4.5.15

Rozdział 43

Popatrzyłam na jego matkę, która uśmiechała się tryumfująco i po prostu wzruszyła ramionami.Stałam tak po prostu na tej cholernej scenie i się gapiłam. Wszyscy podążyli za moim wzrokiem,  a ja już miałam na to wszystko po prostu wyjebane. Po prostu miałam go już totalnie, cholernie dość. Zeszłam ze sceny i wyszłam na dwór.. ostatni raz oglądając się za siebie i widząc zmieszanego Harry'ego szukającego mnie w tłumie. Wyszłam. Poszłam wzdłuż brzegu docierając do molo, którego istnienia nie znałam. Ściągnęłam te cholerne szpilki od tego cholernego dupka i usiadłam na molo łagodząc ból nóg wkładając je do wody. Powoli wypuściłam powietrze i z powrotem wciągnęłam i wypuściłam ze świstem. Położyłam plecy na chłodnych deskach i obserwowałam niebo. Uwielbiałam patrzeć w gwiazdy od małego. Jak na zamówienie przeleciała gwiazda.
 *Chcę szczęścia*- odruchowo odparła moja jakże szybka podświadomość. Zabrzęczał mi telefon. Wyjęłam go z podszewki od sukienki i nie patrząc na wyświetlaną nazwę odebrałam.
-Gdzie ty się podziewasz?!- usłyszałam zirytowany głos Styles'a. Boże, chciałam szczęścia!
-Gdzieś.- odparłam na odwal się, co jeszcze bardziej go zdenerwowało.
-Lepiej powiedz z własnej woli, bo i tak Cię znajdę. Musisz być gdzieś na wyspie, nie  umiesz kierować łodzią.
-Skąd wiesz?- spytałam podpuszczając go.
-Bo wiem.- wysyczał.
-Mhm.
-Powiesz?
-Poczekaj przy wyjściu na tarasie. Przyjdę za 5 minut.- wysyczałam tak samo jak on to zrobił i powoli ruszyłam z powrotem.
*Jesteś zazdrosna* Nie, nie mam o kogo. Sam przecież powiedział, że mnie zaprosił tylko dlatego, że nie ma wyjścia. *Ale też powiedział, że mu zależy*nigdy nic takiego nie powiedział. *Ale miał to na myśli* nie chcę znać jego myśli. Prowadziłam zaciętą walkę z moimi myślami. Już byłam tuż przy tarasie. Z powrotem założyłam buty i wzięłam dwa głębokie wdechy. Podeszłam do drzwi i weszłam. Harry stał przy nich, jak się umówiliśmy. Pociągnął mnie z powrotem na zewnątrz.
-Gdzie ty do cholery byłaś?!- niemal krzyczał z wściekłością.
-Na molo.- odparłam od niechcenia.
-Mógł cię ktoś napaść, albo okraść, albo nie daj Bóg coś więcej ci zrobić! Gdzie ty masz głowę?!- teraz to darł się na całe gardło, a ja miałam nadzieję, że ściany są dźwiękoszczelne.
-Ale nie napadł, nie okradł i nie zrobił nic więcej, więc w czym problem? Do tej pory jakoś sobie radziłam. Jestem już dużą dziewczynką.
-Och uwierz, że ludzie, którzy tu są tylko wyglądają na niewiniątka.- powiedział nieco ciszej.
-Nie obchodzi mnie to.- wzruszyłam ramionami.
-Pięknie śpiewałaś.- powiedział z uśmiechem próbując się do mnie zbliżyć, ale ominęłam go i usiadłam przy stoliku.
-Och, na prawdę?- uśmiechnęłam się sztucznie.
-Myślałam, że byłeś zbyt zajęty, żeby cokolwiek usłyszeć, prócz twoich pełnych prawdopodobnie testosteronu myśli.- dodałam wciąż uśmiechając się, aby go jeszcze bardziej zdenerwować.
-To nie była moja wina.- powiedział bez większego namysłu, a ja go wyśmiałam.
-Ach. No tak. Niewinny Harry.- parsknęłam śmiechem patrząc na niego.
-Wiedziałem!- krzyknął wstając.
-Hmm?- mruknęłam pytająco.
