22.7.15

Rozdział 57

Tak szybko jak to się zaczęło, ja to skończyłam. Dałam mu w twarz ze łzami w oczach i przetarłam je, aby przypadkiem żadna nie wypłynęła pokazując moją słabość.
-Dalej ci mało?- szepnęłam tylko i znikłam mu z oczu. Wbiegłam do korytarzyka i wpadłam na Jaspera.
-W porządku?- spytał otulając mnie ramionami. Ja tylko kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam i poszłam dalej zostawiając go samego.

~Oczami Harry'ego~
 -Teraz włączyłam autodestrukcję... bo nie mam NIC do stracenia...- mówiła wyprana z uczuć blondynka, a mi kruszył się kawałek serca.. jeśli to serce jeszcze tam jest. Ono jest z kamienia, nie tak jak u innych. Jednak na widok jej śmiechu topnieje, a jej płaczu boli.. gdy jednak ja przyczyniam się do tego, że nie wie jak żyć.. że traci samą siebie.. wtedy kruszy się. Kawałek po kawałku *i nie chodzi mi o mięsień*. Nie mogę  patrzeć jak rozpada się tuż przede mną i nic nie zrobić. Chociaż będę tego żałował nie umiem inaczej. Ten chory umysł nie jest zaprogramowany do takiej kobiety jak ona. Pocałowałem ją.. wręcz rzuciłem się na nią. I znowu poczułem woń jej perfum, smak ust i badałem każdy cal jej twarzyczki. Tak cholernie mi tego brakowało, że nie wyobrażam sobie jak ja mogę funkcjonować bez niej. Próbowałem ją zastąpić.. sypiałem z każdą napotkaną laską. Próbowałem okręcić je sobie wokół palca.. ale one na to wszystko się zgadzały bez pisknięcia słówkiem. A ja potrzebowałem JĄ. Nie żadnej innej.. tylko jej. Mojego "pogromcy". Jednak moje przemyślenia rozwiały jej ręka lądująca na moim policzku.
-Dalej ci mało..?- odparła głosem tak kruchym, że przejął mnie strach przed tym, iż rozleci się, a ja nie będę miał pojęcia jak z powrotem ją złożyć *a teraz wiesz?*.Dziewczyna przetarła szklane oczy nie pozwalając wydobyć się ani jednej kropli. Popatrzyła na mnie tymi niebieskimi tęczówkami, które teraz jakby poszarzały.. tylko przez nie można było zobaczyć, że ten gniew to jest cholerna melancholia i nostalgia. Pobiegła dalej. *Rusz się dupku* 
-Nie mogę.- odszepnąłem sam do siebie i poczekałem parę minut, aż ucichnie stukot jej biegu. Gdy tylko zapanowała cisza, wzrósł we mnie niepohamowany gniew.  Jak mogłem dopuścić do tego, że  kobieta chce się zniszczyć? Byłem zły sam na siebie.. nie powinienem tego zaczynać.. kończyć też nie. Pieprzony Bieber i jego zasady. Cały ten mętlik w głowie zagłuszyłem mocnym uderzeniem pięścią o mur. Nic nie czuję.. a nerwy nadal buzują.. niszczę ją.. więc siebie tez powinienem, czyż nie? Powinno mi to pomóc. A jednak nic nie daje. Nie umiem pogodzić się z jej stratą. Z tym, że mam zabronione dogonienie ją.. pobiegnięcie za nią. Chciałbym ja chronić.. ale ironią losu jest to, że powinienem to robić przed samym sobą. W końcu moje myśli zagłuszył puls w ręce. Och tak.. czyli trzeba chwilę poczekać. Popatrzyłem na rękę z lodową miną i lekko obtrzepałem ją z krwi, by następnie ruszyć przed siebie. Nie miałem zamiaru iść na jakiekolwiek lekcje. Mógłbym ją spotkać. Wszedłem do budynku wyjściem tylnym i skierowałem się bezpośrednio do  gabinetu pielęgniarki szkolnej. Nie fatygując się pukaniem otworzyłem drzwi. Jak zwykle siedziała pijąc kawę z jakimś innym profesorem.
-Niech Pani to odkazi i zabandażuje.- warknnąłem w jej stronie siadając obok nauczyciela.- kobieta od razu wzięła się do roboty. 
 Już po chwili moja ręka była w dużo lepszym stanie, a ja wciąż czułem się podle. Jedno wiem na pewno. Nie potrafię się trzymać od niej z daleka... Chociaż nie wiem jak bym się starał. Ale czy mam inne wyjście? Wyszedłem z budynku szkolnego i skierowałem się do starej, opuszczonej budowli. Tak.. to jest mój azyl. Zamknąłem oczy i po raz pierwszy poczułem, że zależy mi na kimś więcej niż samym sobą.
                                                               ~Oczami Liliany~
 Siedziałam na kolejnej nudnej lekcji, próbując się skupić na tym, o czym mówi nauczyciel... jednak z marnym skutkiem. Po kilku minutach profesor po raz kolejny zwrócił mi uwagę, abym nie żyła w swoim świecie. Za kolejnym razem, kiedy nie odpowiedziałam mu na pytanie, kazał mi po prostu wyjść i wrócić na kolejne lekcje.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani.. Zrozumiem, jeśli się obrazicie.. nawaliłam i się przyznaję. Obiecuję, że jak tylko będę miała znów swój kochany komputerek wynagrodxę wam wszystko. Nie mam nawet czelności prosić o jakiekolwiek komentarze, bo jest krótkie i słabe.. Na razie pisze na tablecie, dlatego tak mizernie mi to idzie. Proszę również o zrozumienie, że teraz codzień pracuję PRZYNAJMIEJ 10 h.. więc równieżjestem baaardzo zmeczona... Dobranoc 😘😐

