15.1.15

Rozdział 3

 -Cholera!- powiedziałam sama do siebie wciąż zdyszana.
*Świetnie! Przecież nie mogłaś trafić na jakiegoś przystojniaka z manierami. Skądże, musiałaś trafić na gości z tatuażami i poczuciem dominacji. Bravo.*
-Wróciłam!- krzyknęła  mama z tylnych drzwi, bo oczywiście ich nie zamknęłam.
-Dobrze. Co bezie na obiad?
-W lodówce jest wczorasza lasagnia.. możesz zjeść i sobie coś zamówić. Wybrałam twoją kartę kredytową, trzymaj.. masz tam pieniądze, jutro będzie mogła jechać na zakupy, mogę cię podwieźć, mamy po drodze na lotnisko.
-Ok.- powiedziałam nieco bardziej oschle niż zamierzałam.
-Wiesz? Ja idę do siebie.. zjem później, ok? To dobra..- powiedziałam i szybko wbiegłam po schodach. 
 Naprawdę mi się spodobał mój pokój. Leżałam na łóżku, słuchałam muzyki i gapiłam się w sufit. Tęskniłam za dawnym życiem.. wydawało mi się, że to dopiero początek..
                                                                                          *~*
-Liliana! Lili! Zejdź proszę już na dół, za pół godziny jedziemy. 
-Cholera! Zasnęłam, tak  szybko? Nie, nie, nie... 
-Jedziesz z nami?! 
-Tak, jasne, już schodzę, daj mi 10 minut!- wykrzyczałam i szybko poszła do łazienki.. WŁASNEJ łazienki! Tak, miałam swoją ^-^. Wzięłam baaardzo szybki prysznic i roztrzepując włosy ręcznikiem ruszyłam na dół. 
-Co ty masz na głowie?! - powiedziała mama wybuchając śmiechem. WOW, to do niej niepodobne. 
-Co jest? Ja tak zawsze, jak wyschną i tak będą znowu super proste albo lekko falowane.. 
-Żartuję, nie dąsaj się tak- powiedziała i mnie przytuliła.
-A co wy tu robicie? - rozległ się męski głos, którego jeszcze nie znałam. I ta myśl mnie zmroziła...
-O Liliana.. to jest John, twój ...
-Nie, jeśli Pan myśli, że będę mówić na Pana "tato" i zachowywać się jak wymarzona córeczka, to bardzo się Pan myli.. nie mam takiej natury, ale bardzo doceniam to, co Pan dla mnie robi i że przyjął mnie Pan pod swój dach. -powiedziałam nim mama zdążyła skończyć nas przedstawiać.
-Liliana!- odparła  z pretensją.
-Nie, spokojnie kochanie.. rozumiem cię, wiesz? Nie wymagam tego od ciebie mała, mów do mnie po prostu John- mrugnął do mnie i roztrzepał mi włosy... ile on myśli, że mam lat?! 6?7? Pff..
-Dobrze, Johnie.
            Droga minęła nam w ciszy, a ja nie miałam zamiaru jej przerywać. Tak mi było dobrze. Ja jechałam do galerii handlowej, a oni na wymarzony urlop. 
-Jesteśmy. Lili masz klucze do domu i nie zgub ich.. zapasowe są jednak w doniczce,  nie zapomnij. Wrócimy za miesiąc, trzymaj się córciu. 
-Taa, dobra mamo, pa Johnie, dobranoc. -mówiąc to jak najobojętniej wyszła i podążyłam w stronę wielkich szklanych drzwi. Otworzyłam je a moim oczom ukazała się nowiusieńka seria sklepów, to na prawdę będzie mi sprawiało frajdę! Weszłam do pierwszego sklepu, który rzucił mi się w oczy.. Pull&Bear, tak to zdecydowanie mój styl.. rockowy i  nieco chłopięcy.. aczkolwiek nie mówię, że nie lubię zaskakiwać swoją małą czarną. Wzięłam parę rzeczy i skierowałam się do przymierzalni. Wybrałam taki KILK! komplet i go kupiłam, poszłam do następnego sklepu i następnego i dalej.. aż w końcu z galerii po kilku godzinach wyszłam ubrana tak:KLIK!. Zadowolona ze swojego efektu kroczyłam z torbami pełnymi zakupów. Nie znałam jeszcze kursów autobusów a przyjechałam z mamą, więc stwierdziłam, że się przejdę na piechotę i to był największy błąd jaki popełniłam. Szłam już dobre 20 minut, ręce mi odpadają a nóg już nie czuję... 
Słyszę za sobą warkot silnika i zwalniające auto.. 
*Czyżby się ktoś nade mną ulitował*powiedziałam szczęśliwa w duchu. 
-Hej, hej! Wyglądasz na zmęczoną..?- powiedział chłopak wychylając się za szybę.
