16.4.15

Rozdział 36

Znów zachęcam do włączenia linków z muzyką ^-^

Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że biegnie za mną. Wbiegłam między dwa budynki mając nadzieję, że będzie wyjście. Ale nic z tego. Ciasna 'szczelina' była ślepym zaułkiem. Odwróciłam się szukając drogi ucieczki ale loczek zatarasował mi przejście. Wpadłam z impentem w jego ciało po czym się zachwiałam i się go przytrzymałam aby nie upaść. Chłopak ani nie drgnął tylko trzymał mnie póki nie odzyskałam równowagi.
-Możesz zejść mi z drogi?- zapytałam się wciąż patrząc prosto przed siebie (czyt. na jego koszulkę/tors)
-Możesz powiedzieć mi to w twarz?- słyszałam irytację. Niech mu będzie. Zacisnęłam mocno usta i spojrzałam na niego.
~Oczami Harry'ego~

Pobiegłem za Lilianą. Nie wiedziałem czemu, po prostu to zrobiłem.Biegłem za nią krzycząc, gdy w pewnym momencie straciłem ją z oczu. Jest przewidywalna więc skręciłem w pierwszą uliczkę jaka była. Tak jak myślałem, była tam. Szybko się odwróciła i ruszyła przed siebie. Nie ruszyłem się z miejsca. Dziewczyna odbiła się lekko ode mnie i szczerze mówiąc gdyby nie ja, to wylądowałaby zapewne na twardym betonie. Nie daj Boże rozbiłaby głowę *martwisz się* Nie chciałbym jej zbierać z chodnika.
-Możesz zejść mi z drogi?- odparła w końcu patrząc się przed siebie i odwracając wzrok.
-Możesz powiedzieć mi to  w twarz?- zapytałem.. nienawidzę, gdy ktoś to robi.. mruczy albo unika wzroku.. to jest irytujące. Dziewczyna spojrzała na mnie, a  ja zamarłem. Popatrzyła mi prosto w oczy... wszystko, co widziałem w nich wcześniej znikło. Została tylko niekończąca się pustka.. zmęczenie. Nie widziałem już tej dziewczyny pełnej krzepy.. tylko słabą, zagubioną dziewczynkę, która ma już wszystkiego dość. Zacisnęła usta w jedną linię i patrzyła na mnie w milczeniu.
-Słucham..- powiedziałem nieco delikatniej.
-Możesz dać mi przejść..? Nie mam dziś siły na trzecią rundę twoich docinek... 
-Ale ja wcale..- próbowałem jej się wytłumaczyć.
-Harry. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?- stanęła na palcach i wyszeptała mi to prosto do ucha, a ja mimowolnie otworzyłem usta.. nie spodziewałem się takiego toku sprawy. *Jest przewidywalna, powiadasz?*
 Nie miałem słów, aby jej to wytłumaczyć. Nie wiedziałem jak. Pozostało mi tylko już do końca grać tego dupka, którym za pewne jestem... *ale nie przy niej Styles* 
-To, że cię nie lubię, czy też za tobą nie szaleję jak myślałaś.. nie znaczy, że Cię nienawidzę..z resztą.. chciałem ci tylko powiedzieć, że jeśli chcesz możesz sobie zostawić moją koszulkę.. lepiej ci się w niej śpi.- dodałem za co skarciłem się w myślach..
-Mam podziękować..?-zapytała posyłając delikatnie ironiczny uśmiech.. Tak! Na reszcie jest moja Lil. *Nie twoja i jeszcze nie jest.*
-Myślę, że to nie byłby zły pomysł.. mogłabyś również podziękować za to, że Cię przez tyle czasu chroniłem przed koszmarami i robiłem naleśniki. Lubiłaś je.- nie pogłębiaj się.
-Uhm.. dziękuję. Nadal je lubię.- odparła i znów na mnie spojrzała i tym razem dojrzałem błysk bólu i założyła coś w stylu maski.. znów nic nie było widać.
-Ale już nie lubię ciebie.- dodała, a ja się odsunąłem od drugiej ściany robiąc jej przejście. Zerknęła na mnie po raz ostatni i przeszła obok mnie z dumnie uniesioną głową.. słyszałem jak jeszcze przyspiesza kroku i po chwili stałem sam. Co ja zrobiłem..?