13.7.15

Rozdział 56

-Przykro mi, ale mam swoje zasady i to nie przejdzie. Dziś rozdam scenariusze. Wystawiamy sztukę za miesiąc.- powiedział i rozpoczął tłumaczyć wszystkie kwestie dotyczące teatru i romantyzmu.
 *Jak on mógł?! Dupek. Nie! Gorzej.. dlaczego się nie sprzeciwił.. przecież jego by posłuchał. Pewnie też wyeliminował konkurencję.. ughghghg!* Po dzwonku wystrzeliłam z sali jak rakieta i  popędziłam za drzwi czekając, aż osobnik z lokami wyjdzie i będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
-Przepraszam. Mogę na chwilę zostać w sali? Chciałbym się skupić przez chwilę.-  podsłuchałam jego rozmowę z profesorem. *On to robi specjalnie*
-Jasne. Odnieś później kluczyki.. ja już kończę zajęcia.
-Dobrze.. do widzenia!- krzyknął za wykładowcom, a ja wparowałam z powrotem i trzasnęłam drzwiami chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
-Tak też myślałem.- uśmiechnął się ironicznie i oparł o blat stołu.
-Co to do cholery miało być?- odparłam opanowanym tanem odnosząc się do poprzedniej sytuacji.
-Tetr.- mruknął pod nosem, a mnie krew zalewała.
-Dlaczego mnie w to zaangażowałeś BEZ mojej zgody?! Widzę cię z miolionami lasek będąc z tobą związana. Mówisz, że masz mnie w dupie, przychodzisz pijany do mnie do domu "pomagając" mi zapomnieć, później przytulasz i mówisz, żebym cię nie znała...a teraz karzesz mi grać z tobą w jakiejś sztuce?! I to w ROMEO I JULII?! Jesteś chory.- przez cały czas zaciskałam mocno zęby, żeby aż tak nie wrzeszczeć.. ale jego odpowiedź przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.
-Przyszedłem, bo byłem pijany. Powinnaś to zrozumieć.. nie wiedziałem co robię. I nie pamiętam kompletnie nic z wczorajszej nocy.A do przedstawienia.. nie sądzisz, że to będzie nowe doświadczenie?
-Och tak. Byłoby świetnie. Ale nie z tobą.
-Nie chowajmy do siebie urazy.Zróbmy to, co mamy zrobić i tyle. W końcu szkoła pokłada w nas nadzieję... czyż nie?- spytał kpiąco się uśmiechając.
-Och..jeśli tak, to myślę, że podołasz dwóm rolom na raz. W końcu nie ma nikogo tak genialnego jak ty i nikt lepiej od ciebie nie zagra Julii. Tak nawiasem mówiąc to ich cholerna miłość jest chora. Zabijają siebie nawzajem. Czy to jest normalne? - pogrążyłam się w tematy Sheakspir'owskie
-A nasza miłość jaka jest?- loczek szepnął niemal niesłyszalnie i wbił we mnie swój przenikliwy wzrok, aby po chwili znów stać się zimny jak lód.
-Idę. Zagrasz to. Nie masz wyjścia.. a jesteś całkiem dobra w odgrywaniu ról.. więc nie sprawi ci to żadnej trudności.- warknął i przeszedł zahaczając o moje ramie. Nie mam pojęcia jak wyglądam, ale za pewne komicznie, bo idę korytarzem, a wszyscy gapią się na mnie jakbym wyszła z psychiatryka. Ale przysięgam, że to nie ja tu jestem uciekinierem.. tylko on. Styles. *Skup się! Matma.* powędrowałam w stronę katedry matematycznej biorąc po drodze zeszyt. Ostatnia ławka już na mnie czeka. Mój dzisiejszy plan dnia to po prostu przetrwać tą jedną godzinę.. później już wszystko jedno. Po chwili dosiadł się do mnie Jasper.
-Co jest?- optymistyczny ton, ręka zawieszona na ramieniu i targanie mnie za włosy. Przysięgam, że kiedyś mu coś zrobię.
-Chcę przestrzeni osobistej. Nic.- odparłam niczym zaprogramowany komputerowo robot.
-Widzę, że coś cię gryzie.
-Palisz?- zignorowałam jego dążenie do mojej prywatności.
-Tak.. ty też?
-Nie, ale właśnie zaczęłam.- parsknęłam i podniosłam się z miejsca na znak szacunku dla wchodzącej profesor.
-Ok.. na tej przerwie cię gdzieś zaprowadzę.- szepnął jeszcze i przez resztę godziny nie szepnęliśmy słówkiem, by przypadkowo nie narazić się na niepotrzebne pytanie. Jakoś nie bardzo mnie obchodziło to, co robi przy tablicy.. nie zwracałam uwagi na trygonometrię czy inne bzdety. Układałam dokładny plan jak nie wybuchnąć przed klasą za tydzień odgrywając rolę Julii. Dzwonek.. *ALLELUJA!*
