28.2.15

Rozdział 20

Chłopak siedział przy stole, a koło niego praktycznie pusta butelka Jack'a Daniels'a. MOJEGO Jack'a Daniels'a. Loczek ledwo siedział i patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem a później głupkowato się uśmiechnął. Ale nie to mnie najbardziej przeraziło.. jego stan. Nie dość, że był totalnie pijany, to miał ślady po bójce. Obity policzek, jakby wydarty kolczyk z wargi. Za pewne wydarty, bo widziałam tylko smugę krwi na wardze, a po kolczyku ani śladu. Rozcięta brew i on cały w błocie. *Co do cholery?!*
-Co ty do cholery wyprawiasz?!- krzyknęłam przerażona.
-Tęskniłaś?- zapytał
-Gdzieś ty był Harry? Co ci się stało?! Z resztą, nie ważne.-
     *Boże pomóż, bo zwariuję*
   Pomogłam chłopakowi wstać i zaczęłam go ciągnąć w stronę łazienki, a on marudził z bólu na każdym kroku. Zasłużył. Zamknęłam klapę od ubikacji i pomogłam mu siąść na niej.
-Co...? Ty.. odpie..aszsz?- tak, zaczyna mówić swoim własnym językiem... powodzenia sobie życzę.
-Harry siedź spokojnie i nic nie mów. Opatrzę ci te rany. Mam tu apteczkę. Ty po prostu spokojnie siedź. Później mi powiesz co się stało.- popatrzyłam wymownie na pijanego i zauważyłam, że z grymasem na twarzy lekko kiwnął. Przynajmniej się zgodził.. mogło być gorzej. Wyciągnęłam wodę utlenioną z apteczki i zaczęłam polewać poszczególne miejsca gdzie miał rany. Na początku loczek starał się być męski zaciskał szczękę nic nie mówiąc. Jednak gdy doszłam do wargi i dość dużego na niej rozcięcia pękł.
-Uważaj! To, ze nie jestem zbyt trzeźwy nie znaczy, że nic nie czuję.- powiedział tym razem juz normalnie.. czyli wraca do normalności.
-To się nie ruszaj, bo próbuję ci pomóc!
 Nie czekając na odpowiedź po prostu wzięłam plastry  z maścią do kojenia bólu i przyspieszające gojenie ran i ponaklejałam gdzie mogłam. Rozciętą rękę zawinęłam bandażem po obmyciu rany wacikami.
-Zostajesz na noc. Przyniosę ci coś John'a. Wykąp się.
-Justin nie wróci na noc? Myślałem, że się tak dobrze dogadujecie, że...
-Nie jestem cholerną dziwką!- krzyknęłam i trzasnęłam za sobą drzwiami wychodząc.
*Ughghgh!*
  Muszę mu pomóc, bo nie mogę go puścić w tym stanie do domu. Ale jeśli bardzo będzie nalegał, to niech sobie idzie. Weszłam  do sypialni mamy i John'a. Otwierałam wszystkie szafki po kolei aż znalazłam jakieś koszulki i spodenki czy coś. Nie znam się. Wzięłam zdobycz i zapukałam do łazienki.
-Proszę!- krzyknął.. przecież nie jestem głucha. Weszła do łazienki, a on dopiero sięgał po ręcznik.
-Co ty odpieprzasz?! Przecież pukałam!- krzyknęłam zasłaniając oczy i machając ciuchami, które złapał i odłożył  na bok.
-Mam ręcznik. Możesz patrzeć.- na te słowa powoli odemknęłam jedno oko i upewniając się, że mówi prawdę otwarłam oba. Złapał mnie w talii i do siebie przyciągnął. Cholera... widok jego w samym ręczniku owiniętym wokół bioder to jedno. A bycie z nim tak blisko, podczas gdy jego ciało jest wciąż mokre i czucie jego mięśnie (wytatuowane lekko) pod  dłońmi, przysparzało mnie o palpitację serca.
-Czemu z nim pojechałaś? - zapytał patrząc mi prosto w oczy,a mi sie zrobiło gorąco.
-Bo go lubię.
-A mnie nie?- był jeszcze bliżej mojej twarzy.. poczułam jego oddech na moich ustach.
-Kolego, mogę jeździć z kim chcę i kiedy chcę.
-O to chodziło?! Dlatego, że nazwałem cię koleżanką?- czułam jakby wiercił dziurę w mojej głowie.. odwróciłam wzrok.
-Hej.. to nie tak, że nie chcę... ja po prostu się nie spotykam.. z nikim. Ale uwierz, że gdybym to robił, byłabyś pierwsza w kolejce.- zmusił mnie do patrzenia mu w twarz.
-To czemu się denerwujesz, że się z kimś spotykasz?- zapytałam prosto z mostu.
-Bo chcę Cię. Z resztą już ci mówiłem. Jesteś moja. Pamiętasz?- po tych słowach zbliżył się do mnie. Za blisko... coraz bliżej... i znowu to samo. *Cholera! Tyle lat asertywności a teraz co? Zachowujesz się jak zakochana nastolatka?!*
 Więcej nie myślałam.. czułam tylko jego wargi na swoich.. czułam jak bardzo popękane są i je chciałam naprawić.. właśnie. Nie powiedział mi co się stało. Gwałtownie się od niego oderwała.
-Ubierz się. Czekam na ciebie w salonie.- chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a ja szybko wyszłam.
-Brzmi seksi.- powiedział swoim 'uwodzicielskim' głosem. Tak. Miał taki specjalny n a każdą okazję. Nie pytajcie czemu.. ja też go nie rozumiem. Po chwili wyszedł z łazienki mocno zawstydzony i drapał się po  głowie. Może jeszcze działa ten Daniels... gdy zobaczyłam go już wiedziałam skąd u niego ta reakcja. Koszulka była w porządku na niego, ale kraciaste spodenki (zielone) wyglądały komicznie na nim. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
-Wyglądasz umm... ciekawie..- powiedziałam próbując zachować powagę. Loczek siadł na drugim końcu kanapy, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Nie wytrzymałam. Chłopak przyciągnął mnie do siebie za kostki, a ja spoważniałam.
-Takie to śmieszne?- powiedział poważnie, a ja udawałam wystraszoną... chłopak pomyślał, że ma nade mną wyższość i, że wygrał.
-Wiesz.. ja. Ja tylko pomyślałam, że.. oj no wyglądasz tak seksi.. sam rozumiesz- odparłam próbując tamować śmiech, co mi nie wychodziło. Harry popatrzył na mnie zmylony.. podniósł się na jednym kolanie i zaczął mnie łaskotać.. dźgać po brzuchu w ogóle  wykorzystywać wszystkie moje słabości.Płakałam ze śmiechu.
-Przestań.. hahah... Harry, prooo.... szęęęę!- krzyczałam między chichotami. Chłopak najwyraźniej też się dobrze bawił.
-Och, nie.. to jest śmieszne.. powiedz, że pięknie wyglądam, kochanie... hihih- oparł chichocząc ja głupi (taa, to na pewno ten Daniels)
-No dobra, dobra.. poddaje się! Tylko przestań...- przestał mnie łaskotać i złapał oba moje nadgarstki w jedną dłoń i uniósł nad moją głowę zmuszając mnie do położenia... sam praktycznie leżał na de mną, a nasze twarze dzieliło może 2-3 centymetry.
-Mów.-nakazał, a ja zmęczona śmianiem się zaczęłam.
-Hazzuś.. jesteś piękny.. zwłaszcza w tych seksi spodenkach- zachichotałam.
-Lubię jak tak mówisz- uśmiechnął się.
-Jesteś urocza.- odparł i mnie leciutko pocałował, po czym się podniósł.. a ja rozczarowana na niego popatrzyłam ze zdziwieniem.
-Przyjdzie na to czas.- mrugnął do mnie
-Chciałaś o czymś pogadać, prawda?- spojrzał na mnie i usiadł bliżej.
Uwielbiam tego gifa *,* 
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, jak nie to nic nie poradzę xd
Wszelkie zastrzeżenia proszę pisać w komentarzach i proszę o dodawanie tych komentarzy jeśli ktoś czyta! Bo ponad 100 wyświetleń a komentarzy 4 :) 
Więc ogólnie opłakana liczba xd
Zobaczymy kiedy next. Zależy od was, czyli od ilości komentarzy ;)


25.2.15

Rozdział 19

-Zaraz przyjdzie zamówienie.- zmienił temat, wyczuwając napiętą atmosferę, a mnie coś ukuło w piersi. Czyżbym jeszcze miała kawałek serca? *Hah! Niemożliwe.*
-Nie jestem głodna.. 
-Co?
-Zjedz sam. Ja idę.. do kiedyś tam.- szybko rzuciłam i wyszłam nie zważając na to, jakie będą konsekwencje tego co właśnie robię. Wykręciłam numer do Justin'a idąc już chodnikiem i po prostu chciałam się wyrwać.
-Halo?- usłyszałam zaspany głos szatyna.
-Śpisz?-zapytałam i mimowolnie się uśmiechnęłam pod nosem.
-Nie, niee.. a co?
-Chcesz się dalej spotkać? Jestem na ulicy Lincoln'a. przyjedź, będę szła w stronę domu.
-Jasne, już się zbieram.. cieszę się, że zmieniłaś zdanie. Zaraz będę.- powiedział i się rozłączył. Szłam jeszcze chwile kiedy zobaczyłam auto Justina, ale równocześnie usłyszałam za sobą dźwięk silnika. Będąc już przy drzwiach czarnego Lambordini obejrzałam się wstecz.. Kto to mógł być jak nie Harold?! Popatrzyłam na niego. Jego usta mówiły bezgłośne 'nie', a mnie ukuło coś w piersi. Nie zważając na niego wsiadłam do samochodu i ostatni raz spoglądnęłam na loczka, który nerwowo walną pięściami o kierownice. Następnie odjechałam. Nie wiedziałam gdzie jadę.. ale jednego byłam pewna. Chcę być najdalej od Styles'a. Nic mi nie zrobi lepiej niż zapomnienie.. on nie jest dla mnie dobry. Nigdy nie będzie.
-Ej mała.. co się stało?- popatrzył na mnie z troską, a ja przez chwilę się zastanowiłam czemu myślałam, że Harry jest dla mnie lepszy.
-Nie, nic.. gdzie jedziemy?- sztucznie się uśmiechnęłam.
-Może spacer na molo? - zapytał a mi się to skojarzyło z jedną jedyną osobą. *Kurwa*
-Jasne..- parsknęłam z sarkazmem w głosie, chociaż nie chciałam. Cholerna ironia losu.
-Jak nie chcesz, mogłaś nie dzwonić..
-Ej... jest w porządku.. na prawdę - skłamałam po raz kolejny. A  chłopak już nic nie mówił. Jechaliśmy w ciszy.. zaparkował samochód i wysiedliśmy. Usiedliśmy na molo i już był wieczór... gapiliśmy się w  gwiazdy.
Chłopak opisał mi każdą z osobna. Powiedział nazwę i wytłumaczył. Było miło. Patrzyłam na górę. W niebo i myślałam. Wstałam..
-Idziemy się kąpać?
-Co?!
-No chodź.. ja idę..- powiedziałam ściągając spodnie.
-Ej, może to nie najlepszy pomysł, Lil.- pochyliłam się nad nim i spojrzałam mu w oczy po czym zrobiłam minkę zbitego szczeniaczka..
-Prrooszę?
-Nie.
-W takim razie idę sama.- ściągnęłam koszulkę i w samej bieliźnie zeskoczyłam z molo prosto do wody.
-Ale ciepluuutkooo. No chooodź! - krzyczałam z wody.
-Oszalałem.- powiedział chłopak i szybko ściągając z siebie ubrania wskoczył za mną. Nie kłamałam. Woda była wspaniała.. cieplutka i odprężała ciało. Zanurzyłam się powoli i popłynęłam pod wodą w stronę brzegu gdy poczułam czyjeś ręce ciągnące mnie za nogi. Po chwili byłam przy Justin'ie.
-Pierw każesz mi skakać z tobą do wody, a  potem mi uciekasz? Nie sądzisz, że to trochę nie fair?- powoli zbliżał swoją twarz do mojej, a ja spanikowana plusnęłam go wodą w twarz, na co chłopak uroczo się zaśmiał i zrobił to samo.
-Chcę na barana!
-Co chcesz?!- popatrzył zdziwiony
-Na barana- zaśmiałam się, a szatyn odwrócił się tyłem do mnie i zanurzył pod wodę.. po  chwili poczułam, że się unoszę do góry.Chwilę tak ze mną pochodził by po jakimś czasie brutalnie mnie zepchnąć do tyłu. Strzeliłam udawanego 'focha' i spróbowałam wyjść na molo. Taaa.. bycie niskim nie jest takie super.
-Mała, pomogę ci.- powiedział Justin i zaraz siedziałam na molo. Po chwili on już znalazł się koło mnie. Chwilkę rozmawialiśmy o wszystkim i niczym kiedy powiał wiatr a nasz przemoczone od mokrej bielizny ubrania nie były zbyt ciepłe. Chłopak zobaczył, że dygoczę i zbliżył się nieco do mnie.
-Wracamy?- szepnął mi do ucha, a mnie przeszły ciarki.
-Mhmm..- odparłam rozanielonym głosem.
-Lubisz to.
-Niby co?- zapytałam zdziwiona, kiedy skierowaliśmy się w stronę samochodu.
-Jak ci ktoś szepcze do ucha.
-Wcale, że nie. Po prostu to jest miłe. Pfff.- fuknęłam i poszłam szybciej, żeby ukryć swoje czerwone policzki.Weszłam do samochodu i nim się oglądnęłam byliśmy już na moim podwórku. Świeciło się światło w kuchni.
-Co jest?- spytał Juss
-Nie, nic. Pewnie zostawiłam zaświecone światło.. ale marnotractwo.- parsknęłam
-Heh
-No to ja już idę.. dzięki za miły wieczór.- dałam mu buziaka w policzek i w tempie światła wyszłam.
  Słyszałam odjeżdżający za mną samochód, więc podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Jak myślałam, były już otwarte. To mogło oznaczać jedno- Harry.  Weszłam szybko do domu i skierowałam się do kuchni w której było zaświecone światło i widok ten mnie zaskoczył.
 Chłopak siedział przy stole, a koło niego praktycznie pusta butelka Jack'a Daniels'a. MOJEGO Jack'a Daniels'a. Chłopak ledwo siedział i patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem a później głupkowato się uśmiechnął. Ale nie to mnie najbardziej przeraziło.. jego stan. Nie dość, że był totalnie pijany, to miał ślady po bójce. Obity policzek, jakby wydarty kolczyk z wargi. Za pewne wydarty, b widziałam tylko smugę krwi na wardze, a po kolczyku ani śladu. Rozcięta brew i on cały w błocie. *Co do cholery?!*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejny rozdział jak obiecałam dziś ^-^ rozdział 20 najprawdopodobniej w piątek! c; no chyba, ze mnie przekonacie coś do jutra, to napiszę kawałek i podzielę na 2 części :)
                                   Mam nadzieję,  że się spodobało :)    