-Że oczywiście mi nie uwierzysz! Bo ty wciąż jesteś taka uparta i nieufna!- krzyczał jeszcze głośniej.
-Nie!- krzyknęłam rzucając rękami w górę.
-Ja jestem nieufna?! Możesz mi wiele zarzucać! Możesz mi mówić, że wyglądam okropnie, że nie umiem się zachować. Możesz mówić, że jestem uparta, głupia czy złośliwa. Nieokiełznana, zimna czy nawet 'sukowata' jak to określiłeś kiedyś! Ale nie mów, że ci nie ufam! Bo to jest własnie błąd który popełniłam już 2 razy! I za każdym razem tego żałowałam. Więc nie pieprz głupot Styles. Myślisz, że dlaczego ludzie nie ufają sobie? Przez właśnie takie osoby jak TY.- powiedziałam dobitnie ostatnie słowo patrząc mu w oczy i wskazując na jego osobę.
-Z resztą.- dodałam już opanowanym głosem.
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Wziąłeś mnie ze sobą, tylko i wyłącznie dlatego, że ostatnim razem wypadłam 'OK'. Nie miałeś wyjścia. Ja też nie miałam. Oddałam ci przysługę i to wszystko. Nie musisz mi niczego wyjaśniać. Przecież możesz robić co chcesz.. czyż nie?- powiedziałam słabo się uśmiechając.
-Chcesz, żeby tak to wyglądało?- spytał całkiem poważnie patrząc na mnie.
-A mam inne wyjście?- spojrzałam na niego tak samo, jak on na mnie.
-Ty na prawdę nie rozumiesz..?
-Co mam rozumieć, Harry?
-Ona pierwsza mnie pocałowała. To była moja była. Moja matka.. ona jej powiedziała, że chcę, żeby do mnie wróciła.
-A ty jej nie odepchnąłeś.. z resztą, po co ty mi to mówisz?
-Byłem w szoku.
-Miałeś do tego prawo.
-Ale..- chciał dodać.
-Harry, nie tłumacz mi się. Nic między nami przecież nie zaszło. Masz wolną rękę. Ja też.- chwilę  milczałam.
-Kiedy wracamy?-spytałam jeszcze patrząc na niego całkowicie wypalona z wszelkich uczuć.
-Jutro. Mamy pokój na górze. Ale rozumiem, że będę musiał spać na podłodze.- popatrzył na mnie pytająco.
-Nie. Nie raz ze sobą spaliśmy. To twój pokój. Twój dom.
-Nie powiedziałbym. Ale dzięki.- skinął, a ja zrobiłam to samo ze zrozumieniem i odwróciłam się na pięcie. Weszłam do środka. Przeszłam przez salę, podążyłam w stronę wąskiego korytarzyka. Gdy tylko skręciłam, upewniłam się czy nikt nie patrzy i oparłam się o ścianę, zsuwając się w dół. Zdjęłam buty i rozprostowałam nogi. Uniosłam głowę i zamykając oczy wzięłam kilka głębokich oddechów. Próbowałam opanować drżenie rąk, co niestety nie przyszło tak łatwo jak zwykle.
 *Kłamałaś go.* musiałam *nie prawda*. Nic nie wiesz... on mnie do tego zmusza. Muszę to robić.
-Co ty ze mną robisz?- szepnęłam sama do siebie.
 Po moim policzku spadła samotna łza, którą szybko otarłam, nie pozwalając wyznaczyć ścieżkę dla kolejnych. Wstałam i poszłam szukać 'swojego' pokoju. Weszłam po schodach i szukałam nr.57. Był. Na końcu korytarzu znajdowały się drzwi z numerkiem. Weszłam. Flanelowa koszula nocna leżała na łóżku poskładana. Wzięłam prysznic, przebrałam się i gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam Harry'ego siedzącego na łóżku. Wszystko wokół niego było porozwalane i porozrzucane. Znowu.Nie zauważyłam  stłuczonego szkła na podłodze i na nie nadepnęłam. Głośno syknęłam z bólu.
-Boże!- krzyknął chłopak i rzucił się w moją stronę biorąc mnie na ręce.