-Chodź.- odparł i złapał mnie za rękę przyjaciel. Wyszliśmy tylnym wyjściem...  wprowadził mnie w wąski "korytarz" pomiędzy dwoma budynkami, a zaraz zaszliśmy za jakieś duże pakunki.
-"Palarnia"- parsknął spoglądając na narazi pustą przestrzeń. Wyjął papierosa i zapalił.
-Daj mi jednego.- powiedziałam nie tolerującym sprzeciwu głosem, a on uśmiechnął się pod nosem.
-Nie powinnaś.- odparł, ale jednak wyciągnął paczkę w moją stronę.
-Miętowe.- zaśmiałam się ironicznie- ale panienka z ciebie.- próbowałam wytrącić z równowagi kolesia.. ale on zaczął tylko udawać typową laskę z papierosem. Później odpalił mi papierosa, a ja natychmiast się zaciągnęłam. Chyba trochę jednak za dużo dymu jak na początek. Od razu spazmatycznie zakaszlałam,a on wybuchł śmiechem.
-Ej!- krzyknęłam z załzawionymi oczami.
-Laska. Powoli.. to twój pierwszy papieros. Oddychaj nim, a nie pochłaniaj wszystko co możliwe.- odparł wciąż z uśmiechem na twarzy i pokazał jak powinnam to robić. Po trzech buchach czułam się jakbym była do tego stworzona.
-Szybko się uczysz.- zaśmiał się jeszcze szatyn i zamilkł.. po jakichś dwóch minutach zaczęli się schodzić inni palacze. Rozmawiali, śmiali się, a ja stałam opierając się o mur i rozkoszując odchodzącym na chwilę stresem. *Czyli to jednak pomaga* Zamknęłam oczy wypuszczając dym z płuc, ale po chwili poczułam jak ktoś wyrywa mi go z rąk. Gwałtownie "obudziłam" się i ujrzałam wściekłego Harry'ego zgniatającego resztę MOJEGO papierosa.
-Hej!- krzyknęłam automatycznie się prostując i przyjmując "waleczną" postawę.
-Nie będziesz paliła tego świństwa.- warknął i wyjął własną fajkę. Odpalił i się zaciągnął. *Cham!*
-Ja będę decydowała o tym, co będę robiła. Oddaj mi swojego. Zabrałeś to oddaj.
-Dam ci coś innego jeśli chcesz.
-Chcę tą cholerną fajkę!- krzyknęłam tym razem podchodząc bliżej Styles'a, a on i to zgniótł.
-Lubiłem jak  twierdziłaś, że to jest świństwo i odchylałaś głowę kiedy czułaś dym.- odparł poważnie.
-Już nie lubisz. Więc co to za problem? Jasper.. daj drugą.- warknęłam, a on patrzył na akcję  z wytrzeszczonymi oczyma.. powoli jednak podał mi to, o co prosiłam. Odpaliłam i się zaciągnęłam. Następnie popatrzyłam na kipiącego ze złości loczka i wypuściłam w jego stronę dym, znów opierając się o mur. Nie na długo, bo od razu zostałam do niego przyparta i po raz kolejny mi wytrącono mój spokój. Pewnie myślicie, że zachowuję się jak ćpunka.. ale nie. To jest po prostu jedyne co mogę zrobić, aby uspokoić się i w tej chwili zdenerwować Harry'ego. Nasze twarze dzieliły centymetry, a on świdrował wzrokiem po mojej.
-Jak chcesz  zrobić mi na złość, to rób co innego, bo to tylko trafia w ciebie.- szepnął.
-Zawsze musi chodzić o ciebie?- warknęłam.
-No to jak jesteś zdenerwowana. Wkurwiona wręcz to niszcz wszystko wokół siebie,  a nie własną osobę! - krzyknął mi w twarz.
-Nie mam czego niszczyć. Zniszczyłeś wszystko. Nawet nie mam jak zniszczyć siebie. Już to zrobiłeś! - ja też nie będę się hamować.. powoli ludzie powychodzili z palarni.. widziałam tylko kątem oka, jak Jasper przechodzi do korytarzyka.. ale wiedziałam, że na mnie czeka. A Styles..? On. Patrzył się na mnie. Nie wiedział co odpowiedzieć..
-Teraz włączyłam autodestrukcję... bo nie mam NIC do stracenia... -wysyczałam jeszcze i brunat wpił się gwałtownie w moje usta. Na początku od razu odpowiedziałam tym samym.. wziął moją twarz w swoje dłonie i głaskał mój policzek, a ja stałam.. tak po prostu. Było mi dobrze. Mogłabym trwać w tej sekundzie wieczność... ale (wszędobylskie "ale") przed oczami pojawiła się brunetka.. następnie inne koleżanki. Ta, z którą spędził dzień po nocy ze mną, szatynka z przyjęcia rodziców i na końcu Zaz. "Było mi cię żal" znów się odbijało echem obijając o najczulsze punkty mojej świadomości. Tak szybko jak to się zaczęło, ja to skończyłam. Dałam mu w twarz ze łzami w oczach i przetarłam je, aby przypadkiem żadna nie wypłynęła pokazując moją słabość.
-Dalej ci mało?- szepnęłam tylko i znikłam mu z oczu.

