Nie umiem sobie poradzić z tym, że ktokolwiek potrafi na mnie wpłynąć.. zwłaszcza jakaś tam dziewczyna.Myślę, że trzeba zacząć zmieniać role... to JA będę wpływał na nią. Ja będę o wszystkim decydowała, a ona znów będzie moja. Będzie mi podlegała... nie będę słabszy.. nie przez nią. Ona doprowadza mnie do szału... z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła.. dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie co zrobiłem.. miałem rękę w krwi... zbyt mocno ściskałem szklankę, po prostu się zbiła..
-Co się stało Hazzi?- zapytała kobieta, a ja automatycznie skłamałem, że wszystko ok. Jak zwykle..
Wymyłem ranę i wyjąłem szkło ze zmywarki.. następnie zakleiłem rany i zabandażowałem dłoń..
-Babciu, ja jadę do domu- dałem jej buziaka w policzek i nie czekając na odpowiedź wyszedłem.
Skierowałem się w stronę czarnego samochodu i zacząłem pędzić nim ulicami. To mnie odstresowuje.. po chwili zastanowiłem się nad naszym zakładem i wyjąłem telefon z kieszeni, w tym samym czasie, zjechałem an pobocze. Usłyszałem parę sygnałów, ale zaraz odezwał się zachrypnięty głos.
-Słucham?
-Za pół godziny pod garażami.
-Będę.- to jedno słowo mi wystarczyło.. nim zdążyłem się obejrzeć już czekałem w samochodzie na Bieber'a, wystukując tylko sobie znaną melodię na tapicerce.Po chwili szatyn usiadł koło mnie zamykając za sobą drzwi.
-Zrobiłem to.- oznajmiłem mu, a on się tylko uśmiechnął i skinął kręcą głową.
-Ok. Zapewne chcesz kluczyki do twojej nowej miejscówki?-zapytał rozbawiony.
-Nie. Podrzuć je Zayn'owi. Nie jestem na sprzedaż. - odparłem.
-Więc to ona była produktem w tej transakcji?- zapytał nadal rozbawiony, a ja postanowiłem zmienić temat.
-O co ci do cholery chodzi Bieber? Co cię tak śmieszy?- zapytałem nieco ostrzej i chłopak w końcu spojrzał na mnie.
-Twoja chora duma. Mi nie ufała, więc nie miałbym z tym problemu. Ale za cholerę bym nie skrzywdził kobiety która mi ufa Styles. Imponujesz mi. Jeśli ty to potrafisz, ja też chyba będę. Ale oczywiście gratuluję. Ja nie potrafiłem się tak do niej zbliżyć, a później bezwstydnie wszystko wykorzystać po to aby się z nią dymać. Powiedz chociaż.. jest dobra w łóżku? Może jeszcze się skuszę.- odparł z uśmiechem na twarzy, a ja poczułem nieodpartą chęć zdarcia mu go z niej. Nie wiem kiedy moja pięść powędrowała ku jego twarzy i po chwili trzymał się rękami za szczękę.
-Wypierdalaj stąd. Daj kluczyki Zayn'owi i więcej tak o niej nie mów. Rozumiesz?!- ostatnie słowo niemal wykrzyczałem sięgając po broń. Justin podniósł ręce w geście obronnym i wyszedł z samochodu powolnym krokiem kierując się w stronę skąd przyszedł. Starałem się uspokoić ręce które zaczęły się trząść z nerwów.. on to do cholery zrobił specjalnie. Napuścił mnie na nią wiedząc, że nie będę mógł odmówić. Wiedział doskonale, że zrobię to.
-Cholera!- uderzyłem rękoma o kierownice krzycząc w głąb samochodu.
~Oczami Liliany~
Leżąc na łóżku i czytając książkę zauważyłam, że choć ją czytam, myślami jestem kompletnie gdzie indziej. Wciąż analizowałam wszystko co mi powiedział. To o polowaniu.. to, że mnie nie kocha... zakład. To mnie najbardziej zraniło. Spojrzałam na zegarek wiszący nad drzwiami pokoju... 20.37.
Stwierdzając, że nie ma głębszego sensu siedzenie zamknięta w pokoju... postanowiłam przejść się do Malika, nie chciałam wiedzieć czy był świadomy zakładu.. czasem lepiej niektóre rzeczy przemilczeć, a poza tym jest moim sąsiadem. Ubrałam na dzisiejszy strój czarną skórzaną kurtkę i ruszyłam do jego domu. Po chwili stałam przed domem pukając do drzwi. Otworzył je mulat w samych bokserkach i z uśmiechem na twarzy.