23.2.15

Rozdział 18 cz.II

-Będzie dobrze.. obiecuję.- odparł a ja poczułam, ze opadam z sił. Za dwa dni szkoła. Dziś sobota.. jutro niedziela a później tylko poniedziałek. Nie chciałam o tym myśleć.
-Harry..
-Hmm..?
-Dziękuję.- szepnęłam.
-To ja dziękuję. Od tego tu jestem. Nie skrzywdzę cię więcej.- powiedział, a ja wyczułam pewne wahanie w jego głosie. *Nie teraz. Nie chcę tego zepsuć.*
-Jesteś głodna?
-Jeszcze pytasz?!- odparłam unosząc się powoli z jego torsu. *Sama nie wiem jak się tam znalazłam, więc nie pytajcie* Chłopak zaczął ocierać moje łzy..
-Lil.. jesteś piękna. Nawet nie wiesz jak bardzo.- dodał, a ja  szybko spuściłam twarz ze wstydu.
-Hej. Mała, nie masz się czego wstydzić- powiedział jeszcze i pocałował mnie w czoło, a następnie poprowadził do samochodu.
-Źle wyglądam.
-O to się nie martw.. i tak bym nie pozwolił aby ktokolwiek się do ciebie zbliżył- posłał mi łobuzerski uśmiech, a ja wbrew woli się słabo uśmiechnęłam.
-Pizza?
-Chińszczyzna!-zadarłam się
-Tajskie!- krzyknął głośniej na co oboje wybuchliśmy śmiechem.
-To może pojedziemy do mnie i zamówimy oba.. co ty na to?- zerknął na mnie doszukując się aprobaty..
-Obiecuje, że nie tknę twojej chińszczyzny.- zaśmiał się, a ja kiwnęłam głową.
 Niedługo później staliśmy w drzwiach tej ogromnej rezydencji. To dopiero tydzień a już tyle wspomnień.
-Mała, co tak myślisz?
-Mała to jest twoja pała!- powiedziałam wytykając mu język.
-Niska? To do pyska- mrugnął wymownie i śmiesznie poruszył brwiami
-Pff.. zboczeniec!
-To nie ja zacząłem- odparł dumny ze swojej riposty, po czym przepuścił mnie  w drzwiach.
-Rozgość się, skarbie. Ja idę dzwonić po żarcie.
-Oki., SKARBIE!- krzyknęłam żeby usłyszał.
-Pozwalam ci tak mówić.. pasuje do mnie, czyż nie?!
-Nie!- parsknęłam, po czym wyczułam wibracje w spodniach i bez zastanowienia odebrałam.
-Halo?
-No hej!- usłyszałam miły głos przyjaciela. Justin, ale chyba lepiej Harry'emu o tym nie wspominać.
-A no cześć, co tam?
-Wiesz.. myślałem, że może gdzieś wyskoczymy? Pierwsza randka się nie udała...
-Bo wiesz Justin..- *CHOLERA!* Harry wszedł akurat gdy wymawiałam jego imię. Mądra. Popatrzył na mnie rozwścieczony, a mi nie wiem czemu.. chyba mi zależało na nim.
-Bo wiesz JUSTIN. Ja się z kimś umawiam już.- powiedziałam dumna i zobaczyłam aprobatę u loczka.
-Ach.. niech zgadnę.. Harry? Uważaj na niego, mała.- nie wiem, ale wolałam jak o mówi Harry.
-Chyba nie mam na co..
-No cóż.. spóźniłem się. Jakbym rzeczywiście miał rację z tą uwagą i miałabyś problemy.. albo on by coś zrobił, to śmiało dzwoń.. do zobaczenia Lilli!
-Pa.- parsknęłam i się rozłączyłam.
-Co chciał?
-Umówić się...- widziałam jak mięśnie Harry'ego się napinają
-Ale odmówiłam!
-Dobrze.Nie zrozum mnie źle Lil.. ale nie nazwałbym tego umawianiem się. Może po prostu na razie nazwijmy to 'przyjaźnią'? Jesteś moją koleżanką, no nie?- powiedział a mi mimowolnie się otworzyły usta ze zdziwienia. Bezczelny. Ile razy już się 'lizaliśmy', ile razy ze sobą spaliśmy? Kłóciliśmy?Godziliśmy? Kurwa.
-Jasne, KOLEGO.
-Zaraz przyjdzie zamówienie.- zmienił temat, wyczuwając napiętą atmosferę, a mnie coś ukuło w piersi. Czyżbym jeszcze miała kawałek serca? *Hah! Niemożliwe.*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Macie taki króciutki, bo humorek chujowy jakby? Ach whatever.. kocham was miśki..


22.2.15

Rozdział 18

Umiałam grać dość dobrze.. też lubiłam śpiewać.. myślę, że to mi pomoże.. więc po prostu wstałam i ruszyłam w stronę jakże zbawczego pomieszczenia. Weszłam do niego i oczywiście pierwsze co zaatakowały mnie wspomnienia loczka.. gdy weszłam był speszony, a ja wciąż nie wiem o co chodzi.. czy ja w ogóle coś o nim wiem?
 Postanowiłam dłużej się nad tym nie zastanawiać i oddać się pięknie muzyki.. usiadłam przy fortepianie i zaczęłam grać i  śpiewać piosenkę którą nauczył mnie ojciec.. robił wiele złych rzeczy, ale gdy nie był na prochach był wspaniały... wszystko wyrzuciłam ze swojej pamięci i ŚPIEWAŁAM. W czasie tej piosenki uzmysłowiłam sobie jak bardzo kochałam to robić.. potem zaczęły się problemy i no musieliśmy sprzedać fortepian i wiele innych rzeczy.. *muszę przestać o tym myśleć*
 Skończyłam grać i uśmiechnęłam się lekko sama do siebie.. powoli zakryłam klawisze i przejechałam palcami po gładkiej powierzchni.
-Nie wiedziałem, że grasz.. no i pięknie śpiewasz.- podskoczyłam ze strachu i prędko odwróciłam głowę w kierunku drzwi z których dobiegał głos. *Cholera!* loczek luźno stał i opierał się o futrynę.. wiedziałam, że nie wygram z nim więc najlepiej będzie gdy go po prostu zignoruję. Więc jak pomyślałam tak zrobiłam, wstałam i przeszłam obok niego obojętnie kierując się w stronę kanapy, wzięłam pilot i kładąc się włączyłam telewizor.
-Mnie się nie ignoruje.- powiedział kierując się w tą samą stronę co ja.
-Hah! Uderzysz mnie?! Nie boję się ciebie Styles.- odparłam z lekkością a żołądek coraz to bardziej mi się ściskał.
-Lili. Ja..
-Liliana.- poprawiłam go akcentując moje imię.
-Liliana, to nie było zamierzone.. nie kontrolowałem się i nie miałem na celu wystraszyć cię, a co dopiero skrzywdzić.- powiedział ze skruchą na co ja wybuchłam zbyt gorzkim śmiechem.
-Płakałaś..- powiedział lustrując mnie.
-Nie.
-Nie pytałem. Ja to wiem. Widzę. Zaczerwienione oczy, rozmazany makijaż i włosy w nieładzie i do tego ścieżki łez.- dopowiedział a ja czułam jak pęka mi grunt pod nogami.
-I co w związku z tym?- udawałam znudzoną i szybko uniknęłam jego wzrok gapiąc się na telewizor.
 Podszedł do mnie i przysiadł się przesuwając moje nogi. Zbliżył się do mnie i chwycił moją twarz w swoje dłonie.
-Liliana, patrz na mnie. Nie wytrzymam jeśli będziesz unikała mojego wzroku.- powiedział a ja wyczułam napięcie między nami.
-A co jeśli nie chcę na ciebie patrzeć?
-Ty tego chcesz tak bardzo jak i ja. A to, co mówiłaś wczoraj w nocy?
-Byłam pijana.
-Człowiek mówi prawdę po pijanemu, Lil..- szepnął zbliżając twarz do mojej, a ja potrafiłam wyczuć jego oddech.. dostałam gęsiej skórki.
-Widzisz jak na ciebie działam? Pragniesz mnie..- dodał jeszcze i mnie pocałował.. a ja nie odwzajemniłam pocałunku. Zbliżył się jeszcze bardziej aby oderwać się od pocałunku i pogładzić mój policzek.
-Mała nie rób mi tego. Całuj mnie tak jak wczoraj. Widzę, że tego chcesz. Proszę?- *Tak. Pragnęłam tego. Ale co miałam zrobić?* Gdy odwróciłam znowu głowę w stronę telewizora a małe kropelki zaczęły znów kumulować się w kącikach moich oczu, chłopak zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Zaczął powoli i czule całować każde zaczerwienienie na moich ramionach. A ja tylko potrafiłam na niego patrzeć.. nie umiałam nic powiedzieć. Myślę, że chciałabym, aby ten Harry którego teraz widzę był tym prawdziwym.
I choć wiem, że będę tego żałowała przyciągnęłam chłopaka tak, by nasze twarze były na równym poziomie i powoli go pocałowałam. On równie delikatnie oddał ten pocałunek. Muskał moje usta swoimi, a chwilami zdawało się, że są stworzone dla siebie.
-Przepraszam.. tak bardzo przepraszam, kochanie..- powiedział przez pocałunek, a ja nic nie mówiłam.. po prostu zatraciłam się w euforii w którą loczek mnie wplątywał. *Dlaczego tak to jest z nami, że albo kończymy się całując albo próbując się zabić..* oderwałam się od niego i po prostu przytuliłam.. tego teraz potrzebowałam. Po prostu bliskości..
-Hej mała.. co się dzieje..?- zapytał jakby z troską?Ughgh
-Wiesz.. gdy śpiewałam.. ja sobie przypomniałam mojego ojca..
-To chyba dobrze prawda? Wyjeżdża za granicę do pracy? Tęsknisz za nim?- na te słowa parsknęłam.
-Naprawdę myślisz, że moje życie jest tak idealne? Pamiętasz jak uniknęłam powodu mojego przyjazdu? Mieszkałam z ojcem.. on.. przedawkował.- szybko wypowiedziałam ostatnie słowo i pojedyncza łza spłynęła na jego koszulkę. Chłopak nie wiedział co powiedzieć... *najlepiej będzie jak nic nie powie*
Loczek mocniej mnie  objął, jakby chciał mnie ochronić przed złem które czyha na zewnątrz.
-Będzie dobrze.. obiecuję.- odparł a ja poczułam, ze opadam z sił.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział udany c: nie wiem czemu zrobiłam go tak smutny.. teoretycznie chyba też są dobre strony tego.. bo w końcu jest przy niej Harry c'nie? :) Bardzo się cieszę z takie motywacji jaką mi dajecie :)  jest to miłe z waszej strony i kocham was moje kochane ♥Next pojutrze :)


