-Co ty do cholery wyprawiasz?!- krzyknęłam przerażona.
-Tęskniłaś?- zapytał
-Gdzieś ty był Harry? Co ci się stało?! Z resztą, nie ważne.-
*Boże pomóż, bo zwariuję*
Pomogłam chłopakowi wstać i zaczęłam go ciągnąć w stronę łazienki, a on marudził z bólu na każdym kroku. Zasłużył. Zamknęłam klapę od ubikacji i pomogłam mu siąść na niej.
-Co...? Ty.. odpie..aszsz?- tak, zaczyna mówić swoim własnym językiem... powodzenia sobie życzę.
-Harry siedź spokojnie i nic nie mów. Opatrzę ci te rany. Mam tu apteczkę. Ty po prostu spokojnie siedź. Później mi powiesz co się stało.- popatrzyłam wymownie na pijanego i zauważyłam, że z grymasem na twarzy lekko kiwnął. Przynajmniej się zgodził.. mogło być gorzej. Wyciągnęłam wodę utlenioną z apteczki i zaczęłam polewać poszczególne miejsca gdzie miał rany. Na początku loczek starał się być męski zaciskał szczękę nic nie mówiąc. Jednak gdy doszłam do wargi i dość dużego na niej rozcięcia pękł.
-Uważaj! To, ze nie jestem zbyt trzeźwy nie znaczy, że nic nie czuję.- powiedział tym razem juz normalnie.. czyli wraca do normalności.
-To się nie ruszaj, bo próbuję ci pomóc!
Nie czekając na odpowiedź po prostu wzięłam plastry z maścią do kojenia bólu i przyspieszające gojenie ran i ponaklejałam gdzie mogłam. Rozciętą rękę zawinęłam bandażem po obmyciu rany wacikami.
-Zostajesz na noc. Przyniosę ci coś John'a. Wykąp się.
-Justin nie wróci na noc? Myślałem, że się tak dobrze dogadujecie, że...
-Nie jestem cholerną dziwką!- krzyknęłam i trzasnęłam za sobą drzwiami wychodząc.
*Ughghgh!*
Muszę mu pomóc, bo nie mogę go puścić w tym stanie do domu. Ale jeśli bardzo będzie nalegał, to niech sobie idzie. Weszłam do sypialni mamy i John'a. Otwierałam wszystkie szafki po kolei aż znalazłam jakieś koszulki i spodenki czy coś. Nie znam się. Wzięłam zdobycz i zapukałam do łazienki.
-Proszę!- krzyknął.. przecież nie jestem głucha. Weszła do łazienki, a on dopiero sięgał po ręcznik.
-Co ty odpieprzasz?! Przecież pukałam!- krzyknęłam zasłaniając oczy i machając ciuchami, które złapał i odłożył na bok.
-Mam ręcznik. Możesz patrzeć.- na te słowa powoli odemknęłam jedno oko i upewniając się, że mówi prawdę otwarłam oba. Złapał mnie w talii i do siebie przyciągnął. Cholera... widok jego w samym ręczniku owiniętym wokół bioder to jedno. A bycie z nim tak blisko, podczas gdy jego ciało jest wciąż mokre i czucie jego mięśnie (wytatuowane lekko) pod dłońmi, przysparzało mnie o palpitację serca.
-Czemu z nim pojechałaś? - zapytał patrząc mi prosto w oczy,a mi sie zrobiło gorąco.
-Bo go lubię.
-A mnie nie?- był jeszcze bliżej mojej twarzy.. poczułam jego oddech na moich ustach.
-Kolego, mogę jeździć z kim chcę i kiedy chcę.
-O to chodziło?! Dlatego, że nazwałem cię koleżanką?- czułam jakby wiercił dziurę w mojej głowie.. odwróciłam wzrok.
-Hej.. to nie tak, że nie chcę... ja po prostu się nie spotykam.. z nikim. Ale uwierz, że gdybym to robił, byłabyś pierwsza w kolejce.- zmusił mnie do patrzenia mu w twarz.
