałe mój). Pomalowany na ciemny krem, jedna ściana zaś była ciemno brązowa. Sufit biały, a na jego środku wielki żyrandol. Jednym słowem "WOW".  Wielkie łóżko,   na przeciwko niego toaletka z wielkim lustrem. Z boku drzwi za pewne do garderoby, tylko, że nie mam tylu ciuchów. Na pokój raczej nie będę mogła się skarżyć. Powoli wstałam, wzięłam prysznic i się ubrałam, było jeszcze dosyć ciepło więc wybrałam spodenki i luźną bluzkę. Wzięłam telefon i zeszłam skonfrontować się z moją nową rodziną. Była już 13, i zdziwiłam się, że ktokolwiek jest w domu.
-Dzień dobry księżniczko.- powiedziała z uśmiechem mama.
-Cześć.- odpowiedziałam sucho, biorąc tosta ze stołu.
-Paul pojechał na chwilę do firmy, czasem musi pracować w niedzielę, zwłaszcza przed urlopem.
-Jedziecie gdzieś?
-Właśnie chciałam z tobą o tym porozmawiać. Mamy wykupione dwa miejsca na Hawaje, ale jeśli chcesz zostaniemy. Wiem, że ciężko przeżyłaś śmierć ojca i zrozumiem.
-Nie martw się. Dam radę mam już 17 lat. Idę do drugiej klasy College'ium. Więc dam radę.
-To dobrze wyjeżdżamy za dwa dni, dam ci pieniądze na co tylko zechcesz, w sumie to już Paul założył ci konto w banku i masz kartę. Mam nadzieję, ze pokój ci odpowiada, jeśli nie to zrobisz sobie remont. Pieniądze będą ci wpływały co miesiąc, więc o to się nie martw. Wyjeżdżamy na miesiąc.  Szkołę już masz załatwioną, będziesz chodziła do 4-tego College'um w mieście. Jest niedaleko, ale jeśli chcesz możesz jeździć porsche, leży w garażu nieużywane, więc jeśli masz prawo jazdy to..
-Tak mam.
-No dobra, mam nadzieję, że wszystko już wiesz, ja jadę do salonu i na zakupy. A i masz rzeczy przywiezione z waszego mieszkania. Są też w garażu. Już lecę skarbie bo się spóźnię.
-Jasne, pa.- zrobiłam wymuszony uśmiech.
 No nic, czas na poranne biegi. Tak się odstresowuję, wiem. Trochę dziwne, no więc telefon słuchawki i na pole.
 Biegłam w stronę miasta. Zauważyłam, że jest to dość bogata i duża dzielnica. Nie pasuję tu. Dobiegłam do sklepu i usłyszałam jakieś gwizdy za sobą.
 *Spokój Liliana. Uspokój się .. nie chcesz awantury.*
 Odwróciłam się i weszła do sklepu, nie obeszło się oczywiście od tandetnych tekstów, na które starałam się nie reagować. Kupiłam butelkę wody i wyszłam pijąc ją. Całkiem zapomniałam o obecności tych  chłopaków. Nawet na nich nie spojrzałam, tylko szłam przed siebie, gdy poczułam, że ktoś mnie szarpnął za rękę i odwrócił w swoją stroną. Teraz stałam z jednym z nich twarzą w twarz. Był to brunet, grzywkę miał ułożoną do góry a boki włosów podcięte. Widać było, że z ich paczką się nie zadziera. Cholera, na kogo ja wpadłam. Brunet miał wytatuowane częściowo ręce. Biała koszulka i jeansy. Pod koszulką można jednak było zauważyć, ze jest umięśniony, co mi się spodobało.
 *Cholera, myślę przecież o moim napastniku nie zwykłym kolesiu!*
 - Cześć piękna.- powiedział do mnie głębokim głosem, wciąż zbliżając się do mnie.-Może masz ochotę wpaść do mnie, porozmawiamy, albo zrobimy coś innego... nie widziałem cię tu wcześniej. Jesteś nowa?
 -Może.
-O jaka niedostępna-krótko się zaśmiał- Jestem Zayn. Lubię takie.-  wraz z tymi słowami ścisnął lekko mój pośladek i szyderczo się zaśmiał.
-Zayn... wiesz, chyba jesteś trochę zbyt napalony, nie sądzisz? Nie jest ci gorąco? Pomogę ci!- wlałam na niego zawartość mojej butelki, po czym rzuciłam się w stronę skąd przybiegłam. Oczywiście biegł za mną, jakbym nie miała dość wrażeń na dziś. Ulica była pusta. Strasznie mało tu przechodniów jak na dzielnicę z taką ilością domów.
 Już był tuż za mną, skręciłam i weszłam na swoje podwórko, po czym wparowałam do domu.Mulat chwilę stał, uśmiechnął się i powoli odszedł.
 -Cholera!- powiedziałam sama do siebie wciąż zdyszana.


*********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podoba.... i mam nadzieję, że będą jakies komentarze, ponieważ mimo tego, że wiem, iż ktoś to czytał (wyświetlenia) to komentarze jednak mocno motywują, do dalszego pisania ^-^

5.1.15

Prolog

-Zostań! Rozumiesz?! Zostań, proszę… ja nie umiem żyć.. nie zostawiaj mnie samej.-załkałam przy szpitalnym łóżku
-Kochanie, wszystko będzie dobrze.. pojedziesz do matki, ona da ci wszystko, czego ja nie mogłem… i nigdy bym nie mógł. Ona cię kocha. Zobaczysz ułoży…
-Nic się nie ułoży! Rozumiesz?! Nic! Dlaczego do cholery ty to zrobiłeś?! Ona mnie kocha?! To była przecież taka zabawa, nie pamiętasz?! To są jej słowa… a ty mnie kochasz? Chcesz mnie zostawić. Nawet nie chcesz spojrzeć mi w oczy…- ostatnie słowa wypowiadałam niemal niesłyszalnie.
-Nie mogłem patrzeć jak się męczymy, nie chciałem tak żyć. W niedostatku, w biedzie. Straciłem prace… chciałem, żebyś normalnie żyła i ..
-Ja byłam szczęśliwa. Byłam cholernie szczęśliwa! Znalazłbyś pracę, ja bym poszła do pracy. Ułożyłoby się. A ty?! Ty przedawkowałeś do cholery. Nic mi nie powiedziałeś. Mówiłeś, że to wolne… ja cię kocham.. tatusie nie zostawiaj mnie, proszę.- po tych słowach już nie mogłam złapać oddechu, rozryczałam się na dobre. Ojciec spojrzał na mnie, a z  oczu wypłynęła mu pojedyncza łza.
-Przepraszam cię, kochanie. Moja mała Lilianka. Nigdy się nie poddawaj i … -jakieś urządzenia zaczęły nieznośnie piszczeć, nie mogłam zachować spokoju, ani złapać powietrze w płuca… znacie to uczucie kiedy przebywacie za długo w wodzie? Albo gdy dostaniecie piłką w brzuch, wywrócicie się na plecy? Tak właśnie się teraz poczułam…

-Nie! Proszę, jeszcze chwilę! Błagaam! – usłyszałam krzyki, dopiero gdy poczułam ostre pieczenie w gardle, zauważyłam, że to ja krzyczę. 

Emilie M.