21.2.15

Rozdział 17

Czytajcie notki pod spodem! xd ;d


-Przecież cię ostrzegałem...- szepnąłem i też zapadłem w sen

                                                            *Oczami Liliany*

      Otworzyłam rano oczy i poczułam przeszywający ból w skroniach. Tak, za dużo alkoholu. Chciałam się podnieść ale poczułam ręce ciaśniej oplatające mnie w talii. Cholera. Harry. Popatrzyłam na niego spod zmrużonych oczu i przypomniałam sobie poprzednia noc. *Głupia!*
Niestety musiałam przyznać, że przy nim śpię spokojniej, a jego głos jest kojący (i seksowny).Tylko nie mam pojęcia czemu mu to mówiłam. Jak już mówiłam jestem totalną idiotką.
-Podoba ci się to, co widzisz?- dopiero gdy loczek się odezwał przypomniałam sobie, że cały czas się na niego gapię. Oczywiście odwróciłam zawstydzona twarz.
-Ughg.. nie mów tak głośno..-szepnęłam ledwo słyszalnie, a on się roześmiał dźwięcznie.
-Wiedziałem, że będziesz umierała. Wiesz, możesz mi podziękować. A poza tym nie dokończyłaś wczoraj mojej nagrody..- powiedział i się powoli do mnie zbliżał a kiedy położył swoją dłoń na moim udzie mimowolnie się szybko oderwałam do tyłu i skończyło się to tak, że spadłam na podłogę.
-Hahahah- nie mógł się zamknąć- nie bój się tak mnie, to ty zaproponowałaś wczoraj - odparł z bananem na twarzy.
-Cicho do cholery! Pęka mi głowa i czuję się fatalnie. A wczoraj byłam pijana, a ty to wykorzystałeś!- krzyknęłam a Harry'emu pociemniały oczy i nim zdążyłam zauważyć już był przy mnie, więc dźwięcznie się podniosłam i miałam już iść po wodę, gdy poczułam jego dłonie na swoich przedramionach. i wykrzywiłam twarz z bólu.
-Nigdy, powtarzam NIGDY nie mów, że wykorzystałem cię bo byłaś pijana. Rozumiesz?! Nigdy. Gdybym chciał cię wykorzystać, dziś nie mogłabyś normalnie siedzieć. Ja nie wykorzystuję kobiet. Tylko się całowaliśmy. Co z tobą do cholery nie tak?!- powiedział coraz bardziej ściskając  moje ramiona a  ja powoli nie wytrzymywałam bólu. W tej chwili mnie przerażał. Jak ja mogłam czuć się bezpiecznie przy nim..
-Wszystko.- szepnęłam. Nie miałam zamiaru ukazywać, ze się boję, ale zbierały mi sie łzy w kącikach oczu.. nie wiem czy to z bólu, czy z własnej naiwności...
-Nigdy!- krzyknął mi prosto w twarz, a ja skrzywiłam się z bólu i popatrzyłam na swoje ramiona. Jego dłonie pobielały na kostkach od zwijania dłoni na moich przedramieniach.. a wokół jego palców czerwone kółeczka na mojej skórze.
-Harry.. to mnie boli...- szepnęłam słabo, bo wiedziałam, że jak podniosę głos, łzy spłynął mi po policzkach, a nie dam mu tej satysfakcji. Chłopak popatrzył na swoje dłonie, a ja się szybko wyrwałam z jego uścisku.. przez chwile wydawało mi się, że nie wiedział co robi.. ale jak do cholery można nie wiedzieć i nie znać swojej siły. Już dziś wiedziałam, że nazajutrz zobaczę ślad po jego rękach.
  Wzięłam szybko swoje rzeczy i zamknęłam się w łazience. Szybko się przebrałam i padłam z nóg. Usiadłam na podłodze, a łzy spływały powoli po moich policzkach. Pociągnęłam nosem i szybko je starłam. *Nie przez niego.* 
  Oderwałam się od podłogi  i błyskawicznie wstałam. Nie wolniej otwarłam drzwi i skierowałam się do wyjścia. Czując jeszcze pieczenie w miejscach gdzie Harry mnie trzymał zacisnęłam mocno zęby.
-Hej, czekaj. Lil.- nie wiem czemu, ale irytował mnie w tej akurat chwili. Nie miałam żalu do niego. 
-Liliana do cholery! Mam na imię LILIANA.
-Liliana poczekaj. Przeprasz..
-Już ci mówiłam! Gdyby przeprosiny załatwiały wszystko, to po co byłoby nam prawo i policja? Hmm? 
Co ci to da? Jak ci wybaczę nie będziesz takim dupkiem?! Nie sądzę. Co ja sobie wyobrażałam w ogóle prosząc cię abyś został ze mną?! Jesteś chujem, Styles.
-Ale nie rozumiesz. Nawet nie wiesz co mówiłaś.
-Wiem dokładnie. Wykorzystujesz swoje cholerne "szanse" kiedy jestem  pijana. Później wpajasz mi, że tak nie robisz. Mam to powtórzyć? 'Traktuję cię jak polowanie. To jest zabawniejsze niż zwykle, bo jesteś pierwsza." Mam ci dać się przelecieć, żebyś mi dał cholerny spokój?! To są twoje słowa. A te ślady są po twoich rękach. Zaprzeczysz?!- popatrzyłam na niego wymownie wskazując na moje ramiona.
-Tak myślałam. Pieprz się.- miałam nadzieję, że wychodząc stąd dałam mu do zrozumienia, że nie chcę mieć nic wspólnego z nim. Zaczęłam biec w stronę osiedla i nawet nie zauważyłam kiedy znów łzy spływały po moich policzkach. Gdy dotarłam do domu szybko się w nim zamknęłam i   chciałam zapaść pod ziemię.
Wtedy już nie płakałam. Zsuwając się z drzwi wręcz głośno szlochałam. Byłam sama, mogłam sobie na to pozwolić.Nie wytrzymałabym bez tego. Złapałam się za ramiona i jeszcze gęściejsze łzy spływały. Po chwili nie miałam nawet siły płakać więc tylko siedziałam opierając się plecami o drzwi i patrzyłam na rzeczy na przeciwko mnie. Przypomniałam sobie, że jest tu fortepian. W pokoju pod drzwiami, kiedy znalazłam tam Har.. *Nieważne* Dawniej tata mnie nauczył grać na fortepianie. Umiałam grać dość dobrze.. też lubiałam śpiewać.. myślę, że to mi pomoże.. więc po prostu wstałam i ruszyłam w stronę jakże zbawczego pomieszczenia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani :* tym razem wcześniej post, bo było 5 kom ^-^ 
Cieszę się, że jesteście aktywni *.* oby tak dalej xd D: 
Staram sie wszystko ze sobą pogodzić, więc będę starała się dodawać co drugi dzień mniej więcej rozdział : no chyba, że nie będziecie chcieli :3 
A teraz chciałabym polecić blog wspaniałej bloggerki (fuck logic xd)
http://www.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2Fonelife-onethirst.blogspot.com%2F&h=xAQGqoFH2





19.2.15

Rozdział 16

-Tak tatusiu.- parsknęłam wychodząc już z samochodu.
-Zaczyna mi się to podobać..- popatrzył na mnie i śmiesznie poruszał brwiami, a ja wybuchnęłam śmiechem i zaprzestałam swoją wędrówkę na przeciwko drzwi do jego domu.
-Czemu nie otworzysz?- zapytał zdziwiony.
-No chyba TY musisz otworzyć. Ja nie mam klucza, HAZZA- akcentując ostatnie słowo aby zauważył, że ta irytująca dziewczyna co ciągle się do niego lepi tak mówi.
-Awww.. ty to mówisz seksowniej. Ale poczekaj, aż wejdziemy.-mówiąc to 'puścił mi oczko'
-A co do drzwi.. klucz zawsze jest w doniczce.. ale ciii- odparł przykładając palec środkowy do moich ust.
-Ekkhm. - popatrzył na mnie i otworzył w końcu te pieprzone drzwi a ja niepewnie weszłam. Było tu tak, jak ostatnio, a jego niesamowity zapach się unosił w środku. *Cholera.. za dużo alkoholu!*
-Napijesz się czegoś?- zapytał, a ja poczułam, że jeśli jeszcze się nie napiję, to nie przeżyję tej nocy.
-Drink'a.
-Heeej, przystopuj.. zrobię ci słabego, dobra?
-Ughghg.- po prostu odwróciłam się i poszłam usiąść na kanapie, bo wiedziałam, że z nim nie wygram.
-Co będziemy robić?- zadarłam się przez dom.
-Co tylko sobie zażyczysz, kochanie.- powiedział już idąc z dwoma szklankami wypełnionego orzeźwiającym płynem.
-Wiesz, nie pochwalam tego, że piłaś, ale dziś ci odpuszczę, bo i tak już jesteś pijana.. masz słabą głowę.
-Ja?! Mogę się założyć, że  po prostu wymiękniesz przy mnie..
-Och tak?!
-Tak.
-Idę po 0,7.
-Hah okej!- kurde... jestem na straconej pozycji, bo już piłam.. a on nie. Loczek przyniósł butelkę, dwa kieliszki  i colę jako popitkę. Usiadł i zaczęliśmy swoją niewinną zabawę.
                                                             *Oczami Harry'ego*
-Natępny!- darła się dziewczyna, a ja widziałem, że ma dość.
-Może już skończ.. widzę, że już..
-Next mówię!  Hihihih..- po raz setny mi przerwała.. ktoś inny na jej miejscu byłby już dawno martwy *nie zrobiłem jej nic.. bo oczywiście jest mi potrzebna!*
-Sama tego chciałaś..- odparłem i polałem następną kolejkę.. butelka była już opróżniona w 3/4. Liliana chwyciła swój kieliszek i szybko przychyliła połykając przeźroczysty płyn, a ja zrobiłem to samo.
-NEXT.- bez sprzeciwu polałem i zrobiła to samo.. tym razem jednak po przychyleniu kieliszka złapała się za brzuch i wiedziałem już czym się to skończy, więc szybko ją podniosłem i zaprowadziłem do łazienki. Dziewczyna uklękła przed ubikacją i zaczęła wymiotować.
-Wiedziałem. Ha! Byłem pewny.. cholera!- krzyknąłem i zacząłem zbierać jej włosy do tyłu i je trzymałem. Jak ja mogłem pozwolić, żeby doprowadziła się do takiego stanu?! Achh! Jutro będzie umierała. Liliana przestała wymiotować i oparła się plecami o ścianę, ja błyskawicznie wziąłem ręcznik i ją wytarłem.. szybko pobiegłem do kuchni po wodę, a on ją wypiła.. muszę przestać gapić się na  jej usta! Chwilę jeszcze tak siedzieliśmy w milczeniu.
-Hih. Wygrałeś, prawda?- powiedziała z głupawym uśmiechem.
-Najwidoczniej- parsknąłem.
-Ale skromny! Hihihih- zachichotała jak typowa idiotka *ale u niej lepiej to brzmi...*
-To teraz czas na nagrodę, czyż nie?!- powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy i powoli zaczęła zbliżać swoją twarz do mojej. Ja na nią tylko patrzyłem, nie mogąc doczekać kiedy położy swoje miękkie usta na moich.. ona nie może tak na mnie działać. Jeszcze raz spojrzałem jej w oczy po czym je zamknęła i zaczęła muskać moje usta. Całowała mnie inaczej niż ja ją. Niż inne dziewczyny.. powoli i delikatnie. Jakby się bała, że zaraz coś się stanie i mnie nie będzie. Cholera jasna.. ona jest dla mnie wielką tajemnicą.. taka skomplikowana, reszta mówiła to co chce i się mnie nie sprzeciwiała.. nic nie ukrywały i się niczego nie wstydziły. A ona?! Totalne przeciwieństwo.. w  pewnym sensie mnie i rytowało to, jak na mnie działa. Pogłębiłem pocałunek kiedy chciała się wycofać..
-Dodamy jeszcze bonus.. co ty na to?- powiedziałem przez pocałunki, a ona tylko odmruknęła.
 Zaczęliśmy walkę o dominacje swoimi językami, oczywiście, że wygrałem. Znowu. Moje ręce błądziły po jej ciele, a jej dłonie wylądowały pod moją koszulką dotykając moich mięśni. Wiedząc, że pragnie je zobaczyć zdjąłem szybko koszulkę, żeby miała do nich lepszy dostęp i kontynuowałem całowanie. Nie pozwoliłem na to, żeby była mi dłużna i zdjąłem jej bluzkę... ona ma niesamowite ciało. Lustrowałem ją i nawiązałem z nią kontakt wzrokowy.. i choć była pijana, wciąż się wstydziła.. jak tak można? Posłałem jej zachęcający uśmiech i  ona znów się do mnie zbliżyła a ja przysunąłem nasze ciała do siebie, gdy nagle się ode mnie oderwała i odwróciła w stronę ubikacji. Znowu. *No kurwa mać! Ta to ma wyczucie.*
Znowu zebrałem je włosy i trzymałem póki nie przestała. Jak przestała pomogłem jej wstać i dałem czystą szczoteczkę do zębów. Przyniosłem swoją koszulkę i bokserki.
-Poradzisz sobie sama z kąpielą?- próbowałem ukryć jak bardzo pragnę by powiedziała, żebym jej pomógł.
-Tak, jasne...- powiedziała wyraźnie zawstydzona, a ja się domyśliłem czemu..
-Ej.. nie martw się, każdy kiedyś był pijany.- szepnąłem, pocałowałem ją w czółko i wyszedłem zostawiając ją samą.. czekałem w salonie, a kiedy wyszła zaprowadziłem do pokoju gościnnego *Tak miałem pokój gościnny, ale po prostu wolałem, kiedy dziewczyna śpi ze mną.*
 Zgasiłem światło i już miałem wychodzić gdy usłyszałem jej zmęczony głos.
-Dziękuję, Harry.
-Hmm?- poprosiłem, aby powtórzyła, bo nie usłyszałem, podszedłem i usiadłem na łóżku.
-Dzięki- słyszałem jak się uśmiecha.
-Nie ma sprawy.- już miałem wstać i wyjść zostawiając ją samą dla siebie. Gdy poczułem jej małą rączkę na swojej.
-Harry..?
-Słucham.
-Zostaniesz..? Przy tobie nie mam tylu koszmarów... ale jeśli nie chcesz, to ja..- nie zdążyła dokończyć, bo jej przerwałem.
-To dla mnie przyjemność.- odparłem wskakując pod ciepłą kołdrę przy niej.
                                                                           ***
  Obudził mnie trzask pioruna i następnie poczułem, jak ktoś zaciska pięść na mojej koszulce. Całkiem zapomniałem o obecności Liliany. Następny trzask i jej drżenie. Ciekawi mnie czemu ma takie koszmary.
-Ciii... spokojnie.. jestem tu, pamiętasz? Jestem tu.- uspokajałem ją i przytuliłem. Już spokojnie spała, a mnie zostawiła. Zostawiła z moimi myślami.
 Czemu ona tak na mnie działa? Muszę to zmienić. Harry. Masz się tylko z nią przepieprzyć, nim zrobi to ten chuj Justin, bo jak nie, to zostaniesz z niczym. I jeszcze stracisz, nie tylko pieniądze.. bo to najmniej co obchodzi mnie teraz, ale też szacunek i dumę. Przecież robiłeś to tyle razy. Po prostu zrób to, co jej tyle razy powiedziałeś.. zapoluj na nią. Potem przepieprz i zostaw. Mówiłeś jej to, więc spełń swoje słowa.