 Chwilę później szybko odwróciłem się i chciałem znów za nią podążyć.. ale w którą stronę.. wiedziałem, że choć to ja od niej odszedłem.. nie chciałem, żeby ona odeszła ode mnie, i choćbyśmy mieli tylko się kłócić i na siebie wrzeszczeć.. potrzebuję tego. Ona jako jedyna odważyła się to zrobić... tylko ona potrafi mi się przeciwstawić,a ja tego potrzebuję.. potrzebuję jej?Cholera.
~Oczami Liliany~
 Nie chciałam kłamać.. tak bardzo nie chciałam stać się kolejną fałszywą osobą w tym tłumie melancholii.
Dzięki ci Styles.
-Ale już nie  lubię ciebie.- powiedziałam resztkami sił zbierając się, aby nie uronić przez niego ani jedną łzę więcej. Chłopak w końcu się odsunął, a ja dumnie przeszłam koło niego, ale gdy tylko go minęłam czułam, że muszę iść jak najdalej od niego.. nie mogłam być blisko z nim. Nie dziś. Nie mam na to siły. Skierowałam się do cichej knajpki i tam usiadłam. Mało ludzi, mężczyzna w podeszłym wieku gra na pianinie, a większość osób się znajdujących tu są starsi ludzie. Spodobało mi się to miejsce. Mam dziwny i dość nietypowy 'gust' do miejsc, które mają mnie wyciszyć. Życie.
-Coś podać,kochana?-zapytała miła kobieta podchodząc do mojego stoliku.
-Ja poproszę kawę, zwykłą czarną.- wysiliłam się na uśmiech i mój wzrok znów spoczął na dłoniach przesuwających się po fortepianie. Te człowiek robił to z taką wprawą i pasją.. chciałabym kiedyś tak wyglądać. Kobieta przyniosła moją kawę, a ja niemal się na nią rzuciłam. To jest coś, czego potrzebowałam. Mocna gorąca kawa. Facet o imieniu Bill zrobił sobie przerwę. A ja patrzyłam z nadzieją w fortepian.. miałam taką niesamowitą ochotę zagrać.. zaśpiewać. Ughghg! Podeszłam do mężczyzny.
-Przeraszam, czy mogłabym coś zagrać?- starałam się być jak najbardziej uprzejmą osobą. Bill słabo się uśmiechnął i kiwnął głową na znak zgody, a ja mało z siebie nie wyszłam. 
-Dziękuję.- grzecznie odparłam i przysunęłam bliżej sobie mikrofon do fortepianu. Przez chwilę myślałam nad piosenkami, które udało mi się utworzyć.. było ich dość sporo.. jednak po chwili rozbrzmiał dźwięk fortepianu, a ja zaczęłam jedną ze swoich ulubionych.. w którą włożyłam dużo serca i czasu. Tak, to jest coś czego potrzebuję.. zaczęłam śpiewać  i wszystkie oczy skierowały się ku mnie.
Cork's off, it's on
The party's just begun
I promise
This drink is my last one
I know I fucked up again
Cause I lost my only friend
God forgive my sins
Don't leave me, I
Oh I will hate myself until I die
 Usłyszałam jak ktoś wchodzi, ale nie przejęłam się tym, bo w końcu kto tu może przyjść prócz paru starych ludzi.Zacisnęłam mocno powieki nie chcąc, aby znów zebrały się w nich łzy. Zaczęłam się bujać w rytmie wystukiwanych klawiszów.
I need you more than dope
Need you more than dope
Need you more than dope
I need you more than dope
 Wciąż się wczuwałam a po moim policzku spłynęła samotna łza.. tak, na pewno będę tu częściej przychodzić. To jest miejsce dla mnie.
Oh I will hate myself until I die
 Powtórzyłam to zdanie kilkakrotnie, nim przeszłam do dalszego śpiewania. Czułam się znacznie lepiej.
~Oczami Harry'ego~
 Wszedłem do lokalu babci.. (nie, nie była moją babcią, ale po prostu znałem ją od małego i tak zostało) przychodziłem tu zawsze, gdy miałem jakiś problem.. dziś przyszłem trochę pomóc, choć wiedziałem, że nigdy nie ma tu ruchu.. to mnie uspokajało. Doszedł do mnie dźwięk fortepianu i już czułem się jak w domu. Tym razem przy nim nie siedział Bill, tylko jakaś blondynka.. dziwne, ale nie wtrącam się, może chce zarobić. Doszły do mnie słowa piosenki, której jeszcze nie słyszałem.