Przepraszam za nie informowanie was o kolejnych rozdziałach..

Byłam okropnie zmieszana przez ostatni tydzień

Jak zauważyliście zmieniłam wygląd bloga :) pomogła mi w tym na prawdę świetna dziewczyna, więc wszystko dzięki niej (widzicie te romb po prawej stronie- link do jej bloga- zapraszam^^ )


Mam nadzieję, że rozdział udany :) 

Trochę kijowy humorek i dlatego też rozdział kijowy xd 

7KOM-->NEXT

Dacie radę? :) tym razem będę się ŚCIŚLE tego trzymała c: 
POWODZENIA ;)


10.7.15

Rozdział 55

-Wyjdź.- szepnęłam i poczułam jak szybko oplata mnie ramionami.Nic nie mogłam zrobić. Okłamywałabym samą siebie mówiąc, że tego nie chcę.
-Do widzenia.- szepnął całując mnie w czoło i zostawiając w pustym domu.Samą dla siebie.
 Godzina 4.30- siedzę w kuchni próbując cokolwiek przełknąć. Analizuje całe swoje życie. Pierw ten cholerny wypadek... później samobójstwo ojca. Poznanie Harry'ego i Bieber'a. I od tej pory jest tylko gorzej. Kiedy wydawałoby się, że ma być  w porządku."Związek" z Harrym.. zerwanie, schadzka i tak ciągle. W końcu porwanie i wypuszczenie. Och tak. Na tym się zatrzymamy. Zbesztanie przez Harry'ego i dogłębne zranienie mnie, co wydawało się być już niemożliwe. Podobnie nie widać draśnięcia na sercu całym pociętym.. wiecie? Te jedno draśnięcie może przeważyć. Zeszłam na dół, do mojego pokoiku z fortepianem i tą całą resztą. Wyjęłam kartkę i zaczęłam zapisywać nuty i tekst. Tylko do tego się nadaję? Możliwe, że nawet do tego nie. Już godzina 7.30.. nawet nie wiedziałam kiedy ten cały czas upłynął. Miałam motywującą mnie piosenkę.. teraz tylko  muszę ją wypróbować. Siedziałam chwilę przed fortepianem myśląc.. co ja chcę tym osiągnąć.. chyba tylko spokój wewnętrzny.. może siłę? Zaczęłam śpiewać. Gdy rozpoznałam się w nutach zamknęłam oczy, a palce same dryfowały po klawiszach... uwielbiam ten stan. Skończyłam. Nie spieszyło mi się do szkoły, ale nie mogłam tego wiecznie odkładać.Robiło się coraz chłodniej, a na niebie kłębiły się granatowe chmury.. och tak.. nie ma to jak dobić się pogodą. Poszłam na górę i stanęłam przed szafą nie wiedząc co ubrać. W końcu zdecydowałam się na dość ciepły sweterek i wyższe buty.. och tak, będzie przynajmniej miło i luźno.. ( KLIK! ). Związałam włosy w luźnego koka i patrząc na siebie w lustro znów je rozpuściłam..  *jak go zobaczę, będę miała się za czym schować*. Przeciągnęłam eye liner'em powieki i tuszem rzęsy.. gotowa! Chwyciłam torbę z gotowymi już książkami.. w szkole byłam dokładnie tydzień temu.. więc nie miałam problemu z pakowaniem książek. Wyszłam zakluczając dom. Nie przeszłam nawet kilku metrów, kiedy zatrąbił za mną samochód rozpraszając moje myśli. Zayn. Weszłam do samochodu.
-Hej.- powiedziałam próbując udawać szczęśliwą idiotkę... nie, tym razem się nie nabrał, ale chyba wolał przemilczeć ten temat.
-Uhm.- mruknął tylko  w odpowiedzi. Podjechał pod szkołę i chwilę siedzieliśmy.
-Nie wychodzisz?- spytał powoli odwracając głowę w moją stronę.
-Aaa.. tak, jasne. Już.. - plątałam się.
-A ty?- zmarszczyłam brwi spoglądając na niego.
-Nie. Dziś mam parę spraw do załatwienia... dasz sobie radę.- odparł i cmoknął mnie w policzek, a ja zarumieniona wyszłam i dopiero zauważyłam ludzi. Och tak.. w tej szkole nie można niczego ukryć. Pieprzyłam opinię innych, ale nie miałam zamiaru dawać się poniżać.