-Przecież cię ostrzegałem...- szepnąłem i też zapadłem w sen.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Miśki... przepraszam was za takie opóźnienie.. ale mam na prawdę dużo roboty ostatnio i nie wyrabiam.. teraz postaram się zrobić zakładkę "Bohaterzy" chociaż nie mam pojęcia ile ich będzie i jak to zrobię xd :D        Mam nadzieję, że rozdział się podobał, zrobiłam dłuższy, bo mam chwilę akurat :) i poczułam jakąś taką wenę.. (piszę jak jestem smutna więc teges xd) No dobra to może 6KOM->NEXT? :) postaram się jak najszybciej dodać :)


15.2.15

Rozdział 15

-To tylko kolejna dziewczyna.- odparłem ściskając jego dłoń w geście umowy. Przecież wygram.. Liliana niczego nie będzie wiedzieć, a ja będę miał nowe lokum. A ten gnojek.. on po prostu zobaczy gdzie jego miejsce. Justin odwrócił się na pięcie i ruszył do wejścia. Ja poszedłem po telefon i przypominając sobie o Lilianie w środku, szybko wbiegłem za szatynem
                                                                ~Oczami  Liliany~        Dałam się pochłonąć muzyce i ruszałam się w jej rytmie. Co chwile napotykałam ze wzrokiem jakichś chłopaków, ale nie za bardzo się tym przejmowałam, chciałam się rozluźnić, ale fakt, że jestem tu całkiem sama trochę mnie przerażał. Zamknęłam oczy i po prostu tańczyłam. Po chwili jednak poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach.. odwróciłam się i napotkałam olśniewający uśmiech Justin'a, automatycznie zrobiło mi się lżej na sercu, że to nie był nikt inny.-Cześć, piękna.- szepnął mi do ucha, żebym dobrze usłyszała-Nie odzywałaś się.. mam nadzieję, że ten wariat nie narobił ci kłopotów..?
-Nie, nie było, aż tak źle..- skłamałam i odwróciłam się do niego  przodem. Teraz mogłam spokojnie podziwiać jego brązowe oczy.. wolałam zielo... *BRĄZOWE!*
      Założyłam ręce na jego ramiona i splotłam je za jego karkiem. Chłopak mocniej zbliżył nasze ciała do siebie i po prostu mnie przytulił. Powoli kołysaliśmy się w rytmie muzyki. Tego mi po prostu brakowało. Najzwyklejszy przytulas wystarcza.
-Hej Lili, co się dzieje? Może wyjdziemy?
-Wiesz.. myślę, że to dobry pomysł...- odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie. Już byłam tak blisko drzwi, kiedy poczułam mocny ścisk na moim ramieniu. Odwróciłam się, a tam był nie kto inny niż Pan Styles. Dupek.
-Przyjechałaś tu ze mną i wrócisz ze mną.
-Hah! Jesteś śmieszny. Po co?! Żeby dać ci kolejną szansę do popisu?!
-Ja.. ja przepraszam za to. Nie powinienem tego mówić i wiesz, że wcale tak nie myślę.
-Jeśli przeprosiny by wszystko załatwiały, to po co byłoby nam prawo i policja?- powiedziałam śmiertelnie poważnie, kiedy dołączył do nas Justin i zobaczyłam jak obojgu się zaciskają szczęki.
-Liliana. Idziemy.- powiedział loczek i już nie miałam gruntu pod nogami.
-Ty popierzony chuju!- emm.. mowiłam wam, że coś piłam? Alkohol działa na moją odwagę i jak widać słownictwo...
-Masz mnie w tej chwili postawić na ziemi! Bo będę krzyczałaaaaaaaaaaaaaa!- usłyszałam przekleństwa raz po raz rzucane z jego ust. Ale nadal dzielnie mnie niósł i nie podnosił głosu. Doniósł mnie do samochodu po czym szybko wrzucił do niego i zamknął drzwi na klucz. Zapalił papierosa i już chwile potem siedział na przeciwko mnie.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaa!- zaczęłam piszczeć na cały samochód.
-Co ty odpieprzasz?!- krzyknął głośniej zatykając mi usta.
-Słuchaj mnie Lil, bo więcej tego nie powtórzę... ja na prawdę tego nie chciałem.. jestem tak przyzwyczajony do dziewczyn, których inteligencja nie przekracza 2, że po prostu no sama rozumiesz.. nie o to mi chodziło i źle mnie zrozumiałaś. Proszę  przestań krzyczeć.. proszę.- czekaj czekaj. Czy ja właśnie widziałam skruchę w jego oczach. Jakiś przebłysk na pewno był, a ja albo całkiem zgłupiałam, albo za dużo wypiłam..  nachyliłam się i lekko musnęłam jego wargi swoimi i się powoli wycofałam. Wiem, że był zdziwiony, bo inaczej za pewne pogłębiłby ten pocałunek.
-To twoja odpowiedź, tak?- powiedział a w jego oczach tańczyły radosne iskierki.
-Mhmm...
-Jedziemy do mnie.- oznajmił, a ja nie mogłam wydusić  z siebie ani słowa. Nie ufałam mu jeszcze na tyle.. to, że ostatnim razem do niczego nie doszło nie znaczy, ze tym razem będzie tak samo.. to nic, że nie ufałam jemu... gorzej przerażał mnie fakt, że nie do końca ufałam sobie.
 Po jakimś czasie jazdy morzyło mnie do snu..
-Śpisz?- zapytał loczek  a ja zdecydowałam nie odzywać sie i po prostu udawać. Tak będzie łatwiej..
-Cholera jasna..- zapowiadało się ciekawie, więc po prostu chwilę poczekam nim utnę sobie drzemkę i posłucham monologu Harry'ego.
-Dziewczyno, gdybyś tylko wiedziała ile ja mam przez ciebie roboty.. achh... nigdy nie spotkałem jeszcze takiej upartej, dumnej i z żadnym poczuciem humoru, twardej i zgorzkniałej... ale też delikatnej, uległej, odważnej i z  wieloma obawami... niech cie szlak.- nie wiem co dalej było, bo moje zmęczenie było zbyt silne, aby je przetrzymać.
-Hej Lil, mała wstawaj.. jesteśmy na miejscu.- szepnął mi do ucha loczek lekko mnie szturchając
-Hmm?- mruknęłam niezbyt z tego zadowolona.
-Kochanie mam cię zanieść do łóżka..?- na te słowa szybko otworzyłam oczy a chłopak wybuchł śmiechem.
-Ty ciągle tylko o jednym! -  żachnęłam się.
-Oj no... jesteś gorąca po prostu.. w clubie myślałem, że pozabijam wszystkich.. nie powinnaś nigdzie chodzić beze mnie.
-Tak tatusiu.- parsknęłam wychodząc już z samochodu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na razie tyle.. następny nie wiem kiedy.. zobaczy się c:  mam nadzieję, że wam się spodoba c: zakładkę z bohaterami spróbuję zrobić jeszcze dziś lub jutro.. bo jestem trochę zajęta, a jutro do szkoły :ccKomentarze mile widziane oczywiście ^-^ im więcej tym szybciej rozdział dodany :3 Dobranoc wam :* ♥





