17.1.15

Rozdział 4

-Za kogo on się do kurwy nędzy uważa?!Dupek! Ha, chce iść na imprezę?! To niech sam pójdzie.
 Czy tu nie ma normalnych ludzi?!
 Do końca dnia rozmyślałam jedynie jak mogę się wymigać z tej imprezy... on nie wygląda na osobę która lubi odmowy lub daje za wygraną.. a czy jemu w ogóle dziewczyny odmawiają?Pffff... przecież oczywiście, że muszą być takie.. ale jest cholernie przystojny i.. i.. i jest dupkiem. Liliana. OGAR!
                                                                         *~*
 Obudził mnie jak co rano budzik.. jeszcze 5 dni do rozpoczęcia szkoły... pojmujecie chyba mój entuzjazm? ._. wyłączyłam irytujące urządzenie i powoli wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam się tradycyjnie na poranne bieganie.. za duża koszulka i spodenki. Zeszłam na dół wypiłam szklankę soku pomarańczowego i  poszłam do salonu sprawdzić, czy trzeba podlać rośliny.. i widok ten mnie przeraził jak nigdy w życiu.. ogromny bukiet róż na stole.. na prawdę wielki, wcześniej go nie było.. wszystkie drzwi były zamknięte i do cholery, nie mam pojęcia jak ktoś mógł nimi wejść.. podeszłam bliżej rozglądając się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby je zostawić.. nic, pusto. I koperta koło nich ... "Nie zawiedź mnie xoxo".
-O kurwa.- powiedziałam nie zdając sobie sprawy, że robię to na głos.
  Przez te 3 doby zdążyłam zauważyć, że nie jest to zbyt bezpieczne miejsce dla nastolatki takiej jak ja... co się ze mną dzieje? Mam nadzieję, że to tylko zwykły podrywacz i da sobie spokój.. ale żeby tak od razu włamanie?! Bez śladu.. odpuściłam sobie bieganie, zjadłam pożywne śniadanie i  cały dzień opierdzielałam się na kanapie przed telewizorem. Nie zwróciłam uwagi nawet na sms od  tajemniczego chłopaka.. "za  pół godziny będę". Niestety będzie musiał się pogodzić z porażką, bo ja nigdzie się nie ruszam. Punktualnie po pół godziny leżenie ktoś zaczął pukać do drzwi. Zignorowałam to. Pukanie zaczęło się przeradzać w gwałtowne walenie o drewnianą poświatę.  Zaraz potem ustało.
*Pewnie sobie poszedł. Wiedziałam, że tak będzie."
-Liliano. Otwórz drzwi.. inaczej sam to zrobię.. a wiesz, że umiem. Podobały ci się kwiaty?! Jak ja otworzę, nie będę już taki spokojny.
-Cholera..- szepnęłam sama do siebie i usłyszałam bicie własnego serca. Powoli wstała i skierowałam się ku drzwiom. Co to za typ? Nie mogę pokazać, że się boję, choć cała się trzęsę.. czyli to był jednak on.
Z wahaniem przekręciłam zamek. Sam też by to zrobił.. i stanęłam z nim twarzą w twarz a jego zapach uderzył we mnie.. no nie powiem, ale klasę to on ma. Biały podkoszulek i czarne jeansy, kolczyki, tatuaże i na to marynarka z podwiniętymi rękawami. Tak, miał klasę. Ale koniec z tym.
-Czego chcesz?- powiedziałam niecierpliwym głosem i zobaczyłam jak jego szczęka się zaciska.Nie pytając o pozwolenie wparował do mnie do domu, choć chciałam go zatrzymać, jestem za drobna.
-Mam rozumieć, że idziesz w pidżamie?!- krzyknął do mnie wchodząc do salonu. Podążyłam za nim i zobaczyłam go siedzącego na fotelu.
-Masz zrozumieć, że nigdzie z tobą nie pójdę. Nie znam cię.- na te słowa zaśmiał się gorzko.
-Jestem Harry. Wystarczy?- powiedział z półuśmiechem na twarzy.
-Nie.- parsknęłam.
-Nie możesz powiedzieć nie. Nie akceptuję odmowy, księżniczko.
-A ty co do cholery w ogóle myślisz?! Pierw siłą mnie zawozisz do domu, nie wiadomo skąd wiesz gdzie mieszkasz.. Później włamujesz się do mnie w no..
-Pięknie wyglądasz jak śpisz.- powiedział, szyderczo uśmiechając się.A ja nie mogłam przez chwilę złapać oddechu. Ten człowiek to wariat.On może mi coś zrobić..
-Wyjdź.
-Tylko jak pójdziesz ze mną.
-Zadzwonię na policję. Wypieprzaj z tego domu!-tak właśnie wyładowuję strach i stres. Krzycząc.Aczkolwiek nie spodziewałam się takiej reakcji. Harry podszedł do mnie, cały czas patrząc mi prosto w oczy.. ja się cofałam.. aż natknęłam się na ścianę. Z jego oczu można było wywnioskować, że jest mocno wkurwiony.
-Nigdzie nie zadzwonisz.Pójdziemy do twojego pokoju, ubierzesz się w coś seksownego i wyjdziesz ze mną na tą cholerną imprezę. Będziesz się dobrze bawiła i cię odwiozę.- Złapał mnie za nadgarstki przyciskając mnie jeszcze bardziej do ściany.
-Mam nadzieję, że tym razem zrozumiałaś.. a jeśli nie,t o pogadamy inaczej.- mówiąc to, mocno wpił mi się w usta a ja z całych sił próbowałam mu się wyrwać. Bez skutku. Oderwał się ode mnie dając mi drogę wolną. Nie miałam wyjścia poszłam na górę..
-Ubierz sukienkę, na pewno twoje nogi są boskie, powiedział lustrując mnie na schodach.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się spodobał rozdział.. wiem, krótki, cóż nie miałam weny zbytnio xd 
Tym razem bardzo was proszę,  abyście zostawiły ślad po sobie, bo choć widzę wejścia, nie czuję motywacji do pisania i nie wiem, czy pisać dalej.. jeśli wam się coś nie podoba, to możecie śmiało napisać..

2 KOM->NEXT 


2 komentarze:

Emilie M.