-Coś ty zrobił?!- syknęłam na niego, a ten wydał się jeszcze bardziej przestraszony. Położył mnie na łóżku i podniósł nogę na wysokość oczu.
-Cholera jasna!- krzyknęłam głośniej.
-Zamknij się.- warknął, a ja poczułam się oburzona.
-Co ty do mnie mówisz?! Rozwaliłeś pokój! To przez ciebie.- powiedziałam zirytowana.
-Jak się będziesz ruszała, to będzie bardziej boleć. Siedź na tej seksownej dupie i się nie odzywaj.- powiedział patrząc nadal na ranę, a ja odpowiedziałam milczeniem. Zaczął wyciągać kawałki szkła, a ja co chwile odruchowo ruszałam nogą, a on mnie palił spojrzeniem. Nie odzywaliśmy się, aż nie skończył mi bandażować.Potem wstał i zaczął wszystko sprzątać. Jak już skończył usiadł na skraju łóżka i patrzył się na ścianę. Po prostu tak siedział i patrzył. Nic więcej.
-Dziękuję.- powiedziałam poważnie i spuściłam wzrok.
-Co?- powiedział jakbym wyrwała go z własnych myśli. Odkręcił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi.
-Mówię, że dziękuję.
-Za co?- zapytał jeszcze bardziej zszokowany.
-Opatrzyłeś mi nogę, a ja się wierzgałam jak głupia.
-Ale to moja wina. Ja rozwaliłem pokój. Przez to nadepnęłaś na szkło. Przepraszam.- powiedział patrząc mi w oczy,  a ja po raz kolejny spuściłam wzrok.
-Czemu zrobiłeś taką demolkę..?- spytał cichutko.
-Nie wiem.. byłem zdenerwowany, a to wydawało się najrozsądniejsze w tamtej chwili. Nie chciałem pić, bo wiem, że tego nie lubisz. Więc zrobiłem  małą demolkę.
-Pomogło?- spytałam słabo się uśmiechając.
-Rozciąłem ci nogę. Gorzej być nie mogło. Na szczęście rana nie jest głęboka. Przeżyjesz.- uśmiechnął się smutno.
-Harry.
-Hm?- spytał, a ja już wiedziałam dlaczego tak strasznie go irytuje, kiedy ja to robię.
-Nie mrucz!- zaśmiałam się na co odpowiedział tym samym.
-A z jakiego powodu się zdenerwowałeś?-chwilę milczał i chyba się zastanawiał co powiedzieć.
-To na prawdę nie byłem ja.- popatrzył na mnie skruszonym wzrokiem, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Wiem, że mi nie wierzysz, ale to nie ja ją pocałowałem. Odepchnąłem ją. Wiem, że zrobiłem to za późno.
Wierzysz mi?- spytał wciąż patrząc tymi cholernymi głębokimi oczami, a ja czułam, że  chodź siedzę tracę grunt pod nogami.
-Tak Harry. Wierzę ci.- powiedziałam powoli, aby dotarło do niego każde z wypowiedzianych  przeze mnie słów. Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się tym razem szczerze, a w jego oczach znowu pojawiły się te iskierki za którymi szaleję. *Po raz pierwszy się do tego przyznałaś* zamknij się!

No więc i tak oto za nami rozdział 43 :)Mam nadzieję, że zadowolone ^-^Dobranoc :* ♥






4 komentarze:

  1. Jejku znowu pierwsza. Czuję się taka fajna
    mam nadzieje ze oni w końcu będą razem. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Kocham cie ten blog i twój styl pisania. Życzę dalszej weny Dobranoc :*
    Twoja Sandra xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne <3 Next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział Niesamowity!! Kocham! ♥♥♥♥♥♥

    pozdrawiam Ania z fb ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny I cieszę się z takiego zakończenia

    PatiK

    OdpowiedzUsuń

Emilie M.