14.2.15

Rozdział 14 cz.2

-Ubieraj się, będę za 20 minut.- przekazał mi tą krótką wiadomość i się rozłączył. *Taaak.. cały Harry.*
  Bez większego namysłu wzięłam TO  i zeszłam na dół po 20 minutach. Tak, Harry nie był Justin'em i nie będzie punktualny. Zdążyłam się jeszcze napić kawy, bo czułam, że to będzie ciężka noc. Myślałam nad tym, co się wczoraj wydarzyło, gdy usłyszałam warkot silnika.. szybko się zebrałam i wyszłam zamykając drzwi. Gdy się odwróciłam loczek już stał przy samochodzie trzymając otwarte drzwi i patrząc na mnie z zapraszającym gestem. Przez chwilę się wahałam ale w końcu weszłam. Coś czuję, że to nie był jednak dobry pomysł... ale czy ja w ogóle miałam inny wybór?
-Coś ty taka cicha? Zazwyczaj gdy mija 5 minut albo się kłócimy, albo nie mogę się powstrzymać swoich dłoni od wędrowania po tym boskim ciele.Chociaż to drugie chętnie bym zrobił, ale niestety są zajęte.- powiedział udając smutnego.
-Ja tylko myślałam.. gdzie jedziemy?
-Do club'u
-Jakiego?
-Za dużo pytań zadajesz... już prawie jesteśmy, kochanie.
-Przestań to ciągle powtarzać.
-Co?- zapytał i zmarszczył brwi.
-Kochanie, kotku, skarbie.
-Ale czemu? Będę cię nazywał jak mi się zechce.. jesteś teraz moja, ja cię wczoraj oznaczyłem kochanie.
-Aghgh! Przestań, bo sobie ktoś coś pomyśli jak tam wjedziemy!
-Po tym, że mówię do ciebie kochanie? Kiedy ty ostatnio przeglądałaś się w lustrze, hmm?
-Przed chwilą. O co ci znowu chodzi?
-I na prawdę nie zauważyłaś niczego? Jakiegoś śladu? Może coś podobnego do malinki?- spokojnie powiedział patrząc przed siebie, a ja sobie przypomniałam jak zasysał moją skórę... *Cholera!*
-Cholera! Bardzo widać? Ej no proszę powiedz.. masz lusterko?!
-Ej, już uspokój się.. nieziemsko z tym wyglądasz, bardzo widać, o to mi chodziło... ale nie martw się, bez tego i tak by się nikt do ciebie nie zbliżył, bo już wcześniej ci mówiłem, że teraz jesteś moja, nie pamiętasz?
-Och, żeby to raz. Jesteś jakimś psychole czy jak?
-Co?
-No bo ciągle za mną łazisz i się czegoś domagasz. Bez powodu.
-Po prostu mi się spodobałaś. Niezłe z ciebie ziółko i to mi się podoba.. muszę chociaż trochę się wysilić, ostatnio mi się nudziło. Taka gra, a ty umiesz w nią grać... ale powoli mi ulegasz.. nie mów, że nie zauważyłaś, bo inaczej nie byłoby tego śladu.
-Mhmm.. czyli wczoraj w nocy też grałeś?
-Czy nie uważasz, że zapunktowałem w twoich oczach? Przecież ci się spodobało.. twoje idiotyczne koszmary są tylko kolejnym numerem do popisu dla mnie, skarbie.- odparł i zaparkował samochód na parkingu na przeciwko dużego budynku, z którego dobiegała głośna muzyka.
-Jesteś dupkiem Styles! -wykrzyczałam mu to prosto w twarz i wybiegłam jak poparzona z auta po to, by nie widział łez zbierających się w moich oczach...
 *Co się ze mną dziej?! Liliana do cholery co ty ze sobą robisz? Przecież nigdy nie płakałaś, a przy nim?! Przy nim robisz to ciągle! Co ja sobie w ogóle wyobrażałam. To nie jest tego typu chłopak. On myśli tylko o łóżku. To dla niego przecież "polowanie".*
 Weszłam do  budynku tylnymi drzwiami, bo wiedziałam, że najpewniej wstęp jest płatny. Przeszłam przez męską toaletę, słuchając gwizdów  w moją stronę i wyszłam do wielkiego pomieszczenia.. rozświetlały go mnóstwo laserów, świateł, lamp.. wszystko co chwile się migotało a z głośników leciała głośna muzyka. Patrzyłam jak rytmicznie poruszają się ciała i ocierają o siebie nawzajem, po chwili zdecydowałam się do nich dołączyć.
                                                           ~Oczy Harry'ego~
-Fuck!- zadarłem się i  uderzyłem pięściami o kierownicę. Dlaczego to powiedziałem? Wczoraj wydawała się taka krucha i roztrzęsiona.. nie mogłem sobie tego darować? Ma racje, jestem dupkiem. Ale ni będę marnował czasu, po prostu ją znajdę i przytulę. Pocałuję ją. Czemu tak się przejmuję?  Przecież nie mogę dać jej tej satysfakcji, że ma moją uwagę.. ona jest tak cholernie skomplikowana!
 Szybko wyszedłem z samochodu i  rozejrzałem się za dziewczyną, która właśnie ode mnie uciekła. No nic, pewnie weszła do środka... jeśli ktoś ją dotknął, po prostu zabije.
-Hej Styles!- usłyszałem za sobą głos, a wszystkie moje mięśnie się napięły jak sznur.
-Bieber. Co chcesz?
-Mam pomysł na niezły interes.
-Ach wręcz nie mogę się doczekać, aż mi objaśnisz twój jakże za pewne błyskotliwy plan.
-Zamknij się Styles. Wiesz, że mam przy sobie broń? Nie zapominaj, że zawsze ją noszę. Więc tak. Zagramy w grę. Ja mam siedzibę, której bardzo pragniecie, czyż nie? Ty i twój gang. Nam nie jest już aż tak potrzebna.. więc zróbmy umowę... zauważyłem, że interesujemy się tą samą dziewczyną. Zabawmy się w coś, w czym oboje jesteśmy dobrzy. Kto pierwszy ją przeleci, na trzeźwo i za jej zgodą. Jeśli ty wygrasz dostajesz swoją wymarzoną siedzibę, zaś jeśli ja to zrobię pierwszy dostaję 10 tysięcy. I jak Styles wchodzisz, czy twoja męska duma uległa tej małej dziwce. - powiedział a ja mimowolnie zacisnąłem dłoń w pięść. Gdybym zaprzepaścił taką okazję, chłopaki by mi tego nie wybaczyli.. a ja? Ja zostałbym znieważony. Jeśli myśli, że jest ode mnie lepszy, to jest w błędzie.
-To tylko kolejna dziewczyna.- odparłem ściskając jego dłoń w geście umowy. Przecież wygram.. Liliana niczego nie będzie wiedzieć, a ja będę miał nowe lokum. A ten gnojek.. on po prostu zobaczy gdzie jego miejsce. Justin odwrócił się na pięcie i ruszył do wejścia. Ja poszedłem po telefon i przypominając sobie o Lilianie w środku szybko wbiegłem za szatynem.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to następny rozdział ^-^ za każdy komentarz na prawdę dziękuję.. bardzo mnie motywują do dalszego pisania c: Next będzie jak znajdę chwilę c;


   








13.2.15

Rozdział 14 cz.1

-Ej mała.. to był tylko sen.. jestem tu. Ja cię obronię, a to był tylko zły sen.- po tych słowach i pocałunku w czółko po prostu odpłynęłam. Tej nocy obudziłam się po raz drugi, ale czułam oddech Harry'ego i jego tors pod moimi dłońmi. Już niczego się nie bałam, chociaż wcale nie miałam pewności czy ten, którego powinnam się bać, nie leży ze mną teraz w łóżku.
    Promienie słońca przedzierały się przez zasłony w moim pokoju, a ja tylko bełkotałam, żeby zgasić światło. Otworzyłam oczy i czegoś mi brakowało.. nikogo nie było obok mnie, jego rzeczy też nie było. To nawet lepiej. Nie możemy spędzać razem za dużo czasu.. to źle na mnie wpływa.. ale za niedługo szkoła, dziś już piątek a w poniedziałek zaczynam collegium, dam radę. Muszę.A on mam nadzieję, że już skończył College.
  Powoli wstałam, ubrałam legginsy i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni po coś na śniadanie i zauważyłam talerzyk na stole, a na nim naleśniki. Boże jak ja uwielbiam naleśniki! obok leżała karteczka z różą. Musiałem wcześnie wyjść i za słodko spałaś, żeby cię obudzić.. na przyszłość daj mi drugą kołdrę, bo wszystko mi zabrałaś.                                   Xoxo Harry.Wzięłam czerwoną różę i przyłożyłam do nosa, aby poczuć jej zapach. Nie wiem czemu, ale coś mnie zainteresowało w tym chłopaku. To wiadome, że jest najprzystojniejszym facetem najprawdopodobniej w całej Wlk Brytanii, ale nie o to mi chodzi. Wydaje mi się, że nie jest taki straszny jak go malują... wydaje mi się, że potrafi być dobry, kochany i słodki.. a co najważniejsze wydaje mi się, że on ukrywa się pod wielką taflą lodu. Rozumiecie? Że coś ukrywa się pod tym dupkiem.
         *Najprawdopodobniej zwariowałam.. albo zaraziłam się bipolaryzmem od Niego*
 To nic.. żyjmy chwilą, a teraz są moje kochane naleśniki ♥
 Wzięłam je i poszłam jeść na telewizor. Włączyłam Disney Channel i zostałam w tej chwili błogości.
Dzień minął całkiem spokojnie, nikogo nie zastałam pod sklepem, nikt też mnie nie zaczepiał, a po loczku nie było ani śladu. Przez calutki dzień się nie odzywał. To dobrze. Może dał sobie spokój.. Już miałam się ubrać w piżamę, kiedy usłyszałam dźwięk mojej ulubionej piosenki  po chwili zobaczyłam, że to mój telefon dzwoni.Kto inny jak nie Harry..
-Słucham Cie?- odebrałam z udawanym zmęczeniem.
-Ubieraj się, będę za 20 minut.- przekazał mi tą krótką wiadomość i się rozłączył.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem jak wy, ale ja bym zjadła naleśniki xd przykro mi, że takie krótkie, ale tyle zdążyłam, bo w końcu piątek wieczór xd no i sami rozumiecie, muszę się zbierać na imprezę xd                               Ju tro na pewno napiszę kontynuację tego rozdziału i będzie ona dłuuuga, takie tam wynagrodzenie.. mam nadzieję, że się ne gniewacie kochane :* <3



12.2.15

Rozdział 13

-Po prostu jestem głodna.- zjadłam również i jego porcje. Zapłacił i odwiózł mnie do domu. Nie czekając aż coś odwali szybko wysiadłam z samochodu, podziękowałam za obiad  i wbiegłam do domu. Słyszałam jak mnie wołał, ale nie miałam zamiaru na to reagować. Za pewne tylko chciał znowu mnie zmusić do zrobienia czegoś, na co nie miałam najmniejszej ochoty.Nawet nie patrzyłam czy już odjechał i po prostu poszłam na górę, rozebrałam się i wzięłam gorący prysznic. Znowu. Ubrałam swoją letnią  PIŻAMKĘ. czyli po prostu za dużą na mnie męską koszulkę i pod spodem bieliznę. Należała do mojego chłopaka. Znaczy byłego chłopaka. Ale nie żałuję niczego, prócz zbytniego zaufania którym go obdarzyłam. Lubię sobie siedzieć właśnie w tej koszulce, na której są jeszcze jego perfumy i wspominać te piękne chwile.. czasem tylko poleci łezka. Ale cóż, nie mam zamiaru mu jej oddać. Wyszło na to , że jest niezłym dupkiem, który przespał się z moją najlepszą przyjaciółką. Dupek. Pogrążona we własnych myślach po wejściu do mojego pokoju ze spuszczoną głową, aby nie uronić żadnej łzy. Nie wiem czemu wciąż chowam się za włosami jak chce mi się płakać.. nawet przed samą sobą. Ale obiecałam, że już więcej nie będę.. nie przez Niego. Wzięłam telefon z biurka i już miałam opaść na łóżko gdy poczułam jak  ktoś mnie łapie z tyłu.Zaczęłam piszczeć i rzucać się na wszystkie strony, gdy zobaczyłam przed sobą dłoń i bez zawahania kopnęłam tego kogoś w krocze, jeśli nie chybiłam i  następnie łokciem w twarz.
-Cholera jasna!- usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Jesteś totalnie powalona.
-Ja?! Ja jestem powalona?! To nie ja się wkradłam do czyjegoś domu! Idiota! No po prostu debil!
-To nie moja wina, że się nie pożegnałaś! - wykrzyczał loczek ciągle trzymając się za policzek
-Aghgh! Nie musiałam. Siadaj teraz na tym cholernym łóżku i grzecznie czekaj, aż przyniosę ci okład.- bez patrzenia na niego poszłam po zimny okład dla chłopaka i przy okazji zrobiłam sobie gorące kakao. Wchodząc po schodach zastanawiałam się jakie ten  debil ma zamiary będąc u mnie w domu o tej godzinie. I czy siedział tam przez cały czas gdy brałam prysznic?! Co on tam robił?! Przekroczyłam próg do mojego pokoju i zobaczyłam chłopaka oglądającego zdjęcia położone na komodzie.
-Łap!- krzyknęłam a Harry szybko odwrócił się i chwycił okład lecący już w jego stronę.
-Nie powinnam zostawić żadnego śladu jeśli przyłożysz teraz okład. Nie zrobiłam to na tyle mocno.
-Uhm.. skąd wiesz, jak się bronić? Tata?
-Powiedzmy.. ale nie, nie.. ogólnie to sama się nauczyłam, tak jakoś wyszło.
-Uhm..- chłopak zlustrował mnie od dołu do góry i dopiero teraz poczułam się zawstydzona moim skąpym strojem..
-Podobasz mi się taka.- uśmiechnął się zbliżając się do mnie, a ja o mało nie dostałam zawału gdy mnie objął.
-Czego się tak boisz?
-Ja? Ja się niczego nie boję. Po prostu jesteś nieobliczalny.- odparłam i odchylając się wystawiłam mu język.
-Mhmm.. nie oddalaj się, tak jest dobrze- mruknął znowu przywierając do mnie swym boskim ciałem... *Nie! Pff.. zwykły dupek, znaczy się.* Nachylił się tak, aby zmusić mnie bym mu dała dostęp do mojej szyi, po czym zaczął ją gryźć i zasysać. Po chwili poczułam irytujące szczypanie, które chwile później zostało załagodzone jego językiem. nie wiem dlaczego ale nie chciałam tego przerwać, podobało mi się to  i właśnie ten fakt najbardziej mnie przerażał.. znów wplotłam palce w loki Harry'ego i raz po raz ciągnęłam ich końce. Po chwili ucałował mój obojczyk, co nie było trudne, bo materiał bluzki łatwo się zsuwał z moich ramion.. była na mnie o wiele za duża. Ten prosty gest najbardziej mi się spodobał.. ale nie rozumiem tylko jednego.. dlaczego przestał.. po prostu zamarł w miejscu i tak stał a ja wydałam pełny niezadowolenia pomruk, na co on wyprostował się i spojrzał na mnie z góry.
-Kogo to?- popatrzył pełnym nienawiści wzrokiem pokazując na moją koszulkę, a mnie oblał wielki rumieniec.
-Emm.. no to.. ja powinnam to..
-Nie jąkaj się tylko po prostu mów!- zażądał a moja 'nerwowa' strona wzięła górę.
-Nie będziesz mi mówił co mam robić! Nie mam żadnych zobowiązań względem ciebie i gówno powinno cię to obchodzić.
-Wiesz, bo może ja jednak myliłem się co do twojej klasy, myśląc, że masz swoje zasady  i stąpasz twardo po ziemi. Może tylko udawałaś taką cnotkę, a po prostu jesteś zwykłą dziwką. Kogo ta koszulka pytam się ostatni raz, jak nie odpowiesz, to po prostu zedrę ją z ciebie.- wykrzyczał na jednym oddechu a mi mimowolnie zgromadziły się łzy w oczach. Jak on mógł mnie tak nazwać? Wiele się po nim spodziewałam, ale spodziewałam się też jakiegoś szacunku. Mógł mnie nawet uderzyć, ale nie chcę żeby mnie tak nazywał.
-Mojego EKS. Pieprzył się w moim łóżku z kimś.... z kimś innym. po  prostu lubię tą koszulkę. I ten zapach. A co do ciebie to..  ach po prostu wyjdź. Nie chcę na ciebie patrzeć. Nie będę słuchała jak mnie tak nazywasz.- powiedziałam spokojnym głosem. Przecież ćwiczyłam to tyle czasu. Spokojny głos, patrz przed siebie i nie pozwól aby ci zadrżał nie pokazuj uczuć.A jego po prostu zamurowało. Po chwili ściągnął koszulkę (zwykłą czarną) i mi ją podał po czym się odwrócił.
-Ubierz ją. Albo ci pomogę.- odparł twardo.Zrobiłam to i usiadłam na łóżku, nie miałam już sił. Co nie znaczy, że będę z nim utrzymywała normalne w miarę stosunki. Po chwili odwrócił się i usatysfakjonowany widokiem starej koszulki na podłodze podszedł do łóżka i kucnął przy mnie. Ani nie drgnęłam. Ujął moją twarz w swoje dłonie i zmusił do popatrzenia się na niego.
-Przepraszam.- odparł swoim głębokim głosem z chrypką. Taką seksowną chrypką. Dalej nie reagowałam, patrzyłam się na niego i to wszystko co w tej chwili mogłam zrobić.
-Pozwól mi zostać dziś na noc.. obiecuję, że nie zbliżę się do ciebie, masz duże łóżko, oddzielimy się poduszką.. ok? Wyrzuć tamtą koszulkę.. tą możesz zatrzymać, lepiej w niej wyglądasz.- dodał i mnie pocałował w nosek. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale ten jeden gest sprawił, że zmiękłam  bez słowa weszłam na drugą połowę łóżka i położyłam pomiędzy nami poduszkę. To miała być moja zgoda, a on to zrozumiał i po prostu się zaczął śmiać.