Oh I will hate myself until I die
Need you more than dope
I need you more than dope
 Siedziałem przy barku wycierając jakieś naczynia.. szczere słowa piosenki urzekły mnie..
-Babciu, kto to?- zapytałem Marie, która siedziała tuż obok mnie patrząc na dziewczynę, a raczej jej plecy i to jak się ruszała w rytm muzyki, którą tworzyła.
-Nie mam pojęcia, ale jest fantastyczna..
-Dziewczyna ma problem.. 'będę nienawidziła siebie póki nie umrę."
-Jest przybita.. przyszła i próbowała być dla wszystkich miła, ale no chyba tylko to jej pomaga.- wskazała na grającą dziewczynę po raz drugi, aja wiedziałem, że  skądś znam ten głos. Jeszcze tylko nie byłem pewien skąd, chciałem podejść do dziewczyny, gdy usłyszałem początek kolejnej PIOSENKI  i już wiedziałem kto gra. Postanowiłem się nie ujawniać, więc szybko odwróciłem się na pięcie i schowałem się na zapleczu słuchając po raz kolejny tego pięknego głosu... ale wciąż nie mogłem zapomnieć słów poprzedniej piosenki... 'I will hate myself until I die" 
 Coś było nie tak.. to nie mogła być ona. Postanowiłem odpłynąć wraz z muzyką. Przez chwilę zapomnieć o tym, co się działo między nami.  Nawet nie zauważyłem, kiedy babcia usiadła obok mnie.
-To dobra dziewczyna.- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-Jeszcze jej nie znasz. Jest irytująca, złośliwa,denerwująca,uparta,nieznośna, niemiła, myśli, że wszystko jej wolno, zawsze musi mieć swoje zdanie i nie możemy wytrzymać ze sobą w jednym pomieszczeniu, bo się pozabijamy.- *chyba, że ze sobą będziecie spać.* Babcia nie musi tego wiedzieć.
-Zapomniałeś dodać, że ci się podoba.- uśmiechała się w moją stronę, a ja  ukryłem twarz w dłoniach.
-Jak cholera.- odparłem ledwo słyszalnie i dostałem ścierką w ramię.
-Co ja mówiłam o przeklinaniu w moim lokalu?- udawała zdenerwowaną, ale po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem i usłyszeliśmy trzask drzwi. Popatrzyłem w stronę fortepianu.. tak, to ona wyszła.
-Wróci tu. Spodobało jej się- mrugnęła do mnie Marie i przez chwilę znów wyglądała  młodo.
-A teraz idź na zmywak, synu!- krzyknęła śmiejąc się, a ja podążyłem w stronę wyznaczonego miejsca również z uśmiechem.
Przepraszam, że tak długo czekałyście, ale małe problemy miałam z kontem tu xd
Hasła zapomniałam i same wiecie xd
No nic, mam nadzieję, że się spodoba :)
Dobranoc :*


4 komentarze:

  1. Tak bardzo oczekiwałamnastępnego rozdziału. Jestem ciekawa kiedy Styles spotka się z Justinem aby przejać jego ,,bazę". Rozdział wspaniały. Miłej nocy. <3
    Twoja Sandra x

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział przepiękny nic ująć nic dodać. Trochę szkoda mi Liljany :'(
    Dobrze poznać Harrego z tej dobrej strony

    PatiK

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny rozdział *.* kocham tego ff <3 a już myślałam że Harry jest cały czas taki ostry i wredny a tu prosze pojawia się babcia i już jest potulny jak baranek :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest coś niesamowitego... Ta ostatnia scena w barze wspaniała! Nic dodac nic ując KOcham!!

    Pozdrawiam, Ania z fb

    OdpowiedzUsuń

Emilie M.