-Jeśli chciałeś zrobić na mnie wrażenie, to ci się udało- spojrzałam na niego i przeszłam obok obojętnie, a on parsknął.
-Co tam?- zapytał jak gdyby nigdy nic.. jakbym kilka godzin wcześniej nie nawrzeszczała na niego na korytarzu przy wszystkich.
-Chujowo, lecz stabilnie- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy pokazując okejkę, a chłopak podszedł i mnie przytulił. Zamurowało mnie. Na prawdę.. po chwili się ode mnie odsunął.
-Mam nadzieję, że się już na mnie nie gniewasz.
-Nie.- szybko powiedziałam i skierowałam się do kuchni, by szukać coś w szafkach. Podążył za mną.
-Możesz ubrać chociaż spodnie? Czuję się niezręcznie będąc jako jedyna ubrana- odparłam z uśmiechem lustrując go.
-Jak chcesz to możesz zrzucić z siebie co nieco.- powiedział śmiejąc się, za co dostał cios w bok i po chwili stał już w spodniach z nadal szerokim uśmiechem na twarzy.
-Gdzie trzymasz fajki?- zapytałam prosto z mostu.
-Po co ci?- Boże! Domyśl się.. podobno to pomaga na stres.
-Chcę zapalić.- wzruszyłam ramionami wciąż szukając.
-Skarbie, nie będziesz paliła.. nie lubisz tego,a ja to lubię.
-Lubisz fajki, czy to, że ich nie lubię?- zapytałam skołowana jego odpowiedzią i zaprzeczeniem.
-Jedno i drugie.- znowu uśmiech.. on nadawałby się do jakiejś reklamy.. gdyby nie te tatuaże.
-Uchhh..- jęknęłam i rzuciłam się na kanapę.
-Zayn?
-Mhmm..?- mruknął siadając na fotelu obok.
-Co robimy?- spytał zdesperowana.
-Może jakiś krótki seansik? Albo.. no wiesz.. możemy robić duużo interesujących aczkolwiek niezbyt moralnych rzeczy.. jestem na tak, a ty?- poruszył śmiesznie brwiami uśmiechając się (znowu) tym swoim firmowym uwodzicielskim uśmiechem nr.5 .
-Zbok!- krzyknęłam rzucając się na niego (dosłownie) i zaczynając go łaskotać. Śmiech to on miał fantastyczny. Gdy tylko go usłyszałam sama ledwo wytrzymywałam ze śmiechem. W pewnym momencie to ja byłam pod nim.. role się odwróciły i wylądowaliśmy na podłodze. Chłopak złapał moje ręce za nadgarski i umiejscowił je tuż nad moją głową.. trzymał je jedną ręką. Patrzył na mnie obliczem mściciela, aja nie chciałam wiedzieć co będzie dalej. Jego druga ręka podążyła ku mojemu brzuchu i odsłoniła koszulkę, a on chytrze się uśmiechnął.
-Nie.. Zayn. Nawet się nie waż tego robić!- powiedziałam śmiertelnie poważnie,a on powoli i nieubłagalnie zbliżał swoją twarz do mojego brzucha.
-Zayn!- dążyłam pisknąć gdy przywarł ustami do brzucha i dmuchać powodując nadmierne łaskotki. Zwijałam się ze śmiechu, ale on nadal uśmiechając się to robił.. niestety był za silny bym wyrwała się z jego uścisku.
-Zayn!.. proszę!.... Poddaję się!- piszczałam pomiędzy atakami śmiechu.
Ja wiem, że gif nie bardzo pasuje do reszty..
Ale nie mogłam się powstrzymać *,*
Ja jestem zadowolona, jeśli jakieś uwagi, to pisać śmiało ;d
Zachęcam do pisania komentarzów
gdyż dzięki temu macie wcześniej rozdziały ^-^
Tak trochu inny bieg wydarzeń :3
Dobranoc ♥♥♥

O mój boże. To był zwrot akcji o 360 stopni. Nie spodziewałam się. Rozdział jak zawsze cudowny. Uwielbiam twój styl pisania. Z niecierpliwością czekam na next. Dawaj szybko <3
OdpowiedzUsuńTwoja Sandra x
Hahaha taki suodkie <3 Więcej !
OdpowiedzUsuńTo było...brak mi słów! Wspaniałe i ta słit scena na koniec awwwww ☺♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ania z fb ♥♥♥♥♥
Super rozdział, cały czas się śmiałam. Jestem ciekawa co wyniknie z tych łaskotek :D ;)
OdpowiedzUsuńPatiK.