Tego dnia nie mogłam zasnąć, ciągle śnił mi się ten jeden sen. Jedziemy samochodem i nagle na przeciwko nas z nikąd pojawiają się światła. A ja wtedy krzyczę i się budzę... to był mój sen. Harry który już dawno usnął przebudził się przez mój krzyk. Mogłam w ogóle nie zasypiać. Cała drżałam i krzyczałam.. nie potrafiłam tego uspokoić. Usłyszałam jego głos i po chwili nie było już poduszki między nami, tylko loczek który przytulał  mnie.
-Ej mała.. to był tylko sen.. jestem tu. Ja cię obronię, a to był tylko zły sen.- po tych słowach i pocałunku w czółko po prostu odpłynęłam. Tej nocy obudziłam się po raz drugi, ale czułam oddech Harry'ego i jego tors pod moimi dłońmi. Już niczego się nie bałam, chociaż wcale nie miałam pewności czy ten, którego powinnam się bać, nie leży ze mną teraz w łóżku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział udany mam nadzieję :) Wiem, że za pewne nie tego się spodziewałyście, ale no cóż, o to w tym tu chodzi c: Teraz muszę zebrać myśli i dokończyć kolejny :) Pewnie zauważyłyście, że rozdziały są dodawane co drugi dzień, mam nadzieję, że wam to pasuję.. kolejny rozdział jeśli mi się uda dodam jutro, a jeśli nie to w sobotę :) Za każdy komentarz dziękuję :*





10.2.15

Rozdział 12

-Przed chwilą byłaś bardziej niż chętna.- odparł zasysając swój kolczyk  a mnie zalał rumieniec. Jak ja mogę pozwalać sobie na te idiotyczne gierki z nim. To nie może być dobre.
-No widzisz. Kobieta jest zmienna. – odpowiedziałam zbliżając się do drzwi. Oczywiście musiał iść za mną. Ni byłby usatysfakcjonowany,  jeśli by tego nie zrobił To w końcu Harry.
-Ale nie możliwe, że aż tak.- znów chciał się wpić w moje usta, ale tym razem szybko zareagowałam i go minęłam, a on pozostał ze zmylona twarzą przed drzwiami. Szybko się otrząsnął, więc chwila moja tryumfu też szybko minęła. Próbowałam go ominąć drugi raz ale tym razem objął mnie od tyłu i przyciągnął do siebie.
-Zaczyna mi się podobać ta gra.. jesteś całkiem niezła w te klocki.- odparł i chciał mnie przycisnąć do drzwi..
-Stop! Stój, rozumiesz?! To nie jest dobry pomysł. Jak nie przestaniesz to zejdę tam na dół i zrobię taką aferę, że więcej publicznie się nie pokażesz.
-Nie zrobisz tego.- wysyczał przez zęby.
-Chcesz się przekonać? –nie dawałam za wygraną, a on najwyraźniej się poddał.
-Ok, policzymy się innym razem.- po tych słowach otworzył mi drzwi i przepuścił, żebym mogła przejść.  Zeszliśmy na dół i wszystkie oczy były skierowane w naszą stronę, a raczej w stronę Harry’ego. Bez większego namysłu popatrzyłam na niego i zalałam się ogromnym rumieńcem. Chłopak był pomazany szminką, która akurat na sobie miałam. Szybko starłam ją z niego i ruszyłam dumnie naprzód. Chłopak szedł cały czas za mną, nie narażając się na  aferę którą go straszyłam. I tak właśnie powinno być.  Wyszłam z jachtu, a on  dziwnie na mnie popatrzył gdy kiwnęłam w stronę samochodu.
-Gdzie ty chcesz jechać?
-Oj no nie wiem. Jestem głodna.- loczek zaśmiał się, a mi powywracały się wnętrzności. Znowu.
-Dobra wsiadaj.- powiedział szczerze się uśmiechając.
-Czemu nie zjadłaś na jachcie?
-Myślisz, że jestem przyzwyczajona do takiego jedzenia? Znaczy pewnie było dobre, ale ja jednak wolę coś zwyczajnego.
-Ok, to jedziemy do zwykłej knajpy.. hm?
-Jasne.- odparłam i uśmiechnęłam się, chyba po raz pierwszy odkąd tu przyjechałam zrobiłam to szczerze.
-Co cię tak śmieszy?-  zapytał wyraźnie zaciekawiony Harry.
-Ty!- wykrzyczałam i walnęłam go w ramie, na co udawał obrażonego.
-Ej! To bolało…. Prowadzę.. pfff…- zaśmiałam się na co on też wybuchł uroczym śmiechem.
-Jesteśmy na miejscu.
-Uhm..
-Ughgh! Przestań to do cholery robić!- wybuchł chłopak.
-Ale co?!
-Mruczeć. Wiele mogę wytrzymać, ale tego już nie!
-Co cię w tym tak denerwuje?!
-To jest oznaka, że mnie ignorujesz..
-Ale ja….
-Nie przerywaj!- popatrzyłam się na niego spode łba i siedziałam cicho dając mu dokończyć.
-Jak robisz to akurat TY, to mam ochotę się na ciebie rzucić. Nie rób tego, jeśli chcesz, żebym dotrzymał obietnicy. Proste. Logiczne.- szybko dodał a ja patrzyłam na niego w szoku.
-Mówiłaś, że jesteś głodna.- odparł i wyszedł. Otworzył mi drzwi *mogę wiele złego o nim powiedzieć.. ale muszę przyznać, że jest gentelman’em*
   Była to najzwyklejsza knajpa. Usiedliśmy na samym końcu przy stoliku, który wybrał loczek *on uwielbia prywatność ._. * I po prostu czekaliśmy na  kelnerkę.
-Coś podać?- zapytała młoda dziewczyna lustrując Harry’ego i kompletnie mnie ignorując. Myślałam, że wyjdę z siebie, gdy loczek posłał jej uwodzicielski uśmiech, także patrząc na nią.
-Ekhm! Poproszę frytki i kurczaka, a do tego tą oto sałatkę. Tylko proszę bez ketchup’u.
-Kręcone frytki i hamburger. Też BEZ ketchup’u.
-Już się robi.- odparła dziewczyna niezbyt zadowolona i odeszła od naszego stolika.
-Idę do toalety.- powiadomiłam go i też odeszłam. Ogarnęłam się trochę i ruszyłam z powrotem do stolika. No tak, co innego mogłam ujrzeć. Kelnerka pochylająca się nad Harrym a on całkiem z tego zadowolony wpisuje coś do telefonu. Wszystko we mnie buzowało *To nie jest tak, że jestem zazdrosna. Po prostu irytuje mnie takie zachowanie. Więc nie pozwolę się ośmieszyć tym razem.*
Dumnie podeszłam do stolika i po patrzyłam na nich z góry. Usiadłam loczkowi na kolanach i popatrzyłam z wyższością a dziewczynę, która właśnie przeżyła szok w trampkach. Szczerze mówiąc ten dupek tez nie był w lepszym stanie niż ona.
-Kochanie, jestem głodna. Kiedy będzie w końcu nasze zamówienie?- powiedziałam z minką smutnego szczeniaczka i słodko go pocałowałam. Bardzo delikatnie, nie chciałam przeginać. Następnie wstałam.
-Proszę, pospiesz się, nie mamy zamiaru długo czekać. Jak nie dostarczysz zamówienia w ciągu 5 minut, to nie masz pracy. Rozumiesz?- wysyczałam w twarz dziewczynie, a ona przerażona po prostu ruszyła w stronę kuchni. Dumna z tego co osiągnęłam chciałam już podążyć na swoje miejsce, ale loczek pociągnął mnie do tyłu, ponownie zmuszając, abym usiadła mu na kolanach.
-Podobało mi się to. Jesteś o mnie zazdrosna, kotku?- wyszeptał do mojego ucha, a ja dostałam gęsiej skórki. Szybko wstałam i ruszyłam na swoje miejsce.
-Zwariowałeś, czy tylko udajesz głupiego?! Po prostu odwdzięczyłam się za to, co zrobiłeś mojemu koledze na imprezie. A to co ty tam sobie myślisz, to tylko twoje fantazje. Nawet cię nie lubię! Jak miałabym być  o ciebie zazdrosna?!
-Dostałaś okres czy jak?! Nigdy nie poznałem tak dziwnej dziewczyny jak ty. – przyszło nasze zamówienie, a dziewczyna nawet na nas nie popatrzyła tylko od razu odeszła.
-Zawsze jesteś tak cięta dla innych dziewczyn?
-Tylko jak jesteś w pobliżu. Teraz cicho, mam zamiar zjeść w spokoju.
-Zamawiałem to samo co ty mając 10 lat.
-To jest dobre. Więc po prostu się zamknij. Nie obchodzi mnie twoje zdanie.- odgryzłam się, a on podniósł ręce w geście obronnym. Już nic nie mówił, nawet nie tknął swoje jedzenie, a ja już swoje zjadłam. Po prostu zamienił nasze talerze.
-Jedz.
-A ty czemu nie chcesz?- powiedziałam zdziwiona.
-Nie jestem głodny, a ty jesteś strasznym obżartuchem.