-No może trochę jestem...- odwróciłam się i  popatrzyłam na niego. BOSKI! Szatyn kręcone włosy, trochę tatuażów i zielone oczy, kolczyk w wardze i brwi i te oczy , cholera!.. takie głębokie... ale czułam, że coś w nich ukrywa.. nie to nie był dobry pomysł, był podobny do tamtego.. Zayna? Chyba tak. 
-Podwieźć cie? - zapytał jakby od znudzenia i wytrącił nie z moich jakże głębokich myśli o jego równie głębokich zielonych oczach. 
-Nie, dzięki.. robię sobie spacer.. -powiedziałam  i zaczęłam iść w tym samym kierunku co wcześniej.
-Mała, dwa razy nie będę prosił. Wsiadasz?- powiedział już nieco mocniejszym tonem, nie ukrywając poirytowania.
-Nie. Już mówiłam. -nie miałam zamiaru odpuścić... jestem uparta.
  Szłam wciąż przed siebie nie oglądając się za chłopakiem. Czy tu do cholery wszyscy muszą mieć tatuaże?! Nie ważne. Idę dalej i słyszę trzaskające się za mną drzwi i nie się zdążyłam obrócić już czułam oddech chłopaka na mojej szyi. Impulsywnie odwróciłam się i chciałam uderzyć chłopaka.. ale oczywiście jak mogłam się tego domyślić, był silniejszy, wyższy i dużo szybszy ode mnie. Złapał mnie za uniesioną rękę i parsknął.
-Tak, Zayn miał rację, jesteś zadziorna.
-Puść mnie. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Podwiozę cie. Teraz rozumiesz? -powiedział uśmiechając się do mnie. 
-Przejdę się. -nadal upierałam się przy swoim. 
-Nie przejdziesz. Bo jedziesz ze mną. 
  Wyrwał mi moje torby a mnie przerzucił sobie przez ramię. Ilekroć zdzierałam gardło, tylekroć ten dupek się śmiał. Czyt tu do cholery nie mieszka żadnych gentelman'ów? 'Najwyraźniej'- dokopała mi własna podświadomość. Postawił mnie przed samochodem.
-Wsiadaj- powiedział śmiertelnie poważnie. Już się nie sprzeciwiałam, dała za wygraną.
-Grzeczna dziewczynka- parsknął a ja już do końca drogi milczałam. Pytał się mnie wiele rzeczy, lecz milczenie było moją oznaką sprzeciwu.. nie powiedziałam nawet gdzie mieszkam. On to wiedział. To mnie najbardziej przeraziło. Wjechał na podwórko i się zatrzymał. Wyłączył silnik i odpiął pasy. 
-Widzisz? Jeszcze żyjesz.- powiedział z nutką żartu  w glosie, na co sam się zaśmiał.
-Mało śmieszne. Mogę iść? 
-Proszę. - powiedział i wyszedł wraz ze mną, dał mi zakupy i poniósł je do drzwi. 
 *Czego on do cholery oczekuje?! Że mu podziękuję za to, że siłą mnie przywiózł do domu?!"
-Wiesz, nie mówił, że jesteś taka.- odezwał się lustrując mnie z góry na dół. A ja poczułam wypieki na twarzy..
-Jaka?
-Taka. Ok, teraz wyjaśnię ci parę spraw księżniczko.. przyjechałaś tu i nic nie wiesz. U NAS się nie oblewa wodą nas, bo zazwyczaj się to źle kończy. Aczkolwiek było to zabawne. Powiedzmy, że jestem miłosierny, dlatego, że nieźle wyglądasz i lubię dziewczyny, które mi się opierają, choć wiedzą, że tak na prawdę nie przestaną myśleć o mnie kiedy je zostawię same. Pójdziesz ze mną jutro na imprezę, i tym razem bym nie debatował gdybym był tobą. I tak jestem podenerwowany, więc po prostu bądź gotowa o 20. Napiszę ci sms'a. A teraz trzymaj już ten telefon.- podał mi własny telefon, a mi się po prostu rozdziawiły usta. Przecież wiadomo, że z nim nigdzie nie pójdę! Wzięłam od niego mój skarb i zatrzasnęłam drzwi. Zaczęłam swój  niezwykły monolog.
-Za kogo on się do kurwy nędzy uważa?! Dupek! Ha, chce iść na imprezę?! To niech sam pójdzie. Czyt tu są normalni ludzie?!


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się spodoba.. nie pisałam dawno, ale mam nadzieję,  że jeszcze jesteście.. byłoby miło gdybyście zostawiły ślad po sobie, bo to bardzo pomaga i motywuje ^-^
                      2 KOM---> NEXT 
 Im więcej kom, tym szybciej :* 

1 komentarz:

Emilie M.