 Szłam korytarzem odnieś torbę do szafki. Szłam z dumnie uniesioną głową.. jeszcze nie przyzwyczaili się do nowych twarzy.. nie cierpię być w centrum, ale można się do tego przyzwyczaić. Włożyłam torbę, wyjmując tylko kulturę. Kulturę?! Cholera jasna! Zaczęłam panikować.. przecież to są zajęcia ze Styles'em. Świetnie. Brawo Lil. Nie mogłaś wybrać na przykład ogrodnictwa?! Nieeee. Musiałaś się zapisać na kulturę powiązaną z recytacją i kółkiem teatralnym. Świetnie. Zajebiście. *Trudno* Zamknęłam szafkę i poczułam ramię na swoim.
-Czyli jednak Cię nie zamordował!- krzyknął mi do ucha znany głos.
-Jasper.- zaczęłam się śmiać.
-Jeszcze mnie pamiętasz. Czyli też nie było prania mózgu.- nadal się ze mnie nabijał.
-Ale ty wyglądasz jakoś niewyraźnieee..- probowałam zrobić krzywą minę, ale oboje zaczęliśmy się ze mnie śmiać.
-Co masz?- odparł już nieco poważniej opierając się plecami o szafki.
-Kulturę.. znaczy too.. noo.. historię literatury, czy ciul wie co.- parsknął.
-Ja mam kosza. Widzimy się na matmie, nie?- dźgnął mnie w brzuch za co dostał kuksańca  i skierował się w stronę szatni. Odwróciłam się na pięcie i również poszłam do swojej sali. Weszłam równo z dzwonkiem, więc byłam pierwsza.  Usiadłam znów na samej górze. Uczniowie powoli wlewali się do sali i siadali na swoich miejscach. Przyszedł również Harry. Co prawda wszedł ostatni.. widać, że jest na kacu.. jednak nie to mnie zaniepokoiło. Rozwalona warga i obity policzek.  Spoglądałam na niego ze swojego miejsca, aż w końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Oczywiście ja pierwsza odwróciłam swoje. Usiadł dwa miejsca w lewo ode mnie. Dupek.
-No więc zaczynamy...- zaczął nauczyciel.
-O! Witamy z powrotem Panno Stones!- odparł z ironią w głosie.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się życzliwie.
-Przerabiamy 'Romea i Julię", ale chyba już o tym wiesz.. prawda? - patrzył na mnie badając mój wyraz twarzy.. *bitch please.. ćwiczyłam to przez lata, nic się nie dowiesz ode mnie psorze*
-Jasne!- krzyknęłam optymistycznie.
-Tak też myślałem, bo kolega Styles, poprosił tydzień temu kolegę, aby was zgłosił do ról głównych.. wygraliście! Byliście jedyni.. ale i tak gratuluję.
-Co?!- spytałam w szoku.
-Niech Pani nie mówi, że nic Pani o tym nie wie.- wciąż się uśmiechał. *Jak tak można?!*
-Profesorze.. ja chciałabym cofnąć moją kandydaturę.- powiedziałam służbowym nieugiętym tonem, a on mnie wyśmiał. Widziałam też cień uśmiechu Styles'a.
-Przykro mi, ale mam swoje zasady i to nie przejdzie. Dziś rozdam scenariusze. Wystawiamy sztukę za miesiąc.- powiedział i rozpoczął tłumaczyć wszystkie kwestie dotyczące teatru i romantyzmu.
 *Jak on mógł?! Dupek. Nie! Gorzej.. dlaczego się nie sprzeciwił.. przecież jego by posłuchał. Pewnie też wyeliminował konkurencję.. ughghghg!*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Kochani.. tym razem ciutkę dłuższy.. jestem chora, może dlatego tak mizernie mi to idzie. Tak wiem, motyw oklepany, ale o dziwo nigdzie go nie znalazłam jeszcze, więc postanowiłam go wykorzystać.
POMOCY!
Potrzebuję nowego tła.. czy mógłby mi ktoś pomóc..?
Chciałabym, aby był ciemny i żeby również znajdował sie na nim napis "I'll keep you safe"
Ja nie zrobię.. gdyż iż nie umiem :/ (wstyd i hańba)
Więc proszę aby wszystkie możliwe tła były wysyłane pod ten adres mailowy: weronika.witek@op.pl
Byłabym naprawdę baaardzo baardzo wdzięczna, gdyby ktoś skusił się poeksperymentować i mi pomóc :3
Również jeśli ktoś chce może ze mną korespondować przez e-mail
Wszelkie uwagi dotyczące bloga czy pomysły.. możecie również je wysyłać ;)