-Po prostu jestem głodna.- zjadłam również i jego porcje. Zapłacił i odwiózł mnie do domu. Nie czekając aż coś odwali szybko wysiadłam z samochodu, podziękowałam za obiad  i wbiegłam do domu. Słyszałam jak mnie wołał, ale nie miałam zamiaru na to reagować. Za pewne tylko chciał znowu mnie zmusić do zrobienia czegoś, na co nie miałam najmniejszej ochoty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Następny rozdział za nami. Mam nadzieję, że was zaciekawi ^-^ No to tyle z mojej strony. Kolejny rozdział na takich samych zasadach co poprzedni.. im więcej komentarzy tym szybciej rozdział pojawi się na stronie ^-^ 

Za każdy komentarz z góry dziękuję, bo to bardzo motywujące. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia co do blogu, walcie śmiało ^-^ c:



9.2.15

Rozdział 11

-Dupkach?- odparłam i słyszałam jak Harry uśmiecha się za moimi plecami.I poczułam się usatysfakcjonowana, chociaż to nie było moje normalne zachowanie (nie wliczając tego, co mówię do loczka.. bo nienawidzę go z pasją.)
-Dupkach.. mhm.. niech będzie, ale wiem, że będziesz tego żałowała. Wtedy po prostu zadzwoń.- odparł chłopak i dał mi  wizytówkę po czym odszedł, a za nim całe grono jego 'przyjaciół'.
-Wyrzuć to.- powiedział zadowolony Harry obejmując mnie od tyłu. A mi wręcz wrzała krew pod jego dotykiem.
-Nie mam zamiaru. I tak przez ciebie musiałam ich tak nazwać.. a on był dla mnie i tak miły. To jest prawdziwy gentelman.- odpowiedziałam i wystawiłam mu język, na co zrobił krzywą minę.
-Idziemy na górę.- nim zdążyłam się mu przeciwstawić już ciągnął mnie po schodach. *Cholera ten jacht jest ogromny!*
-To nie jest dobry pomysł.
-Ani chwili dłużej nie wytrzymam tu z tymi idiotami, a chyba nie chcesz tego, żebym całkowicie zwariował.
-Ughgh!
-Uroczo się denerwujesz.- powiedział a ja rozdziawiłam usta na te słowa. A on nie mógł powstrzymać śmiechu na ten widok. No ok, ja też się zaśmiałam.
-Gdzie idziemy?
-Do mojego pokoju.. to mój jacht, wiesz?
-Teraz już tak.- odparłam i stanęłam jak wryta, a on spojrzał na mnie zszokowany.
-Ach.. co znowu?
-Nie idę z tobą, do twojego pokoju.- powiedziałam tak, aby zrozumiał o co mi chodzi. Chociaż znając go pewnie o niczym innym nie myślał.
-Oj spokojnie.. jeszcze dziś nie stracisz dziewictwa.- powiedział powstrzymując śmiech.
-Jesteś dupkiem, Haroldzie. Cholernym dupkiem. Jak możesz śmiać się z czegoś takiego?! To nie jest śmieszne. Nie masz pojęcia jak się teraz czuję. Mieli rację. Dupek.- odkręciłam się i zaczęłam schodzić na dół.
-Lil! Stój do cholery. No poczekaj.- poczułam jego ramiona wokół moich i znowu odczułam to cholerne uczucie. *Co się ze mną dzieje?!*
-Przepraszam, nie powinienem.. ale wciąż mnie to śmieszy nie dlatego, że to źle. Tylko po prostu jestem zdziwiony, że taka cholernie gorąca dziewczyna  jeszcze nie została porządnie przepieprzona. To jest dla mnie coś nowego.- wyszeptał mi do ucha... gdyby nie to, że wciąż mnie trzymał za pewne padłabym tam na zawał. Nigdy nikt nie mówił w ten sposób do mnie. Musiał być pierwszym?!To nie tak, że nie miałam chłopaków.. ale po prostu nie ufałam im na tyle.. Bóg najwyraźniej miał wobec mnie inne plany. *Aghghghgh!*
-Puść.
-Jeśli obiecasz, że nie uciekniesz.- odparł przekręcając mnie w swoją stronę i patrząc m i w oczy.
-Obiecuję.- wręcz poczułam jak wypuszcza powietrze. O co mu chodzi?
-Ok, chodźmy.- już nic nie mówiłam, tylko posłusznie za nim ruszyłam. Nie mogłam racjonalnie teraz myśleć. To było wręcz rzeczą niemożliwą przy nim. On jest taki skomplikowanym dupkiem. Doszliśmy do ogromnych drzwi... otworzył je i weszliśmy, zapalił światu a mi objawił się wielki pokój, kawowe ściany, czarne łóżko i mnóstwo miejsca wokół. Duży dywan, szafy i oczywiście po drugiej stronie drzwi łazienka.
-Hahah, wciąż nie mogę się nadziwić jak imponują ci takie zwyczajne rzeczy- powiedział śmiejąc się i będąc najwyraźniej z siebie dumnym.
-Zwyczajne?! Wow.. ty nie wiesz co to jest zwyczajna rzecz.- po tych słowach usiadła powoli na łóżku. Czułam, że  wszystko tu jest tak drogie, że zaraz coś zepsuję i nie będę miała jak za to zapłacić. Kim on do cholery jest?!
- Nie bój się. To tylko łóżko. - odparł jakby czytając mi w myślach.
-Uhm..- coraz bardziej się denerwowałam. Nie miałam pojęcia czemu, ale spędzanie z nim czasu nie wpływało na mnie korzystnie. Wydobywał ze mnie to, co najgorsze.
-Mhmm.. jeśli tylko chcesz...-mówił znów się do mnie zbliżając, więc posunęłam się dalej na łóżko, robiąc mu miejsce do  siedzenia.
-To możemy dokończyć to, co wcześniej zaczęliśmy.- powiedział, a ja nawet nie wiedziałam kiedy zmusił mnie do położenia się i  teraz był nade mną.Jego zielone oczy wciąż błądziły po mojej twarzy szukając jakiejkolwiek aprobaty.. ja natomiast byłam zszokowana jego szybkim działaniem.
-Emm.. bo wiesz, no ja.. ja chyba powinnam już jechać do domu.. mama się będzie o mnie martwiła i..
-Przecież jej nie ma kochanie, następnym razem znajdź lepszą wymówkę- odparł nie dając mi skończyć zdania, aby następnie wpić się w moje usta. Wiłam się po łóżku próbując wyrwać się spod jego dominacji.. musiał to zauważyć.
-Czy nienawidzisz mnie aż tak, by powiedzieć, że w ogóle cię nie pociągam?- powiedział wyraźnie zdziwiony tuż przy moim uchu.. a mnie przeszły ciarki i tylko usłyszałam jak się uśmiecha.
-Tak myślałem.. czemu po prostu nie dasz się porwać..- odparł nachylając się do mojej szyi i powoli ją całował i nagryzał. Nie wytrzymując na pięcia, po prostu wymknął mi się jęk z ust. A on wyraźnie usatysfakcjonowany wciąż prowadził swoją gierkę.
- O to mi chodziło.. widzisz? Nie jestem aż taki straszny..- dokończył i znów wpił mi się w usta, a ja tym razem nie próbowałam go zatrzymać.. wręcz na odwrót. Odwzajemniłam pocałunek dając mu wstęp i walcząc z jego językiem o dominację. Podobało mu się, co chwile uśmiechał się przy pocałunku.. jego ręka zeszła nieco niżej i spoczęła na moich pośladkach, po czym lekko je ścisnął, a moje dłonie powędrowały do jego włosów za które lekko pociągałam. Dopiero teraz wyraźnie poczułam jego kolczyk w wardze. Wcześniej nawet nie zwracałam na to uwagi. Teraz jeszcze bardziej mnie to pociągało. *STOP! Czy ja właśnie przyznałam, że mnie pociąga? Daję sobie mentalnego kopniaka w twarz.* Chłopak oderwał się i zaśmiał. Na co mi wszystkie wnętrzności się poprzewracały.
-Hej kotku.. obiecałem ci, że nie stracisz dziś dziewictwa.. nie zmuszaj mnie do tego, żebym złamał tę obietnicę.. a cholernie chcę to zrobić, mając taki widok.- dopiero po tych słowach dotarło do mnie, to co przed chwilą robiliśmy. Zauważyłam, że moje włosy są w totalnym nieładzie, usta mam opuchnięte od całowania się z dupkiem, a moja sukienka jest zdecydowanie za wysoko podciągnięta. *To NIE był dobry pomysł.*
-Hah! Jest to ostatnia rzecz, którą z tobą bym chciał zrobić.- parsknęłam mu prosto w twarz, po czym szybko wstałam i doprowadziłam się do porządku.
-Przed chwilą byłaś bardziej niż chętna.- odparł zasysając swój kolczyk  a mnie zalał rumieniec. Jak ja mogę pozwalać sobie na te idiotyczne gierki z nim. To nie może być dobre.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Co do zdjęcia wiem, że kolczyki są nie w tych miejscach co powinny, ale cóż lepszego nie znalazłam xd     Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie, że dopiero dziś, ale po prostu usnęłam przy filmie wczoraj, no i tak wyszło xd  Dziękuję za wszystkie komentarze po poprzednim rozdziałem. Następny rozdział mam już napisany, i to od was zależy jak szybko się pojawi :) Dziękuję, że jesteście miśki! :* :* ♥♥♥ 