-To czemu się denerwujesz, że się z kimś spotykasz?- zapytałam prosto z mostu.
-Bo chcę Cię. Z resztą już ci mówiłem. Jesteś moja. Pamiętasz?- po tych słowach zbliżył się do mnie. Za blisko... coraz bliżej... i znowu to samo. *Cholera! Tyle lat asertywności a teraz co? Zachowujesz się jak zakochana nastolatka?!*
Więcej nie myślałam.. czułam tylko jego wargi na swoich.. czułam jak bardzo popękane są i je chciałam naprawić.. właśnie. Nie powiedział mi co się stało. Gwałtownie się od niego oderwała.
-Ubierz się. Czekam na ciebie w salonie.- chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a ja szybko wyszłam.
-Brzmi seksi.- powiedział swoim 'uwodzicielskim' głosem. Tak. Miał taki specjalny n a każdą okazję. Nie pytajcie czemu.. ja też go nie rozumiem. Po chwili wyszedł z łazienki mocno zawstydzony i drapał się po głowie. Może jeszcze działa ten Daniels... gdy zobaczyłam go już wiedziałam skąd u niego ta reakcja. Koszulka była w porządku na niego, ale kraciaste spodenki (zielone) wyglądały komicznie na nim. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
-Wyglądasz umm... ciekawie..- powiedziałam próbując zachować powagę. Loczek siadł na drugim końcu kanapy, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Nie wytrzymałam. Chłopak przyciągnął mnie do siebie za kostki, a ja spoważniałam.
-Takie to śmieszne?- powiedział poważnie, a ja udawałam wystraszoną... chłopak pomyślał, że ma nade mną wyższość i, że wygrał.
-Wiesz.. ja. Ja tylko pomyślałam, że.. oj no wyglądasz tak seksi.. sam rozumiesz- odparłam próbując tamować śmiech, co mi nie wychodziło. Harry popatrzył na mnie zmylony.. podniósł się na jednym kolanie i zaczął mnie łaskotać.. dźgać po brzuchu w ogóle wykorzystywać wszystkie moje słabości.Płakałam ze śmiechu.
-Przestań.. hahah... Harry, prooo.... szęęęę!- krzyczałam między chichotami. Chłopak najwyraźniej też się dobrze bawił.
-Och, nie.. to jest śmieszne.. powiedz, że pięknie wyglądam, kochanie... hihih- oparł chichocząc ja głupi (taa, to na pewno ten Daniels)
-No dobra, dobra.. poddaje się! Tylko przestań...- przestał mnie łaskotać i złapał oba moje nadgarstki w jedną dłoń i uniósł nad moją głowę zmuszając mnie do położenia... sam praktycznie leżał na de mną, a nasze twarze dzieliło może 2-3 centymetry.
-Mów.-nakazał, a ja zmęczona śmianiem się zaczęłam.
-Hazzuś.. jesteś piękny.. zwłaszcza w tych seksi spodenkach- zachichotałam.
-Lubię jak tak mówisz- uśmiechnął się.
-Jesteś urocza.- odparł i mnie leciutko pocałował, po czym się podniósł.. a ja rozczarowana na niego popatrzyłam ze zdziwieniem.
-Przyjdzie na to czas.- mrugnął do mnie
-Chciałaś o czymś pogadać, prawda?- spojrzał na mnie i usiadł bliżej.
Uwielbiam tego gifa *,*
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, jak nie to nic nie poradzę xd
Wszelkie zastrzeżenia proszę pisać w komentarzach i proszę o dodawanie tych komentarzy jeśli ktoś czyta! Bo ponad 100 wyświetleń a komentarzy 4 :)
Więc ogólnie opłakana liczba xd
Zobaczymy kiedy next. Zależy od was, czyli od ilości komentarzy ;)