7.7.15

Rodział 54

-Zaz. On mnie nie szukał. Myślę, że cieszył się, że ma mnie z głowy. Powiedział mi prawdę. Zayn. On mnie tylko wykorzystał.. było mu mnie żal i to wszystko.- szeptałam znudzona bez emocji. A  mulat patrzył na mnie z otwartą buzią. Nie mogłam dłużej wytrzymać.. to on jest zawsze gdy go potrzebuję.. właśnie Zayn mnie ratuje i pociesza. Powolutku zbliżyłam nasze twarze do siebie, ciągle patrząc mu w oczy. Gdy wiedziałam, że się nie cofnie lekko złączyłam nasze usta. Całowaliśmy się delikatnie i namiętnie zarazem. W mojej głowie jednak wciąż siedział Harry.  Na myśl o nim.. o tym co robił, jak mnie traktował, a jak teraz zapomniał... wypłynęły w końcu łzy spod zmęczonych powiek, spływając po policzkach i zatrzymując się na naszych złączonych ustach. Zayn czuł to. Powoli oddalił nasze usta i złączył czoła patrząc mi prosto w  oczy.
-Przepraszam...- szeptałam raz po raz nakreślając kolejne ścieżki po już mokrych policzkach.
-Ja przepraszam.. widzę, że jesteś w takim stanie, a wciąż zbliżam się do ciebie. Nie powinienem.
-To ja to zaczęłam. To nie ty powinieneś przepraszać. To nie twoja wina... jesteś na prawdę cudowny.- mówiłam i znów go cmoknęłam w usta. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam silnych ramion w  których mogłabym się skryć i odnowić siły.
-Nie lubię gdy płaczesz.- odparł pewnie i delikatnie zaczął ścierać kciukiem moje łzy.
-Dziękuję.- szepnęłam  i schowałam się w jego ramionach. Nie mam pojęcia ile czasu tak siedzieliśmy. Jutro poniedziałek.. mam nadzieję, że jakoś wybrnę z tygodnia nieobecności... *przecież Harry już mnie usprawiedliwił* . Już prawie usypiałam, gdy obudził mnie dzwonek własnego telefonu.
-Halo?- spytałam cicho nie chcąc budzić Zayn'a i zręcznie się wyswobodziłam z jego objęć.
-Liliana!- usłyszałam wrzeszczący głos mojej rodzicielki.
-A.. to ty.- warknęłam.
-Nie ma mnie tylko miesiąc, a ty już masz tyle godzin nieusprawiedliwionych! Dzwonią do mnie ze szkoły.. w jakiej sytuacji ty mnie stawiasz?!- nadal krzyczała.
-Przepraszam.. więcej tak nie będę..- próbowałam ją uspokoić.
-Nie ma mowy... skracam podróż i za dwa tygodnie wracam do domu. Koniec. Ma być wszystko w  idealnym porządku. Rozumiesz?- warczała na mnie bez przerwy.
-Jasne.- odparłam i się rozłączyłam.
-Świetnie.- powiedziałam już sama do siebie. Wyszłam z domu mulata nieco uspokojona.. *jeśli chcesz przetrwać, musisz walczyć*
 Godzina trzecia w nocy, a ja już nie mam zamiaru spać. Wpadając do domu wzięłam powolny, relaksujący  prysznic. Gdy tylko wyszłam niemal od razu zauważyłam, że jest coś nie tak. Taki drobny szczegół.. ale jestem wzrokowcem. Zeszyt był zamknięty.. a teraz leży na łóżku otwarty. W pierwszym momencie się przestraszona.. ale za chwilę usłyszałam jakiś huk na balkonie i biorąc  wazon z biurka ze wściekłością podążyłam w stronę hałasu. To, co zobaczyłam niemal mnie sparaliżowało.
-Czego ty do cholery jeszcze chcesz?!- krzyknęłam zmuszając aby uciekinier odwrócił się w moją stronę. Och tak. Był pijany. Zalany w cztery dupy. Zaniemówiłam.. czego on wciąż na mnie tak działa?
-Ja.... uuuu. Uuuunąłem.- bełkotał pod nosem, a mnie krew zalewała.
-Co usunąłeś?- spytałam uzbrajając się w cierpliwość.A on wybuchł śmiechem. Zraz jednak spoważniał, gdy spotkał się z moim karcącym wzrokiem.
-Umer.- odparł już nieco wyraźniej.
-Idee.- stwierdził i zaczął próbować przejść na drugą stronę balkonu...on przecież się zabije!
-Stój!-krzyknęłam, a on zamarł w bezruchu.
-Um?- popatrzył przestraszony.
-Chcesz się zabić?- kontynuowałam łapiąc go za rękę i prowadząc w stronę pokoju.
-Siedź.- warknęłam i poszłam po szklankę wody. Przecież nie mogłam go tak zostawić. *To nie znaczy, że na to nie zasługuje* Zaraz byłam z powrotem, a on nadal siedział, ale już  się głupio nie uśmiechał. Patrzył w dal... jakby zagubiony? Och tak. Wyglądał na zagubionego dzieciaka.. któremu nikt nie chce wskazać drogę.
-Pij. Trochę otrzeźwiejesz.- skinął na zgodę i szybko wypił zawartość szklanki. Już po kilku minutach było widać całkowitą zmianę. Jego wzrok stał się wyraźniejszy i chyba wiedział, że źle trafił.
-Ok. A teraz poważnie...-zaczęłam po raz kolejny- po co tu wszedłeś?
-Skasowałem swój numer telefonu.- powiedział, jakby to miało być oczywiste- szybciej zapomnisz.-mrugnął i wstał.
-Idę do domu.- wybełkotał.- Już nie rozmawiajmy.- odparł.
-Nie witaj się ze mną na ulicy.. i w szkole. Zachowujmy się tak, jakby to, co się wydarzyło do tej pory... jakby to nie miało miejsca. Zgadzasz się?- pytał, mówiąc wręcz jak zaprogramowany robot. Przerażał mnie taki Harry.
-Wyjdź.- szepnęłam i poczułam jak szybko oplata mnie ramionami.Nic nie mogłam zrobić. Okłamywałabym samą siebie mówiąc, że tego nie chcę.
-Do widzenia.- szepnął całując mnie w czoło i zostawiając w pustym domu.Samą dla siebie.