7.2.15

Rozdział 10

-Jedźmy.- powiedziałam słabo, bo wiedziałam, że nie żartuje.
     Szybko pobiegłam na górę i ubrałam się w to, w czym przyjechałam. Oczywiście loczek czekał na mnie ubrany w drzwiach. Bez słowa przepuścił mnie i otworzył samochód pozwalając mi wejść.Nadal się dziwie, że auto jest aż tak zadbane. Początek drogi był nieco cichy.
-Musisz ubrać sukienkę.- odezwał się w końcu, a jego głos rozbrzmiał w samochodzie.
-Ok.. czemu nie weźmiesz którąś z twoich super koleżanek?
-Z nimi mogę się pieprzyć.. uwielbiam je, ale niestety nie mają ani klasy, ani charakteru.- popatrzył się na mnie i zrobił smutną minkę, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Z czego się śmiejesz?- powiedział ostro.A ja jeszcze głośniej mu zawtórowałam.
-Z.. ciebie.. hahaha- nie mogłam wykrztusić żadnego słowa.. a on patrzył na mnie mega zdziwiony, ale po chwili też się zaśmiał. Nie gorzko, ani z kpiny. Tylko po prostu. Gdy się śmieje szczerze jego dołeczki są wyraźniejsze niż zwykle.. *NIE! Nie myśl o nim w ten sposób. To dupek.*
-Czyli mówisz, że mam klasę i charakter?- odparłam i popatrzyłam na niego unosząc dumnie głowę.
-Nie. Powiedziałem, że masz go więcej niż one. To nie znaczy, że tak.
-Pfff..
-To ubierzesz tą sukienkę? Ładną? Dla mnie...?- mówiąc ostatnie słowa złapał mnie za kolano i chciał podążyć nią w górę, ale zdążyłam zareagować strzepując ją. A on jeszcze bardziej się śmiał.
-Co takiego śmiesznego?! Trzymaj ręce przy sobie.
-Uhm.. ale z tą sukienką to na serio. Musisz ubrać się 'elegancko'- robiąc znak cudzysłów puścił kierownicę, a ja spanikowana szybko ją złapałam, na co według niego było bardziej zabawnie.Reszta drogi minęła w milczeniu, bo nie miałam zamiaru dłużej z nim rozmawiać. Wjechał na podjazd przed moim domem i bez słowa wysiadł, poczekał aż dojdę do drzwi i również milcząc  poszedł do kuchni.
-Poczekam na ciebie! Masz godzinę, żeby zrobić się na bóstwo.. może wtedy cię trochę oszczędzę.. albo twojego nowego 'kolegę'.
-Kogo?!
-Justina!
-Co z nim?- zapytałam a ciekawość wzięła górę.
-Już masz 55 minut, kochanie.- wiedziałam, że się tego nie dowiem, więc odpuściłam.
-Ughgh! - tupnęłam nogą i poszłam na górę.
-Jak dziecko..
     Weszłam do swojego pokoju i przeszukałam całą szafę w poszukiwaniu czegoś w chociaż najmniejszym stopniu 'eleganckiego' i na dnie szafy znalazła sukienkę, która za pewne kupiła mi mama... była piękna, chociaż ja szczerze nie cierpię sukienek. Ubrałam , a następnie TE szpilki.. podkręciłam końcówki moich blond włosów.. zrobiłam kreski i użyłam lekko czerwonej szminki oraz różu do policzków. Tak oto teraz stałam przed lustrem, nie poznając sama siebie.. jeszcze jakąś kurtkę na wierzch i gotowe.. oczywiście miałam tylko swoją ulubioną skórzaną.. więc wzięłam od mamy pokoju kremową marynarkę i zadowolona ze swojego efektu podążyłam  w stronę schodów. Mam nadzieję, że Pan Bipolarny nie będzie się czepiał o nic. Tym razem na prawdę się postarałam.. oczywiście nikomu nie życzyłabym obory przed rodzicami, bo wiem jacy potrafią być..Wstrzymałam oddech i zeszłam na dół.. ale loczka nie było więc zaczęłam go szukać, jeśli wyszedł po moich staraniach to jest martwy! Wydawało mi się, że przeszukałam cały dom, ale ominęłam jedne drzwi we wnęce w salonie.. lekko zakryte materiałem karniszy.. jakby ktoś je schował.. powoli do nich podeszła i zajrzałam do środka. Chłopak ubrany już w garnitur, siedział na krzesełku przy pianinie i lekko naciskał klawisze..wyglądał pięknie.. *znaczy całkiem dobrze jak na takiego dupka.* Lekko odchrząknęłam, aby zwrócić na siebie uwagę, a on szybko wstał. Spojrzał na mnie z góry na dół. I w końcu wypuścił powietrze.. był jakby pod wrażeniem? *Nieeeee*
-Hmm.. wow, ubrałaś dla mnie sukienkę..- powiedział i wyszczerzył zęby, a ja się zrobiłam cała czerwona, po czym szybko zakryłam się włosami.
-Nie. Nie dla ciebie, chcę się po prostu dobrze prezentować, przy tak dzianych ludziach.
-Miałem trzymać ręce przy sobie.. al teraz..-mówiąc to, powoli się do mnie zbliżał a ja spanikowana posuwałam się do tyłu, aż nie miałam drogi do ucieczki. *Głupia!* skarciłam się w myślach.
-Nie wiem, czy będę potrafił..-szepnął seksownie do mojego ucha, a mnie przeszły ciarki po całym ciele.
-Harry..- odszepnęłam.
-Hmm..?- mruknął gładząc mój policzek i patrząc mi prosto w oczy.. mieliśmy twarze tak blisko, że wyczuwałam jego miętowy oddech na swoich ustach.
-Prze..przestań.
-Masz rację. Wrócimy do tego po imprezie.- rzucił szybko i wziął mnie za rękę, po czym zaprowadził do innego już auta. Kiedy on zdążył je zmienić?!
-Gdzie jedziemy?
-O to się nie martw. - powiedział i już jechaliśmy w stronę wybrzeża, jak przypuszczam. Było cicho.. za cicho, więc wyciągnęłam dłoń, żeby włączyć radio. Ale jemu musiało to oczywiście nie spasować, bo szybko mnie za nią złapał i odwrócił głowę w moją stronę.
-Pyta się. I nie, nie możesz.
-Czemu?! Justin mi pozwolił!- krzyknęłam z oburzeniem, a rysy na jego twarzy wyostrzały.
-Bo nie lubię muzyki. A Justin, chce cie przelecieć.
-Mówisz, jakbyś miał lepsze zamiary! Z resztą, ty nic o nim nie wiesz!
-Nie powiem nic o moich zamiarach, bo moim zamiarem nie jest cię przepieprzyć, bo mógłbym to zrobić w tej o to chwili, lecz sprawić, abyś mnie o to błagała. I wiesz, że tak będzie. A o Justin'ie, wiem więcej niż ty. To pierdolony dupek.
-Mówisz to bo jesteś bipolarny, czy po  prostu z zazdrości?!- odkrzyknęłam i wiedziałam, że powiedziałam za wiele. Szybko zahamował i zjechał na pobocze. Znowu. Wziął moją twarz w swoje dłonie i powiedział najpoważniej w świecie, tak, że nawet ja przeraziłam się go.
-Ja?! Nie ma niczego, czego mógłbym mu zazdrościć. Niczego. Rozumiesz?!- ostatnie słowo wydarł mi w twarz, a ja zszokowana pokiwałam twierdząco.
-To świetnie, że się rozumiemy, a teraz jedźmy na ten pieprzony bal.- do końca trasy nie powiedziałam niczego, ograniczając się do zerkania na niego od czasu do czasu.
-Jesteśmy.- powiedział parkując samochód koło portu, przy którym było widać wielki jacht.
-To tu?- odparłam otwierając usta z zaskoczenia.
-Tak. Idziesz?-  zapytał otwierając mi już drzwi i wyciągając w moją stronę rękę.
-A mam inne wyjście?- odpowiedział mi jego śmiech i chwycił mnie za dłoń.
-Tak myślałam.- odparłam i pomyślałam, o wszystkich ludziach którzy tam będą.. od razu mi się zrobiło słabo. Oni i ja.. szaraczek.. Nim zdążyłam zauważyć Harry już mnie wprowadzał na jacht. Widziałam, że był spięty. Ale czemu? Za pewne ma to co chwile.. *To ja powinnam t drżeć ze strachu!Haaaloo!*Taaa.. to nie w moim stylu.
-Widzę moich rodziców. Pewnie zaraz do nas przyjdą a ty..- nie dokończył zdania, bo już tu byli.. a ja do cholery co?!
-Dzień dobry synu.- powiedzieli razem jego rodzice, jak myślę.. Harry był niesamowicie podobny do swojego ojca.. mężczyzny, który już powoli siwiał.. kręcone włosy stawały się powoli szarawe po to, by zbieleć. Takie same dołeczki w policzkach i uśmiech.. po mamie odziedziczył tylko oczy..*Czemu o tym myślę?!*
-Uhm. Cześć.- odparł tak samo sucho jak oni.
-A ta młoda dama to..?- już miałam odpowiedzieć, ale loczek mnie wyprzedził.
-To Liliana, moja dziewczyna.. Liliana moi rodzice.- dziewczyna?! Co? Tego nie było w umowie! A czy w ogóle była jakaś umowa?! *Wpieprzyłam się.*
-Bardzo  mi miło..- wymusiłam uśmiech i podałam im dłoń w geście przywitania.
-Ach nam też. Na reszcie Harry ma normalną dziewczynę! Już myśleliśmy, że na zawsze będzie się spotykał z tymi tanimi i ..- loczek przerwał kobiecie w połowie zdania.
-No skończ już to. Ani ja, ani Liliana nie chcemy słuchać twoich fascynujących bajeczek.- odezwał się do matki a ona pokornie zmieniła temat, a mi mimowolnie 'opadła kopara'. Jak on tak może do własnych rodziców?! Ok,  może to nie było na miejscu, ale on.. on.. ughghg!
    Chwilę później poszliśmy do kolejnych znajomych jego rodziców i jak myślę Harry'ego.. ale oczywiście się myliła.
-O cześć! W końcu się pojawiłeś..myśleliśmy, że raczej znów nie przyjdziesz.
-Widzisz, po raz kolejny się myliliście.- wysłał im najsztuczniejszy uśmiech który widziałam w życiu.Już chciał mnie prowadzić gdzie indziej, ale zatrzymali nas na dłużej.
-Nie przedstawisz nam swojej koleżanki?- odparł brunet z włosami zapuszczonymi do ramion.
-Liliana dupki, dupki Liliana. Wystarczy?-powiedział każde słowo przesączając ironią a ja wręcz czułam napięcie rosnące między nimi.
-Mam nadzieję, że wiesz co robisz Lil..- odparł brunet całując mnie  w rękę, a ja na chwilę odpłynęłam, bo był nieziemsko przystojny.
-Jestem Jack. To jest  Andy i Christian. Bardzo nam miło.. zawsze możesz się do nas zgłosić, jeśli będziesz potrzebowała przez niego pomocy.- dodał i mrugnął do mnie, a ja myślałam, że z Harry'ego wszystko wyparuje, więc nie dałam za wygraną.
-Mi też jest miło.. ale nie gustuję w takich..- popatrzyłam na nich z góry na dół i użyłam określenia Harry'ego.
-Dupkach?- odparłam i słyszałam jak Harry uśmiecha się za moimi plecami.I poczułam się usatysfakcjonowana, chociaż to nie było moje normalne zachowanie (nie wliczając tego, co mówię do loczka.. bo nienawidzę go z pasją.)

 _________________________________________________________________________________

Dedyk dla Alex Rup, kochanej kuzyneczki która towarzyszyła mi przy pisaniu imagin'a.Mam nadzieję, że tym razem wam się spodoba. 5 KOM= NEXT

2.2.15

Rozdział 9

-Jeśli chciałabyś aby on to zrobił, to łaknęłabyś tego, wiedząc , co ja mogę zrobić.- odparł ze spokojem wymawiając każde słowo z osobna. I to jest ostatnie co pamiętam.
                                                                        ***
-O cholera..- powiedziałam powoli wybudzając się i czując przeszywający ból w głowie. Ile ja wypiłam? Rozejrzałam się wokół i zauważyłam, że to nie mój pokój. Było mi to znane miejsce. Harry. Spojrzałam w dół i ujrzałam, że jestem ubrana jedynie w bieliznę!
-Kurwa!- krzyknęłam i zaraz tego pożałowałam, bo kac odezwał się tego dnia już po raz drugi. Nie pamiętałam nic, co działo się po tym jak zasnęłam w jego samochodzie.. czy ja w ogóle tam zasnęłam?! Nie, nie nie. Nie mogła, się z nim przespać. Zauważyłam jakąś jego koszulkę leżącą na podłodze i bez zastanawiania się skąd ona się tam wzięła ubrałam ją i szybko zeszłam do kuchni wiedząc, że za pewne tam go zastanę.
-Dzień dobry piękna!- powiedział w świetnym humorze loczek, był bez koszulki a ja się nie mogłam przestać gapić na jego tors. Ciekawe dlaczego był taki świetny... kurwa mać! Muszę przestać wszystko kojarzyć sobie z seksem.
-Mhm, co się wczoraj wydarzyło?- powiedziałam prosto z mostu, a chłopak tempo na mnie popatrzył i się roześmiał.
-Nie pamiętasz?! Och żałuj kochana. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie usłyszeli twoich krzyków. Ale nie martw się, założyłem gumkę.- mówiąc to podszedł do mnie i wręczając mi kawę dał buziaka w policzek.
-Ty żartujesz, prawda?!- odparłam coraz bardziej zfrustrowana. Jestem do cholery dziewicą! Byłam? Jestem? Whatever.
-A czy wyglądam jakbym żartował?- powiedział śmiertelnie poważnie.
-Nie.- odpowiedziałam siadając na podłodze i łapiąc głowę w ręce.
-Ej ej.. co się stało?- powiedział delikatnie.
-Nie tak sobie wyobrażałam ten cholerny pierwszy raz! Powinnam to chociaż pamiętać! A ty mnie wykorzystałeś! Jesteś zwykłym bipolarnym dupkiem!!- wybuchłam a chłopak patrzył na mnie z rozdziawionymi ustami.
-Jesteś dziewicą? - zapytał, jakby to, co przed chwilą powiedziałam nie miało znaczenia.
-Co, może nie zauważyłeś?!
-Nie pieprzyłem się z tobą, chociaż byłaś chętna, ale pijana.- odparł tłumacząc się.
-Ale jesteś dziewicą. To dziwne. Gdybym cię wcześniej spotkał, na pewno byś nie byla. Ale nic nie szkodzi. nadrobimy to.- powiedział zbliżając się do mnie a ja zaciągnęłam się jego zapachem. Dopiero teraz zauważył jak również i ja sobie przypomniałam, że stoję przed nim jedynie w koszulce i bieliźnie.
-O nie nie nie! Niczego nie będę z tobą nadrabiać! Ha! Nawet nie chcę cię widzieć.
-Nie masz wyjścia. Ale to nic, lubię takie.
-Niby jakie?!
-Które uciekają. To tak jakbym na was polował. A raczej na ciebie. Ciesz się, jesteś pierwszą. Podoba mi się to. Jest to lepsze od seksu. A jak już to zrobimy, to zostawię cię samą dla siebie. Zapamiętaj kochanie.- szybko mnie cmoknął. Znowu.
-Przestań! Nie chcę cię! Brzydzę  się tobą  i odwal się w końcu!- chłopak wpił się w moje usta i zachłannie mnie całował. Oderwał się ode mnie po kilku minutach, gdy nie odwzajemniłam pocałunku.
-Wczoraj ci się podobało.- po wypowiedzeniu tych słów, wszystko mi się przypomniało. Jak go całowałam, Justin, samochód. Boże, jak bardzo musiałam być pijana. Nigdy więcej nie tknę alkoholu.
-Idź się ubierz, jedziemy do ciebie i zabieram cię na imprezę, do spółki ojca.
-Co?!
-Chyba mówię wyraźnie. Jedziesz ze mną na "ekskluzywną" imprezę na jachcie, bo ojciec mnie prosił, żebym się stawił, a jeśli ja tam jadę, to ty też o zrobisz.
-Nigdzie nie jadę z tobą.- powiedziałam do niego po raz setny odkąd się poznaliśmy.
-Jak chcesz. To zostaniemy a ja cię przepieprzę, nawet bez twojej zgody.. tak, że nie będziesz mogła przez tydzień chodzić. I nie będę uważał, bo jesteś DZIEWICĄ.
-Jedźmy.- powiedziałam słabo, bo wiedziałam, że nie żartuje.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taki sobie krótki, ale piasny wcześniej niż miałam :) Ale no było 5 kom. ;) Teraz też 5! ^-^
I dziękuję za każdy jeden :* :* :* ♥♥♥



Emilie M.