1.7.15

Rozdział 53 cz.2

-A teraz przepraszam, ale muszę się zająć koleżanką.- odparł i odwrócił się. Ona szybko się do niego przyssała i złapała za jego loki i lekko pociągała. Odwróciłam się i odeszłam. Nie widziałam Biebera, więc pewnie mogę sobie iść. Odeszłam już na zawsze. Wiedziałam gdzie jestem. Jednak nie skierowałam się do domu.. poszłam w stronę parku i usiadłam na ławce. Nie chciałam myśleć, nie miałam ochoty na nic.
Patrzyłam się w jeden punkt i poczułam okropne zmęczenie. Nie smutek czy żal. Nie złość, zdenerwowanie. Po prostu zmęczenie, nostalgię... już dość. Już wystarczy.. tym właśnie przekroczył cienką linię, która nas łączyła. Przerwał ją. Bezpowrotnie. Siedziałam i patrzyłam w jeden punkt wcale nie zwracając uwagę co to jest. Czułam, że powieki stają się cięższe.. czułam też łzy pukające do nich. Nie otworzę im drzwi. Już sporo czasu na to zmarnowałam. Wstałam.. nie wiem która była godzina, nie miałam telefonu ani zegarka, ale musiało być dość późno, bo latarnie przestawały świecić. Szłam powoli w stronę domu. Nawet nie czułam bólu w nogach, a miałam szpilki na sobie przez długie godziny! Coś ze mną nie tak.  Szłam już przez dobre 20 minut.. już nie tak daleko.  Idę główną drogą i co chwile mnie oślepiając reflektory jakichś dupków, którzy nie wyłączają długich świateł. Usłyszałam za sobą jakieś gwizdy i przeciągłe westchnięcia. Szłam dalej sobie powoli.. już mi wszystko jedno, a nie chcę się denerwować.. jednak jeśli tylko mnie dotkną- nie żyją.
-Hej mała poczekaj!- jakieś pijane krzyki.. może nie całkiem pijane. Byli po prostu lekko wstawieni.
-Nie słyszysz co do ciebie mówię?!- głośniejszy krzyk, a ja nadal idę powoli nie przejmując się niczym.
-Zaraz usłyszysz.- odparli już chórem, a ja cała się napięłam. Ktoś mi położył dłoń na ramieniu chcą odwrócić w swoją stronę.. szybko ją chwyciłam i przerzuciłam napastnika przez swoje ramię, sprawiając, że teraz leżał przede mną i zwijał się z bólu od uderzenia w beton. Tak.. zna się takie sztuczki.
-Kto następny?- szepnęłam odwracając się. Cholera.. nie wiedziałam, że ich jest 3.. ja tylko jedna. Szybko zeszłam z tych cholernych szpilek i zaczęłam biec. Tak.. chciałam sobie poradzić sama, ale to niemożliwe. Biegli za mną już we czwórkę. Skręciłam w lewo. Ślepa uliczka! Cholera jasna... świetnie, jeszcze brakowało mi jakiegoś gościa, który w tej uliczce też stał. Odwróciłam się chcąc zawrócić jak najszybciej się dało, ale stali tuż przede mną.
-Zaraz ci oddam.- szepnął ten, którego powaliłam na ziemi. Podbiegłam szybko do nieznajomego kryjącego się na końcu ulicy. Nie miałam nic do stracenia..
-Przepraszam... proszę mi pomóc..-  mówiłam próbując uspokoić się w środku.. jednak tego się nie spodziewałam. Odwrócił się ściągając kaptur.. a tu sam Zayn Malik. Dziękowałam Bogu za to.
-Liliana?- szeptał jakby się obudził ze snu.
-Tak, to ja.
-Ale gdzie Harry?-- marszczył brwi.. a napastnicy się zbliżali.
-Nieważne.. - popatrzyłam niezręcznie na gości zbliżających się do nich z chytrym uśmiechem.
-Panowie... tak samą dziewczynę napastować..? Nieładnie.- mulat pokiwał głową z dezaprobatą.. nie było widać mu twarzy, więc myślę, że pewnie nie  wiedzieli z kim mają doczynienia.
-Zamknij się. Z nią musimy pogadać, a ty wypierdalaj stąd.- powiedział ten, który nimi przewodził.
-Wiesz.. popełniasz błąd mówiąc tak do mnie.- zaśmiał się Malik.
-Nie mówię do ciebie.. tylko do tej dziwki!- krzyknął zbliżając się gwałtownie do mnie,a  Zaym w sekundę wyciągnął rewolwer i już trzymał go przed moim napastnikiem. Ten zamarł.
-Odszczekaj to!- krzyknął tym razem mój bohater, zmieniając nieco swoją barwę głosu, na bardziej stanowczą.. zdenerwowaną, dominującą całą resztę.
-Zayn? Cholera.. ja przepraszam.. nie miałem pojęcia, że to ty.. Byłeś tak spokojny i..
-Ją przeproś.- odparł nieco spokojniej widząc moje przerażenie w oczach.. *takiego Zayn'a jeszcze nie znałam*
-Jasne, oczywiście, że tak..- spojrzał na mnie, a ja mogę przysiąc, że  w jednej sekundzie widziałam gniew,a w drugiej już całkowitą pustkę.
-Przepraszam... przepraszam za to, że cię tak nazwałem.- powiedział ze skruchą, a  Zayn popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, a ja kiwnęłam głową, aby puścił wolno delikwenta.
-Idź.- szepnął ledwo słyszalnie i groźnie,a mnie przeszły ciarki. Uciekł. Malik objął mnie ramieniem i prowadził w stronę domu.
-Chodźmy stąd.. tu nie jest bezpiecznie o tej godzinie.
-Jasne- szepnęłam bez życia i poczułam na sobie jego wzrok. Po dziesięciu minutach dotarliśmy do domu, a ja pociągnęłam go dalej sygnalizując, że idziemy do niego. Więcej nie było potrzebne. Po kilku chwilach siedziałam u niego na kanapie z kubkiem gorącej czekolady.
-A teraz mów.. gdzie byłaś, z kim.. jesteś cała? Gdzie masz Harry'ego.- powiedział na jednym wdechu, a ja wiedziałam, że się z tego nie wymigam.
-W Kanadzie, z Bieber'em. Oprócz tego, że już dwa razy ktoś próbował się do mnie dobierać żyję.
-Zabił chuja?- odparł instynktownie Zayn, a ja zobaczyłam gniew w jego oczach.
-Nie pozwoliłam mu.- kiwnął głową w zrozumieniu, a ja miałam nadzieję, że zapomniał  o ostatnim pytaniu.
-A Harry..? Co z nim.. to nie on cię uratował? Gdzie on łazi?- marszczył słodko brwi zastanawiając się nad tym intensywnie.
-Harry.. mnie puścił Justin wolno. Harry. On jest w barze z.. z koleżanką.- powiedziałam pusto.
-CO?!- teraz już krzyknął ze zdziwienia.
-Tak.
-On cię szukał. Co mu strzeliło do głowy?
-Zaz. On mnie nie szukał. Myślę, że cieszył się, że ma mnie z głowy. Powiedział mi prawdę. Zayn. On mnie tylko wykorzystał.. było mu mnie żal i to wszystko.- szeptałam znudzona bez emocji. A  mulat patrzył na mnie z otwartą buzią. Nie mogłam dłużej wytrzymać.. to on jest zawsze gdy go potrzebuję.. właśnie Zayn mnie ratuje i pociesza. Powolutku zbliżyłam nasze twarze do siebie, ciągle patrząc mu w oczy. Gdy wiedziałam, że się nie cofnie lekko złączyłam nasze usta.

Cieszycie się z powrotu Zayn'a? ^-^
Starałam się was zaskoczyć :3
Udąło się? xd
Wiem, że późno, ale mam cholerną alergię na wszystko latające
 i nie mogłam nic wymyślić przez ból xd 
Kocham was miśki <3
Dacie rade może 6KOM->NEXT?
Próbujemy! ^-^
Emilie M.